5 złych nawyków treningowych, których się pozbyłem

Nawyki są nieodłącznym elementem naszego życia. Czym są? Nawyk to zachowanie, które wykonujemy po wystąpieniu danego bodźca. Ludzie często mylą nawyki ze zwyczajami. Jeśli wykonujesz daną czynność regularnie, to nie znaczy z miejsca, że jest to Twoim nawykiem. Dlatego na przykład sam fakt, że trenujesz, nie jest Twoim nawykiem, a zwyczajem. Jest to czynność rozmyślnie zaplanowana. Natomiast nawykiem może być trenowanie o konkretnej godzinie, albo np. jeżdżenie na siłownię od razu po pracy czy szkole.

Nawyk to czynność zautomatyzowana i wykonywana na skutek jakiegoś wyzwalacza (bodźca). Bardzo często nad tymi czynnościami się nie zastanawiasz. Dla przykładu ja sam zawsze zakładam najpierw lewy but, potem prawy. Sam nie wiem dlaczego, ale stało się to moim nawykiem.

Dana czynność może stać się Twoim nawykiem jeśli jest odpowiednio długo powtarzana. Proces ten jest indywidualną kwestią i zależy od wielu czynników. Im częściej musisz wykonywać czynność, tym szybciej wejdzie Ci ona w krew. Im większą satysfakcję czerpiesz z danego nawyku, tym większe prawdopodobieństwo, że sobie go utrwalisz.

Niestety, często bywa tak, że nawyki wyrabiamy w sobie nieświadomie i zazwyczaj są to nawyki złe. Wówczas mamy do czynienia z sytuacją, że robimy coś źle za każdym razem, gdy nastąpi bodziec. Z drugiej jednak strony, skoro każdy nawyk to czynność zautomatyzowana, możesz przechylić szalę na swoją korzyść i wyuczyć się dobrych zachowań, nad którymi nie musisz się zastanawiać.

Przejdźmy zatem do tych złych nawyków, które wyeliminowałem ze swojego treningowego życia.

1. Stosowanie wygodnych akcesoriów treningowych (rękawiczki, pasy, gripy, stymulanty)

Branża fitness to nie sport. To biznes. I nie wolno o tym zapominać. Najlepszy marketing to taki, który uwzględnia szybkie rozwiązanie danego problemu. Robią Ci się odciski? Załóż rękawiczki treningowe. Boisz się o swój kręgosłup? Ćwicz w pasie. Masz słaby chwyt? Trenuj z gripami lub taśmami.

To gotowe rozwiązania na Twoje problemy. W przyrodzie jednak zazwyczaj jest tak, że doraźne rozwiązanie problemu stwarza jeszcze większe problemy w długiej perspektywie czasu. Im częściej będziesz stosować udogodnienia, tym ciężej będzie Ci się bez nich obejść.

Rękawiczki i gripy

Rękawiczki są chyba najbardziej popularnym akcesorium treningowym. Pamiętam czasy, kiedy bez rękawiczek nie było dla mnie treningu. Nadszedł jednak taki moment, gdy uświadomiłem sobie jak słaby mam chwyt i jak szybko męczy się moja skóra na dłoniach podczas zwyczajnych prac poza treningowych. Chciałem wzmocnić dłonie.

Pierwszy trening bez rękawic był dość nieprzyjemny. Tak bardzo byłem przyzwyczajony do miękkiego, wygodnego chwytu, że gdy łapałem drążek do podciągania gołą ręką, miałem wrażenie jakby był owinięty drutem kolczastym. To uczucie towarzyszyło mi jeszcze przez kilka następnych sesji, jednak powoli zacząłem się przyzwyczajać do twardej, zimnej stali.

Postanowiłem pójść o krok dalej i sprawić sobie drążek do podciągania o większej średnicy (38 mm), co zmusi mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy palców rąk, nadgarstków i przedramion. Dziś jestem sobie mega wdzięczny za tą decyzję bo widzę jaki efekt to przyniosło. Po prostu uwielbiam czuć w dłoniach zimną stal, a bezpośredni kontakt z drążkiem daje w rezultacie pewniejszy chwyt.

Gripy treningowe

Marketingowcy poszli jednak o krok dalej i w ofercie wielu sklepów sportowych mamy także specjalne gripy tak ułatwiające trzymanie sztangi czy drążka, że nad chwytem wcale nie musisz pracować. Ażeby zachować jakiś poziom literacki i powstrzymać się od słów powszechnie uważanych za wulgarne, napiszę tylko tyle: Trzymaj się od takich wynalazków z daleka!

Pasy treningowe

Pasów treningowych nigdy nie stosowałem, ale ku przestrodze wspomnę i o nich. Celem takiego pasa ma być profilaktyka urazów kręgosłupa. Pas usztywnia korpus dzięki czemu podnoszenie dużych ciężarów jest prostsze i bezpieczniejsze. Stosuje się go głównie podczas ćwiczeń z ciężką sztangą w pozycji stojącej (martwy ciąg, rwanie, podrzut itd.)

Pasy treningowe uważam za świetny wynalazek. Stwarzają dodatkowy margines bezpieczeństwa w trakcie wykonywania ćwiczeń na rekord, kiedy ćwiczący mierzą się z obciążeniami na granicy możliwości. Kręgosłup ma się jeden i w tym przypadku zasada „zapobiegać zamiast leczyć” powinna być dla nas nadrzędna.

Jednak… Nadużywanie pasa treningowego może przysporzyć nie mniejsze problemy. Niektórzy są od niego uzależnieni i zakładają go już na początku treningu, a zdejmują dopiero na końcu. Jak wspomniałem, pas treningowy usztywnia korpus, a co za tym idzie wyłącza w znacznej mierze z pracy mięśnie korpusu. Nieaktywne stają się mięśnie rdzenia. Innymi słowy wzmacniamy w ten sposób mięśnie pleców, nóg, barków i osłabiamy korpus jednocześnie.

Stosowanie pasa przez długi czas do każdego ćwiczenia może być przyczyną dysproporcji. To trochę tak, jakby budować masywną betonową budowlę na kruchych filarach. Co może być tego skutkiem? Poważny uraz w trakcie podnoszenia ciężaru bez pasa, kiedy myślimy, że damy radę, bo przecież nasze nogi i ramiona są potężne. Pamiętaj, pas treningowy stosuj tylko do najcięższych ćwiczeń obciążających kręgosłup. Korpus także trzeba wzmacniać.

Stymulanty

Stymulanty i wszelkie tzw. przedtreningówki mają za zadanie sprawić, żeby nam się tak chciało jak nam się nie chce. Ludzie czasami reagują sceptycznie, gdy mówię o destrukcyjnym działaniu zbyt dużej ilości białka w diecie i zakwaszającej żywności, a tymczasem takie substancje jak tauryna, kofeina i generalnie pre-workouty wciąż wzmacniają pozycję na rynku.

Jeśli uważasz, że Twoja chęć i energia do treningów zależy od dawki przedtreningówki, tzn., że coś idzie nie tak. Tutaj wiem z autopsji, że poleganie na tego typu preparatach to błędne koło. Im więcej takich suplementów przyjmowałem, tym częściej przypisywałem im swoje wyniki. Natomiast treningi w okresie pomiędzy cyklami na stackach kreatynowych wydawały mi się jakby mniej wartościowe.

Tylko odpowiednie żywienie może Ci przynieść potrzebną energię witalną. Wszelkie informacje oczywiście znajdziesz na tym blogu w dziale Dieta i Suplementacja.

Szczególnie polecam:
https://kompaktowytrening.pl/rownowaga-kwasowo-zasadowa-o-diecie-idealnej/
https://kompaktowytrening.pl/fasola-super-pokarm-zrodlo-bialka/
https://kompaktowytrening.pl/mieso-zryc-zryc-oto-pytanie/

2. Ćwiczenia na brzuch na końcu treningu

Jest taka niepisana zasada, że brzuch ćwiczy się na końcu treningu. Większość ludzi chyba bez zastanowienia właśnie w ten sposób rozpisuje treningi. Możemy więc śmiało mówić o nawyku, który przejmujemy od innych osób. Sam także robiłem właśnie w ten sposób. Do czasu.

Schemat się sprawdzał tak długo jak długo brzuch trenowałem w pozycji leżącej. Jednak kiedy postanowiłem wejść na wyższy poziom i włączyć do planu treningowego ćwiczenia na brzuch w zwisie, okazało się, że nie mogę się za bardzo skupić na mięśniach brzucha przez zbyt zmęczone barki oraz ramiona.

Zwis na końcu treningu, po ciężkich pompkach i podciąganiach to spore wyzwanie wytrzymałościowe. Nie mam nic przeciwko wyzwaniom. Jeśli wykonujesz zwisy po ćwiczeniach izotonicznych dla wytrzymałości, to ok. Natomiast jeśli serie siłowe na brzuch mają się przedwcześnie kończyć z powodu słabego zwisu, to problem należy wyeliminować. Szybko znalazłem rozwiązanie. „Brzuch będę ćwiczył razem nogami” – pomyślałem.

Po przysiadach górę ciała mam wciąż świeżą więc zwisy nie powinny być problemem. I nie były. Natomiast utrzymanie prostych nóg w pozycji izometrycznej w trakcie wznosów wymagają napięcia mięśni ud. A to po przysiadach – szczególne, że stosowałem dużą ilość powtórzeń – także okazało się problematyczne.

Zostało tylko jedno wyjście – wykonywać wznosy na początku treningu. Chociaż w pierwszej chwili wydało mi się to nienaturalne i trochę dziwne, to z czasem polubiłem taki schemat i dostrzegłem wiele zalet tego rozwiązania.

Po pierwsze, dobry trening brzucha wiąże się z odpowiednim napięciem izometrycznym, a to najlepiej wychodzi właśnie na początku treningu, o czym wspomniałem w artykule na temat kolejności ćwiczeń. Po drugie, ćwiczenia na brzuch są także dodatkową rozgrzewką dla pozostałych partii mięśniowych, które ćwiczone w następnej kolejności są lepiej przygotowane. I po trzecie, taki układ treningu zapobiega pomijaniu brzucha i sprzyja systematyczności jego trenowania.

Rzecz jasna nie uważam, aby trenowanie brzucha na końcu było zasadniczym błędem. Być może u Ciebie się to sprawdza. Osobiście jednak uważam ustawianie brzucha na początku za dobry nawyk treningowy.

3. Lekceważenie gimnastyki

Od pewnego czasu kieruję się pewną zasadą: Wykonuj ćwiczenia tak, jak robią to gimnastycy. W tej dziedzinie sportu ogromną uwagę przywiązuje się do formy oraz techniki wykonywania ćwiczeń uwzględniając jak największe rozwinięcie siły oraz mocy. Natomiast w przypadku ćwiczeń dynamicznych, gimnastyczne wykonanie pozwala na jak najbardziej efektywne wykonanie ćwiczenia.

Gimnastyka jest ostatecznym poziomem zaawansowania. Należy zakładać, że jeżeli coś jest stosowane w gimnastyce, to jest dobre. Być może uznasz, że Ciebie to nie dotyczy. Przecież nie jesteś gimnastykiem. Nie zależy Ci na układach gimnastycznych, ani nawet na pojedynczych elementach gimnastycznych. Interesuje Cię jedynie trening siłowy. Już wyprowadzam Cię z błędu. W takim przypadku także powinieneś brać przykład z gimnastyków. Spójrz na poniższe zdjęcie:

Źródło: https://www.flickr.com/photos/316thesc/7584516190, https://www.flickr.com/photos/316thesc/7584509214, autor: 316THESC, licencja CC: https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/

Widzimy dwóch facetów podciągających się na drążku, jednak… Facet po lewej mocno odchyla głowę do tyłu i wygina plecy w łuk, kierując wzrok w niebo. Ten po prawej patrzy przed siebie, ale przede wszystkim zwróć uwagę na jego napięty brzuch. Oczywiście taka forma jest bliższa gimnastyce i o wiele bardziej efektywna. Każde ćwiczenia wykonywane w gimnastyczny sposób będzie po prostu lepsze.

4. Korzystanie wciąż z tych samych metod treningowych

Myślę, że jest to najpowszechniejszy nawyk treningowy wśród większości osób. Mnóstwo razy proszono mnie o ocenę planu treningowego i zawsze widzę to samo: x serii po x powtórzeń. Dlaczego boisz się wykonywania ćwiczeń na czas, nawet tych najbardziej siłowych? Dlaczego nie ustawiasz ćwiczeń w bloki? Dlaczego nie robisz siły w obwodach?

Powiem Ci dlaczego. Ponieważ stałeś się małym niewolnikiem utartych schematów, których skuteczność została udowodniona badaniami. Pora zatem wyplewić z Ciebie tego wirusa.

Wiedz, że faktycznie powinieneś opierać się na badaniach i doświadczeniach innych sportowców, ale przede wszystkim własnych. Wiele dogmatów treningowych jest prawdziwych i jeśli w światku fitnesiaków uważa się metodę 5×5 za najlepszą na przyrost siły, to faktycznie tak jest. Jednak zdaj sobie sprawę z tego, że te wszystkie założenia sprawdzają się tylko w przypadku krótkoterminowego przygotowania pod konkretny cel.

Nawet w badaniach nad skutecznością metod treningowych oraz suplementów diety bierze się „pod nóż” niewytrenowanych lub średnio wytrenowanych sportowców, bo oni najszybciej reagują na bodźce treningowe. Takie badania prowadzi się przez okres 3 miesięcy, a następnie wyciąga wnioski. I owszem, jeśli nie jesteś etatowym miłośnikiem aktywności fizycznej i planujesz w ciągu 3 miesięcy poprawić wygląd na lato, to zapisz się na siłownię, korzystaj ze sprawdzonych rozwiązań i osiągnij efekt.

Jednak jeśli wylałeś już kilka wiader potu na treningach i wiesz czym to pachnie, to musisz wiedzieć, że Twój organizm w końcu zapragnie nowych doznań. Dotychczasowe metody treningowe, nawet jeśli potwierdzone badaniami, mogą już nie być tak efektywne.

Co robić w takiej sytuacji? Cokolwiek, byle by przełamać rutynę. Łam zasady, zmieniaj schematy, zwiększ intensywność kosztem obciążenia i na odwrót, łącz ćwiczenia w obwody, superserie, serie łączone itp. Nie bądź niewolnikiem serii.

5. Nie stosowanie automotywacji

Automotywacja to niedoceniana sztuka motywowania samego siebie. Wiele osób w ogóle nie poświęca czasu na motywację, a ta jest nadzwyczaj ważna. Jest wiele rzeczy, które musimy robić. Chodzić do pracy, szkoły, wyprowadzać psa itd. Robimy to bo jeśli nie, to spotkają nas natychmiastowe konsekwencje. Jeśli zaś chodzi o własny rozwój, a mam tu na myśli uprawianie sportu, to nikt nam przecież nie każe. Tak w zasadzie po prostu nie musimy tego robić, a jeśli robimy to dlatego, że sami chcemy.

Nie jest to łatwe i wytrwanie w postanowieniach przez długi czas często kończy się porażką. Skoro nie ma natychmiastowej kary, to musi być coś co będzie Cię napędzać. Sam musisz to znaleźć. Ale kto nie szuka ten nie znajdzie. Trening zaczyna się w głowie. Wstanie z kanapy, założenie sportowych butów, spakowanie torby – to już 50% sukcesu. Większości osób nie starcza motywacji na to by chociaż ruszyć cztery litery.

Jak znaleźć motywację? Przeczytaj tutaj:

Jak pozbyć się złych nawyków?

Uważa się, że nawyków, czyli zautomatyzowanych zachowań, nie można się pozbyć. Raz wyuczony nawyk zostaje z nami na zawsze. Ale spokojnie, jest sposób na złe nawyki. Otóż jeden nawyk można zastąpić innym nawykiem. Jeśli uważasz, że moje powyższe nawyki z przeszłości dotyczą Ciebie i chciałbyś to zmienić, to zastosuj się do poniższych wskazówek:

  1. Każdą serię ćwiczenia rozpoczynaj bez stosowania akcesoriów treningowych. W tych seriach możesz nawet lekko odpuścić by przyzwyczaić się do nowych warunków. Z czasem staraj się używać rękawiczek i pasów coraz rzadziej lub tylko w ostateczności (odciski, mróz, kontuzje, ekstremalne obciążenia).
  2. Przed treningiem zastanów się czy masz dziś w planach ćwiczenia na brzuch. Jeśli tak, to wykonaj je zaraz po rozgrzewce. Możesz tylko wprowadzić zasadę, że na początku będziesz wykonywać tylko ćwiczenia na brzuch w zwisie, natomiast ćwiczenia w leżeniu wykonuj nadal na końcu treningu. Sprawę ułatwi także równomierny podział ćwiczeń na brzuch w ciągu tygodnia. Zamiast np. wykonywać od razu 6 serii raz w tygodniu, wykonaj tylko 2 serie, ale na każdym treningu. Oczywiście na początku.
  3. Zapoznaj się z sylwetką gimnastyczną hollow body. Niech ta sylwetka stanie się jednym z Twoich ćwiczeń na mięśnie brzucha. Zacznij od 2 – 3 serii po 5 – 10 sekund, zwracając uwagę na poprawną technikę.
    hollow body
    Przyzwyczaj się do napięcia brzucha w tej sylwetce, a następnie postaraj się je odwzorować w innych ćwiczeniach, takich jak podciąganie na drążku czy pompki.
  4. Wprowadź zasadę, że nie będziesz stosować dwa razy z rzędu tej samej metody treningowej do jednego ćwiczenia podczas zmiany planu treningowego. Daną metodę treningową stosuj w sposób ciągły w trakcie jednego cyklu treningowego.
  5. Stosuj zasadę krótkoterminowego planowania. Codziennie wieczorem pomyśl o tym co będziesz robił jutro przez cały dzień. Dobrym pomysłem jest napisanie tego w punktach na kartce i powieszenie na przykład na lodówce. Pewne badanie dowiodło, że samo zapisanie celu na kartce podnosi prawdopodobieństwo jego osiągnięcia o 18%. Następnie po obudzeniu się rano znowu pomyśl o tym co masz dziś do zrobienia, a najlepiej przeczytaj to co zapisałeś wcześniej. Zakodujesz sobie w głowie zaplanowany trening co sprawi, że się nie poddasz tak łatwo. Niech krótkoterminowe planowanie stanie się Twoim nawykiem.

Pozdrawiam!

40 komentarzy

  1. Dla mnie najlepsza przedtreningówka to kromka z miodem i filiżanka kawy. Swego czasu np. sekretem himalaistów były niezwykłe właściwości energetyczne miodu.

    Ja gdy szczególnie nie mam ochoty na trening stosuję mały podstęp – mówię sobie pójdę się tylko rozgrzać i może ze 2-3 lekkie seryjki machę na rozruch. No i przeważnie okazuje się, że po rozgrzewce nagle pojawia się energia i wychodzi z tego całkiem mocny trening.

    A co do rękawiczek – czasami jest to konieczność z innych powodów. Ja np. w pracy mam często spotkania, również z kobietami, gdzie nie koniecznie w dobrym tonie jest podanie zrytej twardej łapy, lub co gorsza poranionej.

  2. Moim najważniejszym nawykiem jaki sobie wyrobilem to to ze po prostu ide na ten trening i robie wszystko co mam rozplanowane na dany dzień bez zadnych wymowek. Nie jestem w stanie zaliczyć ile razy ” zle sie czułem ” albo ” nie miałem siły ” a i tak szedlem robilem swoje i robilem postęp. A co najlepsze po treningu czułem sie świetnie. Nie wiem czy to endorfiny czy co ale nagle samopoczucie mi sie poprawiało. Doszedlem do wniosku że tak naprawdę w większości przypadków jesteśmy zmęczeni nie dlatego że faktycznie nasz organizm jest czymś przemeczony tylko te zmęczenie wynika z braku jakiegokolwiek działania. Kiedys mój dzien wyglądał tak ze ogladalem seriale robilem trening i znów seriale. A w dni wolne tylko ogladalem seriale. Człowiek wchodzi totalnie zamulony w trening w po czymś takim i ciężko sie wybudzic z tego. Dlatego teraz od razu po szkole a w dni wolne od razu po wstanie trening a po tem staram sie spedziec dzien najaktywniej jak mogę, robiac w sumie cokolwiek zeby tylko nie zamulac.

    Drugi nawyk to podobny do tego co opisales zeby wykonywać ćwiczenia w sylwetce gimnastycznej. Jak sobie pomyśle ile czasu straciłem na to ze robilem ćwiczenia zle technicznie zamiast nauczyć sie tego od razu dobrze i oszczędzic czas to po prostu…. Prawidłowa technika to podstawa. Jak sie człowiek raz nauczy to zostaje to na zawsze, taka jest prawda.

    Trzeci nawyk to taki ze byłem uzależniony od ciężkich ćwiczeń. Robienie na każdym treningu pojedynczych powtórzeń w których trzeba było sie silowac i odpoczywać czasami ponad 5 min zeby przystąpić do kolejnej serii bylo meczace. Bylo bardzo ciężko progresowac bo praktycznie nie bylo zapasu i nie dawało rady nic dodawać. Dodatkowo dochodzi tutaj nawyk 2. Przy tak ciężkich seriach nie ma co ukrywać zawsze sie cos spider…. Zauważyłem ze lepiej dac ćwiczenie w którym wykona sie te kilka powtórzeń bardzo dobrych technicznie. Raz łatwiej zachować zapas, dwa robi sie dużo krótsze przerwy przez co trening jest krótszy, trzy mozna częściej ćwiczyć ten ruch i dokładać za każdym razem co jest bardziej motywujace moim zdaniem cztery ma sie pewność ze za każdym razem robi sie dobrze technicznie a progres nie jest wynikiem gorszej techniki.

    Czwarty to to ze wyzbylem sie jakiegoś dziwnego przekonania które w sumie nie wiem skąd sie u mnie wzięło na temat dlugofalowosci planu treningowego. Kiedys myślałem ze uloze sobie jeden schemat i będę ćwiczył i prgoreswoal nim niewiadomo jak długo, robiac oczywiście cały czas te same progresje i te same metody treningowe. Raz ze tak sie nie da dwa to jest to tak nudne ze po pewnym czasie mozna sie zrzygac tym wszystkim nawet jeśli są postępy. Kiedys opierałem plan prawie ciągle na tych samych cwiczeniach i metodach, nie dodawalem nic nowego bo miałem takie myślenie ” po co mam dodawać ćwiczenia w których i tak nie będę śledzić postępu w dłuższej perspektywie czasu, dam tylko te najwazniejsze w których będę progresowac „. No i wiadomo progresowalo sie. Ale to byla taka nuda ze masakra. Z tym ze moze wynikać to tez z zmiany podejścia. Kiedyś myślałem głównie o postępie. Teraz trenuje głównie dla przyjemności a postęp to tylko taki dodatkowy efekt. Po prostu czerpie przyjemność z samego procesu a nie tylko efektu. W sumie to tez można uznać za kluczowy nawyk. Bo dzieki niemu pozbylem sie tej jakiejś chorej presji i dużo lepiej mi sie ćwiczy.
    Teraz nie boje sie kombinowac. Nawet mam juz tyle pomysłów na następny plan ze sam nie wiem ktory wybrać. Ale wiem ze będzie konkretny plan i nie będę sie nim nudzić 🙂

  3. Bardzo fajny artykuł 🙂
    Jeśli chodzi o treningowe akcesoria, to ja w zasadzie używam tylko miękkich i elastycznych ochraniaczy na kolana, głównie dlatego, żeby nie obić sobie za mocno rzepek kolanowych przy np. wykrokach z ciężarami, albo gdy się potknę przy box jumpach. Czasami, sporadycznie używam pasa, ale tylko gdy podchodzę do rekordów – tak normalnie to on mi przeszkadza bardziej niż pomaga i nie pojmuję ludzi, którzy w zaciśniętym pasie potrafią na siłowni zrobić cały trening.

    Poza tym jakiekolwiek ochraniacze irytują mnie i utrudniają ćwiczenia. W gripach nie mam czucia chwytu i nie czuję się bezpiecznie, gdy w trakcie jakiegoś ćwiczenia trzeba zmienić chwyt. Poza tym tak samo lubię czuć w dłoniach drążek, sztangę czy kółka. Czasami, jak poobcieram sobie mocniej nadgarstki od false gripa, zaklejam je taśmą kinezyjną, podobnie jak kciuki zdarte chwytem zamkowym przy ciężarach.

    Przedtreningówki i stymulanty na co dzień mogą nie istnieć dla mnie. Wystarcza mi normalna suplementacja kreatyną i beta alaniną, do tego kordyceps. Tym bardziej, że według mnie przedtreningówki nie przynoszą żadnych wymiernych rezultatów, poza tym, że zalicza się potem zjazd. Motywacja, nastawienie na jak najlepszy wynik i ogólnie pozytywne podejście siedzą w głowie, a nie w porcji przedtreningówki. Ale znam ludzi, którzy bez przedtreningówki nie zaczynają treningu.

    Ostatnio z przedtreningówki skorzystałam na czerwcowych zawodach, przed ostatnim workoutem, ale był to drugi dzień zmagań na arenie, poprzednie workouty były cholernie ciężkie, ja czułam już ogólne zmęczenie organizmu i uważam, że w takich wyjątkowych sytuacjach, kiedy liczy się każde powtórzenie więcej, czy każda oszczędzona sekunda – taki stymulant może spełnić swoją rolę. Ale nie na codziennym treningu.

    A poza tym mam jeden zły nawyk – zdecydowanie nadużywam magnezji, sięgając po nią nawet wtedy, kiedy wcale nie muszę 😀 Ostatnio staram się jednak pilnować w tej kwestii 😉

  4. Przyłączam się do opinii że to super artykuł. Zawiera niejako streszczenie ostatnich polemik 😉 w których te kwestie zostały poruszone więc nie ma co się powtarzać. Przeczytanie go utwierdziło mnie w przekonaniu że bardzo fajnie że jest taki trend „raw” który znajduje coraz więcej wyznawców. Ćwiczcie bez akcesoriów i ochraniaczy, nie używajcie dobrych suplementów, jeśli takie „harcerstwo” sprawia Wam frajdę to nic mi do tego. Ja będę robił swoje, korzystał ze wszystkich zdobyczy które oferuje mi „marketing” i będę nadal robił postępy, a Wy róbcie swoje. Jak to się fajnie mówi „historia oceni kto miał rację”, z tym że tu oceni po prostu czas. Ja przeszedłem tą samą drogę tylko w drugą stronę, też byłem „raw” i już wiem że nie tędy droga, ale może po prostu do pewnych wniosków trzeba dojść na własnej skórze, po wielu latach zdobywania doświadczeń. Dla kogoś kto zachłysnął się tą teorią żadne argumenty nie trafią, zresztą do mnie kiedyś też nie trafiały więc to rozumiem i próby przedstawienia innego poglądu nie mają sensu. Zresztą, z mojego punktu widzenia, po co? Wszystko co spowalnia rozwój innych, relatywnie powoduje że jestem lepszy 🙂 więc wszystkie te crossfity, gimnastyczne wynalazki i filozofia „raw” niech znajdują jak najwięcej wyznawców, nie mam nic przeciwko temu 😉 Popieram ich istnienie z całego serca 🙂

    1. Akurat trend „raw”, jak go nazywasz, znajduje coraz mniej wyznawców. Nasi dziadkowie nie używali gripów, pasów itd na treningach. Te wszystkie zabawki to wymysł nowoczesnego fitness 🙂 Nie wiem co masz na myśli pisząc „nie tędy droga”. A którędy? Zrobić cały trening w pasie i gripach i nabawić się kontuzji podnosząc coś ciężkiego kiedy nie mamy dostępu do sprzętu? Wszystko dla ludzi, ale z głową. Pozdrawiam, fajnie, że znów się odezwałeś.

    2. Nie obraz ale wyglada to tak jakby Cie to troche bolalo ze niektorzy moga cwiczyc bez tych wszystkich „zdobyczy marketingu” i przy tym rozwijac sie i isc caly czas do przodu. Piszesz tak jakby to trenowanie RAW bylo czyms zlym. Czyms co z automatu musi prowadzic do kontuzji. Prawda jest taka ze nawet jesli kiedys trenowales RAW i teraz masz jakies problemy to najwyrazniej zle to robiles i tyle. Nie ma co zganiac na trening tylko przyjrzec sie jego wykonaniu. Pamietam jak robilem martwy ciag z kocim grzbietem zeby tylko podniesc jak najwiecej. Naszczescie kontuzji zadnej powaznej nie zlapalem. A jesli bym zlapal to nie zganial bym na martwy ciag tylko na swoj idiotyzm. Zreszta jakby tak spojrzec to moglbym sie wogole obrazic na trening i przestac trenowac bo przeciez tak wygodniej niz wylapac bledy i je poprawiac 🙂

    3. Ja bym powiedziała, że wszystko jest dla ludzi, byle używać z głową 😉 Dlatego pasa używam tylko jak podchodzę do swoich maksymalnych osiągów, ale nie ćwiczę w nim przez cały trening – właśnie po to, aby NIE nabawić się kontuzji wynikającej z „rozleniwionego” core i aby angażować do prawidłowej pracy całe ciało.

      Gripy gimnastyczne powstały nie po to, aby na dłoniach nie robiły się odciski, ale aby zabezpieczyć dłoń przez zerwaniem skóry na dużej powierzchni przy wykonywaniu bardziej dynamicznych ćwiczeń – przy którymś powtórzeniu nie ma opcji, aby się nie zerwała. Nie zmienia to faktu, że skóra dłoni i tak się musi przystosować, więc dlatego trenerzy gimnastyki nie zalecają używania gripów do nauki np. statycznych, siłowych elementów podstawowych. Na czymś ręce muszą się zahartować. Poza tym dla mnie ważny jest komfort, gdy dłoń nie pali od samego chwytu i gdy można się skupić na ćwiczeniu.

      Za to jak jestem na zawodach i widzę, że w workoucie jest dużo pracy np. na drążku, biorę taśmę kinezyjną i zaklejam dłonie w taki sposób, jak układają się gripy – nie chcę ryzykować zerwania odcisków.

      Jeśli idzie o suplementy – sama używam, jak pisałam i jak najbardziej jestem za ich spożywaniem, ale kreatyna czy beta-alanina to nie to samo co przedtreningówki i pełnią ona zupełnie inne funkcje. I uważam, że na pewnym poziomie treningowego zaangażowania są przydatne.

      Rynek suplementów, ochraniaczy i innych akcesoriów jest tak duży, że każdy z producentów będzie twierdzić, że jego produkt jest najlepszy i niezbędny. Nasza głowa w tym, aby w tym zachować rozsądek i nie pozbawiać się tego, co mamy najlepsze – bardzo dużych naturalnych możliwości adaptacji naszego ciała do bodźców treningowych. Co najwyżej w mądry sposób te możliwości wspomóc.

    4. Głos rozsądku 🙂 Nie wiem dlaczego niektórzy odbierają świat jako czarno-biały i uważają, że albo nie stosujemy nic, albo wszystko na raz i za każdym razem. Anita, jeśli pisząc gripy, w Twoim wypadku, masz na myśli skórki gimnastyczne, to ja bym tu nie kwalifikował ich jako akcesorium lecz niezbędny sprzęt. To trochę inna kategoria. Bez skórek po prostu nie można się obejść w wielu przypadkach. Są obowiązkowe na zawodach i to trochę inna bajka. Natomiast ja miałem na myśli wymyślne gripy niestandaryzowane, które są tylko bajerem i niepotrzebnym gadżetem.

    5. Rafał, tak, miałam na myśli skórki gimnastyczne, są one popularne i w mojej dyscyplinie, ale nie są obowiązkowe na naszych zawodach. Jednak i tak uważam, że dość często się ich nadużywa, w tym sensie, że ludzie uczą się ćwiczyć w nich od samego początku, nie dając dłoniom możliwości adaptacji np. do twardego drążka. Ale to prawda, że np. na zawodach, gdzie wiele powtórzeń np. bar muscle upów czy zwykłych dynamicznych podciągnięć zwiększa ryzyko zdarcia skóry z dłoni, skórki gimnastyczne się bardzo przydają, choć ja osobiście wolę w podobny sposób zakleić dłonie tejpami kinezyjnymi i też zdaje to egzamin.

      W którymś ze swoich artykułów dotyczących gimnastyki Greg Glassman pisze mniej więcej tak, że w gimnastyce jedną z podstaw jest silny i pewny chwyt, a tego się uczysz bez żadnych skórek/gripów. I że tak, od tego będą odciski.

      Natomiast nie tak dawno wyświetliła mi się reklama takiego czegoś podobnego do haka na dłoni, zakładanego na nadgarstek, podobno ułatwiającego chwyt sztangi, np. do martwego ciągu. na reklamie pokazano też jak pan (czy też pani, nie pamiętam) łapie tym czymś za drążek 😉 Dla mnie abstrakcja kompletna…

    6. Znowu musiałem długo zbierać myśli żeby wrócić do dyskusji 😉 po odzewie widzę, że moja wypowiedź została odebrana jako dywagacje wydelikaconego gościa który idzie na trening ubrany od stóp do głów we wszystkie możliwe ochraniacze bo boi się że się rozleci. I już Was wyprowadzam z błędu. Jedyne co mi jest niezbędne do treningu to rękawiczki o które tak się spieramy. Nie jestem gadżeciarzem, po to wyćwiczyłem brzuch żeby pas nie był mi potrzebny, nawet ściągaczy na stawy nie używam. Jak to się ma do tego co napisałem o moim niepoważaniu dla RAW i twierdzenia że nie tędy droga? Tu muszę bardziej się rozwinąć. Droga którą chce się podążać, determinuje środki przydatne do jej pokonania. Ktoś kto chce przebiec maraton nie będzie pakował na siłowni, a temu kto chce wystartować w strongmenach niepotrzebna wielka kondycja i bieganie. Jak nieraz podkreślałem, moim priorytetem jest sylwetka. Przez ostatnich parę lat eksperymentowania z kalisteniką i treningiem funkcjonalnym zdobyłem sporo doświadczenia i przekonałem się że to nie moja droga. Fajnie jest mieć przyzwoitą sprawność ale to nie jest cel główny. Teraz wracam na drogę z której zszedłem, odrabianie strat jest w toku i żeby osiągnąć to co zamierzam muszę się skupić na tym co ważne. Wisi mi czy podciągnę się 6 razy czy 12, olewam jaki ciężar jestem w stanie podnieść, ile razy i w jakim czasie. Ważny jest bodziec który otrzymują moje mięśnie. A tym bardziej mi zwisa czy mam zahartowane dłonie, do niczego mi to nie jest potrzebne. I z całym szacunkiem dla tych których to kręci – kompletnie olewam gimnastykę, crossfit i tym podobne dziedziny. Nie dlatego żebym uważał je za złe. Gdybym był strażakiem, żołnierzem komandosem czy policjantem antyterrorystą, pewnie ćwiczyłbym crossfit zamiast bodybuildingu. Ale mam inne potrzeby, do realizacji celu który chcę osiągnąć nie jest mi to w ogóle potrzebne. I zostało mi na to niewiele czasu. Straciłem wiele lat na dążenie do rozwoju w dziedzinach w których nie do końca się odnajdywałem i teraz cenię ten czas który mi pozostał. Nie zamierzam tracić go więcej, jeśli coś robię to z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków by trening który wykonuję był jak najbardziej efektywny. Po to tyle lat zbierałem doświadczenia żebym teraz z nich korzystał. Jeśli ktoś mi powie że używając tylko siły woli i motywacji może wykorzystać cały potencjał organizmu, to go obśmieję. Można zmusić się do treningu siłą woli mimo zmęczenia, można dodać sobie trochę „pary” używając motywacji, ale nie napompuje się mięśni krwią siłą woli, nie zmusi się organizmu do produkcji większej ilości neuroprzekaźników, nie zwiększy się tempa metabolizmu ani nie przyspieszy regeneracji. Do tego potrzebne są specjalistyczne suplementy. A jeszcze bardziej sprzęt i akcesoria. Tu wracam do kwestii RAW. Tylko na filmie Rocky trenując w dziczy mógł pokonać zawodnika dysponującego zapleczem technologii. W realu to tak nie działa. Można robić postępy trenując tylko z własnym ciałem, ale nigdy nie będą takie jak kogoś kto korzysta z całego arsenału techniki. Owszem, kiedyś (nasze polemiki sprzed kilku lat o maszynach 😉 ) przeginałem w jedną stronę, ale gdy zająłem się tylko kalisteniką, przegiąłem w drugą. Teraz łączę to w jedną całość. Wróciłem do maszyn i ciężarów, ale ćwiczenia z body weight też uwzględniam, żeby nie stracić sprawności. Ale już nie jako podstawę treningu, tylko jako uzupełnienie. I tak samo można robić postępy nie używając akcesoriów, ale ktoś kto z nich korzysta będzie robił je szybciej. Można także tracić czas i siły na wypracowywanie cech pod wspólnym mianownikiem „sztuka dla sztuki” typu hartowanie skóry dłoni czy wzmacnianie mięśni głębokich, a można skupić się na tym co istotne. A w kwestii czy coś mnie „boli’? Owszem, bolało mnie że ludzie marnują czas i zdrowie nie trenując optymalnie. Nieraz się produkowałem mając nadzieję że może pomoże to innym by nie popełniali błędów które zostały już popełnione, aż zrozumiałem że nic z tego nie wynika. Każdy musi swoje błędy popełnić i dopiero na ich podstawie zdobędzie doświadczenie. Ja też byłem odporny na wiedzę i to normalne. Więcej mądrzył się nie będę szanując prawo każdego do zdobywania wiedzy na własnej d.. 🙂

    7. „Można także tracić czas i siły na wypracowywanie cech pod wspólnym mianownikiem „sztuka dla sztuki” typu hartowanie skóry dłoni czy wzmacnianie mięśni głębokich, a można skupić się na tym co istotne. ”

      Brak słów mi po prostu. Wzmacnianie mięśni głębokich to jedna z najważniejszych rzeczy w treningu. Nie tylko dla poprawy wyników siłowych ale przede wszystkim dla zachowania zdrowia.

      Polecam zresztą obejrzeć to co mówi Big Majk , kulturysta który niedawno wystartował w trójboju , i pomimo że planuje dalej startować w kulturystyce mówi ile można się nauczyć z ” trojbojowego ” podejścia do treningu. Zaczyna się od ok 7 minuty

      https://m.youtube.com/watch?v=jS5shmNTbKc

      Ja polecam obejrzeć cale.

    8. Generalnie wypowiadam się tylko na tematy o których mam pojęcie. A pojęcie to zdobywam nie czytając artykuły czy oglądając filmiki na youtubie, tylko testując to o czym przeczytałem / usłyszałem na własnym organizmie. I z całą stanowczością mogę powiedzieć, że trening ukierunkowany na mięśnie „głębokie” czy „posturalne” to największa bzdura w historii fitness, ściema na maxa i totalna strata czasu. Gdy trenując w klubie widzę jak trenerzy personalni fundują swoim podopiecznym jakieś półśmieszne przekombinowane ćwiczenia typu przysiady na bosu to śmiać mi się chce, żal mi tych ludzi i dziwię się że za coś takiego płacą niemałą kasę. Ale taka jest moda, naczytali się w necie i tak ćwiczą bo ktoś mondry (celowy błąd 😉 ) napisał że tak trzeba. I nie uważam tak bo jestem tradycjonalistą dla którego inne metody niż te które znam się nie liczą. Jakiś czas temu miałem problemy z bólami pleców gdy zacząłem jeździć motocyklem w długie trasy, poza tym w ogóle czułem potrzebę wzmocnienia korpusu kiedy brałem się za kalistenikę i chciałem opanować trudniejsze ćwiczenia. Pochodziłem trochę na fitnessy prozdrowotne typu zdrowy kręgosłup, zmarnowałem tylko czas i kasę. Po tych udziwnionych ćwiczeniach które tam musiałem wykonywać plecy bolały mnie jeszcze bardziej i nie tylko plecy, wychodziłem cały połamany i po niby lajtowym prozdrowotnym treningu dochodziłem do siebie dwa dni czując się jak po glebie na motocyklu. Nie powiem, nie wszystko było złe, sporo się z tych zajęć nauczyłem i część ćwiczeń zaadaptowałem dla siebie. Ale na pewno nie te wszystkie planki, cuda wianki i wszystkie izometryczne wynalazki wykonywane w jakichś dziwnych pozycjach. I wziąłem się za wzmacnianie tułowia po swojemu, stosując sprawdzone ćwiczenia uzupełniane przerobionymi ćwiczeniami z zajęć fitnesowych. I środkowe partie ciała wzmocniłem tak że zapomniałem co to ból pleców, na motocyklu mogę jechać cały dzień i jeśli muszę się zatrzymać na odpoczynek to z powodu ścierpniętej d… a nie bolącego kręgosłupa. Pasów na plecy (do treningu i na motocykl) praktycznie nie używam, mięśnie brzucha robią za naturalny gorset ochronny. Nadmienię jeszcze że brzuch ćwiczę na leżąco, nie mogę robić ćwiczeń w zwisie przez uszkodzony łokieć. Podobno ćwiczenia na leżąco są mało efektywne :-p ale nie u mnie. Więc plizz, nie wrzucaj mi banałów z netu że do zachowania zdrowia potrzebne jest trenowanie jakichś wirtualnych mięśni. Do tego wystarczy porządny, racjonalny trening oparty na podstawach. Tylko tyle i aż tyle 🙂

    9. Tutaj oczywiście masz też w dużym stopniu racje. Jakieś przysiady na bosu to moim zdaniem też tylko pajacowanie i nic więcej. Co do plankow zależy jeszcze jak je wykonujesz. Zwykły tradycyjny plank to szit. Gimnastyczny to już inna sprawa.
      Co do ćwiczeń w zwisie. Nie trzeba wcale ich robić żeby dobrze przećwiczyć brzuch. Wszelkie unoszenia nóg to w głównej mierze test mobilności tylnej taśmy nog, oraz zginaczy bioder. Nie chce się wypowiadać czy to są dobre ćwiczenia czy nie , bo tutaj opinie są różne. Jedni mówią że to najlepsze ćwiczenie inni że nie nadają się do ćwiczenia brzucha i że głównie angażują zginacze np

      https://m.youtube.com/watch?v=TfmQU3ncNno

      Ja osobiście wypowiadać się nie chce na temat wznosow bo nie jestem typem osoby jak której coś nie wychodzi to mówi od razu że to jest do du… bo to bezsensu podejście jak dla mnie. Po prostu robiłem tyle te wznosy i nie czułem wogole tego ćwiczenie. Natomiast z 2-3 miesiące zastąpiłem je rozjazdami na kolku i nie żałuję. Czuję te ćwiczenie bardzo mocno. Dodatkowo jest to spore wyzwanie bo zaczynałem od kolan , a teraz robię już na stojąco, ale dalej nie robię pełnych ( robię progresję ze ścianą w sensie że staje na pewną odległość i rozjeżdżamy się aż jej dotkne i stopniowo odsuwam się coraz dalej ). Przy tym ćwiczeniu czuję tak brzuch że to jest nie do opisania.

      „Do tego wystarczy porządny, racjonalny trening oparty na podstawach. Tylko tyle i aż tyle 🙂”

      Nie wiem to dla Ciebie racjonalny i porządny trening ale według mnie ćwiczenia typu planki, hollow body, czy rozjazdy to są podstawy i jak najbardziej mogą znajdować się w planie , chociaż nie musza.

    10. A tak po za tym to nie mam pojęcia co ty konkretnie chcesz osiagnac. Jesteś na blogu o treningu – teraz już można powiedzieć że w 100% na temat treningu funkcjonalengo, bo znajdują się w nim ćwiczenia z masą ciała oraz ciężary. Więc nie wiem po co na siłę chcesz udowadniać że twoje podejście jest lepsze. My mamy swoje treningi i cele które opierają się na pewnym zasadach i ty też takie masz. Ja np dalej nie mogę zaakceptować niektórych crossfitowych metod. Np takie podciąganie z kippingiem. Ostatnio nawet trochę żartowałem sobie mówiąc że ” zawiodłem się na tobie patrząc na te podciąganie ” w momencie gdy Rafał dodał film z jego nowymi treningami. Jednak to nie miało żadnego negatywnego przesłania , mam nadzieję że przynajmniej nie zostało tak odebrane . To było coś bardziej po przyjacielsku że takie ” ehhh zawiodłem się na tobie”
      Jednak nie będę tutaj wypisywać się na temat podciągania i że to wogole jest głupie że tylko siłowe podciąganie itd. Bo to dla mnie bezsensu wogole. To że czegoś nie akceptuje i mam inne podejście nie znaczy że muszę je ciągle narzucać komus i na siłę co udowadniać .

    11. Moim zdaniem najlepsza droga to ,,bycie pośrodku” . O ile sam fitness ma wiele dziwnych założeń, skupionych tylko na marketingu, ale mięśnie głębokie nie są ,,mięśniami wirtualnymi”. Rozjazdy na kółku to świetne ćwiczenie na mięśnie brzucha, w dodatku świetnie stabilizują. Wielu kulturystów twierdzi, że rzeczy tego typu są z zasady złe, ale jak przychodzi do robienia przysiadów to wiele osób ma problemy z mobilnością. Są osoby, dla których tylko siła ma znaczenie. Są osoby, dla których tylko kondycja ma znaczenie. Wreszcie są osoby, które łączą jedno z drugim, ale osób które dodatkowo pamiętają o rozciąganiu i mobilności jest jeszcze mniej. Pomijając sam fakt zapobiegania kontuzjom i tego, że nie będzie można się schylić na stare lata i zawiązać but, to wiele ćwiczeń mobilizujących świetnie współpracuje z siłą, np. stanie na rękach, v-sit, przysiady z ciężarem nad głową, dwubój olimpijski czy różne dźwignie jak back lever. Podobnie jest z mięśniami głębokimi, bez skrajności, bo ktoś mógłby się przyczepić, że kółko jest wynalazkiem marketingu, a takie same efekty można uzyskać bez sprzętu.
      Rozmawiałem z wieloma ludźmi na temat treningu i niestety najwięcej jest skrajności. O ile osoby trenujące przykładowo sporty walki czy sztuki walki dbają o mięśnie głębokie to czasem zapominają o podstawach treningu i robią różne wymyślne ćwiczenia zamiast najprostszej zasady „jeśli czegoś Ci brakuje to ćwicz to” – chcesz się lepiej podciągać to się podciągaj i tyle, jak nie jesteś w stanie to wiadomo trzeba robić regresje, ale niektórzy wymyślają ćwiczenia z rodzaju „sztuka dla sztuki”.
      Miałem kiedyś znajomego co trenował kulturystycznie. Na początku twierdził, że kalistenika jest głupim wymysłem fitnessu i kiedyś to się tak nie nazywało. Potem przestawił się bardziej na trójbój z kalisteniką (sam to określił „jak żołnierz”). Jednak miał podejście do ćwiczenia oparte na samej przyjemności ćwiczenia i tylko tyle. Nie mówię, że to złe, bo sam mam to założenie jako chyba pierwsze, ale u niego progres był niemożliwy. „Sylwetka rosła do pewnego momentu, więc jak jesteś naturalem to więcej nie urośniesz.” W ogóle pominął możliwość progresu siłowego, a przecież siła nie ma znanych ograniczeń, np. Sandow czy ludzie podciągający się jednorącz z obciążeniem. Innym razem pytałem się na forum jaki adaptogen byłby odpowiedni. Usłyszałem, że to marketing i jak da to plus 5% do treningu to będzie cud. Napisałem elaborat przedstawiając swoje podejście – „Poza tym idąc tym tokiem myślenia jeśli coś ma dobry wpływ to jest kłamstwo? Albo jeśli zawiera witaminy jest złe ? Polskie superfoods to m.in jarmuż czy burak. Też są złe? Jestem za zdrowym rozsądkiem, ale nie popadajmy w paranoję. Izotoniki, gainery są zbędne jeśli ma się mikser, mleko w proszku jest tańsze od białka serwatkowego, a sól kłodawska jest taka sama jak himalajska tylko że tańsza. Jednak fakty są faktami, a badania badaniami. Żeby nie było, że jestem ślepy teoretykiem to są potwierdzenia w praktyce. Kółko do rozjazdów jest także wynalazkiem bez potwierdzenia skuteczności?”. Przyznał mi rację po zrozumieniu tego, że nie mam skrajnego punktu widzenia opierającego się na „nowoczesnych metodach treningowych”.
      Wracając do mięśni głębokich i bólu w kręgosłupie. Również miałem ból w kręgosłupie, tyle że po 5×5 w martwych ciągach, przysiadach, wiosłowaniu i wyciskaniu żołnierskim. Zrobiłem rutynę od Gabo Saturno – człowiek łączący kalistenikę (nie street workout) z yogą. Po jego rutynie poczułem po pierwsze, natychmiastową ulgę, ale także jest to połączenie siły z mobilnością, pełna kontrola ciała i czucie natychmiastowego zwiększenia zakresu ruchu. Na tym polega cały problem, przekopać źródła wiedzy i wyselekcjonować głupoty od wartościowej wiedzy. Dlatego też wiele osób zraża się do jakichkolwiek nowinek tylko dlatego, że są odkryte po czasie jak oni rozpoczęli przygodę z treningiem. Mimo, że te nowinki mają potwierdzenie w rzeczywistości. Pozdrawiam 😉

    12. Ja bym chciała się ustosunkować do kilku zdań, jakie padły tutaj w dyskusji.
      Kevin, piszesz: „Ja np dalej nie mogę zaakceptować niektórych crossfitowych metod. Np takie podciąganie z kippingiem.”
      Kipping jest ruchem wielostawowym, stosowanym często w gimnastyce sportowej – oglądając jakiekolwiek układy gimnastyczne na drążku, kippingu jest tam w cholerę 😉 Generalnie kipping (lub kip swing / zamach w ćwiczeniach na kółkach) umożliwia wygenerowanie energii z przedniej i tylnej taśmy oraz z bioder i tym samym umożliwia wykonanie większej liczby powtórzeń danego ćwiczenia lub kompleksu ćwiczeń, ale należy zdawać sobie sprawę, że jest to ruch zaawansowany, wymagający podstawy siłowej i mobilności. A wypracowany kipping z utrzymaniem sylwetek gimnastycznych wygląda po prostu ładnie i efektownie i jest świadectwem naprawdę wysokiego poziomu sportowego.

      Traper – szanuję Twoje wybory, mimo, że dla mnie bodybuilding jest kompletną abstrakcją. Ale zupełnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że ćwiczenia izometryczne są do bani. One zwiększają siłę i wytrzymałość mięśniową, uczą świadomości napięcia mięśni, co jest niezbędne w każdej dyscyplinie, nazwijmy to – funkcjonalnej. Poza tym, tak jak napisano w innym poście – plank z zachowaniem sylwetki gimnastycznej to zupełnie inna liga niż powszechnie widziany pseudo-plank z wypiętym tyłkiem, lordozą odcinka lędźwiowego i odstającymi łopatkami. I tutaj się zgadzam – tak wykonywany plank z dużą częstotliwością przyniesie więcej szkody niż pożytku.

      Przysiady na bosu – dla mnie to też głupota, lepiej skupić się na prawidłowej technice tego ćwiczenia i przysiadach z obciążeniem. Natomiast jak ktoś chce ogarnąć stabilizację – jest takie cudowne ćwiczenie jak przysiad ze sztangą nad głową – od razu wychodzą przy nim jak złoto braki w mobilności 😉 Oraz jeden z najstarszych wynalezionych przez człowieka przyrządów treningowych (i mój ulubiony) – kółka gimnastyczne.

      W moich treningach jest dużo gimnastyki (zresztą ona sprawia mi wielką frajdę), ale też sporo elementów dwuboju, plus do tego wydolnościówka. Ale podstawą do wszystkiego jest siła, i jestem chodzącym przykładem na to, że regularne rutyny ćwiczeń izometrycznych (różnych – na podłodze, na kółkach, paraletach etc.) dają bardzo dużo jako element całego złożonego programu treningowego. Może nie powodują nie wiadomo jakiej hipertrofii mięśni, ale mi, w przeciwieństwie do kulturystów, nie zależy na ich objętości, ale wydajności ich pracy i wytrzymałości. Pewnie, że w jakimś zakresie bez przyrostów się nie obejdzie, zresztą w ciągu niecałych jeszcze trzech lat treningów CrossFitu moja sylwetka przebudowała się diametralnie. Niemniej jednak zbyt wielkie mięśnie nie leżą w moim interesie 😉 Wolę na drążek czy kółka wciągać swoje 63 kg niż 70 albo i więcej 😉

      Pozdrawiam wszystkich 🙂

    13. Ale ciekawa dyskusja się zrobiła 🙂 zacznę od tego co chcę osiągnąć i co kulturysta robi na blogu o treningu funkcjonalnym. W sumie to nie wiem czy powinienem dalej nazywać siebie kulturystą bo od czasów kiedy byłem napompowanym miśkiem wiele się zmieniło. Ale jest to dziedzina mi najbliższa i przy tej nazwie zostanę. Co chcę osiągnąć? Jak już pisałem wcześniej próbowałem swoich sił w różnych dziedzinach i choć nie odnalazłem się w nich, to nie żałuję że na jakiś czas odchodziłem od kulturystyki bo zdobyte doświadczenia są dla mnie bezcenne. I teraz chcę połączyć to wszystko, uprawiać coś w rodzaju „bodybuildingu funkcjonalnego” w którym priorytetem wprawdzie jest sylwetka, ale sprawność ogólna też jest istotna. Co do tego że „narzucam” swoje podejście.. cóż. Nie ja wymyśliłem podstawowe założenia treningu siłowego, nie moja wina że nie ma nic lepszego od starych dobrych metod w których nie ma miejsca na przekombinowanie, jest prostota i skuteczność. A że te metody wywodzą się ze starej szkoły kulturystyki (tej z lat 60 – 70, w której zawierała się kalistenika, elementy gimnastyki i treningu funkcjonalnego) to ja, identyfikujący się z kulturystyką, sprawiam wrażenie że chcę „narzucać swoje podejście”. I gdyby ktoś dopatrzył się sprzeczności (niedawno napisałem że olewam gimnastykę) to wyjaśniam : nie olewam gimnastyki w ogóle, tylko to co teraz jest na topie a jest sztuką dla sztuki. Dawni kulturyści potrafili robić pompki w staniu na rękach, wspinać się po linie nie używając nóg, zrobić wymyk czy sprężynkę (to były kiedyś wyznaczniki sprawności) i nie cudowali z żadnym hollow body czy plank, nie słyszeli nawet o jakichś mięśniach głębokich a tym bardziej ich nie trenowali, osiągali tą sprawność którą mieli dzięki podstawowym ćwiczeniom. To właśnie miałem na myśli pisząc o racjonalnym i porządnym treningu. W prostocie siła i żadne nowe filozofie treningowe tego nie zastąpią. Tak na marginesie, kółko to żaden nowy wynalazek, kiedyś widziałem zdjęcie młodego Arnolda który z nim ćwiczył 😉 Muszę przyznać że poczułem się zainspirowany i głupio mi że do tej pory nie zaprzyjaźniłem się z tym przyrządem, muszę nadrobić zaległości w tej dziedzinie..
      Anito, dla mnie crossfit jest też kompletną abstrakcją ale fajnie że mogę poznać Twój punkt widzenia, tak krańcowo różny 🙂 zacznę od ćwiczeń izometrycznych. To nie tak unikam wszystkiego czego nie znam. Jak już pisałem, podążałem w wielu kierunkach. Ale tego sposobu ćwiczenia kompletnie nie czuję. Jaka praca mięśni? Ból przeciążanych stawów i ścięgien, to jedyne co odczuwałem. Wytrzymałość może i wzrasta, ale trening ma dawać satysfakcję, a nie być mordęgą. Nie boję się bólu, nawet go w pewnym sensie lubię bo jest oznaką że dobrze wykonałem pracę na treningu, ale wtedy kiedy on czemuś służy, inicjuje procesy adaptacyjne w ciele a nie po prostu nap***la 🙁
      I tak już zupełnie subiektywnie, nie mam absolutnie intencji Cię urazić : wytłumacz mi, jak można z własnej woli robić coś tak pokręconego i jeszcze znajdować w tym przyjemność? Co Cię do tego napędza? Czymś w rodzaju crossfitu zajmowałem się z konieczności w wojsku, kiedy kazano nam na zmianę biegać, robić pompki i skakać jumpingiem po placu. Ale robiliśmy to za karę, miało to na celu nas zakatować a nie wytrenować. Całe moje życie było związane ze sportem i nie tylko siłowym. Przez wiele lat trenowania sportów walki nieraz zdarzyło się zamęczyć do przysłowiowego wyrzygania, ale nawet w najbardziej męczącym treningu typu „małpi gaj” (bieg w kółko wokół sali z przeszkodami) był sens, bo pracowało się nad określonym parametrem. A gdzie jest sens w mieszaniu wszystkiego co się da?

    14. No brak słów brak słów po prostu. Tego się nie da opisać. Pierwszy raz widzę osobę dla której planki albo hollow body to niewiadomo co , jakieś szatańskie ćwiczenia normalnie. Jakbyś hollow body to podstawa treningu z masą własnego ciała. A dla Ciebie to jest niewiadomo co z tego widzę. Brak słów. Szkoda czasu na dyskusję tyle mogę powiedzieć.

    15. Swoją drogą bardzo ciekawy sposób trenowania – kulturystyka funkcjonalna. Podobnymi sportami są chyba powerbuilding, ale także crossfitowcy, street workouterzy czy street litferzy posiadają ogromną siłę i sprawność przy imponujących sylwetkach. Co do crossfitu to mam duży szacunek i sam trenuję często w podobny sposób, jednak pewne założenia mi dalej nie pasują. O ile połączenie siły i wytrzymałości, dwóboju z gimnastyką jest świetnym pomysłem tworzący z człowieka funkcjonalną bestię, o tyle nie potrafię zrozumieć kippingu w podciąganiu. Rozumiem ogólnie, że cel uświęca środki, a gimnastycy tak też robią, ale dla mnie osobiście ważniejsze są podciągnięcia czysto siłowe nawet w dużej liczbie powtórzeń. Oczywiście liczy się czas na zawodach, a podciąganie z kippingiem jest poprawne, ale osobiście w moich treningach wolę stawiać na podciąganie typowo siłowe, nawet przy dużej liczbie powtórzeń, gdy będę musiał robić przerwy. To tylko moje prywatne założenia co do mojego treningu, ale jeśli może kiedyś będę brał udział w zawodach crossfitowych to spróbuję jak to jest kippować.
      Na pewnej stronie na facebooku mającej na celu prześmiewać najdziwniejsze metody treningowe i ćwiczenia jak uginanie przedramion na biceps w zwisie na drążku do góry nogami, pod jednym postem wywiązała się dyskusja o crossficie. Sam crossfit po części uprawiam i szanuję bardzo, ale osoby pod komentarzami stwierdziły, że nagonka na crossfit bierze się z dziwnych ćwiczeń jak właśnie przysiady z ciężarem na piłce czy też „destrukcja organizmu”. Podobnie oglądałem opinię fizjoterapeuty na ten temat. Ci ludzie uważają, że ćwiczenia z dwuboju powinno się robić w przedziale tylko kilku powtórzeń, a gdy układ nerwowy jest zmęczony, a następnie biega się czy robi muscle upy po kilkunastu powtórzeniach rwania łatwo o kontuzje. Tutaj podchodzi filozofia, bo jeśli jedna osoba trenuje w taki sposób to jest jej sprawa, jeśli ktoś robi zawody dla iluś osób to już jest problem. Nie chodzi chyba o to, że to prowadzi do kontuzji zawsze, ale na zasadzie „martwy ciąg jest kontuzjogenny, bo dużo ludzi łapie przy nim kontuzje ze względu na nieodpowiednią technikę, więc przez statystykę jest kontuzjogenny”. Przedstawiłem jedynie opinię kilku osób, której nie popieram, bo zwyczajnie nie siedzę do końca w temacie. Co o tym myślicie?
      Swoją drogą ktoś dał nawet link do wiadomości, że kilkadziesiąt osób zerwało sobie ścięgna achillesa przez wskoki na skrzynię w kosmicznej liczbie powtórzeń. Trochę to wygląda na krytykę z mojej strony, ale jak mówię nie to mam na celu. Sam uprawiam coś podobne do crossfitu, często robię amrapy, prócz kalisteniki staram się wykonywać ćwiczenia złożone z ciężarem, dodatkowo kondycja i mobilność. Ciekawi mnie jedynie punkt widzenia osoby ze środowiska, bo w końcu ta dyskusja opiera się na skrajnościach, różnicach między nimi i punktem widzenia ze środka.

      Co do mięśni głębokich to podobnie jak z „modą na kalistenikę”. Mięśnie głębokie ćwiczyli dawni kulturyści tylko wtedy to się tak nie nazywało. To, że przyznałeś, że widziałeś Arnolda z kółkiem mówi samo za siebie. Dodatkowo ćwiczenia typu windmill, których obecnie nikt nie wykonuje działają na mięśnie głębokie skośne, dodatkowo ważna jest tutaj mobilność. Sama izometria jest taka sama. Napinanie mięśni, wyginanie metalu to wszystko elementy treningu dawnych siłaczy i kulturystów obecnie zapomniane. Bruce Lee wiedział jak należy trenować, dlatego stworzył sobie własny przyrząd do ćwiczenia chwytu oraz przyrząd do ćwiczenia izometrii – z tego co pamiętam to przywiązywał sztangę łańcuchami do ziemi i próbował ją podnieść. Jest to jak najbardziej sensowne. Jeśli chcesz otworzyć słoik wykonujesz izometrię, jeśli chcesz zgnieść puszkę to wykonujesz izometrię, jeśli brakuje Ci siły w ostatnich powtórzeniach uzyskasz ją przez izometrię i automatycznie przy dużym ciężarze jesteś przygotowany mentalnie i także najpierw napinasz mięśnie. Sam nie rozumiem tych wszystkich udziwnionych planków, bo de facto jest to ćwiczenie kontrowersyjne, ale plank „szeroki” – pozycja jak przy rozjeździe na kółku w finałowej fazie czy też z odjęciem kończyn jak przy pompce jednorącz są bardzo pomocne. Najlepsze jest to, że cała stabilizacja, mięśnie głębokie trenujesz przy martwych ciągach i przysiadach. Wytworzenie ciśnienia wewnątrz brzusznego, pas do podnoszenia ciężarów…Pas jest bardzo pomocny, ale zdarzają się wybitne jednostki, które mają tak wyćwiczone mięśnie głębokie, że nie potrzebują pasu. Tak, więc widzisz, że sama nazwa może zmylić, ale już kiedyś sportowcy wiedzieli, że to ma sens 😉

    16. Przyglądam się tej dyskusji i nie mogę wyjść z podziwu 🙂
      Traper, napisałeś, że zbierasz myśli by wrócić do dyskusji, jednak tak naprawdę nie napisałeś nic nowego. Nadal jesteś zwyczajnie zamknięty na każdy inny rodzaj treningu niż bodybuilding. Piszesz, że dla Ciebie najlepsze są prastare metody treningowe, a hollow body i planki to jakieś nowe cuda na kiju. Otóż, gimnastyka jest jednym z najstarszych sportów na świecie, a mówi się nawet, że jest matką i królową wszystkich sportów. Myślisz, że za czasów pierwszych kulturystów gimnastycy ćwiczyli wyciskając sztangę, a hollow body robi się dla lansu od 5 lat? 🙂

      Osobiście stosowałem 3 sylwetki gimnastyczne w swoich treningach – hollow, plank, side hollow. Wszystkich sylwetek jest kilkanaście i gimnastyk poświęca czasem całą jednostkę treningową tylko na sylwetki (przy dwóch treningach dziennie). Jestem ciekaw jego miny, jakbyś go uświadomił że jego sport opiera się w podstawach na treningu wirtualnych mięśni 😉 Jednak to właśnie taki trening umożliwia w końcu wykonanie żelaznego krzyża na ringach bez grymasu zmęczenia na twarzy.

      Co do crossfitu, kippingu itp. To też nie jest żadna nowość. W crossficie nowa jest tylko metodyka. Ćwiczenia natomiast są adaptowane z najbardziej efektywnych sportów jak gimnastyka i dwubój olimpijski.

      I tak na marginesie, w ramach ciekawostki. Oglądałem kiedyś na YT filmik z serii „Janusze siłowni”, prezentujący najgłupsze pomysły bywalców siłowni. Jednym z bohaterów tego filmu był facet, który wykonywał uginanie na biceps na modlitewniku jednorącz. Hantla w jego dłoni ważyła jakieś 50 kg, a on ledwo ją utrzymywał jedną ręką. Zakres ruchu jaki mógł wykonać to było jakieś 5 cm, a na dodatek jeszcze pomagał sobie drugą ręką. Każdy kulturysta by go wyśmiał bo zamiast wziąć 15 kg i pompować biceps w pełnym zakresie ruchu to ten robi jakieś cuda na kiju z hantlą 50 kg. Na szczęście nie jestem laikiem i wiem, że ten facet był armwrestlerem, a właśnie tak się trenuje w tym sporcie. Nie był to więc żaden janusz tylko żetelny sportowiec trenujący pod siłowanie na rękę.

      Wszystko się kręci wokół niezrozumienia dla konkretnych metod treningowych pod konkretny sport.

    17. Jako „osoba ze środowiska” poczuwam się w obowiązku napisać, jak to wygląda „od środka”.
      Zrobię to w punktach, bo będzie przejrzyście 😉

      1. Standardowy trening CrossFit dla amatora trwa około godzinę i wygląda następująco:
      – rozgrzewka plus mobilizacje w zależności od tematu treningu, tak, aby przygotować aparat ruchowy do pracy.
      – ćwiczenia techniczne – np. progresje do ćwiczeń gimnastycznych, czy elementy dwuboju – tutaj bezwzględnie położony jest nacisk na jakość i poprawną technikę.
      – WOD – czyli Workout Of the Day – to, z czym CrossFit jest najbardziej kojarzony 😉 Albo AMRAP, albo ileś rund na czas – zwykle są to dwa-trzy ćwiczenia połączone w całość. WOD-y nie są dłuższe niż 12 minut, w wyjątkowych przypadkach trwają 20 minut, a od czasu do czasu robi się tzw. Hero WOD – czyli workout dłuższy, do około 40-45 minut, ale poziom trudności jest też zwykle odpowiedni do możliwości grupy.
      – każde ćwiczenie w WOD można dopasować do możliwości każdego ćwiczącego, czyli mówiąc fachowo – zeskalować, nie tracąc nic na wzorcu ruchu. Nie dajesz rady wykonać np. przysiadów ze sztangą nad głową z ciężarem RX-owym (zalecanym) – robisz z mniejszym i nikt z tego tytułu na Ciebie nie spojrzy z pogardą. Nawet, jeśli będziesz robić z pustym gryfem. Nie umiesz wykonać prawidłowo podciągnięć na drążku? Robisz np. negatywne z podskoku ze skrzyni. Albo ring row. I też nikt nawet nie spojrzy krzywo, co najwyżej doradzi i przybije piątkę. Nie umiesz / nie możesz / boisz się wskoków na plyoboxa? To na niego wchodzisz. Nie umiesz jeszcze ring dipów? To robisz je z nogami opartymi o skrzynię.

      Mądrze prowadzony trening CrossFitu naprawdę robi kawał dobrej roboty. Nie wykształci może pleców jak szafa, ale nie to jest celem tej dyscypliny. Oczywiście trening dla kogoś bardziej ambitnego – czy to pod kątem zawodniczym, czy w kierunku lepszego opanowania np. zaawansowanej gimnastyki – różni się od typowego treningu amatorskiego i tego się nie zamknie w jednej godzinie dziennie (moje treningi to około 3-4 godziny dziennie 6 razy w tygodniu). I przy takim obciążeniu treningowym sylwetka zmienia się cholernie, choć i tak nie robi się nie wiadomo jak wielkiej masy mięśniowej.

      2. CrossFitowe zajazdy do upadłego, czyli tzw. WOD-y to w porównaniu np. z objętością moich jednostek treningowych około 20-30%. Cała reszta to akcesoria, żmudne rzeźbienie skillów gimnastycznych, trening techniczny z dwuboju oraz workouty wydolnościowe. To, co widać na zawodach, jest tylko niewielkim wycinkiem CrossFitu jako dyscypliny sportowej, w której jest pierdyliard możliwości i ścieżek własnego rozwoju. I nie można na podstawie tego jednego wycinka opiniować o całej dyscyplinie, mówiąc, że jest ona patologią. Znam historie osób, którym ta dyscyplina uratowała życie. Mi pomogła odzyskać zdrowie oraz radość i sens życia i wiem, że gdy stracę zapał do rywalizacji na zawodach, i tak będę miała co robić, bo jest np. moja ulubiona gimnastyka i ciężary.

      3. Jeśli ktoś widział długo trwający, totalny zajazd przy wykorzystaniu np. submaksymalnych ciężarów, to na pewno nie był to CrossFit, ale „wyrób crossfitopodobny”, efektem nieznajomości tematu, niekompetencji i braku odpowiedzialności. Ja nigdy, nawet na zawodach – nie robiłam żadnego WOD-a np. z zarzutami sztangą 50 kg – mój rekord w zarzucie to tylko 60 kg. 25-40 kg dla kobiet to jest normalny standard przy ćwiczeniach wielopowtórzeniowych. Co innego WOD-y na zbudowanie ciężaru maksymalnego (bo takie też są) – ale one są zupełnie inaczej skonstruowane.

      4. Znacząca część kontuzji i urazów bierze się z braku podstaw siłowych – widziałam kontuzje barków przy ring muscle upach wykonywanych z zamachu podczas gdy delikwent nie jest w stanie zrobić ani jednego siłowego (ja robię teraz 5-6 siłowych w jednej serii, a różne kompleksy ćwiczeń w wersji siłowej na kółkach robię w zasadzie codziennie). Inną przyczyną jest… przerośnięte własne ego. „Ale, jak, ja nie zrobię na RX-ie? Potrzymaj mi piwo i patrz”. „Ale że jak, ta starsza ode mnie kobieta zakłada na kija więcej ode mnie? Nie, tak nie będzie”. Jeszcze inną wspomniane wyżej braki kompetencji trenera.

      Uważam, że akurat CrossFit to najlepsze, co mnie w życiu w ogóle spotkało, i choć do młodzików już dawno nie należę, jestem żywym i realnym przykładem na skuteczność tego systemu treningowego. Bo nigdy w swoim (od dziecka w sumie sportowym) życiu nie byłam tak sprawna.

    18. Jeszcze małe uzupełnienie do komentarza Emila, bo wczoraj umknęło 😉

      – w boxie, w którym ćwiczę, nigdy, przenigdy nie robiliśmy przysiadów na piłce – to nie jest ćwiczenie crossfitowe. Nie znajdzie się go na oficjalnym kanale CrossFit na yt (a są tam zebrane na filmach wszystkie chyba, lub prawie wszystkie ruchy wykonywane w tej dyscyplinie).

      – gimnastyki w wersji siłowej robi się na treningach sporo i oprócz może muscle upa na drążku, którego na pewnym etapie zaawansowania można się spokojnie uczyć od razu w wersji dynamicznej, każde inne ćwiczenie gimnastyczne ma swój priorytet w wersji właśnie siłowej. Najpierw pełna kontrola i pełen zakres ruchu, a potem można dodawać do niego dynamikę. Zawody i inne workouty na czas lub na liczbę powtórzeń to inna sprawa – tam liczy się wynik, ale podczas mądrze planowanych treningów „na co dzień” bazą jest zawsze strict. Siła jest podstawą, na niej buduje się wszystko inne – nawet wydolność buduje się lepiej mając bazę siłową.

    19. Traper, a to moja odpowiedź na Twoje pytanie:
      „I tak już zupełnie subiektywnie, nie mam absolutnie intencji Cię urazić : wytłumacz mi, jak można z własnej woli robić coś tak pokręconego i jeszcze znajdować w tym przyjemność? Co Cię do tego napędza?”

      Nie urażasz mnie, bo ja sama uważam CrossFit w jego zawodniczym aspekcie za pokręconą dyscyplinę. I nie umiem Ci chyba odpowiedzieć na pytanie, co mnie napędza, może po prostu trzeba mieć też odpowiednio pokręcone w głowie. Bo przed każdym workoutem czy to kwalifikacyjnym, czy już na zawodach, czuję stres, w niektórych przypadkach się też boję. Jak np. gdy miałam zrobić moje pierwsze w życiu „zawodnicze” ring muscle upy – jak wychodziłam na arenę, w upale powyżej 30 stopni, myślałam, że się posram ze strachu :D. Wcześniej chyba ze trzy razy byłam w toalecie 😀 Ale myślę, że działa u mnie chęć zmierzenia się z własnymi słabościami, chęć sprawdzenia, gdzie u mnie leży ta mentalna granica i chęć jej przesunięcia o kolejny mały odcinek. Na ile potrafię się skoncentrować na sobie i na tym, co mam do zrobienia, na tej jednej chwili, a nie zajmować się czymś, na co nie mam wpływu. Wtedy na zawodach, jak już wskoczyłam na górę, strach minął, świat zewnętrzny na cztery minuty przestał istnieć, gdzieś tylko kątem oka dostrzegałam sędziego, który mi liczył powtórzenia.

      Myślę, że ta chęć i potrzeba odnoszenia zwycięstw nad samym sobą jest jedną z ważniejszych rzeczy, które sprawiają, że mimo tego, że ten crossfitowy mrok boli, po raz kolejny daję się sponiewierać 😉

    20. „I nie umiem Ci chyba odpowiedzieć na pytanie, co mnie napędza, może po prostu trzeba mieć też odpowiednio pokręcone w głowie. ”

      Dokladnie. Pamiętam wakacje 2019. Były to moje ostatnie już takie wakacje luzu i chciałem je wykorzystać w sumie najlepiej. Trenowałem bardzo intensywnie i długo chociaż wiedziałem że nie będę mieć z tego lepszych efektów. Trening sprawiał mi mega przyjemność. Nie patrzałem kompletnie na to czy się opłaca czy jest to głupie i bezsensu ja po prostu lubiłem Napier… i chciałem bo wiedziałem że to moja ostatnia okazja. Jak sobie teraz pomyśle to był taki masochizm że masakra. Teraz za nic bym tak nie robił – z tym że wtedy byłem do tego zaadaptowany i to było dla mnie normalne, wtedy to było dla mnie nic a i tak było mi mało.
      Po prostu lubiłem trenować i nie patrzałem się a nic. Słuchawki na uszy i cisniesmy. To było dla mnie jak zabawa. Teraz już powoli godzę się z tym że czasu na treningi będzie mniej , wejście w dorosłe będzie ciezkie i wiem że przez jakiś czas wogole mogę nie mieć czasu na treningi. Ale wiem że prędzej czy później do tego wrócę 🙂
      Moim zdaniem ważniejsze jest to żeby lubić trening sam w sobie a nie tylko efekt jaki daje. Oczywiście nie mówię żeby się zajeżdżać bo ja sam teraz uwazam że to było grubo popier… ale to były tylko 2 miesiące i wiedziałem że chce je wykorzystac.
      Uważam że jestem popier…. bo inaczej bym nie dał rady się tak zajeżdżać z własnej woli. I o to chodzi moim zdaniem. Trzeba być popier …. na jakimś punkcie 🙂

    21. A mnie co napędza? Tacy ludzie jak Ty, Traper. Dla których to co robię jest popieprzone, niezwykłe, durne, niewiarygodne, trudne, kontuzjogenne, niezrozumiałe, niepojęte, heretyczne, nie do zaakceptowania. Im więcej takiego feedbacku tym szerszy uśmiech na mej twarzy 🙂

  5. Siema,biegam sobie jakieś 3 km truchtem trzy razy w tygodniu w dni nie treningowe do tego chcę zrobić kilka sprintów ok 5 żeby też zwiększyć szybkość,moc…Jak myślisz lepiej wykonywać sprinty przed truchtem czy po ? 🙂

    1. Najpierw 1,5 km truchtu na rozgrzewkę, potem interwały sprint / trucht, na koniec 1,5 km truchtu na wyciszenie.

  6. Hej, dzięki za odpowiedź na maila. Czemu uważasz, że witaminy są tam w śladowych ilościach? Nie ma oczywiście więcej niż te 100% witaminy C, ale witamina D – 600%, witamina B2 – 1071,4%, większość jest tam ponad 100%. Mógłbyś mi pomóc wyselekcjonować najważniejsze produkty według tych celów? Na początek spróbowałbym czegoś „uniwersalnego”, bo może resztę można sobie darować. Czyli wybór jest pomiędzy chlorellą, żeń-szeniem, pyłkiem pszczelim (czy jest to dobre źródło białka? Niby są wszystkie aminokwasy, ale jedna porcja to chyba 2g białka, więc jako suplementacja to słabo, ale wiadomo białko to dodatek), surowe kakao oraz różaniec górski. Słyszałem też o wpływie koenzymu q10 na energię, ale nigdzie tej informacji nie mogę znaleźć. Co Ty byś wybrał i dlaczego, a może kilka z wymienionych? Z góry dzięki i pozdrawiam 😉

    1. Emil, to całe RWS to lipa. 80 mg witaminy C to nie 100%. To zaledwie 1%. Specjaliści od witaminy C rekomendują do 10000 mg dziennie. Podobnie z witaminą D. Jest tam 30 mcg czyli rzekomo 600%. Ja sam biorę 200 mcg dziennie. W ebooku o suplementacji zawarłem informacje odnośnie faktycznego zapotrzebowania na witaminy i ich dawkowania. Lepiej kup sobie kwas askorbinowy w ilości 500 – 1000 g i dawkuj po 5 g dziennie zamiast tracić kasę na te wynalazki 🙂 Lub witaminę D 2000 IU. Koenzym Q10 jest potrzebny dla mięśnia serca. Oczywiście nie zaszkodzi, ale nie jest Ci niezbędny jeśli się zdrowo odżywiasz i jesteś młody. Ja wybrałbym pyłek lub młody jęczmień. Powód? Najbardziej wszechstronne działanie i bogactwo składników. Jeśli zależy Ci na białku, to najlepiej wybrać po prostu białko konopne lub serwatkowe jakieś o neutralnym smaku. Ostrovit ma chyba dobry produkt w przystępnej cenie. Na energię Ashwagandhę WISH 7% witanolidów lub inne adaptogeny.

  7. Jak myślisz ile powinien trwać trening siłowo/funkcjonalny żeby jak nawjęciej z niego wyciągnąć przy jak najkrótszym czasie ? i na jakich aspetkach (ćwiczeniach czy partiach ciała) najlepiej się tutaj skupić ?

    1. 20 min o wyoskiej intensywności, około 30 – 35 min przy średniej i do 60 min jeśli jest to trening na niskim tętnie (stricte siłowy). Podstawa to bazowe ćwiczenia w dwóch płaszczyznach ruchu, pionowym (góra-dół) i strzałkowym (przód-tył). W pionowym to oczywiście przysiady, podrzut, wyciskanie nad głowę lub pompki w staniu na rękach, a w strzałkowym to podciąganie, wiosłowanie odwrotne, pompki. I masz komplet 🙂 Oczywiście można to sobie podzielić lub skroić ładny obwód zawierający wszystko. Warto, a właściwie trzeba, uwzględnić ćwiczenia na brzuch. W seriach przed obwodami lub zawrzeć w obwodach.

  8. Hej,a jak myślisz ile najlepiej wykonywać serii w danym ćwiczeniu na jednym treningu? Wystarczą dwie serie żeby te mieśnie zaangażować do progresu siłowego? I w takim bazowym treningu funkcjonalnym w którym najlepiej przećwiczyć całe ciało przy jak najmniej ćwiczeniach (chodzi mi głównie o kalistenikę),to najlepiej postawić na:pistolety,podciągnięcia,australiany,pompki wariant na barki i pompki zwykłe progresywnie utrudniane,wznosy nóg?.Nie trzeba wcale tutaj tak ostro dzielić i nawet bawić się w coś takiego że jakieś specjalne robię ćwiczenia na tricepsy czy bicepsy ,te ćwiczenia które podałem zapewnią solidną budowę formy i bazy :)?

    1. Wszystko zależy od nadania priorytetu każdemu ćwiczeniu i od tego jak często to ćwiczenie wykonujesz. Jeśli na każdym treningu to tak, wystarczą dwie serie. Jeśli raz na tydzień to już zależy właśnie od tych priorytetów. Np. ja obecnie wykonuję tylko 3 serie rozpięć na kółkach gimnastycznych i tylko 2 serie pompek w wąskim rozstawie na paraletkach. Drugie ćwiczenie jest jedynie uzupełnieniem pierwszego. Mógłbym tutaj dodać jeszcze na przykład 1 serię pompek szwedzkich. I to jest dobry rozkład. Byłoby absurdem wykonywanie tyle samo serii rozpięć na ringach i szwedzkich, które są tylko do atakowania tricepsów. Natomiast 2 serie raz na tydzień w ćwiczeniu głównym może okazać się za mało, np gdybyś tylko robił 2 serie pistoletów i nic poza tym dla nóg. Tak więc trzeba wziąć pod uwagę priorytetowość (ćwiczenie główne, uzupełniające, asekuracyjne, jedno-, wielostawowe itp.) oraz częstotliwość.

  9. Siemka,wracam do treningu po dwu miesięcznej przerwie i na początku ustaliłem sobie prosty trening żeby odbudować podstawy,wszystko oparte na masie ciała,w poniedziałki,środy i piątki biegam truchtem ok 2 km potem zwiększę ilość km jak przyzwyczaje ciało i wydolność.a mój trening w pozostałe dni to pistolety 2 serie ok 5 powtórzeń w serii,podciąganie na drążku nachwytem 2 serie maksymalnie 7 powtórzeń,pompki klasyczne 2 serie ok 20 powtórzeń w serii i wznosy kolan w zwisie 2 serie ok 12 powtórzeń w serii.Oczywiście ten trening wykonuje w dni które nie biegam(wtorek,czwartek,sobota).Nie chce za bardzo obecnie przesadzać z objętością dlatego tak mało serii bo chce w krótkim czasie w miarę solidnie podstawy wzmocnić oczywiście pompki w dłuższej perspektywie czasu utrudnię:) Taki trening prosty to jest dobry pomysł? Ciekawi mnie też kwestia rozciągania ,obok statycznego ,,rozrywania” żeby opanować wysokie kopnięcia skupić się też na rozciąganiu dynamicznym? I czy zaleca się codziennie rozciągać do takich kopnięć czy wystarczy 3 razy w tygodniu tak porządnie (bo oczywiście po treningu siłowym czy przed bieganiem) zawsze jakieś lekkie rozciąganie się zrobi 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *