Zerwane odciski i tejpowanie na pomoc

Zerwane odciski to dla mnie nie pierwszyzna. Z zerwanymi odciskami borykać się muszą amatorzy sportów siłowych, choć pewnie jeśli trenujesz na maszynach lub głównie w pozycji siedzącej albo leżącej (klasyka kulturystyki), to nie spotkałeś się z tym problemem. Kiedy występuje największe prawdopodobieństwo zerwania odcisku?

Przy bardzo dużych obciążeniach w przypadku ćwiczeń ciągnących z masą własną oraz sztangą. Najczęściej odcisk zerwać możesz podczas ćwiczeń na drążku do podciągania. Wówczas cała masa Twojego ciała wisi na skórze wewnętrznej części dłoni i kiedy odciski są już wystarczająco wyhodowane, grozi im zerwanie.

Jeszcze większe prawdopodobieństwo zerwania odcisku wystąpi podczas ćwiczeń dynamicznych i złożonych, kiedy dłoń niejako okręca się wokół drążka. Ja najczęściej zrywam odciski w trakcie podciągania z trzymaniem drążka jedną dłonią – wtedy jedna dłoń musi sobie radzić z całą masą mojego ciała – a także w trakcie wspierania ciągiem (muscle up).

Odcisk zerwać możesz także wtedy, gdy trzymasz w dłoniach duży ciężar. Mam tu na myśli np. martwy ciąg, zarzut lub rwanie albo np. spacer farmera. Przypadłość ta występuje więc najczęściej u gimnastyków, crossfiterów, strong-manów oraz ciężarowców olimpijskich.

Dlaczego warto tejpować dłonie i jak to robić?

Tejpowanie służy dwóm celom. Po pierwsze zapobiega zerwaniu, a po drugie umożliwia kolejny trening, kiedy odcisk już został zerwany. Jakie są zalety? Niestety rękawice treningowe nie zawsze są wygodne i nie w każdym ćwiczeniu są komfortowe. Osobiście wolę trenować na gołe dłonie ponieważ wtedy chwyt jest najpewniejszy.

Użycie taśmy kinezjologicznej lub innej sportowej umożliwia zaklejenie tylko uszkodzonego fragmentu dłoni. Tym prędzej postanowiłem wyszukać informacji na ten temat. Wykorzystałem sposób tejpowania z tego filmu:

Nie miałem zbyt wiele czasu na wyszukiwanie taśmy RockTape więc zakupiłem pierwszą lepszą w sklepie stacjonarnym. Efekt:

Przyznam szczerze, że komfort treningu z tak otejpowaną dłonią nie jest 100-procentowy, ale jest to jakaś deska ratunkowa. W moim przypadku walka z zerwanym odciskiem trwa zazwyczaj kilka rund. Najpierw zrywam odcisk. Następnie odcisk się goi, robię trening i… znów pojawia się krew. Nie chcę czekać, aż skóra całkiem wydobrzeje, bo trwałoby to jakieś 3 – 4 tygodnie. Nie mogę pozwolić sobie na taką przerwę więc zawsze nadrywam na wpół zagojony odcisk.

Trening z taśmą faktycznie pozwolił tego uniknąć.

Czy polecam? Zdecydowanie. Taśmę kinezjologiczną możesz użyć nie tylko do zabezpieczania odcisków, ale także do usztywniania, kostek, łokci, barków, nadgarstków. Taka taśma powinna się zdecydowanie znaleźć w niezbędniku sportowca. Na koniec polecę Ci jeszcze jeden sposób tejpowania, który również budzi moje zaufanie:

Pozdrawiam, niech Twoje dłonie mają się dobrze.

19 komentarzy

  1. Ja tam wolę zapobiegać niż leczyć 😉 od dawna zapomniałem o problemach z odciskami. Profesjonalne rękawice treningowe są przydatne jeżeli chce się fajnie wyglądać w dobrym klubie 🙂 ale do ćwiczenia (zwłaszcza w warunkach polowych) się nie nadają. Sposób na odciski jest genialny w swojej prostocie : rękawice robocze. Tylko nie te najtańsze „wampirki”, tylko te lepsze, pokryte gumą. Kleją się do drążka aż miło, można nie przejmować się wyślizganym drążkiem bo zapewniają mega pewny chwyt w każdych warunkach. To też zresztą ogranicza ich zastosowanie, bo o ile do podciągania się są genialne, to do ćwiczeń typu muscle up czy wymyk gdzie dłoń przemieszcza się po drążku nie zdadzą egzaminu bo dają zbyt dużą przyczepność. I „uzależniają” – ja już bez nich nie potrafię nawet zawisnąć na gołym drążku dłużej niż parę sekund, tak przywykłem do komfortu uchwytu który zapewniają.
    A jak już piszę bo dziś mam wenę 😉 to zapytam jeszcze o cuś. Pogoda już zakończyła sezon do trenowania na fit parkach ale nie chcę odzwyczajać się od ćwiczeń z własnym ciężarem. W garażu mam kompletną siłkę ale bez drążka. Wydumałem że podciąganie australijskie z kamizelką obciążeniową (już zainwestowałem w ten gadżet) zastąpi zwykłe podciąganie ale chociaż z dociążeniem zakres powtórzeń jest ten sam to inny kąt ruchu i nie jestem pewien czy te same mięśnie pracują. Podobnie z dipami. Mam takie niby poręcze, ale o wysokości może metra. Jak położę nogi na krześle ustawionym przed tymi poręczami to wychodzi ciekawe ćwiczenie, ale czy może ono zastąpić dipy? W zasadzie ruch ten sam tylko nogi nie zwisają ale ułożone są na krześle. Dużo to zmienia?

    1. Zawsze coś tam zmienia, ale nie widzę problemu by taką zmianę wprowadzić na jakiś czas. w dłuższej perspektywie (rok i dłużej) z pewnością by się to odbiło na podciąganiu czy dipach w normalnej wersji, ale jak na jakiś czas to negatywnych skutków raczej nie będzie.

    2. „ja już bez nich nie potrafię nawet zawisnąć na gołym drążku dłużej niż parę sekund, tak przywykłem do komfortu uchwytu który zapewniają. ” nie obraz sie ale w takim razie masz pussy grip moim zdaniem. Ja ostatnio dolozylem w osobny dzień trening chwytu gdzie robie zwis na jednej rece oraz trzymanie górnej pozycji trzymając sie jedna ręką drążka druga za przedramię tej reki ktora chwyta drążek. Dodalem to bo uważam ze mam bardzo słaby chwyt ( widziałem gości co wiszą na jednej rece nawet z ponad 100 kg przypietymi do pasa
      https://m.youtube.com/watch?v=iJYOs5VFjwk) i trzeba go poprawić. Na pierwszym treningu ktory byl we wtorek w tym tygodniu udalo mi sie zrobic 5 serii po ok 15 SEC na rękę. Uważam że to trochę słabo i trzeba to poprawiać. Jakbym nie umiał uwisiec na drążku trzymając się obiema rękoma co najmniej 30 sekund to tym bardziej bym cos z tym robił. Ogólnie też ćwicze w rękawicach ale używamy ich dopiero w momencie jak spoci mi sie dłoń i to tak solidnie. Przy maksymalnych lub submaksymalnych nie chce mi sie przejmować w trakcie powtórzenia ze zaraz ręką mi wyleci i tylko przez to nie zrobię serii. Uzywam tych rękawic

      https://eprotect.pl/product-pol-48533-Rekawice-robocze-powlekane-lateksem-M-GLOVE-L2001.html?utm_source=iai_ads&utm_medium=google_shopping

      Sukinsyny maja taka przyczepność ze od razu czuć dużo więcej siły przy podciaganiu. Dlatego staram sie ich nie używać często żeby mój chwyt się nie odzwyczajal i nabierał proporcjonalnie siły, a nie że po tem sie okaże ze bez rękawic robie o polowe mniej powtórzeń. To jest moim zdaniem jak z paskami w martwym ciągu. Ktos sie przyzwyczaja podnosi coraz więcej a po tem nagle zapomni ich z domu i sie okaże ze zamiast dołożyć ciężaru w porównaniu do poprzedniego treningu lub chociaż wyrównać wynik będzie musiał zdjac ciężar ze sztangi

    3. Dokładnie z tego samego powodu nie lubię rękawic. Tylko goła dłoń i ewentualnie magnezja. Też kiedyś ćwiczyłem w rękawicach i zauważyłem, że chwytając drążek gołą ręką czuję jakby moja dłoń była z waty. Mój chwyt był żałosny. Teraz to się zmieniło a rękawic (zwykłych ogrodowych) używam tylko doraźnie, np. w zimie na zewnątrz.

    4. Coś w tym jest. Jak zapomnę rękawic to do drążka i kółek nawet nie podchodzę, robię trening na klatkę i tricka. W sumie to chyba nie jest kwestia siły tylko techniki (?) chwytu. Na tym fit parku z którego korzystam najczęściej kółka są metalowe i tak wyślizgane że aż wypolerowane. I jak tu złapać gołą dłonią takie coś?
      Co do „pussy grip”… hmm. Nie to żebym się chwalił ale ostatnio miałem okazję zmierzyć się z kolegą który trenuje crossfit. Wielki smok, ponad 100 kilo wagi, na martwy bierze koło 150 kg więc chyba do wątłych nie należy. Posiłowaliśmy się na ręce i tak dla fanu pobawiłem się wyginając jego nadgarstek jak mi się podobało. Dbam o silny uchwyt, mam najmocniejszy ściskacz jaki widziałem, takie kółko z k**ewsko twardej gumy. Ja je ścisnę ze 25 razy a wspomniany byczasty kolega miał problem żeby dojść do 20 więc mam podstawy żeby twierdzić że mój grip wcale nie jest taki „pussy”

    5. „Jak zapomnę rękawic to do drążka i kółek nawet nie podchodzę, robię trening na klatkę i tricka. ”

      A po tem sie dziwisz ze nie masz takich efektów jakie byś chciał bo zamiast trzymac sie planu to robisz to na co masz ochotę i/ lub to co jest dla Ciebie komfortowe. Jeżeli masz w tygodniu osobny trening push na klatke a potem masz trening pull i zamiast sie podciagac znów robisz klatkę, juz pomijając kwestie dysproporcji, zdrowia, odpowiedniego balansu siłowego itd to po prostu nie najlepiej świadczy o cwiczacym. Gdzies te zaniedbalstwo sie wkradlo i trzeba cos z tym zrobic moim zdaniem. Ja tak miałem z rozgrzewka i rozciąganiem. Czasami potrafilem bez kompletnie żadnej rozgrzewki rzucić sie na ćwiczenie gdzie ledwo robilem 1 powtórzenie a po ostatniej serii po prostu wychodzilem z pokoju jak gdyby nigdy nic i szedlem sie myć. Żadnego wyciszenia w postaci rozciągania ani nic. Kontuzji nie miałem w sumie żadnych. Ale zawsze siedziało tam z tylu głowy ze trochę Januszuje. Dodatkowo miałem tendencje do robienia serii po za treningiem które jak mozna sie domyślić tez były bez rozgrzewki.( sytuacja taka ze siedze robie co na komputerze nagle sie zrywam i robie np pompki na jednej rece nawet nie wiem po co) Masakra jakas. Ale powoli zacząłem zmieniać nawyki. I teraz coraz częściej robie rozgrzewke i sie rozciagam i powoli co raz mniej mam takich sytuacji ze robie cos po za treningiem chociaż zdarza sie ale w porównaniu do tego co bylo to naprawdę jest malo. Zmiana nawyku jest ciężka ale wymaga powoli da sie zmienić swoje zachowanie. 🙂

      Co do sciskaczy to w sumie nie wiem. Nigdy nie mialem okazji na nich ćwiczyć wiec nie powinienem sie wypowiadac. Ale skoro pomimo ze dobrze Ci na nich idzie a masz problem ze zwisem to mogę sie domyślać ze nie rozwijają funkcjonalnej siły chwytu ktora by miała przełożenie na inne rzeczy.

      150 kg w martwym ciągu to naprawdę nie jest dużo. Tym bardziej przy masie ponad 100 kg jak to opisywales. Chociaż zależy na ile powtórzeń. Bo tego nie napisałes. Jeżeli rzuca tym ciężarem jak szmata w dużej ilości powtórzeń np ponad 10 w kilku seriach to fakt sila jest. Jeżeli jest to 1PM to nie ma sie czym chwalić.
      Pamiętam sam przy wadze 80 kg podnioslem kiedyś cos ok 140. Fakt ze z kocim grzbietem ale mysle ze na zaliczenie było bo nie było tez wózka czy innego bujania ciałem, ruch byl płynny w miarę. Teraz z perspektywy czasu uważam ze tamten ciężar nie był warty tego zeby ryzykować kontuzja bo jest po prostu smieszny. ( oczywiście wtedy czułem sie jak bóg). Przy tej masie powinienem podnosić 160 kg z idealnie prostymi plecami i bez żadnej spiny , a nie tak jak wczesniej darcie mordy, słuchanie jakiejś metalowej muzyki, motywowanie sie pol dnia zanim podejde do sztangi co najmniej jakbym szykował sie do 300 kg, czyli zachowywanie sie jak typowy pseudo samiec alfa. 🙂

    6. Planu się w zasadzie trzymam, jak chcesz zobaczyć jak wygląda luknij do artykułu „schemat treningu i kolejność ćwiczeń”, tam przedstawiłem go Rafałowi do konsultacji. Ale sztywne trzymanie się planu żeby nie wiem co jest równie głupie jak robienie „na pałę”, bez żadnego planu. Jest coś takiego jak trening instynktowny, słuchanie swojego ciała i branie poprawki na inne okoliczności. Przykładowo : w pon mam w planie klatkę i plecy. Przyjeżdżam na siłkę plenerową, patrzę do torby – nie ma rękawic. I zamiast robić na siłę te plecy, wk..wiać się że łapy zjeżdżają mi z drążka czy kółek wolę zrobić porządnie klatkę na poręczach, a opuszczone plecy dołożyć do brzucha w następnym dniu. Albo skorygować plan, tak by trening przyniósł mi jak najlepszy efekt a nie był „zaliczony”. To nie zaniedbalstwo tylko celowe działanie.
      Co do tej funkcjonalnej siły chwytu.. też coś w tym jest. Pamiętam że kiedyś zagiął mnie inny kumpel, bo czasem zdarza mi się zabierać ten ściskacz i pofisiować jaki to ja nie silny, nikt nie zegnie go tyle razy ile ja 😉 a jeden kolega stwierdził że skoro jestem taki mądry, to zmierzmy się w inny sposób : zgiąć ściskacz i utrzymać go zaciśniętego. I sromotnie wymiękłem, nie utrzymałem nawet połowy tyle ile on chociaż na ilość powtórzeń go pokonałem. Po prostu przyjąłem to za fakt że w ćwiczeniach izometrycznych jestem cienki. Planka też utrzymam żenująco krótko, ale jestem w stanie robić ćwiczenia na brzuch których nie zrobi większość wytrenowanych ludzi. I nie zamierzam frustrować się z tego powodu. Każdy ma swoje mocne i słabe strony

    7. Oczywiście ze sztywne trzymanie sie planu to głupota. Sam stosuje tzw autoregulacje. Nie ma sensu katowac na sile. Jak nie mam siły to po prostu robię lżejszy trening i tyle. Z tym ze trzeba rozróżnić samopoczucie od faktycznej siły która sie posiada. Dużo ludzi robi ” a dzisiaj źle sie czuje to zrobię lekki trening ” to jest błąd moim zdaniem. Ile razy miałem tak że czułem sie mega słabo a bilem rekordy, albo czułem sie świetnie a mięśnie odmawiały posłuszeństwa ale uparcie chciałem na siłę i tak wyprogresowac i kończyło sie failem „ale jak to tak, świetnie czuje sie przeciez to powinienem progresowac.” Teraz kompletnie na to nie patrzę. Po pierwszej serii jestem w stanie stwierdzić czy cos pójdzie dzisiaj i jak czuje ze to nie ten dzień to od razu odpuszczam i robię cos lekkiego ale robię tyle chociaż żeby wyrównać objętość w porównaniu do innych partii.

      W twoim przypadku to w sumie jednak nie jest aż tak zle bo masz w planie klatkę i plecy w ten sam dzień i jak zrobisz osobno to faktycznie nie ma to aż takiego wpływu. Inaczej by było jak byś skatowal klate po tem mialbys trening na drążku ale znów byś dowalil klate, to wtedy była by lipa. Chociaż moim zdaniem lepiej i tak unikać takich sytuacji bo sam często tak sobie dzielilem jak nie mogłem inaczej i wiem ze po tem robi sie chaos w planie. Wtedy wydawało mi sie ze nie mam czasu i szukalem jakiś wymowek bo po prostu miałem źle rozplanowany przeładowany trening i w połączeniu z innymi obowiązkami zaczalem szukać jakiś usprawiedliwien żeby to jakoś wszystko ogarnac. Teraz juz zmniejszylem objętość do takiego poziomu żebym zawsze miał trening wykonany w 100% niezależnie czy mam czas czy mam go mniej. Godzinę dziennie zawsze znajdę. Ale jak wczesniej cwiczylem ponad 2 h to czasami brakowało tego czasu. Przekonalem sie ze lepiej zostawiać sobie delikatny niedosyt po treningu ale żyć ze świadomością ze wszystko robię na 100% niż przeladowac a po tem kombinowac na wszystkie sposoby.
      Jezeli chcesz żeby przeszkoda byly jakieś śmieszne rękawice no to twój wybor.

    8. Generalnie się zgadzamy. Inaczej to nazywasz ale to już podchodzi pod trening instynktowny. Samopoczucie, aktualny stan psychofizyczny – to wszystko ma wpływ na to jaki będzie trening. I tak samo ważne są inne czynniki. Ja wychodzę z założenia, że jeśli coś nie działa tak jak trzeba, lepiej zrobić trochę „chaosu” w planie niż zmarnować czas. Niby rękawice to taka tam pierdoła, po co temu poświęcać uwagę. A jak pójdziesz biegać i but będzie Cię uciskał to przebiegniesz tyle co zwykle? Ja osobiście odpuściłbym i wolałbym powtórzyć ten bieg kiedy indziej niż pobiec kawałek i wkurzać się że nie mogę skupić się na biegu bo coś mnie uwiera. To samo z podciąganiem. Mam „pary” na 6 serii po 8-6 powtórzeń. Jak tyle zrobię to czuję się „spełniony” treningowo. A bez rękawic będzie 4, max 5 serii po 4-5 powtórzeń. To po grzyba w ogóle zaczynać trening pleców skoro wiem ze nie zrobię tyle na ile mam siły i ochoty?

    9. Traper, rzecz w tym, że każdy biegacz biega w butach. Bez butów nie ma biegania. Tak jak nie ma rajdowca bez samochodu. A rękawice to taki sprzęt asekuracyjny. Czyli jak uważasz, że np. podciągniesz się 10 razy na drążku, to należałoby dodać „ale tylko w rękawicach”. W żadnym sporcie siłowym nie wolno konkurować w rękawicach więc w zasadzie Twoje wyniki w ćwiczeniach trzeba by było zweryfikować na nowo. Napisałeś na przykład, że robisz więcej wznosów na drążku niż nie jeden koleś. Ale co by było gdybyście robili bez rękawic? Taka moja konkluzja 🙂

    10. No to skoro nie możesz tak bez nich ćwiczyć to ja bym na twoim miejscu skupilbym sie żeby ich po prostu nie zapominać i tyle. Sprawdzić torbę dwa razy przed wyjściem z domu. Tak samo z bieganiem. Myślę ze biegacze sprawdzają stan swojego obuwia przed bieganiem.( obuwie jest bardzo istotne jakby nie patrzeć ) Generalnie jeżeli jakiś sprzęt jest niezbedny to jakoś tak z automatu sie o nim pamięta jeżeli nie to sie zapomina . Mi np rękawice pomagaja ale nie są niezbędne do treningu. I prawdopodobnie jak bym ich nie wziął to pewnie nawet nie chciało by mi sie cofac z powrotem do domu jakby mi sie jakimś cudem przypominało ze ich nie wziąłem.

    11. Ale wyszła dywagacja 🙂 naprawdę nie rozumiem po co zgrywać twardziela, męczyć się i uszkadzać sobie ręce po to żeby podciągnąć się tyle razy ile pozwala wytrzymałość dłoni, a nie faktyczna siła. Przychodzi mi na myśl sytuacja z czasów kiedy uprawiałem sporty walki. Chciałem być twardy, w końcu zaczynałem od karate kyokushin więc uodparnianie pięści to podstawa 😉 do obijania worków owijałem tylko ręce bandażami i byłem z tego dumny, rękawice są dla cieniasów. Bolało, ale przecież musi boleć. Po każdym takim treningu ciężko było wyprostować palce przez dwa dni, a jak się tak poszalało w pn to w środę można było tylko pokopać, dopiero w piątek można było uderzyć ręką. Aż w końcu kiedyś posłuchałem kogoś rozsądnego, założyłem te przyrządówki i ups, jak fajnie : można uderzać mocniej, dłużej i nie beczeć po treningu trzy dni 🙂
      Pewnie jeśli chciałbym startować w zawodach w podciąganiu gdzie rękawice są zabronione, miałoby to sens. Ale jeśli podciąganie nie jest celem samym w sobie, tylko ćwiczeniem prowadzącym do rozwoju, to czemu ma służyć utrudnianie sobie tego ćwiczenia? A co do wyników.. w moim wypadku jeśli max w podciąganiu jest 9-10, na jedną serię zrobię tyle samo w rękawicach czy bez. Na sporym wk..wie ale zrobię. Pod warunkiem że drążek nie jest śliski, ale nawet jeśli by podejść do tego pod kątem rywalizacji sportowej, to chyba na zawodach nie używa się wypolerowanego od setek „zwisaczy” drążka jaki można spotkać w parku. Problem zaczyna się od drugiej serii i nasila z każdą następną. I jeśli można go wyeliminować i umożliwić bardziej efektywny trening, to czemu nie??

    12. „…po co zgrywać twardziela, męczyć się i uszkadzać sobie ręce po to żeby podciągnąć się tyle razy ile pozwala wytrzymałość dłoni, a nie faktyczna siła”.

      A czym jest według Ciebie faktyczna siła? Faktyczna siła to suma sił wszystkich Twoich członków. Łańcuch jest tak silny jak silne jest jego najsłabsze ogniwo. Pamiętaj o tym 😉

    13. Z tym robieniem z siebie twardziela to tez masz po części racje. Ja zauważyłem dwie skrajne tendencje jeżeli chodzi o trening z ciezarami ( w kalistenice w sumie aż tak to nie występuje). Albo nakladasz na siebie wszystko co możliwe albo jest w 100% RAW i robisz wszystko tak jak natura nasz stworzyla, najlepiej takie osoby to by ćwiczyły nago w lesie. Ja tam uważam że można sie wspomagać. Ale to wspomagać a nie ze sprzęt staje sie niezbędny i bez niego nie da sie żyć. Jeżeli ktos zakłada pas do ostatnich najcięższych serii przysiadow to nie widzę problemu wogole. Gorzej jak ktos zaczyna od pustego gryfu i on juz musi miec założony pas. Niektórzy robią nawet biceps w pasie. To juz jest porażka moim zdaniem. Ogólnie szanuje osoby które robią duże wyniki RAW ale czasami denerwuje mnie podejście takich osób co sie nie wiadomo jak tym szczycą i na każdym kroku podkreślają ze oni ćwiczą „bez oszustw „. Ja osobiście też preferuje trening RAW ale nie widzę powodu zeby robic z siebie kogoś wyjątkowego z tego powodu i udawać ze mam tak wszystko utrudnione a oni to oszukują bo sprzet 😉
      Uważam ze w tych rękawicach nie ma nic złego jeżeli nie stają sie one czymś niezbędnym bez czego nie da sie zrobic treningu.

    14. Da się zrobić trening, tylko kosztem dyskomfortu i w pewnym sensie kosztem zdrowia. Bardzo trafnie to zauważyłeś z tymi dwiema tendencjami. I tak jak wk..wia mnie podejście niektórych typów którzy uważają się za lepszych – oni są prawdziwi mężczyźni bo ćwiczą na drążkach a siłownie są dla lalusiów, to podobnie reaguję na takich „naturszczyków” co uważają że niekorzystanie ze środków ochrony zdrowia czyni z nich prawdziwych twardzieli, w odróżnieniu od reszty ciot to to ćwiczą w jakichś pasach czy rękawicach. Dla mnie to świadczy o gównażerii (no dobrze, kulturalnie – niedojrzałym podejściu 😉 ) Sam też taki byłem, o obijaniu worków niemal gołymi rękami już pisałem, a kiedy ja ćwiczyłem w plenerze na drążkach i innych wynalazkach to nazywało się to jeszcze „ścieżka zdrowia”, o kalistenice nikt jeszcze nie słyszał. Też miałem odciski na dłoniach takie że mogłem gasić na nich papierosy, łapy przymarzały do poręczy, nieraz się smarkało przez trzy dni po takim treningu ale przecież trenowało się karate, prawdziwy twardziel ćwiczy przy każdej pogodzie. Teraz jak to sobie przypomnę to śmiać mi się chce z siebie samego.
      Ale to jest przywilej małolata, że uważa się za niezniszczalnego. Teraz doceniam zdrowie i chcę trenować tak by je utrzymać jak najdłużej, a nie niszczyć. Bolą ręce, to zakładam rękawiczki. Bolą plecy, to zakładam pas. Jest mi zimno, to ciepło się ubieram, a jak za zimno, to ćwiczę w garażu. Nawet jak odczuwam dyskomfort siadając dupą na zimnym siodełku maszyny w fit parku, kładę poduszkę na to siodełko. I koło ch.. mi latają pobłażliwe spojrzenia „twardzieli”. Ponad 20 lat temu kiedy zaczynałem jeździć motocyklem też się ze mnie śmiali że po co mi rękawice i ochraniacze (zrobione samodzielnie, profesjonalnej odzieży ochronnej nie było) jak jest ciepło. I te „luzaki” po kilku latach przestali jeździć, bo wysiadły dłonie albo kolana, a ja jeżdżę dalej i jeszcze długo będę jeździł. I to samo z ćwiczeniem. „Naturszczyki” albo w porę zmądrzeją tak jak ja, albo będą sącząc piwo opowiadali kolegom że kiedyś to oni ćwiczyli, ale teraz to już zdrowie nie pozwala 🙂

    15. Panowie, popadacie w zbędne skrajności. Nikt nie mówi, że trzeba walić głową w mur, ale trening na gołe dłonie to nie żadne zgrywanie twardziela tylko standard w każdym sporcie. Zerwane odciski natomiast to normalna kontuzja w tego typu treningu.

  2. Na zrogowacenia, zgrubienia na wewnętrznej części dłoni (prowadzące do odcisków) polecam gdy zaczną nam przeszkadzać porządnie namoczyć, umyć dłonie, a następnie bierzemy jednorazową maszynkę do golenia i „golimy” skórę tam gdzie one występują. Wbrew pozorom nie zatniemy się tylko ładnie dotrzemy do miększych części.

  3. Temat odcisków, pęcherzy i zdartych dłoni przerobiłam chyba już z każdej możliwej strony i moje konkluzje na dzień dzisiejszy są następujące:
    1. Odciski są naturalną i oczywistą reakcją skóry na ucisk i tarcie, są też najlepszym naturalnym zabezpieczeniem dłoni, ułatwiającym chwyt. Więc nie ma sensu ich przesadnie piłować i ścierać.
    2. Był czas na początku mojej crossfitowej „kariery”, że zdzierałam sobie dłonie częściej, teraz ma to miejsce dość sporadycznie, głównie przy dużych liczbach powtórzeń niektórych elementów dynamicznych, ale i tak dzieje się to obecnie dużo rzadziej niż np. rok temu. Więc chyba hodowanie i utrzymywanie odcisków w dobrej formie działa 😉
    3. Nie używam żadnych rękawiczek ani gripów gimnastycznych, tylko magnezji. A eksperymentowałam z różnymi rodzajami gripów i żadne nie przypadły mi do gustu, w sensie, że nie poprawiały komfortu ćwiczeń, a tylko utrudniały chwyt – ja mam dość krótkie palce i dla mnie każda dodatkowa warstwa wewnątrz dłoni zabiera cenne milimetry chwytu 😉
    Czasami jedynie, przy intensywniejszym treningu na kółkach, gdzie ważne jest utrzymanie false gripa, zawijam nadgarstki taśmą kinezyjną, bo jednak przy dłuższej pracy nawet utwardzona w tym miejscu skóra potrafi pękać.
    4. Nie wyobrażam sobie w ogóle treningu ze sztangą w czymkolwiek na rękach, bo nie mam wyczucia chwytu i przy większych ciężarach po prostu nie czuję się bezpiecznie. W tym przypadku tylko gołe ręce, magnezja, ewentualnie kawałek tejpa na kciuk przy chwycie zamkowym.
    5. Gdy już dojdzie do nieszczęśliwego przypadku i coś mi się zedrze, to sposób zabezpieczenia tejpem kinezyjnym opisany we wpisie jest chyba najlepszy 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *