Rzucam siłownię dla kalisteniki

Rozpoczęcie treningu z masą własnego ciała wymaga nieco podstawowej wiedzy. Osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z treningiem siłowym powinna chociaż w podstawowym stopniu zapoznać się z kalisteniką. Jak wygląda taki trening? Jak należy układać plany treningowe? Co można osiągnąć poprzez kalistenikę? I wreszcie: Jak wykonywać ćwiczenia z masą własnego ciała? Nie jest to nic trudnego do opanowania. Mądre podejście do tematu może ustrzec amatora przed wieloma błędami.

A co w sytuacji, gdy ktoś ma za sobą wiele miesięcy treningów z ciężarami i nagle, z różnych powodów, decyduje się porzucić to wszystko dla kalisteniki? Wydawałoby się, że ma dużo łatwiej niż ktoś kto siłownię zawsze omijał szerokim łukiem. Ale czy na pewno? Każdy kij ma dwa końce. Ten też. Jak to wygląda w praktyce?

Zaczynamy treningi. Siłacz vs amator

KRÓTKA ANEGDOTA

To było ładnych kilka lat temu. Umówiłem się z kolegą na trening na siłowni. Facet wyglądał nieźle. Spytałem go ile waży. Powiedział, że ponad 90 kg. Tak, był dość duży, a jego masa nie kumulowała się w brzuchu. Był mezomorfikiem w 100%. Spytałem jak mu idzie w wyciskaniu sztangi na ławce. Odpowiedział, że nie wie bo nigdy nie ćwiczył. Lubił grać w piłkę, nie gardził aktywnością fizyczną, ale nigdy nie ćwiczył na siłowni.

Powiedziałem wprost, że nie wierzę w to co mówi. Pomyślałem, że to głupota wmawiać komuś, że się nie ćwiczy tylko dlatego by uniknąć odpowiedzi na pytanie o wynik siłowy. Nawet jeśli nie był w tym dość dobry to z tego? Zdziwiłem się bardzo gdy już na tą siłownię poszliśmy. Kolega nie tylko podnosił dużo mniejsze ciężary niż ja, ale w ogóle nie umiał się z nimi obchodzić.

Sztanga podczas wyciskania gibała mu się na wszystkie strony. Chwytał zbyt wąsko. Nie miał o tym zielonego pojęcia. On faktycznie nigdy nie ćwiczył. Stąd też stwierdzenie, że był 100-procentowym mezomorfikiem.

TWOJE NAWYKI I MIĘŚNIE STABILIZUJĄCE

Dlaczego o tym mówię? Mój kolega poprawił swoje wyniki na siłowni błyskawicznie. Dosłownie z dnia na dzień podnosił coraz więcej. Nie dlatego, że stawał się coraz silniejszy. On po prostu zaczął prowadzić sztangę po odpowiednim torze, a jego mięśnie stabilizujące przyzwyczaiły się do tych ruchów, które wcześniej były dla niego nienaturalne. To wszystko przełożyło się na lepsze wyniki.

A jak to się ma do naszego tematu? No właśnie. Jeśli przez jakiś czas trenowałeś na siłowni to nabrałeś nawyków dobrych podczas ćwiczeń z ciężarami. Te nawyki mogą jednak przeszkadzać w kalistenice. Jeśli wcześniej nie uprawiałeś treningu siłowego to nie masz żadnych nawyków i kalisteniki uczysz się od podstaw z czystym umysłem.

Jeszcze ważniejszym aspektem treningu są bodźce jakie działają na mięśnie i organizm. Gdy przesiądziesz się ze sztangi na pompki, na początku może Ci się to wydawać po prostu dziwne. Możesz mieć wrażenie, że pompki są bardzo lekkim ćwiczeniem. W końcu Twoja klata wcześniej zmagała się z większym ciężarem.

Z pewnością też nie będziesz przykładał jakiejś szczególnej uwagi do pozycji ciała, które wcześniej kładłeś na ławeczce. Tym razem jest trochę inaczej. To wszystko jest wynikiem Twoich odruchów i nawyków, które podświadomie chcesz przenieść z siłowni na kalistenikę. Ale spokojnie.

Czy trening ze sztangą pomaga w kalistenice?

Ostatnie miesiące ciężko ćwiczyłeś na siłowni. Uznałeś jednak, że kalistenika bardziej Cię fascynuje i będzie dla Ciebie bardziej odpowiednia. Myślisz sobie: „kurczę, mogłem od razu się za to wziąć.” Czy zatem czas spędzony w towarzystwie ciężarów był czasem straconym? Oczywiście, że nie. Złe nawyki i odruchy da się przy właściwym podejściu do sprawy szybko naprawić.

Natomiast podczas ćwiczeń na siłowni zbudowałeś mocne podstawy by z powodzeniem rozpocząć treningi oparte o kalistenikę. Mówiąc wprost: Jesteś z całą pewnością na lepszej pozycji niż kompletny żółtodziób. Czy zatem podnoszenie sztangi pomaga w kalistenice?

Jeśli zastanawiasz się nad wyborem pomiędzy treningiem z ciężarami i kalisteniką przeczytaj: Kalistenika czy Siłownia?

Tak, ale tylko do pewnego stopnia. Aby zrobić 30 – 40 pompek należy rozwinąć w sobie pewną siłę, co można zrobić za pomocą sztangi. Pułap 50 – 60 pompek wymaga już dosyć dużej wytrzymałości. Możną ją osiągnąć ćwicząc ze sztangą z mniejszym obciążeniem, ale ma to wtedy niewielki sens.

Osiągnięcie 70 i więcej pompek może już okazać się nie do osiągnięcia za pomocą wyciskania sztangi. Głównie dlatego, że już w trakcie wykonywania sześćdziesiątego powtórzenia pompek zaczną Ci drżeć nogi, boleć mięśnie pleców, a i mięśnie brzucha mogą powiedzieć „dość”. Krótko mówiąc, aby wykonać bardzo dużą ilość pompek całe ciało musi podjąć spory wysiłek. W trakcie wyciskania sztangi wiele mięśni jest odciążonych (nogi, mięśnie korpusu). Pompki posłużyły mi za przykład, ale dotyczy to wszystkich ćwiczeń.

kalistenika czy siłownia

Jak zacząć uprawianie kalisteniki przez weterana siłowni?

USUWAMY STARE NAWYKI BY WYKORZYSTAĆ PEŁNY POTENCJAŁ KALISTENIKI

Skoro zajmowałeś się budowaniem sylwetki na siłowni to masz jakieś doświadczenie w układaniu planu treningowego typu SPLIT (trening dzielony). Zacznij więc od treningu dzielonego takiego jaki stosowałeś podczas treningu z ciężarami z tym że zamiast typowych ćwiczeń kulturystycznych zastosuj ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała. Mam tutaj na myśli pompki, podciąganie na drążku, pompki na poręczach, pompki w staniu na rękach przy ścianie, przysiady, podciąganie australijskie, ćwiczenia na brzuch.

Treningi nie muszą być długie, mogą trwać 30 – 45 min. Ćwiczenia wykonuj w 3 wariantach, a każdy wariant w 3 seriach, tak jak ma to zazwyczaj miejsce na siłowni. Przyłóż się do każdego ćwiczenia, skup się na prawidłowej technice i pełnym zakresie ruchu. Nie staraj się wykonywać powtórzeń na siłę.

Brzmi to przewrotnie, ale chodzi o to, aby nie stosować oszukańczych ruchów takich jak bujanie ciałem, szarpanie itp., jakie stosuje się nierzadko podczas treningów z hantlami i sztangą. Może się okazać, że na kolejnych ćwiczeniach zaczniesz wykonywać mniej powtórzeń niż poprzednio. Nie dziw się, to normalne.

Choć wyda Ci się to frustrujące tak naprawdę jest to oznaką tego, że zaczynasz prawidłowo wykonywać poszczególne ćwiczenia i wykorzystywać pełny ich potencjał. Zdradzę Ci pewną tajemnicę. 40 pompek to wcale nie jest mało. W internecie znajdziesz mnóstwo filmów, na których prezentuje się 100 i więcej pompek w jednej serii, ale są to często pompki bardzo niechlujne, a często trudno to nazwać jedną serią, gdy ćwiczący odpoczywa między pompkami w pozycji wyjściowej po kilka sekund.

Musisz zmienić podejście do treningu i nie ulegać magii wielkich liczb. Istota kalisteniki tkwi w korzyściach, a nie w sloganach typu: „100 pompek”, „30 podciągnięć” itd.

POPRAWIAMY WYNIKI

Gdy już przyzwyczaisz się do kalisteniki, poczujesz jej moc, a o sztandze już zapomnisz, możesz przejść do kolejnego etapu. A mowa o poprawie wyników w poszczególnych ćwiczeniach. Pamiętając o zasadach jakimi rządzi się kalistenika, zacznij zwiększać ich ilość. Tu z pomocą przyjdzie odpowiedni plan treningowy mający na celu poprawę siły i wytrzymałości w ćwiczeniach bazowych.

Z KALISTENIKĄ POPRZEZ ŚWIAT

Gdy już prawidłowe wykonywanie ćwiczeń wejdzie Ci w nawyk i gdy już z pełną świadomością poprawisz swoje wyniki, możesz zacząć ukierunkowywać swoje treningi na rozmaite cele treningowe. Zacznij poprawiać różne parametry swojej formy; siłę, wytrzymałość, sylwetkę, co tylko chcesz. Komponuj plany treningowe pod swój cel i osiągaj kolejne etapy sprawności. Powodzenia!

23 komentarze

  1. No, kalistenika może zaskoczyć nie jednego ciężarowca.

    Nieważne ile ktoś ciśnie na klatę. Jeśli masz wykonać więcej niż 30 czy 40 pompek, to twoje mięśnie zaczną płonąć, bo po prostu nie są przyzwyczajone do takich wytrzymałościowych serii.

  2. Dobry artykul. Sam przeniosłem się z silowni na kalistenike i jest to zdecydowanie ciekawsza forma aktywności fizycznej. Jak chodzilem na silownie mialem gdzies sprawność fizyczna a nawet sile liczylo się po prostu tylko to żebym byl przypakowany i zakladalem za male koszulki żeby bylo widac bicepsy. Natomiast teraz nie interesuje mnie to w ogóle, mam wyznaczone cele w postaci coraz większej ilości powtórzeń i wykonywania coraz trudniejszych ćwiczeń a wygląd w ogóle nie ma znaczenia. Na nieszczęście za czasów jak chodziłem na siłownię nie zdążyłem się zorientować ze są tez inne rodzaje treningu np trojboj silowy albo crossift, w których też nie chodzi o wygląd tylko o osiągi.
    Moim zdaniem najlepiej jest laczyc kalistenike z ciężarami. Dodawać ciężary do podciągania albo dodatkowo robic martwy ciag z przysiadami ze sztanga.

    Tylko jedno zdziwilo mnie w tym artykule. 40 pompek to sila? To juz jest moim zdaniem wytrzymałość sile budujemy w ćwiczeniach które jestesmy wykonać max 8 razy . Wytrzymala osoba będzie robic 40 pompek zwykłych a silna będzie wykonywać pompki z nogami w powietrzu tzw.planche albo pompki na jednej ręce. Ale tak to spoko artykuł

    1. Tak, aby wykonać 40 pompek należy mieć dość sporą siłę względną (czyli silny w stosunku do masy ciała). Zauważ w jakim kontekście to napisałem. Niemal każda osoba trenująca na siłę w granicach do 10 powt, będzie w stanie wykonać 40 pompek. Weź na bok jakiegoś średnio-zaawansowanego kulturystę i poproś by zrobił 40 pompek. Zrobi. Innymi słowy: Aby dojść do 40 pompek nie musisz w ogóle trenować na wytrzymałość. Natomiast poproś tego samego gościa by zrobił 100 pompek. Wątpię. Nawet gdy pójdziesz do niego za rok a on będzie dużo silniejszy to i tak nie wykona 100 pompek do póki nie zacznie treningu na wytrzymałość.

      Działa to też w druga stronę. Jeśli ktoś jest obecnie w stanie wykonać maks 15 pompek i tylko kalisteniką dojdzie do 40-stu, to jednocześnie wzrośnie jego siła w wyciskaniu sztangi na 1 powtórzenie, czyli trenując w zakresie 15 – 40 powt zwiększył siłę. Natomiast ktoś kto obecnie może wykonać 80 pompek i dojdzie do 100, to jego siła w wyciskaniu i tak nie wzrośnie. Dlatego uważam, że wytrzymałość kształtuje naprawdę duża liczba powtórzeń, a nie 15 czy 20.

  3. No dobra to jest prawda ze jak ktos duza dźwiga na klatę to spokojnie zrobi te 40 pompek. Dajmy ze ta osoba wazy 80 kg i wyciska na 10 powr 100 kg to wiadomo ze robiąc zwykle pompki w których dzwiga gdzies ok 60 kg zrobi więcej ale w druga stronę tak nie jest. Teraz podam przykład w podciaganiu. Dajmy na to ze jakiś koleś podciaganie sie 20 razy normalnie a potem przyjdzie drugi koleś co zrobi 8 podciagniec na jednej ręce. Wiec to jest logiczne ze koleś który podciąga sie na jednej ręce 8 razy na spokojnie zrobi tez 20 powt w zwykłym podciaganiu , natomiast ta druga osoba ktora podciagnela sie 20 razy na dwóch rękach niekoniecznie da rade zrobić chociażby jedno powt na jednej ręce.

    1. Tak, ale jeśli ta osoba co robi 20 powt, podciągnie się na jednej ręce 2 razy, to jeżeli zwiększy te 20 do 30 to również poprawie ulegnie jej wynik w podciąganiu na jednej ręce. (To oczywiście uproszczenie bo jednak są to dwa różne ćwiczenia i nie można oceniać umiejętności podciągania na dwóch rękach po podciąganiu na jednej).

      Podam bardziej obrazujący przykład. Jeżeli tak jak napisałeś osoba wyciska 100kg 10 razy, to jeżeli zwiększy ten wynik do 15 to poprawi również swój rekord na jedno powt. A teraz wyobraź sobie że ta sama osoba dalej ćwiczy ze sztangą 100kg i wyciska ją już 30 razy. Nie zakładała nigdy większego cięzaru tylko zwiększała ilość powt ze sztangą 100kg. Uważasz że jeśli poprawiła wynik ćwicząc w zakresie powt 15 – 30 to jej maks się nie poprawił?

      A teraz zagadka matematyczna: osoba A wycisnęła 100kg 15 razy. Osoba B wycisnęła 100kg 30 razy. Kto wyciśnie więcej na jedno powt?
      Moim zdaniem osoba B. Też odpowiedziałeś B? Czy w takim razie osoba B jest silniejsza od osoby A czy raczej wytrzymalsza? SILNIEJSZA
      A gdyby osoba A powiedziała że zawsze ćwiczy z zakresie powt 6 – 10, a osoba B w zakresie 20 – 30 powt, to czy to by coś zmieniło? Nie

      Nie twierdzę że 40 powt jest najlepszym sposobem na siłę, ale że żeby wykonać 40 powt trzeba rozwinąć pewną siłę – tak też napisałem w powyższym wpisie. Więcej o tym piszę tutaj:
      https://kompaktowytrening.pl/kalistenika-na-tle-kulturystyki-rozne-aspekty-twojej-formy/

  4. Pisze ze osoba ktora podciagnie sie 20 razy da rade zrobić powt na jednej ręce ? Moim zdaniem nie musi tak wcale być. Czytając komentarze pod filmami osób które wykonywaly pompki na jednej ręce padaly komentarze typu ” ile robisz zwykłych ? Ja robię 50 normalnych i nie mogę zrobić na jednej ręce „. Chociaż tez do konca nie ma co sie sugerować tym bo nie wiadomo jak oni wykonują te 50 pompek. Może są to pompki typu ze robi minimalne ugięcia ramion albo opuszcza dupe tak nisko ze wygląda jakby za przeproszeniem bzykal podłogę. A co do tej ” zagadki matematycznej ” to chyba jednak masz racje. Chociaż nigdy nie mialem okazji porównywać zawodników w ten sposób. I nie ma co dalej dążyć tego tematu bo każdy ma inne podejście do treningu 😀 pozdro 😀

    1. Tak, pompki i podciągania na jednej ręce wcale nie przekładają się na ćwiczenia gdzie używasz dwóch rąk i na odwrót. Masz absolutną rację. Dlatego temat należy rozpatrywać w kontekście tego samego ćwiczenia.
      Z mojego doświadczenia: Kiedyś nie potrafiłem zrobić pompki na jednej ręce, ale też nigdy do niej nie dążyłem i nie wykonywałem ich. Teraz potrafię wykonać co najmniej jedną (pełną). Uważam że jest to zasługa innych pompek na dwóch rękach wykonywanych w ilości powtórzeń przekraczającej znacznie liczbę 20. Skłoniłeś mnie do napisania osobnego artykułu na ten temat. Fajnie, że są tacy wnikliwi ludzie jak Ty. Pozdrawiam również.

      P.S. Nie wytrzymałem i spróbowałem. Wykonałem 3 pełne a mógłbym więcej, ale nie chcę się męczyć bo odpoczywam po treningu 🙂 Jeszcze bardziej utwierdziłem się w swojej teorii. Nigdy nie ćwiczyłem pod kątem pompek na jednej ręce.

    2. Już sie nie mogę doczekać artykułu 😀 może nie swiadomie dążyłeś do pompki na jednej recę 🙂 bo praktycznie w każdym turotialu progresji pompek na jednej rece są zawsze pompki diamentowe i archer push up wiec jeżeli je wykonywałeś to nic dziwnego że możesz robic na jednej:)

      a oto przykładowy turotial

      https://www.youtube.com/watch?v=qHvMDlQ8Zyk

    3. No właśnie, a pompek diamentowych i archer push-ups wykonywałem w ilości dość dużej, więc jest to kolejny dowód na to, że siłę zwiększa się nie tylko ilością powt do 8, ale też i o wiele większą. Zresztą bohaterowie tych tutoriali nie po to proponują wykonywać archery i diementy w progresji do pompki na jednej ręce, by robić tylko po kilka powt tych ćwiczeń.

    4. No tak w końcu mnie przekonales 😀 zreszta 40 powt to jest naprawde malo w porównaniu do wyczynów wytrzamalosciowych np Minoru Yoshidy który zrobil 10 507 pompek ( jak nie wiezysz to poszukaj w necie ). Tylko ja mialem takie myślenie no dodaje ciężary do pompek na poręczach i zamiar niedługo juz dodawać do drążka wiec bd mogl sb pozwolić na taka mala liczbe powtórzeń. A zapomniałem ze są tez osoby które nie chca dodawać ciężaru i w ich przypadku wykonywanie po 8 powt wgl nie ma sensu. Dobra wszystko jasne koniec spamu 😀 do widzenia 😀

  5. Witam znów po długiej nieobecności. Jak zwykle w tej sytuacji zastanawiałem się w jakim temacie się wypowiedzieć i ten wydał mi się odpowiedni. Rafał pewnie pamięta polemiki ze mną, w których nie zawsze się zgadzaliśmy 😉 ale dzięki nim moja wiedza znacząco się wzbogaciła i podejście do spraw treningu mocno się zmieniło. Dla innych czytelników w skrócie : na przestrzeni kilku lat przeszedłem drogę od kulturysty – fetyszysty masy do „funkcjonalisty” którego trening opiera się na ćwiczeniach z własnym ciałem, wolne ciężary stosuje w ograniczonym zakresie i głównie wtedy gdy nie ma możliwości poćwiczyć w fit parkach, a maszyny to już w ogóle od święta. Dużo bym mógł napisać o tym jakie efekty osiągnąłem dzięki tej transformacji, jak rozwinęła się moja sprawność ogólna, jak cofnąłem czas i wróciłem praktycznie do sprawności z czasów młodzieńczych, jak fajnie się w tym odnalazłem i jaka satysfakcję odczuwałem ćwicząc razem z chłopakami niekiedy o 20 lat młodszymi mogąc robić to samo co oni a nawet więcej. Miło było udowodnić sobie że pomimo wieku niemal emeryckiego osiągnąłem poziom który jeszcze parę lat wydawał mi się niemożliwy, myślałem że jestem na to za stary i mam zbyt zniszczony układ ruchu. Ale pokonałem w znacznym stopniu swoje ograniczenia. I teraz nadeszła pora na generalne podsumowanie. Sporo osiągnąłem, ale też wiele straciłem, teraz widzę że cena którą przyszło mi zapłacić za sprawność, szczupłą sylwetkę i możliwość zgrywania małolata była jednak zbyt wysoka. Dwie rzeczy które kiedyś odróżniały mnie od przeciętnych i z których byłem dumny : siła i masywna sylwetka, przepadły. Sylwetka jest kwestią gustu, może ktoś powiedziałby że lepiej jest być w miarę szczupłym i wysportowanym niż klockowatym i wielkim, ale dla mnie bycie przeciętnym jest nie do przyjęcia. Pewnie, mogę sobie tłumaczyć że sukcesem jest utrzymanie przyzwoitego wyglądu pomimo upływu lat, ale nie zamierzam „dowartościowywać” się porównując ze statusiałymi brzuchaczami. Będąc na zakończenie wakacji w popularnej miejscowości wypoczynkowej na spacerze po deptaku w pewnej chwili złapałem się na tym że wstydzę się mojego ciała, a gdy mijali mnie dobrze zbudowani goście o kulturystycznej sylwetce łapałem doła. Też tak kiedyś wyglądałem 🙁 Nie interesowało mnie że nie mogę zrobić wymyku ani się podciągnąć, a po 10 min na rowerku wypluwałem płuca, tyrałem ciężko z ciężarami i przekładało się to na efekt wizualny. Teraz tyram tak samo ciężko, ale nikogo nie interesuje ile zrobię dipów czy wymyków, jestem przeciętnym gościem o przyzwoitej sylwetce, bez brzucha ale i bez widocznych mięśni. Owszem, jakieś tam są i w podkoszulce bez rękawów nawet fajnie się rysują, ale to nie jest efekt który wynagrodzi mi mój wysiłek. Gdybym odpuścił, stwierdził że niedługo zastanie mnie 5tka z przodu a i tak jestem zaj*bisty, to bym się tym cieszył. Ale nie po to wkładam tyle pracy żeby lansić się przy prykach z mojego przedziału wiekowego, a przy młodszych popadać w kompleksy. Jeszcze mi się chce dążyć do czegoś więcej, stać mnie żeby się rozwijać i jeśli podporządkowuję życie treningom, ćwicząc 5-6 razy w tygodniu to chcę mieć z tego satysfakcję i wiedzieć po co to robię. A w tym roku nieraz łapałem się na czarnych myślach w stylu : rzucić w cholerę to wszystko, po co mi tak się męczyć… 🙁
    Reasumując. Rzucenie siłowni dla kalisteniki po kilku latach okazało się chybionym pomysłem. Może ktoś inny byłby zadowolony z takich efektów, ja nie. I jeśli mam znów odzyskać wiarę w sens tego co robię, muszę odwrócić proces i wrócić na drogę z której zszedłem. Jeśli zdrowie pozwoli, w rok odbuduję to co straciłem. Skoro dałem radę wrócić do kulturystyki po ciężkim wypadku, dam radę i teraz. A dla tych którzy myślą nad dylematem zawartym w tytule artykułu jedna rada : zastanówcie się czy warto. Jeśli chcecie „bawić się” w sport dla utrzymania się w formie i ważniejsze są dla was inne priorytety (rodzina, praca itp.) to ta koncepcja się sprawdzi. Ale jeśli nadal macie „parcie na sukces” i chcecie się rozwijać, być lepsi od innych to nie jest to droga dla Was …

    1. Sorry ale masz jakąś manie na punkcie kulturystyki i probojesz przenieść to na wszystkie inne dziedziny sportowe. Jak ktos nie chce mieć potężnej muskulatury to od razu nie ma ambicji, robi trening rekreacyjny, jest przeciętny i do niczego nie dazy itd. Ale nie pomyślałes o tym ze każdy może mieć inne cele? Dla trojboisty 200 kg w martwym ciągu może być przeciętne podczas gdy dla sylwetkowcow będzie to satysfakcjonujący ciężar bo siła maksymalna nie jest ich priorytetem. Gościu trenuje SW i nawala codziennie po milion prob planche, poprawia wszystkie szczegóły dąży do perfekcji, ale przecież on nie ma ambicji bo nie ma 45 cm w łapie i nie jest wielkim knurem. Ktos nawala kilka razy dziennie podrzuty, rwania, przysiady ale on przeciez nie ma ambicji bo nie wyglada. Ludzie ćwiczą do porzygu jakie crossfity ale przeciez nie wyglądają to po co taki trening wogole. Po co jaki kolwiek trening skoro wyglądu nie ma. Ja osobiście cwicze pod siłę i w tylko w tym sie porównuje. To jest moim wyznacznikiem czy jestem przeciętny czy juz cos wiecej. Teraz jeszcze jestem slabiutkim leszczem ale jak za kilka lat będę wyglądać tak samo a moja siła będzie już na wysokim poziomie to mysle ze będę mógł myśleć o sobie jak osobie zaawansowanej i ponad przeciętnej w tym CO ROBIE i żadna sylwetka mi tego nie ujmie. Kulturystyka a kalistenika to dwa inne światy po co to wogole porównywać. Juz więcej trójbój ma wspólnego z kalistenika. 😉

  6. Halloo, Kevin! Nie przypisuj mi łatki tego który ma w niepoważaniu wszystkie inne odmiany sportu oprócz kulturystyki!! Gdzie przeczytałeś twierdzenie że ci co stawiają na inne aspekty nie mają ambicji? Sam trenowałem sporty walki wiele lat, można powiedzieć że trenuję kalistenikę od dwóch i szanuję każdego kto dąży do rozwoju w swojej dziedzinie w której chce się doskonalić. Kiedyś już wyjaśniałem o co mi chodzi z tym wyglądem i sylwetką ale to było dawno i muszę przypomnieć bo chyba zostałem źle zrozumiany. Etap fascynacji zwałami mięsa mam już dawno za sobą, ale dzięki kulturystyce mam właściwie poukładane priorytety (z mojego punktu widzenia, nie każdy ze mną musi się zgadzać). Otóż uważam że jest pewna podstawa, niejakie minimum programowe, które każdy trenujący sporty siłowe powinien sobą reprezentować. W największym skrócie – jeśli stanie obok kolarza, alpinisty, karateki, tenisisty itp.(nie ujmując nic reprezentantom tych sportów, jak już wspomniałem – NIE WARTOŚCIUJĘ, szanuję każdego kto doskonali się w dziedzinie która mu odpowiada) musi się od nich odróżniać, na pierwszy rzut oka powinno być widać kto zajmuje się dziedzinami siłowymi, a kto czym innym. Kolarz powinien mieć kondycję, fighter siłę i wytrzymałość, tenisista szybkość i refleks, trenujący sporty siłowe widoczne mięśnie. Każdy z nich może rozwijać inne parametry i jak najbardziej jest to wskazane, ale w swojej specjalizacji musi przewyższać tych, którzy specjalizują się w czymś innym. Inaczej sorry, ale nie ma to sensu. Trening siłowy którego efektów nie widać JEST rekreacją. I to też szanuję, ludzie którzy po ciężkiej pracy i w nawale obowiązków rodzinnych znajdują czas na to by zająć się sportem w takim wymiarze na jaki mogą sobie pozwolić są też godni podziwu że im się chce.
    Generalnie sens mojej wypowiedzi nie był w żaden sposób deprecjacją kalisteniki którą bardzo polubiłem i wiem ile wysiłku kosztuje rozwój w tej dziedzinie, bo sam to przerobiłem. Problem w tym, że nie jest ona wystarczającym narzędziem do optymalnego rozwoju. I piszę to na podstawie dwóch lat doświadczenia w tej „branży”. Odwołam się do mojej ostatniej rozmowy z Rafałem którą dobrze zapamiętałem i na niej chciałem się oprzeć. Ten problem dokuczał mi już dawno, ale Rafał doradził mi bym robił swoje, utrzymywał obrany kurs a efekty przyjdą z czasem. Tak też zrobiłem. Doskonaliłem się w tej dziedzinie, szukałem optymalnych rozwiązań z doborem ćwiczeń, sposobów treningu itp. i myślę że poradziłem sobie nieźle. Niestety efekty nie przyszły (a przynajmniej nie takie jakich oczekiwałem) i muszę zanegować twierdzenia Rafała : że sucha masa przyjdzie z czasem, że ćwiczeniami z własnym ciężarem można rozwinąć muskulaturę, wolniej ale będzie ona lepszej jakości.. Sorry, Rafale, NIE DA SIĘ. Poświęciłem rok by się o tym przekonać. Nie ma czegoś takiego jak „przyrost suchej masy mięśniowej”. Istnieją dwa tryby – rozwój masy i jej „ubijanie”(kształtowanie). Kalistenika jest w zależności od intensywności jej uprawiania albo sposobem utrzymania się w sprawności, albo drogą do jej rozwoju. Może być też fajnym uzupełnieniem innych dziedzin sportu. Nie powiem złego słowa na jej temat, ale niestety sama w sobie NIE WYSTARCZY.
    Nie rzucę tego, nie chcę zaprzepaszczać zdobytych efektów ale liczę się z tym że muszę się znów „sklockować”, dobić przez zimę z 8 kilo masy i na pewno część sprawności zniknie. Kiedy przestanę się czuć wątły i niewidoczny, przyjdzie czas na nauczenie 90kilogramowego ciała tego co potrafi teraz 82kilowe. O ile się da :-/

    1. Myślę, że zachodzi tu wielkie nieporozumienie. Przy okazji naszej ostatniej rozmowy napisałeś:

      Odkąd przestawiłem się z kulturystyki na mix kalisteniki z moją wersją treningu funkcjonalnego, przez rok zmieniłem się z wielkiego kloca (98 kg w szczycie masy przy wzroście 175 cm) w jako tako wysportowanego gościa (latem zszedłem już poniżej 82 kg i zobaczyłem całkiem fajną kratkę na brzuchu). Ładnie pięknie, ale nie bardzo widzę się jako taki wątłusz i od września postanowiłem się trochę odbudować. Ale nie chcę wracać do kulturystyki ani zmieniać zbytnio systemu treningów który polubiłem, no i nie ukrywam że spodobał mi się nowy wygląd, fajnie jest rozebrać się np.na basenie i zamiast zwałków na brzuchu demonstrować przyjemną dla oka sylwetkę. Więc pozostałem przy treningach opartych na ćwiczeniach z masą ciała uzupełnianych złożonymi ćwiczeniami z wolnym sprzętem

      Cały czas dawałeś do zrozumienia, że zamierzasz budować formę funkcjonalną dlatego właśnie w tym Cię wspierałem. Jest to całkowita zmiana priorytetów i Twój trening się opłacił. Nawet mi udzielił się Twój entuzjazm z tamtego komentarza. Sama kalistenika nie ma tu nic do rzeczy, bo zmienił się typ treningu. Mówiąc więc, że kalistenika nie wystarczy do budowania mięśni w tym przypadku nie ma żadnych podstaw. Miałeś do wyboru 4 opcje:

      1. Pozostać przy bodybuildingu
      2. Robić trening funkcjonalny z ciężarami
      3. Pozostać przy bodybuildingu, ale zamienić ćwiczenia na kalisteniczne
      4. Robić trening funkcjonalny i zmienić ćwiczenia na kalisteniczne.

      Gdybyś wybrał opcję nr. 3 i nie miałbyś efektów, to Twoje rozczarowanie w stosunku do kalisteniki byłoby uzasadnione. Ty jednak wybrałeś opcję nr 4 i winisz za to kalistenikę. Tak naprawdę więc nie poświęciłeś roku by się przekonać o skuteczności kalisteniki w budowaniu mięśni, lecz o wpływie treningu funkcjonalnego na masę ciała (nie napiszę masę mięśniową bo nadal uważam, że straciłeś także tłuszcz) i formę.

      Jeśli postanowiłeś wrócić do poprzedniego modelu treningowego, to mam tylko jedną prośbę. Zmierz sobie % tkanki tłuszczowej. Jak już zrobisz te 8 kg to znów zmierz i wówczas się przekonamy, czy faktycznie zbudowałeś mięśnie przez ten czas. Pozdrawiam!

    2. Pisales ze przezuciles sie na kalistenike i zrobiles postępy w sprawności jednak wizualnie nie byłeś zadowolony. Spoko każdy ma swoje priorytety. Jeśli twoim jest sylwetka to dobrze. Tylko z tym ze za chwile piszesz ze nie warto, jeżeli ktos ma ” parcie na sukces ” i że jest to dobre tylko dla tych co maja inne priorytety np dom, rodzina. Z tym ze co jak ktos np ćwiczy pod zawody SW ? Tam nikogo nie obchodzi jak wygladasz. Nie dostajesz dodatkowych punktów za sylwetkę. Liczy sie skill. Wydaje mi sie ze masz trochę błędne rozumowanie. Parcie na sukces to w moim odczuciu jest nic innego jak dążenie do perfekcji w tym co sie robi i ma sie w tym spore osiągnięcia np wygrane zawody. Póki sie nie wchodzi na taki poziom wciąż sie uprawia sport rekreacyjny. Tak z ciekawości startowales kiedys w jakis zawodach kulturystycznych? Bo jak nie to te cale pisanie o sukcesie jest bezsensu jak dla mnie. Bo to że będziesz dobrze wyglądać na plaży o niczym nie świadczy. Jak nie wyjdziesz na scenę wciąż jesteś tak samo rekreacyjny jak goście co sobie ćwiczą kalistenike dla zdrowia i budują sobie powoli forme, nawet jeśli wygladasz przy nich jak Hulk 😉 bo ani ty ani nie weszles na poziom zawodowy ani oni.
      Co do tego ze trzeba mieć jakis wyglad jak sie ćwiczy siłowo zeby odróżniać sie od innych to to tez tak trochę nie do końca. Myślisz kulturystykę z sportami silowymi. Równie dobrze można powiedzieć ze kulturysta powinien mieć jakas podstawowa siłę a nie zawsze tak jest 😉 malo to takich co ani razu sie nie podciagna albo nie umieją robić przysiadow bo robią tylko na maszynach nogi?

  7. W kwestii nieporozumienia, to może być to właściwe słowo. Może nie do końca rozumiem pojęcia co jest kalisteniką, co treningiem funkcjonalnym, a może moje wymieszanie wszystkiego razem nie da się sklasyfikować i ten „mix treningu funkcjonalnego z kalisteniką” jest czymś co nie da się zdefiniować i nazwać? A może jest tak że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego? Dwa lata próbuję to ogarnąć i kiedy wydawało mi się że już mi się udało, to dowiaduję się że nadal g**o wiem 🙁 Kombinuję jak koń pod górę, mieszam wszystko co się da, wychodzi z tego coś co ciężko jest określić, szukam sposobów na przełamanie stagnacji i co bym nie robił, to ch** z tego wychodzi coraz większy. Sorky za wykropkowane, ale zaczyna przeze mnie przemawiać frustracja.. 🙁
    Tak naprawdę to co zacytowałeś z naszej gadki z poprzedniego roku nie straciło na aktualności. Nie chcę wracać do kulturystyki, nie chcę porzucać treningów w plenerze, nie chcę zatracać z takim trudem odzyskanej sprawności. Fajnie jest móc jeździć motocyklem cały dzień i nie czuć bólu pleców, fajnie jest pokazać małolatom na fit parku jak się robi wymyki, fajnie jest robić trening obwodowy i nie wyrzygiwać płuc po 20 minutach. Nie do końca nazwałbym moje odczucie rozczarowaniem, bo mogę być z tego dumny. Ale dlaczego te sukcesy muszą być okupione zwątleniem? Pisząc że chciałem się odbudować nie liczyłem na odzyskanie masy z okresu kulturystyki. Liczyłem że od tych ćwiczeń w końcu zacznie coś przyrastać, że ból mięśni który odczuwałem po każdym treningu w końcu przełoży się na ich rozmiar. Żeby chociaż łapa chciała urosnąć do 40 obwodu, żeby barki były trochę szersze, żeby klatka była pełniejsza.. Żeby waga nie stała na tych nieszczęsnych 82 kg tylko chociaż 2 – 3 kg poszło do góry po paru miesiącach ćwiczeń… Ale nie chce i już. Jeśli już idzie, to z tłuszczu. Im więcej zaangażowania wkładam, im bardziej kombinuję z szukaniem sposobów by te mięśnie przetrenować, tym większa frustracja że nic się nie dzieje. Podkręciłem kalorykę żarcia, to weszło w sadło, zrobiły się boczki i znikła kratka a mięśnie jakie były takie zostały. Dołożyłem więcej aerobów, zwiększyłem intensywność treningów – sadło zaczęło ładnie znikać i powrót do punktu wyjścia. Jest 83 kg z jeszcze lekkim zalaniem, do końca września utrzymam tą intensywność – wyjdzie sześciopak, zejdzie ten kilogram nadwyżki i będzie dokładnie to samo co w minionym roku. Czyli tak naprawdę rok pracy w dupę psu 🙁
    Może zrobiłem błąd już w założeniach? Może moje kombinacje z łączeniem ćwiczeń w obwody, podnoszeniem intensywności przez mieszanie różnych form treningu nadają się tylko do redukcji a od tego nie ma prawa nic urosnąć? Może jedyne co mogę osiągnąć tym sposobem treningu to zwiększenie wytrzymałości i kondycji?
    Ja nie „postanowiłem” wrócić do poprzedniego modelu. Ze wszystkich sił próbuję tego uniknąć. Ale widzę że zbliża się ten moment że nie będę miał innego wyjścia. Jeśli odpuszczę i wrócę do żelastwa, będzie to w pewnym sensie moja porażka, przyznanie się że ogromne zaangażowanie sił i środków (na dobre suple trzeba też sporo kasy) poszło na marne. Próbuję jeszcze ostatniej deski ratunku i stąd ta pisanina. Jeśli znajdziesz jakiś błąd w moim myśleniu i działaniu (na pewno jest coś nie tak, tylko ciężko mi pojąć co) i wskażesz mi go, spróbuję go naprawić. Więcej już ćwiczyć się nie da, nie padłem na pysk z przetrenowania tylko dzięki mega zestawowi supli które utrzymują mnie w formie, dalej intensywności nie da się zwiększać. Znów doszedłem do ściany, nie przeskoczę jej a nie wiem jak obejść…
    P.S. w nawiązaniu do Kevina. Definiowanie sukcesu przez starty w zawodach to trochę dziwne rozumowanie. Idąc tym tokiem myślenia można by stwierdzić że sukcesy to odnoszą ci z Mr.Olimpia, wygrywają i mają za to dobrą kasę, zna ich cały świat a chłopaki z polskiego podwórka kulturystycznego kariery na tym nie zrobią, co to za osiągnięcie.. Nie tędy droga. Sukces jest wtedy, gdy dążysz do perfekcji, stawiasz sobie jakieś cele i je osiągasz. Twoim sukcesem jest np. zrobić 10 muscle up-ów, moim dobrze wyglądać. Ale jeśli ćwiczysz rok i tak samo robisz te 10 muscle up-ów, to chociaż w odniesieniu do mnie który nie zrobi żadnego jesteś super, to już nie jest żaden sukces. Jeśli ja po roku ciężkiej pracy wyglądam tak samo, to mimo że przy kimś kto nie robi sylwetki wyglądam super, dla mnie to nie sukces tylko porażka.

    1. Kalistenika to trening z masą własnego ciała. Nie są to obwody, nie jest to trening funkcjonalny, po prostu ćwiczenia, do których stosujesz masę własnego ciała. Czyli np zamiast treningu pleców typu
      1. Wiosłowanie sztangą 3 serie
      2. Wiosłowanie hantlą 3 serie
      3. Ściąganie wyciągu 3 serie

      możesz robić np
      1. Podciąganie szerokim nachwytem 3 serie
      2. Podciąganie wąskim podchwytem 3 serie
      3. Wiosłowanie odwrotne 3 serie

      W obydwu przypadkach trening jest ukierunkowany na ten sam cel, jedynie zmieniają się ćwiczenia. W drugim przypadku mamy kalistenikę. Tak sobie pomyślałem, że mógłbyś po prostu wrócić do treningu a’la kulturystycznego z wykorzystaniem właśnie kalisteniki, jednak teraz myślę, że jeśli znów się nie powiedzie (a może się nie powieść bo nadal uważam że Twoja masa nie była sucha), to znowu będziesz obwiniał kalistenikę. Zatem najlepiej będzie w Twoim przypadku wrócić do ciężarów. Jak odzyskasz wygląd, to będziesz zadowolony. Jak nie, lub będzie to głównie tłuszcz po pomiarach % zatłuszczenia, to może w końcu zrozumiesz w czym tkwi naprawdę problem. Więc teraz powiem Ci co moim zdaniem będzie najlepsze dla Ciebie: Wróć do ciężarów, ale monitoruj skład ciała.

    2. Moim zdaniem jeśli ma sie postępy siłowe i do tego ma sie dobra dietę to nie chu*a żeby masa mięśniowa nie szła. W końcu zmuszasz ciało do coraz większego wysiłku wiec musi sie adoptować w jakiś sposób. Po za tym tkanka tłuszczowa nie podnosi ciężaru- własnego czy zewnętrznego obojetnie, tylko raczej miesnie to robią więc muszą stawać sie silniejsze i wieksze. Nawet jeśli popadniesz w skrajności i zaczniesz wykonywać same zakresy siłowe, 1-5 powtórzeń to tez ta masa mięśniowa musi iść jeżeli robisz coraz cięższe ćwiczenia lub podnosisz wieksze ciężary. Wiadomo ze to nie będzie taki efekt jakbys dołożył zakres hipertroficzny ale jednak.
      Moim zdaniem jeśli trenuje sie sylwetkowo to i tak dobrze jest wlasnie postawić na niski zakres powtórzeń i w nim progresowac i do tego dolozyc ćwiczenia typowo na pompę. Bez różnicy czy to trening kalisteniczny czy ciężary reguły są te same. Twoja ciało ma to gdzieś. Liczy sie bodziec.
      Wiec moim zdaniem powody są dwa dlaczego nie jesteś zadowolony z sylwetki. Cwiczyles w nieodpowiedni sposód. Piszesz ze robisz jakieś wymyki, treningi obwodowe itd no i dobrze tylko co te ćwiczenia maja wspólnego z masa mięśniowa. Nie będę ukrywał ze musiałem zobaczyć co ten jest ten wymyk bo nie wiedziałem i okazalo sie ze to jest ćwiczenie gimnastyczne. Wyglada mega technicznie ale raczej z rozbudowa masy chyba nie ma nic wspólnego. Trening obwodowy służy do budowania kondycji. Nie mówię ze te rzeczy są zle i tylko masa siła, ale skoro to jest twoim celem jest masa mięśniowa to powinieneś ukierunkować trening głównie pod to a to traktować jako uzupełnienie. Trenując kaliatenicznie pod hipertrofie i tak będziesz sam w sobie funkcjonalny bo wykonujesz złożone ćwiczenia. Ustal sobie jedno dwa siłowe ćwiczenia na każda partie i ewoluuj je czy to poprzez wykonywanie coraz cięższych wariacji, doskonalenie techniki, czy dodawanie ciężaru. A po tych ćwiczeniach postaw na typowa pompę. Jakieś dropsety, spowolnione fazy negatywne, powtorzenia wymuszone, serie łączone itd cwiczyles kulturystykę to pewnie znasz mnóstwo metod 😉
      Drugi powód to mogą być zbyt duże oczekiwania co do masy. Tak jak juz Rafał pisał. Być może trenując kulturystykę to nie była wcale sucha masa mięśniowa. Przechodząc na trening funkcjonalny straciles dużo tłuszczu i stad taki efekt. Budowanie suchej masy jest to bardzo długi proces. Być może waga nie szla do góry i nie byles tak potężny jak na tej typowej masie kulturystycznej, ale za to miales lepsza kompozycje ciała?

  8. Może to nie jest zbyt rozsądne, ale uparte bydlę ze mnie i nie chcę się poddać. Do ciężarów mogę wrócić i po 50-tce, a jak się przeproszę z maszynami masa wróci raz dwa bo to już mam opanowane i wiem że działa. Póki zdrowie mi dopisuje chcę utrzymać obrany kurs. Już się domyślam co było przyczyną. Cholerny perfekcjonizm. Jak się dorwałem do ćwiczeń których jako kloc nie mogłem robić, to tłukłem je ile się dało. I druga rzecz to adaptacja. Na masie do podciągania potrzebowałem partnera żeby trzymał mi nogi, a dipów jak zrobiłem 8 w serii to był sukces. Teraz podciąganie w zakresie 7-9, dipy 15-18 i to w zasadzie jedyne ćwiczenia z własnym ciałem w których czuję pracę mięśni. Ale to przecież za mało, są jeszcze pompki, podciągania australijskie i różne inne których w treningu nie powinno zabraknąć. Ale jak można tego machać po 25 w serii, to trzeba je zestawić w obwód żeby te mięśnie coś poczuły. I tak to mi się rozrastało, obwody doszły do 4-5 ćwiczeń, tempo też jakoś samo z siebie się zwiększało 😉 bo jeśli można i daję radę to czemu nie. A już jak robiłem brzuch to w ogóle koszulke po treningu można było wykręcać. Brzuch mi się zrobił mega silny, ćwiczeń więc żeby go skatować musiałem podbijać tempo. I tak sam siebie zagoniłem w ślepą uliczkę, wyszedł z tego trening już nie funkcjonalny ale kondycyjno-wytrzymałościowy. I aż sam się dziwię że nie wpadłem na to wcześniej .. :-/
    I muszę niestety przyjąć na klatę że jestem dupa wołowa, przeprosić Rafała że czepiam się kalisteniki i przyznać rację że myliłem totalnie pojęcia.
    Pora z tego wyciągnąć wnioski. Koniec z ćwiczeniem na czas, obwodami z 5 ćwiczeń i tym podobnymi technikami. To był super sposób na redukcję i wrócę do tego na wiosnę. Teraz plan na najbliższe 2-3 miesiące (póki można ćwiczyć w plenerze) : punkt 3 z opcji Rafała – zaprząc kalistenikę do budowy mięśni. Biorę się do roboty i nie marudzę 😉

    1. HeHeHe. Muszę Ci przyznać, że faktycznie często marudzisz (piszę to mrugając okiem) i popełniasz wiele błędów. Jednak szanuję Cię za to, że nie wracasz po dwóch tygodniach ze smutkiem, że nie wyszło, ale naprawdę poświęcasz sporo czasu na przetestowanie konkretnego modelu treningowego. Dzięki temu Twoje doświadczenie będzie ogromne. To życzę powodzenia!

    2. Ja mniej więcej tez przechodziłem przez to samo. Po ilus tam latach treningu kompletnie bez żadnego progresu zwyczajnie odpuscilem na prawie 2 lata treningi. W tym czasie probowalem wrócić tysiąc razy jednak ta świadomość że znów sie nie uda blokowała mi psychikę ze nie mogłem nic zacząć. Przełom nastąpił jakoś w listopadzie rok temu. Od tamtego czasu nie było tygodnia żebym nie ćwiczył. Na początku bylo mnóstwo błędów. Nie wiedziałem nawet w jakim kierunku zmierzam. Na dzień dzisiejszy mój progres nie jest może jakiś nadzwyczajny ale w perspektywie czasu widac sporą różnice. Ale nie to sie liczy. Aktualnie znam już swoją drogę. Wiem co konkretnie chce osiągnąć i wierze że to sie uda tylko to kwestia regularnego mądrego treningu nic więcej. Wiem co na mnie działa bo dalem sobie czasu żeby powoli dojść do tego zamiast myśleć tak jak kiedyś że juz od razu mój trening musi być idealny nastawiony na najwyższy postęp. A myślę że i tak moja świadomość treningowa będzie rosła cały czas i progres będzie jeszcze lepszy. Także moim zdaniem każdy musi popełnić dużo błędów żeby w końcu zobaczyć co tak naprawdę działa. Życzę Ci tego samego bo kiedy pojawia sie pierwsze efekty to będziesz coraz bardziej zmotywowany i coraz lżej będzie Ci to wszystko wychodzić a z czasem będziesz nie do zatrzymania

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *