Podciąganie na jednej ręce. Kalistenika jest za łatwa?

Czy powinieneś podciągać się na jednej ręce? Czy powinieneś w ogóle dążyć do tego, by podciągnąć się na jednej ręce? Czy podciąganie na jednej ręce jest wyznacznikiem dużej siły? Na wszystkie te pytania odpowiem tak samo: Nie.

Kalistenika jest dość specyficzna i nietypowa. Nietypowe jest to, że nie da się określić wartości obciążenia w ćwiczeniach z masą własnego ciała. Przede wszystkim należy wyjaśnić, że masa ciała sama w sobie nie może dokładnie i wymiernie określać wartości obciążenia w ćwiczeniach siłowych. Po pierwsze dlatego, że ważąc 80 kg możesz być żylastym kulturystą lub zalanym (przepraszam za nieowijanie w bawełnę) miłośnikiem gier komputerowych.

Stosunek masy mięśniowej do masy tłuszczowej jest tu bardzo istotny, ale to nie wszystko. Oczywiście znaczenie ma także typ budowy. To oczywiste, że drążek będzie dla Ciebie łatwiejszy do okiełznania jeśli obwód Twojego ramienia wynosi tyle co obwód uda. Tancerki pole-dance są z pewnością silniejsze niż przeciętna kobieta, ale nie tak silni jak faceci, którzy być może na drążku podciągną się tylko 1 raz.

Bardzo ważna jest tutaj znajomość różnicy między siłą względną, a bezwzględną, jednak siła względna także nie określa zdolności do wykonania danego ćwiczenia gimnastycznego. Znaczące są takie czynniki jak wzrost, długość kończyn, rozkład masy góra-dół itd. To właśnie dlatego gimnastycy są zazwyczaj niscy, a osoby o wzroście +190 cm mają problemy z wieloma ćwiczeniami gimnastycznymi.

Czy podciąganie na jednej ręce jest trudne?

Jak trudno jest podciągnąć się na jednej ręce? A jak trudno jest podciągnąć się na dwóch? Nie jest moim zamiarem odpowiedzieć na to pytanie ponieważ samo w sobie nie ma sensu. Prawidłowo postawione pytanie brzmiałoby: „Czy podciągnięcie na jednej ręce jest osiągalne dla mnie?”

Jeśli chodzi o mnie, to ten wyczyn jest wciąż poza moimi możliwościami, jednak mam dość wystarczającą ilość siły, by podciągać się w seriach na jednej ręce asekurując się chwytem za przedramię.

Dlaczego w ogóle wykonuję to ćwiczenie i czy dążę do pełnego podciągnięcia na jednej ręce?

Pierwotna idea kalisteniki

Kalistenika zawsze była dla mnie tym, czym w istocie była od czasów greckich wojowników, którzy, jak podaje wiele źródeł, stosowali ćwiczenia z masą własnego ciała by zwiększyć siłę. Nie sądzę by ktoś wówczas stosował zaprogramowane progresje do różnych ćwiczeń jak to się odbywa w gimnastyce czy street-workout. Myślę, że po prostu brano na warsztat ćwiczenie, które sprawia żołnierzowi trudność i wykonywano je do skutku, tak długo jak przynosiło efekty.

Ja sam także reprezentuję takie podejście. Wiem, że mógłbym osiągnąć wyższy poziom w niektórych ćwiczeniach skupiając się na progresji w dłuższej perspektywie czasu. Wówczas należałoby postawić sobie cel nadrzędny, którym byłoby opanowanie danego ćwiczenia i pracować głównie nad nim. De facto tak to się odbywa w gimnastyce i street-workout i nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. W końcu adepci tych sportów poświęcają się bez reszty swojej ulubionej dyscyplinie sportowej.

I tutaj należy wrócić do korzeni. Podczas gdy dla sportowca wykonanie elementu gimnastycznego jest celem samym w sobie, dla żołnierza każde ćwiczenie jest tylko narzędziem do zwiększenia formy. Dlatego w przypadku treningu przekrojowego jedno ćwiczenie nigdy nie będzie celem nadrzędnym.

Czy więc dążę do tego by podciągnąć się na jednej ręce? Nie. Klasyczne podciąganie nie jest już dla mnie wielkim wyzwaniem, toteż włączyłem do programu podciągnięcia jednorącz. Jednak wersja jaką wykonuję obecnie, będzie przeze mnie stosowana tak długo, jak długo będzie sprawiała mi trudność. Bez parcia na progresję.

Mimo iż ćwiczenia z masą własnego ciała są dla mnie podstawą treningu od lat, to wciąż widzę przed sobą nowe wyzwania i nowe horyzonty. Czy zatem kalistenika jest za łatwa by uprawiać ją w celu zwiększenia siły? Odpowiedź chyba już znasz.

Czy można wejść na wyższy poziom bez świadomej progresji?

Jeśli chodzi o kalistenikę, to można mieć trzy różne podejścia. Po pierwsze, możesz nastawić się na wzrost umiejętności, czyli na to co najbardziej efektowne. Obrać sobie za cel mistrzostwo w treningu ulicznym i latać na drążku niczym Spider-Man. Wspaniały sport jednak nie dla każdego. Bez predyspozycji ciężko jest osiągnąć wysoki poziom. Mając 195 cm wzrostu i 100 kg wagi lepiej się nie łudzić.

Po drugie, możesz stosować bazowe ćwiczenia kalisteniczne jako narzędzie do budowy siły na wzór dawnych greckich wojowników. I tutaj Twoja waga okaże się Twoim sprzymierzeńcem. Nie musi Ci zależeć na konkretnej liczbie podciągnięć czy pompek, bo wynik nie jest celem samym w sobie. Natomiast każdy kolejny etap z pewnością zaprocentuje wzrostem siły bezwzględnej.

I trzecie podejście jakie sam prezentuję, to stosowanie progresji w ćwiczeniach kalistenicznych, jednak progresja nie jest celem samym w sobie jak w pierwszym przypadku, lecz nadal narzędziem.

Innymi słowy jeśli jakieś ćwiczenie bazowe jest dla mnie dość łatwe, to wchodzę na kolejny etap by zwiększyć trudność i stosuję trudniejszy wariant ćwiczenia jako ćwiczenie bazowe w treningu siły. Tak to właśnie wygląda u mnie w podciąganiu na jednej ręce. Poniekąd progresja dzieje się sama, jednak należy ją świadomie poprowadzić.

Podobnie sprawa wyglądała u mnie w przypadku wspierania ciągiem (muscle-up). Przez jakiś czas wprawka do wspierania (jeden z etapów progresji) była dla mnie po prostu jednym z ćwiczeń na ciągnące partie mięśniowe, wykonywanym raz na 7 – 10 dni. Pełne wspierania były tylko kwestią czasu, choć nigdy nie były celem nadrzędnym.

Najwięksi sportowcy znają potęgę kalisteniki i choć nie są gimnastykami, ani atletami street-workout, to stosują ją dla swoich potrzeb niczym greccy wojownicy. Mowa tutaj o fighterach, strong-manach, a także o armwrestlerach. Denis Cyplenkov, mierzący 186 cm i ważący 140 kg potrafi wykonać kilka powtórzeń wspierania ciągiem i stosuje je w swoich treningach choć jego sportem jest siłowanie na rękę. Nie gardzi także podciąganiem na linie.

Gdybym był złośliwy, to zakpiłbym w tym miejscu z wszystkich bodybuilderów, którzy nie mogą podciągnąć się na drążku nawet jeden raz tłumacząc się masą ciała. Ale złośliwy nie jestem więc nie zakpię 😉

Podciąganie na jednej ręce, czyli kwestia siły

Dochodzimy teraz do puenty tego krótkiego artykułu. Jest wiele ćwiczeń z masą własnego ciała, które będą nieosiągalne dla wielu osób, nawet sportowców, do końca życia. Potencjał kalisteniki jest dużo większy niż na ogół myślą ludzie. Nie tylko w sportach specjalistycznych, ale także w treningu siłowym jako takim.

Czy zatem powinieneś podciągać się na jednej ręce lub dążyć do tego? Nie, nie musisz. Jeśli zwykłe podciąganie stanowi dla Ciebie odpowiednio duże obciążenie, to czerp z niego tak długo jak to możliwe. Za lekko? Dodaj obciążenie lub zwiększ trudność. To samo tyczy się każdego innego ćwiczenia.

Całkowite odrzucenie kalisteniki na rzecz ciężarów to absurd i strzelenie sobie w kolano. Odrzucenie czegoś, w czym tkwi tak wiele możliwości. Potraktuj kalistenikę jako narzędzie na drodze budowania formy, niezależnie od sportu, jaki uprawiasz. Wykonuj takie ćwiczenia, jakie dają Ci efekty, i które wspomagają Twoje cele. Stosuj świadome progresje. Czerp z kalisteniki pełnymi garściami.

10 komentarzy

  1. „I trzecie podejście jakie sam prezentuję, to stosowanie progresji w ćwiczeniach kalistenicznych, jednak progresja nie jest celem samym w sobie jak w pierwszym przypadku, lecz nadal narzędziem.”

    Zauważyłem że te podejście jest w sumie najlepsze. Kalistenika jest skomplikowana i nic nie jest oczywiste , przykładowo każdy powie że np gdy pompki na jednej ręce są za łatwe to że pompki z nogami na podwyższeniu są cięższa wersja. Jednak ja się na tym złapałem. Trzeba wziac też pod uwagę wiele innych czynników. Co z tego że nogi są wyżej , skoro np bardziej skręca się ciało , biodra się zapadają , po prostu wykonuje się inny wzorzec ruchowy. A prawda jest taka że nawet pompka na ziemi , albo nawet z ręką na podwyższeniu może być cięższa niż te z nogami wyżej. Wszystko zależy od tego w jaki sposób wykonamy dany ruch, czy na mniej lub bardziej korzystnej dźwigni , jakim tempem itd.Warto też wspomnieć o tym że gdy przestajemy wykonywać jakis ruch i zastępujemy go innym to poleci z niego siła bo ciało się odzwyczai od starego a przyzwyczai do nowego. Np gdy robiłem kiedyś hspu ale skapnalem się że robię źle i cofnalem się do tyłu do pike push upow żeby ćwiczyć prawidłowe ustawienie ciała. Po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłem i gdy z ciekawości chciałem zobaczyć jak się robi hspu to z automatu moje ciało ustawiało się w prawidłowy sposób, który oczywiście tez jest mniej korzystny. A gdy spróbowałem wygiąć plecy i zrobić to jak dawniej to wogole nie czułem tego ruchu. Czułem się w nim mega słaby bo moje ciało się odzwyczailo od niego. Dodatkowo można też wspomnieć że pike push upy wcale nie muszą być łatwiejszym ćwiczeniem niż hspu. Ostatnio spróbowałem dać ręce maksymalnie blisko ciała na tyle ile pozwala mi mobilność- i szczerze nie mogłem się nawet opuścić w dół bo opór był tak duży.( Dodatkowo można się jeszcze pobawić w przenoszenie ciężaru poprzez stawanie na palce a z czasem nawet unoszenie nóg wtedy opór jeszcze bardziej wzrasta-
    https://m.youtube.com/watch?v=UIdCRc9fpAI
    Tutaj jest to pokazane w ok 4:10
    ) Miałem wrażenie że polecę na twarz. Dlatego moja progresja jest prosta w tym cwiczeniu. Staram się przybliżac ręce aż dojde do tego momentu, gdzie nie jestem wykonać ani jednego powtorzenia- a nawet się opuścić . Wolę wykonywać te pike push upy poniewaz łatwo jest skalować ćwiczenie i mogę cały czas ćwiczyć poprawny wzorzec ruchowy. Aktualnie nie wykonuje wogole hspu ani tez nie jest moim celem bo nie umiem wykonać tego ćwiczenia w taki sposób w jaki bym chcial – podwinięta miednica+ mocne wychylenie+ściągnięcie łopatek bez którego nie da się wychylic do przodu tak żeby to ładnie wygladalo i po prostu nie wiem jak się za to zabrać wogole. Kiedyś gdy zależało mi głównie na jakimś ćwiczeniu i miałem parcie na jego punkcie a nie umiałem go wykonać to starałem się je robić za wszelką cenę. I próbowałem na siłę to jakoś progresowac poprzez pół ruchy, stopniowe poprawianie szczegółów itd. Miałem wtedy założenie że będę robił tak jak umiem i stopniowe będę poprawiał wykonanie. Gdybym teraz miał takie podejście to pewnie siłował bym się w tym hspu męczył bym się nie nieskończoność , chodził wkur.. że nie wychodzi. A tak teraz sobie zaczynam bardzo lekko i mogę sobie stopniowo progresowac i wiem że za każdym razem robię robię dobry ruch. Dodatkowo gdy za jakiś czas wykonam powtorzenie mając ręce w miejscu gdzie nie jestem w stanie się nawet opuścić będę miał jakieś odniesienie i będę wiedział że zrobiłem progress . Lajtowo bez spiny. A to tylko jedno powtorzenie. Zawsze można wyprogresowac do większej ilości powtórzeń. Czy opanuje takim czymś hspu ? Nie wiem i w sumie nie obchodzi mnie. Póki cwiczenie stanowi opór jest git. Zalezy mi bardziej na tym żeby ćwiczenie stanowiło wyzwanie i żebym mógł je długo progresowac niz na samym ruchu. Dlatego teraz w moim planie znajdują się same dosyć ciezkie dla mnie ćwiczenia ale jednocześnie takie w których będę mógł wykonać prawidłowy ruch i dokładać bardzo długo powtórzenia. Kiedys gdy miałem parcie tylko na dane ćwiczenie ciągle trzeba było kombinować z progresjami co mega denerwowało mnie czasami bo traciłem duzo czasu na to. Teraz mam plan ,ćwicze , kończę trening i mam święty spokój.
    To jest moim zdaniem największa wada kalisteniki. Na takiej siłowni, możesz zacząć nawet od pustego gryfu dokladac po 1 kg i z czasem będziesz podnosić 100 kg bo ciało będzie miało czas żeby się zaadaptowac.

  2. Hej, dawno nie było żadnego pytania ode mnie :), ale pojawiły się wątpliwości. Z góry dzięki ;).
    1. Warto pić żółtka? Wiele ludzi dzieli jajka na białko i żółtko, robi omlety z jednego czy drugiego. Ja tego nie mogę pojąć..białko to białko, a żółtko to wartości odżywcze? Słyszałem, że wbrew pozorom to więcej białka jest w żółtku. Druga rzecz to sama opłacalność picia jajka. Białko z jajek surowych wchłania się w koło 50%, a z ugotowanych w około 90%, więc pić nie warto. Rocky o tym nie wiedział, ale dane są faktami. Czytałem jednak wypowiedź osoby dość obeznanej, która pija żółtka np. w koktajlach. Właśnie wychodzi z założenia, że białko się mało wchłania z jajek, ale to bez sensu jeśli jest założenie o tym, że żółtka mają więcej białka niż samo białko. Co o tym sądzisz
    2. Robię często martwy ciąg na 15 powtórzeń, ale nie odkładam przy powtórzeniu sztangi na ziemię tylko trzymam w powietrzu. To zależy jak to robię, bo czasem wykonuję samo zgięcie w biodrach, czasem za kolana opuszczam sztangę, a czasem do piszczeli. Półruchy w przysiadach, pompkach są złe (chyba, że ktoś ma ku temu powód jak progresja czy już ostatnie powtórzenia na treningu), ale jak to ma się przy martwym ciągu? Słyszałem, że te ruchy bardzo dobrze wpływają na ścięgna. Jak to ma się do rozwoju mięśni i siły. Jest to „znaczący” błąd?
    3. Kiedyś pisałem Ci jak zacząłem ćwiczyć z ciężarem i 5×6 5 dni pod rząd w 4 wielostawach. Odkryłem, że ten dyskomfort w lędźwiach/kręgosłupie zanikał (czasem się w ogóle nie pojawiał) przez pas. Dyskomfort przechodzi po treningu, a po serii wystarczy się położyć na podłodze lub powisieć na drążku. Jednak w sytuacji takiego dyskomfortu warto używać pasa? Czasem to nie są nawet maksy w powtórzeniach, bo zdarzyło się, że miałem jeszcze w zapasie kilka kg na te 5×6. Nie jest to nic groźnego z tego co zauważyłem, a bez pasa wzmocni mi się core czy łatwiej w ten sposób o kontuzje?
    4. Od tamtego tygodnia rozpoczął mi się cykl kreatynowy, jednak nie czuję tej kreatyny. Wątpię, żeby problem leżał w tym, że banany wtedy rozgniatałem tłuczkiem, a teraz to wszystko razem miksuję. Te 3 g to za mało? Na początku myślałem, że to przez mleko zamiast wody, jednak nawet na wodzie nie było tamtej mocy. Co byś radził zrobić? Czytałem, że to iż organizm się przyzwyczai i efekt spadnie to mit. Wszyscy powtarzają 5g codziennie. Co o tym sądzisz?
    5. Co sądzisz na temat morsowania? Badania mówią, że mniej kortyzolu, więcej endorfin, testosteronu, lepsza regeneracja, wydolność sportowa, samopoczucie. Sam Sandow chwalił sobie zimne prysznice, a wielu uważa, że to jeden z sekretów jego siły. Ostatnio jednak pojawiły się badania, że morsowanie nie pomaga w regeneracji, wręcz przeciwnie. Co o tym sądzisz? Czy jest to może na zasadzie – „spacerowanie nie sprzyja masie mięśniowej, bo spala kalorie” czy faktycznie coś jest na rzeczy?
    Z góry dzięki za odpowiedź i pozdrawiam 😉

    1. Hej Emil,
      1. Warto po prostu jeść jajka. Jak już dzielić to żółtka są lepsze od białka. W żółtkach jest cała wartość odżywcza, także większość białka jaj pochodzi z żółtka. Jeśli jesz/pijesz na surowo to zaleca się wyparzyć we wrzątku przez minutę (nie gotować, zalać i odczekać). Natomiast co do samej obróbki termicznej, to nie wiem jak się to ma do wchłanialności białka, jednak zawsze należy spożywać jajka z płynnym żółtkiem. Czyli jeśli gotujesz, to na miękko, nie na twardo. Dobre są też jajka sadzone. Bardziej agresywna obróbka (gotowanie na twardo, omlet, jajecznica) zabija składniki odżywcze. Zatem najlepiej jest gotować/smażyć zachowując płynne żółtko, a w drugiej kolejności jeść na surowo (polecam kogel-mogel na miodzie).
      2. W martwym ciągu jak ze wszystkim, pełny zakres ruchu kluczem do sukcesu. Wyjątkiem jest nieodkładanie sztangi, czyli np. zatrzymanie jej 1 cm przed podłogą by nie tracić napięcia. Jest ciężej wtedy. Natomiast skracanie ruchu będzie okej jako uzupełnienie (czy choćby żelazny ciąg), ale nie bazuj na tym. Jakbyś robił tylko z kolan, nawet na dużym ciężarze, to później by się mogło okazać, że podniesienie z ziemi jest jakąś masakrą.
      3. Z pasem należy ostrożnie. Możesz się asekurować, ale jeśli większość serii będzie wymagała pasa to jest to znak, że coś się dzieje. Nie możesz po prostu założyć pasa i bagatelizować. Tak, przy zbytnim poleganiu na pasie core ucierpi. Pas sam w sobie nie może być rozwiązaniem. Szukaj źródła problemu w technice (nagraj się i obejrzyj). Może też tak być że masz jakiś niewielki uraz i musi się on po prostu zaleczyć.
      4. Ciężko powiedzieć. Jeśli stosujesz tę samą formę dobrej jakości to problemem może jest Twoje nastawienie. Bierzesz tydzień i oczekujesz szybkiego działania. Zdystansuj się, daj jej nieco czasu. Czasem jest tak, że zaczynając cykl mamy lepsze dni, czasem gorsze. Poza tym co masz na myśli pisząc cykl? Ja biorę zazwyczaj 3 – 5 g przez 4 m-ce. Jak mówisz o standardowym 6-tygodniowym cyklu to minimum 1 g kreatyny na 10 kg masy ciała.
      5. Nie znam się na morsowaniu. Słyszałem o dobroczynnym działaniu krioterapii, ale czy to to samo? Moim zdaniem takie ekstrema są dobre jeśli traktujemy je na zasadzie hormezy. Zjawisko hormezy polega na tym, że szkodliwy czynnik działa pozytywnie jeśli jest stosowany w małych dawkach. Jeśli więc traktujemy morsowanie po to aby dać organizmowi impuls, pobudzić go, to myślę, że jest to na pro. Są jednak tacy, dla których morsowanie jest celem samym w sobie. Traktują to jak dyscyplinę sportową i próbują pobijać własne rekordy. Coraz zimniej, coraz dłużej, coraz częściej. Wiadomo, że jest to wtedy obciążenie dla organizmu i wymaga wyjątkowej uwagi. Może także obniżyć regenerację w połączeniu z treningiem fizycznym jako dodatkowa forma „dobijania” ciała. Zależy więc od podejścia, tak myślę.

    2. Ja z morsowaniem nie mam nic wspólnego , chociaż nie ukrywam że marzy mi się wejść w zimę do lodowatej wody ale brakuje odwagi trochę 🙂 ale jakiś czas biorę zimne prysznice. I z tego co zauważyłem że co za dużo to niezdrowo. Z czasem organizm się oslabia. Dodatkowo jak się łączy to z ciężkimi treningami to już wogole. Ja aktualnie biorę raz w tygodniu. Ustawiam na najniższa temeperature i przez 10 sec się polewam , po tem ciepła jakiś czas i znów lodowata. Z 3-5 takich obwodów. W jakimś tam stopniu polepsza regenerację ale moim zdaniem nie jest to jakieś super magiczne niewiadomo co po czym będziesz się regenerował niewiadomo jak szybko.

    3. Na pierwszym cyklu brałem 3g przez 6 tygodni. Wtedy efekt był zauważalny w sumie po pierwszym użyciu, a najlepiej odczuwalny po 4 dniach. Jeśli chcę stosować przez 8 tygodni (łącznie, bo te dwa nic nie dały w odczuwalnego) to 5g będzie odpowiednie? Wiem, że napisałeś o 1g/10kg, ale chodzi mi o to czy te 5g też będzie w porządku. Co do cukrów przy kreatynie to faktycznie polepszają wchłanianie oraz czy to prawda, że czas od rozrobienia kreatyny do wypicia ma wpływ na zawartość „kreatyny w kreatynie”?

    4. No nie wiem czy mniejsza dawka da taki sam efekt. Tego nie potrafię powiedzieć. W długoterminowej suplementacji można iść metodą prób i błędów i zwiększać stopniowo w razie co, ale w perspektywie 6 tygodni to raczej bez sensu. Ja bym stosował od razu 1 g/10 kg masy ciała. Wiesz, z kreatyną to też jest tak, że każdemu leży co innego, a to są tylko ogólne wytyczne. Same cukry nie polepszają wchłaniania. Kreatyna lepiej się wchłania przy wysokim poziomie insuliny. Węglowodany proste pije się po to żeby tę insulinę podnieść. Tutaj sprawdzi się nawet sok 100%, nie trzeba odżywek. Nie wiem ile tej kreatyny zostanie np. po dwóch godzinach w roztworze, ale zasada jest taka, że należy wypić bezpośrednio po rozrobieniu, jak zresztą w przypadku każdego suplementu.

  3. Hej,mam trochę nie typowe pytanie może nie w tym temacie ale nie ważne ;).Uważasz że w jakim wieku można osiągnąć szczytową formę dla sportowca(statystycznie/teoretycznie) niezależnie od wykonywania dyscypliny? Wiem że od tego zależy wiele detali, jak np:sposób zaawansowania,tryb życia itd itd,ale jak myślisz nawet patrząc na swoje doświadczenia,jaki mniej więcej to jest przedział wiekowy :)? Pozdrawiam.

    1. Twoje pytanie można rozpatrywać na różne sposoby. Masz na myśli ogólnie sportowców na świecie czy indywidualnie? Bo wiesz, jak ktoś zaczyna w wieku 40 lat, to szczyt może osiągnąć w wieku 55, powiedzmy. Nie można też powiedzieć „niezależnie od dyscypliny” bo właśnie od dyscypliny dużo zależy. Kulturystykę można uprawiać dłużej niż np. dwubój czy crossfit. Generalnie im bardziej spokojny, statyczny sport, tym dłużej można go uprawiać z sukcesami. Raczej nie widuje się 50-letnich akrobatów, natomiast na zawodach armwrestlingu można spotkać starszych zawodników. Zależy też czy mowa o zawodowcach czy amatorach. W zawodowym sporcie decydującym czynnikiem jest obecność dopingu, który proces budowania formy znacznie przyspiesza. Z jednej strony fajnie, szybsze efekty, z drugiej – szybsza emerytura i spadek formy.

      Jakbym miał odpowiedzieć jednym zdaniem, to bym powiedział, że 30 – 35 lat, ale jest to czysta statystyka. Wiesz, człowiek i krowa mają średnio po 3 nogi. A tak z własnego doświadczenia. Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że swój szczyt osiągnę w wieku 40 lat. Jednak ćwiczę z osobami, które ten wiek już osiągnęły i wciąż chcą się rozwijać, osiągać nowe cele. Trenując z nimi oraz rozmawiając czuję się jakbym znajdował się w towarzystwie rówieśników. Widząc ich zapał i entuzjazm myślę sobie: „K..wa, i co, miałbym osiągnąć swój szczyt będąc w ich wieku a później z górki? Przecież mając 40stkę można jeszcze tyle osiągnąć!” Więc nie wiem kiedy będzie mój szczyt. Jeśli Bóg nie zadecyduje inaczej, to będę tak długo ćwiczył jak długo będę mógł wstać z łóżka.

      Method, nie wiem ile masz lat skoro zadajesz takie pytanie, ale najgorsze co można zrobić to zrzucić winę na wiek. Jakiś czas temu byłem na siłowni i razem ze mną wszedł starszy facet. Pomyślałem, że dziadek przyszedł, żeby poruszać się na maszynach, a on robił pompki z nogami na drabinkach, wznosy i scyzoryki. Zagadałem, gość miał 70 lat! Wyraziłem pełne uznanie dla tego co robi, a on tak zaczął: „Wie pan, ja mam 70 lat i wciąż jeszcze pracuję, niedługo przejdę na emeryturę…” W tym miejscu pomyślałem, że powie coś w stylu, że w jego wieku to i tak dużo robi i że to mu wystarcza, a on kontynuował: „…niedługo przejdę na emeryturę, będę miał więcej czasu i wtedy wezmę jakiegoś trenera żeby mi pokazał jak się robi te ćwiczenia prawidłowo żebym mógł na poważnie się za to zabrać”. Jak to usłyszałem myślałem, że się osunę na kolana.

    2. Powiem Wam tak. Wiek metrykalny to są tylko cyferki w dacie urodzenia które zwykle określają stan faktyczny organizmu, ale jeśli się chce można sprawić że ten stan nijak się ma do cyferek. Większość ludzi trybem życia przyspiesza proces starzenia, ale są też tacy którzy potrafią go spowolnić. Dopóki aparat ruchu i ogólnie cały organizm nie jest zużyty, można osiągnąć co się chce. Rzecz jasna nie na poziomie zawodniczym, wiadomo że 40latek nie pokona w bezpośredniej konfrontacji 25latka (jeśli obaj mają podobne umiejętności i staż treningu, bo nieraz doświadczeniem można nadrobić fizyczną przewagę) ale na poziomie szczytu formy rozumianego jako satysfakcjonujący poziom rozwoju w danej dziedzinie sportu jak najbardziej. A kiedy to się stanie, to kwestia indywidualna. Są tacy którzy jeszcze przed 30-tką wyglądają i ruszają się jak dziady, a są też 50latkowie którzy mają parametry organizmu jak 30kilkulatkowie. Moim zdaniem można się rozwijać gdzieś do 50tki. Potem niestety można już tylko utrzymywać to co się zdobyło wcześniej i spowalniać utratę formy. Ale może się mylę, może uda mi się przeciągnąć tą granicę o parę lat w górę. Za kilka lat się przekonam czy 50-ka jest faktycznie końcem możliwości rozwoju. A na razie wiek metrykalny wisi mi i powiewa, wyglądam lepiej niż 10-15 lat temu a upływ czasu widzę tylko po tym że trochę mniej włosów na głowie 😉

  4. Tak z czystej ciekawości zapytałem:) Jezeli o mnie chodzi to mam poniżej 25 lat 😀 Jednak tacy ludzie jak ten dziadek motywują mnie i też zamierzam z roku na rok być co raz lepszy,ćwiczyć do wieku w którym już nie będę mógł tego robić i nie stawiać sobie żadnych ograniczeń ani ulegać czyjejś opinii że to nie dla mnie ,że stary itd 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *