5 złych nawyków treningowych, których się pozbyłem

Nawyki są nieodłącznym elementem naszego życia. Czym są? Nawyk to zachowanie, które wykonujemy po wystąpieniu danego bodźca. Ludzie często mylą nawyki ze zwyczajami. Jeśli wykonujesz daną czynność regularnie, to nie znaczy z miejsca, że jest to Twoim nawykiem. Dlatego na przykład sam fakt, że trenujesz, nie jest Twoim nawykiem, a zwyczajem. Jest to czynność rozmyślnie zaplanowana. Natomiast nawykiem może być trenowanie o konkretnej godzinie, albo np. jeżdżenie na siłownię od razu po pracy czy szkole.

Nawyk to czynność zautomatyzowana i wykonywana na skutek jakiegoś wyzwalacza (bodźca). Bardzo często nad tymi czynnościami się nie zastanawiasz. Dla przykładu ja sam zawsze zakładam najpierw lewy but, potem prawy. Sam nie wiem dlaczego, ale stało się to moim nawykiem.

Dana czynność może stać się Twoim nawykiem jeśli jest odpowiednio długo powtarzana. Proces ten jest indywidualną kwestią i zależy od wielu czynników. Im częściej musisz wykonywać czynność, tym szybciej wejdzie Ci ona w krew. Im większą satysfakcję czerpiesz z danego nawyku, tym większe prawdopodobieństwo, że sobie go utrwalisz.

Niestety, często bywa tak, że nawyki wyrabiamy w sobie nieświadomie i zazwyczaj są to nawyki złe. Wówczas mamy do czynienia z sytuacją, że robimy coś źle za każdym razem, gdy nastąpi bodziec. Z drugiej jednak strony, skoro każdy nawyk to czynność zautomatyzowana, możesz przechylić szalę na swoją korzyść i wyuczyć się dobrych zachowań, nad którymi nie musisz się zastanawiać.

Przejdźmy zatem do tych złych nawyków, które wyeliminowałem ze swojego treningowego życia.

1. Stosowanie wygodnych akcesoriów treningowych (rękawiczki, pasy, gripy, stymulanty)

Branża fitness to nie sport. To biznes. I nie wolno o tym zapominać. Najlepszy marketing to taki, który uwzględnia szybkie rozwiązanie danego problemu. Robią Ci się odciski? Załóż rękawiczki treningowe. Boisz się o swój kręgosłup? Ćwicz w pasie. Masz słaby chwyt? Trenuj z gripami lub taśmami.

To gotowe rozwiązania na Twoje problemy. W przyrodzie jednak zazwyczaj jest tak, że doraźne rozwiązanie problemu stwarza jeszcze większe problemy w długiej perspektywie czasu. Im częściej będziesz stosować udogodnienia, tym ciężej będzie Ci się bez nich obejść.

Rękawiczki i gripy

Rękawiczki są chyba najbardziej popularnym akcesorium treningowym. Pamiętam czasy, kiedy bez rękawiczek nie było dla mnie treningu. Nadszedł jednak taki moment, gdy uświadomiłem sobie jak słaby mam chwyt i jak szybko męczy się moja skóra na dłoniach podczas zwyczajnych prac poza treningowych. Chciałem wzmocnić dłonie.

Pierwszy trening bez rękawic był dość nieprzyjemny. Tak bardzo byłem przyzwyczajony do miękkiego, wygodnego chwytu, że gdy łapałem drążek do podciągania gołą ręką, miałem wrażenie jakby był owinięty drutem kolczastym. To uczucie towarzyszyło mi jeszcze przez kilka następnych sesji, jednak powoli zacząłem się przyzwyczajać do twardej, zimnej stali.

Postanowiłem pójść o krok dalej i sprawić sobie drążek do podciągania o większej średnicy (38 mm), co zmusi mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy palców rąk, nadgarstków i przedramion. Dziś jestem sobie mega wdzięczny za tą decyzję bo widzę jaki efekt to przyniosło. Po prostu uwielbiam czuć w dłoniach zimną stal, a bezpośredni kontakt z drążkiem daje w rezultacie pewniejszy chwyt.

Gripy treningowe

Marketingowcy poszli jednak o krok dalej i w ofercie wielu sklepów sportowych mamy także specjalne gripy tak ułatwiające trzymanie sztangi czy drążka, że nad chwytem wcale nie musisz pracować. Ażeby zachować jakiś poziom literacki i powstrzymać się od słów powszechnie uważanych za wulgarne, napiszę tylko tyle: Trzymaj się od takich wynalazków z daleka!

Pasy treningowe

Pasów treningowych nigdy nie stosowałem, ale ku przestrodze wspomnę i o nich. Celem takiego pasa ma być profilaktyka urazów kręgosłupa. Pas usztywnia korpus dzięki czemu podnoszenie dużych ciężarów jest prostsze i bezpieczniejsze. Stosuje się go głównie podczas ćwiczeń z ciężką sztangą w pozycji stojącej (martwy ciąg, rwanie, podrzut itd.)

Pasy treningowe uważam za świetny wynalazek. Stwarzają dodatkowy margines bezpieczeństwa w trakcie wykonywania ćwiczeń na rekord, kiedy ćwiczący mierzą się z obciążeniami na granicy możliwości. Kręgosłup ma się jeden i w tym przypadku zasada „zapobiegać zamiast leczyć” powinna być dla nas nadrzędna.

Jednak… Nadużywanie pasa treningowego może przysporzyć nie mniejsze problemy. Niektórzy są od niego uzależnieni i zakładają go już na początku treningu, a zdejmują dopiero na końcu. Jak wspomniałem, pas treningowy usztywnia korpus, a co za tym idzie wyłącza w znacznej mierze z pracy mięśnie korpusu. Nieaktywne stają się mięśnie rdzenia. Innymi słowy wzmacniamy w ten sposób mięśnie pleców, nóg, barków i osłabiamy korpus jednocześnie.

Stosowanie pasa przez długi czas do każdego ćwiczenia może być przyczyną dysproporcji. To trochę tak, jakby budować masywną betonową budowlę na kruchych filarach. Co może być tego skutkiem? Poważny uraz w trakcie podnoszenia ciężaru bez pasa, kiedy myślimy, że damy radę, bo przecież nasze nogi i ramiona są potężne. Pamiętaj, pas treningowy stosuj tylko do najcięższych ćwiczeń obciążających kręgosłup. Korpus także trzeba wzmacniać.

Stymulanty

Stymulanty i wszelkie tzw. przedtreningówki mają za zadanie sprawić, żeby nam się tak chciało jak nam się nie chce. Ludzie czasami reagują sceptycznie, gdy mówię o destrukcyjnym działaniu zbyt dużej ilości białka w diecie i zakwaszającej żywności, a tymczasem takie substancje jak tauryna, kofeina i generalnie pre-workouty wciąż wzmacniają pozycję na rynku.

Jeśli uważasz, że Twoja chęć i energia do treningów zależy od dawki przedtreningówki, tzn., że coś idzie nie tak. Tutaj wiem z autopsji, że poleganie na tego typu preparatach to błędne koło. Im więcej takich suplementów przyjmowałem, tym częściej przypisywałem im swoje wyniki. Natomiast treningi w okresie pomiędzy cyklami na stackach kreatynowych wydawały mi się jakby mniej wartościowe.

Tylko odpowiednie żywienie może Ci przynieść potrzebną energię witalną. Wszelkie informacje oczywiście znajdziesz na tym blogu w dziale Dieta i Suplementacja.

Szczególnie polecam:
https://kompaktowytrening.pl/rownowaga-kwasowo-zasadowa-o-diecie-idealnej/
https://kompaktowytrening.pl/fasola-super-pokarm-zrodlo-bialka/
https://kompaktowytrening.pl/mieso-zryc-zryc-oto-pytanie/

2. Ćwiczenia na brzuch na końcu treningu

Jest taka niepisana zasada, że brzuch ćwiczy się na końcu treningu. Większość ludzi chyba bez zastanowienia właśnie w ten sposób rozpisuje treningi. Możemy więc śmiało mówić o nawyku, który przejmujemy od innych osób. Sam także robiłem właśnie w ten sposób. Do czasu.

Schemat się sprawdzał tak długo jak długo brzuch trenowałem w pozycji leżącej. Jednak kiedy postanowiłem wejść na wyższy poziom i włączyć do planu treningowego ćwiczenia na brzuch w zwisie, okazało się, że nie mogę się za bardzo skupić na mięśniach brzucha przez zbyt zmęczone barki oraz ramiona.

Zwis na końcu treningu, po ciężkich pompkach i podciąganiach to spore wyzwanie wytrzymałościowe. Nie mam nic przeciwko wyzwaniom. Jeśli wykonujesz zwisy po ćwiczeniach izotonicznych dla wytrzymałości, to ok. Natomiast jeśli serie siłowe na brzuch mają się przedwcześnie kończyć z powodu słabego zwisu, to problem należy wyeliminować. Szybko znalazłem rozwiązanie. „Brzuch będę ćwiczył razem nogami” – pomyślałem.

Po przysiadach górę ciała mam wciąż świeżą więc zwisy nie powinny być problemem. I nie były. Natomiast utrzymanie prostych nóg w pozycji izometrycznej w trakcie wznosów wymagają napięcia mięśni ud. A to po przysiadach – szczególne, że stosowałem dużą ilość powtórzeń – także okazało się problematyczne.

Zostało tylko jedno wyjście – wykonywać wznosy na początku treningu. Chociaż w pierwszej chwili wydało mi się to nienaturalne i trochę dziwne, to z czasem polubiłem taki schemat i dostrzegłem wiele zalet tego rozwiązania.

Po pierwsze, dobry trening brzucha wiąże się z odpowiednim napięciem izometrycznym, a to najlepiej wychodzi właśnie na początku treningu, o czym wspomniałem w artykule na temat kolejności ćwiczeń. Po drugie, ćwiczenia na brzuch są także dodatkową rozgrzewką dla pozostałych partii mięśniowych, które ćwiczone w następnej kolejności są lepiej przygotowane. I po trzecie, taki układ treningu zapobiega pomijaniu brzucha i sprzyja systematyczności jego trenowania.

Rzecz jasna nie uważam, aby trenowanie brzucha na końcu było zasadniczym błędem. Być może u Ciebie się to sprawdza. Osobiście jednak uważam ustawianie brzucha na początku za dobry nawyk treningowy.

3. Lekceważenie gimnastyki

Od pewnego czasu kieruję się pewną zasadą: Wykonuj ćwiczenia tak, jak robią to gimnastycy. W tej dziedzinie sportu ogromną uwagę przywiązuje się do formy oraz techniki wykonywania ćwiczeń uwzględniając jak największe rozwinięcie siły oraz mocy. Natomiast w przypadku ćwiczeń dynamicznych, gimnastyczne wykonanie pozwala na jak najbardziej efektywne wykonanie ćwiczenia.

Gimnastyka jest ostatecznym poziomem zaawansowania. Należy zakładać, że jeżeli coś jest stosowane w gimnastyce, to jest dobre. Być może uznasz, że Ciebie to nie dotyczy. Przecież nie jesteś gimnastykiem. Nie zależy Ci na układach gimnastycznych, ani nawet na pojedynczych elementach gimnastycznych. Interesuje Cię jedynie trening siłowy. Już wyprowadzam Cię z błędu. W takim przypadku także powinieneś brać przykład z gimnastyków. Spójrz na poniższe zdjęcie:

Źródło: https://www.flickr.com/photos/316thesc/7584516190, https://www.flickr.com/photos/316thesc/7584509214, autor: 316THESC, licencja CC: https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/

Widzimy dwóch facetów podciągających się na drążku, jednak… Facet po lewej mocno odchyla głowę do tyłu i wygina plecy w łuk, kierując wzrok w niebo. Ten po prawej patrzy przed siebie, ale przede wszystkim zwróć uwagę na jego napięty brzuch. Oczywiście taka forma jest bliższa gimnastyce i o wiele bardziej efektywna. Każde ćwiczenia wykonywane w gimnastyczny sposób będzie po prostu lepsze.

4. Korzystanie wciąż z tych samych metod treningowych

Myślę, że jest to najpowszechniejszy nawyk treningowy wśród większości osób. Mnóstwo razy proszono mnie o ocenę planu treningowego i zawsze widzę to samo: x serii po x powtórzeń. Dlaczego boisz się wykonywania ćwiczeń na czas, nawet tych najbardziej siłowych? Dlaczego nie ustawiasz ćwiczeń w bloki? Dlaczego nie robisz siły w obwodach?

Powiem Ci dlaczego. Ponieważ stałeś się małym niewolnikiem utartych schematów, których skuteczność została udowodniona badaniami. Pora zatem wyplewić z Ciebie tego wirusa.

Wiedz, że faktycznie powinieneś opierać się na badaniach i doświadczeniach innych sportowców, ale przede wszystkim własnych. Wiele dogmatów treningowych jest prawdziwych i jeśli w światku fitnesiaków uważa się metodę 5×5 za najlepszą na przyrost siły, to faktycznie tak jest. Jednak zdaj sobie sprawę z tego, że te wszystkie założenia sprawdzają się tylko w przypadku krótkoterminowego przygotowania pod konkretny cel.

Nawet w badaniach nad skutecznością metod treningowych oraz suplementów diety bierze się „pod nóż” niewytrenowanych lub średnio wytrenowanych sportowców, bo oni najszybciej reagują na bodźce treningowe. Takie badania prowadzi się przez okres 3 miesięcy, a następnie wyciąga wnioski. I owszem, jeśli nie jesteś etatowym miłośnikiem aktywności fizycznej i planujesz w ciągu 3 miesięcy poprawić wygląd na lato, to zapisz się na siłownię, korzystaj ze sprawdzonych rozwiązań i osiągnij efekt.

Jednak jeśli wylałeś już kilka wiader potu na treningach i wiesz czym to pachnie, to musisz wiedzieć, że Twój organizm w końcu zapragnie nowych doznań. Dotychczasowe metody treningowe, nawet jeśli potwierdzone badaniami, mogą już nie być tak efektywne.

Co robić w takiej sytuacji? Cokolwiek, byle by przełamać rutynę. Łam zasady, zmieniaj schematy, zwiększ intensywność kosztem obciążenia i na odwrót, łącz ćwiczenia w obwody, superserie, serie łączone itp. Nie bądź niewolnikiem serii.

5. Nie stosowanie automotywacji

Automotywacja to niedoceniana sztuka motywowania samego siebie. Wiele osób w ogóle nie poświęca czasu na motywację, a ta jest nadzwyczaj ważna. Jest wiele rzeczy, które musimy robić. Chodzić do pracy, szkoły, wyprowadzać psa itd. Robimy to bo jeśli nie, to spotkają nas natychmiastowe konsekwencje. Jeśli zaś chodzi o własny rozwój, a mam tu na myśli uprawianie sportu, to nikt nam przecież nie każe. Tak w zasadzie po prostu nie musimy tego robić, a jeśli robimy to dlatego, że sami chcemy.

Nie jest to łatwe i wytrwanie w postanowieniach przez długi czas często kończy się porażką. Skoro nie ma natychmiastowej kary, to musi być coś co będzie Cię napędzać. Sam musisz to znaleźć. Ale kto nie szuka ten nie znajdzie. Trening zaczyna się w głowie. Wstanie z kanapy, założenie sportowych butów, spakowanie torby – to już 50% sukcesu. Większości osób nie starcza motywacji na to by chociaż ruszyć cztery litery.

Jak znaleźć motywację? Przeczytaj tutaj:

Jak pozbyć się złych nawyków?

Uważa się, że nawyków, czyli zautomatyzowanych zachowań, nie można się pozbyć. Raz wyuczony nawyk zostaje z nami na zawsze. Ale spokojnie, jest sposób na złe nawyki. Otóż jeden nawyk można zastąpić innym nawykiem. Jeśli uważasz, że moje powyższe nawyki z przeszłości dotyczą Ciebie i chciałbyś to zmienić, to zastosuj się do poniższych wskazówek:

  1. Każdą serię ćwiczenia rozpoczynaj bez stosowania akcesoriów treningowych. W tych seriach możesz nawet lekko odpuścić by przyzwyczaić się do nowych warunków. Z czasem staraj się używać rękawiczek i pasów coraz rzadziej lub tylko w ostateczności (odciski, mróz, kontuzje, ekstremalne obciążenia).
  2. Przed treningiem zastanów się czy masz dziś w planach ćwiczenia na brzuch. Jeśli tak, to wykonaj je zaraz po rozgrzewce. Możesz tylko wprowadzić zasadę, że na początku będziesz wykonywać tylko ćwiczenia na brzuch w zwisie, natomiast ćwiczenia w leżeniu wykonuj nadal na końcu treningu. Sprawę ułatwi także równomierny podział ćwiczeń na brzuch w ciągu tygodnia. Zamiast np. wykonywać od razu 6 serii raz w tygodniu, wykonaj tylko 2 serie, ale na każdym treningu. Oczywiście na początku.
  3. Zapoznaj się z sylwetką gimnastyczną hollow body. Niech ta sylwetka stanie się jednym z Twoich ćwiczeń na mięśnie brzucha. Zacznij od 2 – 3 serii po 5 – 10 sekund, zwracając uwagę na poprawną technikę.
    hollow body
    Przyzwyczaj się do napięcia brzucha w tej sylwetce, a następnie postaraj się je odwzorować w innych ćwiczeniach, takich jak podciąganie na drążku czy pompki.
  4. Wprowadź zasadę, że nie będziesz stosować dwa razy z rzędu tej samej metody treningowej do jednego ćwiczenia podczas zmiany planu treningowego. Daną metodę treningową stosuj w sposób ciągły w trakcie jednego cyklu treningowego.
  5. Stosuj zasadę krótkoterminowego planowania. Codziennie wieczorem pomyśl o tym co będziesz robił jutro przez cały dzień. Dobrym pomysłem jest napisanie tego w punktach na kartce i powieszenie na przykład na lodówce. Pewne badanie dowiodło, że samo zapisanie celu na kartce podnosi prawdopodobieństwo jego osiągnięcia o 18%. Następnie po obudzeniu się rano znowu pomyśl o tym co masz dziś do zrobienia, a najlepiej przeczytaj to co zapisałeś wcześniej. Zakodujesz sobie w głowie zaplanowany trening co sprawi, że się nie poddasz tak łatwo. Niech krótkoterminowe planowanie stanie się Twoim nawykiem.

Pozdrawiam!

70 komentarzy

  1. Dla mnie najlepsza przedtreningówka to kromka z miodem i filiżanka kawy. Swego czasu np. sekretem himalaistów były niezwykłe właściwości energetyczne miodu.

    Ja gdy szczególnie nie mam ochoty na trening stosuję mały podstęp – mówię sobie pójdę się tylko rozgrzać i może ze 2-3 lekkie seryjki machę na rozruch. No i przeważnie okazuje się, że po rozgrzewce nagle pojawia się energia i wychodzi z tego całkiem mocny trening.

    A co do rękawiczek – czasami jest to konieczność z innych powodów. Ja np. w pracy mam często spotkania, również z kobietami, gdzie nie koniecznie w dobrym tonie jest podanie zrytej twardej łapy, lub co gorsza poranionej.

  2. Moim najważniejszym nawykiem jaki sobie wyrobilem to to ze po prostu ide na ten trening i robie wszystko co mam rozplanowane na dany dzień bez zadnych wymowek. Nie jestem w stanie zaliczyć ile razy ” zle sie czułem ” albo ” nie miałem siły ” a i tak szedlem robilem swoje i robilem postęp. A co najlepsze po treningu czułem sie świetnie. Nie wiem czy to endorfiny czy co ale nagle samopoczucie mi sie poprawiało. Doszedlem do wniosku że tak naprawdę w większości przypadków jesteśmy zmęczeni nie dlatego że faktycznie nasz organizm jest czymś przemeczony tylko te zmęczenie wynika z braku jakiegokolwiek działania. Kiedys mój dzien wyglądał tak ze ogladalem seriale robilem trening i znów seriale. A w dni wolne tylko ogladalem seriale. Człowiek wchodzi totalnie zamulony w trening w po czymś takim i ciężko sie wybudzic z tego. Dlatego teraz od razu po szkole a w dni wolne od razu po wstanie trening a po tem staram sie spedziec dzien najaktywniej jak mogę, robiac w sumie cokolwiek zeby tylko nie zamulac.

    Drugi nawyk to podobny do tego co opisales zeby wykonywać ćwiczenia w sylwetce gimnastycznej. Jak sobie pomyśle ile czasu straciłem na to ze robilem ćwiczenia zle technicznie zamiast nauczyć sie tego od razu dobrze i oszczędzic czas to po prostu…. Prawidłowa technika to podstawa. Jak sie człowiek raz nauczy to zostaje to na zawsze, taka jest prawda.

    Trzeci nawyk to taki ze byłem uzależniony od ciężkich ćwiczeń. Robienie na każdym treningu pojedynczych powtórzeń w których trzeba było sie silowac i odpoczywać czasami ponad 5 min zeby przystąpić do kolejnej serii bylo meczace. Bylo bardzo ciężko progresowac bo praktycznie nie bylo zapasu i nie dawało rady nic dodawać. Dodatkowo dochodzi tutaj nawyk 2. Przy tak ciężkich seriach nie ma co ukrywać zawsze sie cos spider…. Zauważyłem ze lepiej dac ćwiczenie w którym wykona sie te kilka powtórzeń bardzo dobrych technicznie. Raz łatwiej zachować zapas, dwa robi sie dużo krótsze przerwy przez co trening jest krótszy, trzy mozna częściej ćwiczyć ten ruch i dokładać za każdym razem co jest bardziej motywujace moim zdaniem cztery ma sie pewność ze za każdym razem robi sie dobrze technicznie a progres nie jest wynikiem gorszej techniki.

    Czwarty to to ze wyzbylem sie jakiegoś dziwnego przekonania które w sumie nie wiem skąd sie u mnie wzięło na temat dlugofalowosci planu treningowego. Kiedys myślałem ze uloze sobie jeden schemat i będę ćwiczył i prgoreswoal nim niewiadomo jak długo, robiac oczywiście cały czas te same progresje i te same metody treningowe. Raz ze tak sie nie da dwa to jest to tak nudne ze po pewnym czasie mozna sie zrzygac tym wszystkim nawet jeśli są postępy. Kiedys opierałem plan prawie ciągle na tych samych cwiczeniach i metodach, nie dodawalem nic nowego bo miałem takie myślenie ” po co mam dodawać ćwiczenia w których i tak nie będę śledzić postępu w dłuższej perspektywie czasu, dam tylko te najwazniejsze w których będę progresowac „. No i wiadomo progresowalo sie. Ale to byla taka nuda ze masakra. Z tym ze moze wynikać to tez z zmiany podejścia. Kiedyś myślałem głównie o postępie. Teraz trenuje głównie dla przyjemności a postęp to tylko taki dodatkowy efekt. Po prostu czerpie przyjemność z samego procesu a nie tylko efektu. W sumie to tez można uznać za kluczowy nawyk. Bo dzieki niemu pozbylem sie tej jakiejś chorej presji i dużo lepiej mi sie ćwiczy.
    Teraz nie boje sie kombinowac. Nawet mam juz tyle pomysłów na następny plan ze sam nie wiem ktory wybrać. Ale wiem ze będzie konkretny plan i nie będę sie nim nudzić 🙂

  3. Bardzo fajny artykuł 🙂
    Jeśli chodzi o treningowe akcesoria, to ja w zasadzie używam tylko miękkich i elastycznych ochraniaczy na kolana, głównie dlatego, żeby nie obić sobie za mocno rzepek kolanowych przy np. wykrokach z ciężarami, albo gdy się potknę przy box jumpach. Czasami, sporadycznie używam pasa, ale tylko gdy podchodzę do rekordów – tak normalnie to on mi przeszkadza bardziej niż pomaga i nie pojmuję ludzi, którzy w zaciśniętym pasie potrafią na siłowni zrobić cały trening.

    Poza tym jakiekolwiek ochraniacze irytują mnie i utrudniają ćwiczenia. W gripach nie mam czucia chwytu i nie czuję się bezpiecznie, gdy w trakcie jakiegoś ćwiczenia trzeba zmienić chwyt. Poza tym tak samo lubię czuć w dłoniach drążek, sztangę czy kółka. Czasami, jak poobcieram sobie mocniej nadgarstki od false gripa, zaklejam je taśmą kinezyjną, podobnie jak kciuki zdarte chwytem zamkowym przy ciężarach.

    Przedtreningówki i stymulanty na co dzień mogą nie istnieć dla mnie. Wystarcza mi normalna suplementacja kreatyną i beta alaniną, do tego kordyceps. Tym bardziej, że według mnie przedtreningówki nie przynoszą żadnych wymiernych rezultatów, poza tym, że zalicza się potem zjazd. Motywacja, nastawienie na jak najlepszy wynik i ogólnie pozytywne podejście siedzą w głowie, a nie w porcji przedtreningówki. Ale znam ludzi, którzy bez przedtreningówki nie zaczynają treningu.

    Ostatnio z przedtreningówki skorzystałam na czerwcowych zawodach, przed ostatnim workoutem, ale był to drugi dzień zmagań na arenie, poprzednie workouty były cholernie ciężkie, ja czułam już ogólne zmęczenie organizmu i uważam, że w takich wyjątkowych sytuacjach, kiedy liczy się każde powtórzenie więcej, czy każda oszczędzona sekunda – taki stymulant może spełnić swoją rolę. Ale nie na codziennym treningu.

    A poza tym mam jeden zły nawyk – zdecydowanie nadużywam magnezji, sięgając po nią nawet wtedy, kiedy wcale nie muszę 😀 Ostatnio staram się jednak pilnować w tej kwestii 😉

  4. Przyłączam się do opinii że to super artykuł. Zawiera niejako streszczenie ostatnich polemik 😉 w których te kwestie zostały poruszone więc nie ma co się powtarzać. Przeczytanie go utwierdziło mnie w przekonaniu że bardzo fajnie że jest taki trend „raw” który znajduje coraz więcej wyznawców. Ćwiczcie bez akcesoriów i ochraniaczy, nie używajcie dobrych suplementów, jeśli takie „harcerstwo” sprawia Wam frajdę to nic mi do tego. Ja będę robił swoje, korzystał ze wszystkich zdobyczy które oferuje mi „marketing” i będę nadal robił postępy, a Wy róbcie swoje. Jak to się fajnie mówi „historia oceni kto miał rację”, z tym że tu oceni po prostu czas. Ja przeszedłem tą samą drogę tylko w drugą stronę, też byłem „raw” i już wiem że nie tędy droga, ale może po prostu do pewnych wniosków trzeba dojść na własnej skórze, po wielu latach zdobywania doświadczeń. Dla kogoś kto zachłysnął się tą teorią żadne argumenty nie trafią, zresztą do mnie kiedyś też nie trafiały więc to rozumiem i próby przedstawienia innego poglądu nie mają sensu. Zresztą, z mojego punktu widzenia, po co? Wszystko co spowalnia rozwój innych, relatywnie powoduje że jestem lepszy 🙂 więc wszystkie te crossfity, gimnastyczne wynalazki i filozofia „raw” niech znajdują jak najwięcej wyznawców, nie mam nic przeciwko temu 😉 Popieram ich istnienie z całego serca 🙂

    1. Akurat trend „raw”, jak go nazywasz, znajduje coraz mniej wyznawców. Nasi dziadkowie nie używali gripów, pasów itd na treningach. Te wszystkie zabawki to wymysł nowoczesnego fitness 🙂 Nie wiem co masz na myśli pisząc „nie tędy droga”. A którędy? Zrobić cały trening w pasie i gripach i nabawić się kontuzji podnosząc coś ciężkiego kiedy nie mamy dostępu do sprzętu? Wszystko dla ludzi, ale z głową. Pozdrawiam, fajnie, że znów się odezwałeś.

    2. Nie obraz ale wyglada to tak jakby Cie to troche bolalo ze niektorzy moga cwiczyc bez tych wszystkich „zdobyczy marketingu” i przy tym rozwijac sie i isc caly czas do przodu. Piszesz tak jakby to trenowanie RAW bylo czyms zlym. Czyms co z automatu musi prowadzic do kontuzji. Prawda jest taka ze nawet jesli kiedys trenowales RAW i teraz masz jakies problemy to najwyrazniej zle to robiles i tyle. Nie ma co zganiac na trening tylko przyjrzec sie jego wykonaniu. Pamietam jak robilem martwy ciag z kocim grzbietem zeby tylko podniesc jak najwiecej. Naszczescie kontuzji zadnej powaznej nie zlapalem. A jesli bym zlapal to nie zganial bym na martwy ciag tylko na swoj idiotyzm. Zreszta jakby tak spojrzec to moglbym sie wogole obrazic na trening i przestac trenowac bo przeciez tak wygodniej niz wylapac bledy i je poprawiac 🙂

    3. Ja bym powiedziała, że wszystko jest dla ludzi, byle używać z głową 😉 Dlatego pasa używam tylko jak podchodzę do swoich maksymalnych osiągów, ale nie ćwiczę w nim przez cały trening – właśnie po to, aby NIE nabawić się kontuzji wynikającej z „rozleniwionego” core i aby angażować do prawidłowej pracy całe ciało.

      Gripy gimnastyczne powstały nie po to, aby na dłoniach nie robiły się odciski, ale aby zabezpieczyć dłoń przez zerwaniem skóry na dużej powierzchni przy wykonywaniu bardziej dynamicznych ćwiczeń – przy którymś powtórzeniu nie ma opcji, aby się nie zerwała. Nie zmienia to faktu, że skóra dłoni i tak się musi przystosować, więc dlatego trenerzy gimnastyki nie zalecają używania gripów do nauki np. statycznych, siłowych elementów podstawowych. Na czymś ręce muszą się zahartować. Poza tym dla mnie ważny jest komfort, gdy dłoń nie pali od samego chwytu i gdy można się skupić na ćwiczeniu.

      Za to jak jestem na zawodach i widzę, że w workoucie jest dużo pracy np. na drążku, biorę taśmę kinezyjną i zaklejam dłonie w taki sposób, jak układają się gripy – nie chcę ryzykować zerwania odcisków.

      Jeśli idzie o suplementy – sama używam, jak pisałam i jak najbardziej jestem za ich spożywaniem, ale kreatyna czy beta-alanina to nie to samo co przedtreningówki i pełnią ona zupełnie inne funkcje. I uważam, że na pewnym poziomie treningowego zaangażowania są przydatne.

      Rynek suplementów, ochraniaczy i innych akcesoriów jest tak duży, że każdy z producentów będzie twierdzić, że jego produkt jest najlepszy i niezbędny. Nasza głowa w tym, aby w tym zachować rozsądek i nie pozbawiać się tego, co mamy najlepsze – bardzo dużych naturalnych możliwości adaptacji naszego ciała do bodźców treningowych. Co najwyżej w mądry sposób te możliwości wspomóc.

    4. Głos rozsądku 🙂 Nie wiem dlaczego niektórzy odbierają świat jako czarno-biały i uważają, że albo nie stosujemy nic, albo wszystko na raz i za każdym razem. Anita, jeśli pisząc gripy, w Twoim wypadku, masz na myśli skórki gimnastyczne, to ja bym tu nie kwalifikował ich jako akcesorium lecz niezbędny sprzęt. To trochę inna kategoria. Bez skórek po prostu nie można się obejść w wielu przypadkach. Są obowiązkowe na zawodach i to trochę inna bajka. Natomiast ja miałem na myśli wymyślne gripy niestandaryzowane, które są tylko bajerem i niepotrzebnym gadżetem.

    5. Rafał, tak, miałam na myśli skórki gimnastyczne, są one popularne i w mojej dyscyplinie, ale nie są obowiązkowe na naszych zawodach. Jednak i tak uważam, że dość często się ich nadużywa, w tym sensie, że ludzie uczą się ćwiczyć w nich od samego początku, nie dając dłoniom możliwości adaptacji np. do twardego drążka. Ale to prawda, że np. na zawodach, gdzie wiele powtórzeń np. bar muscle upów czy zwykłych dynamicznych podciągnięć zwiększa ryzyko zdarcia skóry z dłoni, skórki gimnastyczne się bardzo przydają, choć ja osobiście wolę w podobny sposób zakleić dłonie tejpami kinezyjnymi i też zdaje to egzamin.

      W którymś ze swoich artykułów dotyczących gimnastyki Greg Glassman pisze mniej więcej tak, że w gimnastyce jedną z podstaw jest silny i pewny chwyt, a tego się uczysz bez żadnych skórek/gripów. I że tak, od tego będą odciski.

      Natomiast nie tak dawno wyświetliła mi się reklama takiego czegoś podobnego do haka na dłoni, zakładanego na nadgarstek, podobno ułatwiającego chwyt sztangi, np. do martwego ciągu. na reklamie pokazano też jak pan (czy też pani, nie pamiętam) łapie tym czymś za drążek 😉 Dla mnie abstrakcja kompletna…

    6. Znowu musiałem długo zbierać myśli żeby wrócić do dyskusji 😉 po odzewie widzę, że moja wypowiedź została odebrana jako dywagacje wydelikaconego gościa który idzie na trening ubrany od stóp do głów we wszystkie możliwe ochraniacze bo boi się że się rozleci. I już Was wyprowadzam z błędu. Jedyne co mi jest niezbędne do treningu to rękawiczki o które tak się spieramy. Nie jestem gadżeciarzem, po to wyćwiczyłem brzuch żeby pas nie był mi potrzebny, nawet ściągaczy na stawy nie używam. Jak to się ma do tego co napisałem o moim niepoważaniu dla RAW i twierdzenia że nie tędy droga? Tu muszę bardziej się rozwinąć. Droga którą chce się podążać, determinuje środki przydatne do jej pokonania. Ktoś kto chce przebiec maraton nie będzie pakował na siłowni, a temu kto chce wystartować w strongmenach niepotrzebna wielka kondycja i bieganie. Jak nieraz podkreślałem, moim priorytetem jest sylwetka. Przez ostatnich parę lat eksperymentowania z kalisteniką i treningiem funkcjonalnym zdobyłem sporo doświadczenia i przekonałem się że to nie moja droga. Fajnie jest mieć przyzwoitą sprawność ale to nie jest cel główny. Teraz wracam na drogę z której zszedłem, odrabianie strat jest w toku i żeby osiągnąć to co zamierzam muszę się skupić na tym co ważne. Wisi mi czy podciągnę się 6 razy czy 12, olewam jaki ciężar jestem w stanie podnieść, ile razy i w jakim czasie. Ważny jest bodziec który otrzymują moje mięśnie. A tym bardziej mi zwisa czy mam zahartowane dłonie, do niczego mi to nie jest potrzebne. I z całym szacunkiem dla tych których to kręci – kompletnie olewam gimnastykę, crossfit i tym podobne dziedziny. Nie dlatego żebym uważał je za złe. Gdybym był strażakiem, żołnierzem komandosem czy policjantem antyterrorystą, pewnie ćwiczyłbym crossfit zamiast bodybuildingu. Ale mam inne potrzeby, do realizacji celu który chcę osiągnąć nie jest mi to w ogóle potrzebne. I zostało mi na to niewiele czasu. Straciłem wiele lat na dążenie do rozwoju w dziedzinach w których nie do końca się odnajdywałem i teraz cenię ten czas który mi pozostał. Nie zamierzam tracić go więcej, jeśli coś robię to z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków by trening który wykonuję był jak najbardziej efektywny. Po to tyle lat zbierałem doświadczenia żebym teraz z nich korzystał. Jeśli ktoś mi powie że używając tylko siły woli i motywacji może wykorzystać cały potencjał organizmu, to go obśmieję. Można zmusić się do treningu siłą woli mimo zmęczenia, można dodać sobie trochę „pary” używając motywacji, ale nie napompuje się mięśni krwią siłą woli, nie zmusi się organizmu do produkcji większej ilości neuroprzekaźników, nie zwiększy się tempa metabolizmu ani nie przyspieszy regeneracji. Do tego potrzebne są specjalistyczne suplementy. A jeszcze bardziej sprzęt i akcesoria. Tu wracam do kwestii RAW. Tylko na filmie Rocky trenując w dziczy mógł pokonać zawodnika dysponującego zapleczem technologii. W realu to tak nie działa. Można robić postępy trenując tylko z własnym ciałem, ale nigdy nie będą takie jak kogoś kto korzysta z całego arsenału techniki. Owszem, kiedyś (nasze polemiki sprzed kilku lat o maszynach 😉 ) przeginałem w jedną stronę, ale gdy zająłem się tylko kalisteniką, przegiąłem w drugą. Teraz łączę to w jedną całość. Wróciłem do maszyn i ciężarów, ale ćwiczenia z body weight też uwzględniam, żeby nie stracić sprawności. Ale już nie jako podstawę treningu, tylko jako uzupełnienie. I tak samo można robić postępy nie używając akcesoriów, ale ktoś kto z nich korzysta będzie robił je szybciej. Można także tracić czas i siły na wypracowywanie cech pod wspólnym mianownikiem „sztuka dla sztuki” typu hartowanie skóry dłoni czy wzmacnianie mięśni głębokich, a można skupić się na tym co istotne. A w kwestii czy coś mnie „boli’? Owszem, bolało mnie że ludzie marnują czas i zdrowie nie trenując optymalnie. Nieraz się produkowałem mając nadzieję że może pomoże to innym by nie popełniali błędów które zostały już popełnione, aż zrozumiałem że nic z tego nie wynika. Każdy musi swoje błędy popełnić i dopiero na ich podstawie zdobędzie doświadczenie. Ja też byłem odporny na wiedzę i to normalne. Więcej mądrzył się nie będę szanując prawo każdego do zdobywania wiedzy na własnej d.. 🙂

    7. „Można także tracić czas i siły na wypracowywanie cech pod wspólnym mianownikiem „sztuka dla sztuki” typu hartowanie skóry dłoni czy wzmacnianie mięśni głębokich, a można skupić się na tym co istotne. ”

      Brak słów mi po prostu. Wzmacnianie mięśni głębokich to jedna z najważniejszych rzeczy w treningu. Nie tylko dla poprawy wyników siłowych ale przede wszystkim dla zachowania zdrowia.

      Polecam zresztą obejrzeć to co mówi Big Majk , kulturysta który niedawno wystartował w trójboju , i pomimo że planuje dalej startować w kulturystyce mówi ile można się nauczyć z ” trojbojowego ” podejścia do treningu. Zaczyna się od ok 7 minuty

      https://m.youtube.com/watch?v=jS5shmNTbKc

      Ja polecam obejrzeć cale.

    8. Generalnie wypowiadam się tylko na tematy o których mam pojęcie. A pojęcie to zdobywam nie czytając artykuły czy oglądając filmiki na youtubie, tylko testując to o czym przeczytałem / usłyszałem na własnym organizmie. I z całą stanowczością mogę powiedzieć, że trening ukierunkowany na mięśnie „głębokie” czy „posturalne” to największa bzdura w historii fitness, ściema na maxa i totalna strata czasu. Gdy trenując w klubie widzę jak trenerzy personalni fundują swoim podopiecznym jakieś półśmieszne przekombinowane ćwiczenia typu przysiady na bosu to śmiać mi się chce, żal mi tych ludzi i dziwię się że za coś takiego płacą niemałą kasę. Ale taka jest moda, naczytali się w necie i tak ćwiczą bo ktoś mondry (celowy błąd 😉 ) napisał że tak trzeba. I nie uważam tak bo jestem tradycjonalistą dla którego inne metody niż te które znam się nie liczą. Jakiś czas temu miałem problemy z bólami pleców gdy zacząłem jeździć motocyklem w długie trasy, poza tym w ogóle czułem potrzebę wzmocnienia korpusu kiedy brałem się za kalistenikę i chciałem opanować trudniejsze ćwiczenia. Pochodziłem trochę na fitnessy prozdrowotne typu zdrowy kręgosłup, zmarnowałem tylko czas i kasę. Po tych udziwnionych ćwiczeniach które tam musiałem wykonywać plecy bolały mnie jeszcze bardziej i nie tylko plecy, wychodziłem cały połamany i po niby lajtowym prozdrowotnym treningu dochodziłem do siebie dwa dni czując się jak po glebie na motocyklu. Nie powiem, nie wszystko było złe, sporo się z tych zajęć nauczyłem i część ćwiczeń zaadaptowałem dla siebie. Ale na pewno nie te wszystkie planki, cuda wianki i wszystkie izometryczne wynalazki wykonywane w jakichś dziwnych pozycjach. I wziąłem się za wzmacnianie tułowia po swojemu, stosując sprawdzone ćwiczenia uzupełniane przerobionymi ćwiczeniami z zajęć fitnesowych. I środkowe partie ciała wzmocniłem tak że zapomniałem co to ból pleców, na motocyklu mogę jechać cały dzień i jeśli muszę się zatrzymać na odpoczynek to z powodu ścierpniętej d… a nie bolącego kręgosłupa. Pasów na plecy (do treningu i na motocykl) praktycznie nie używam, mięśnie brzucha robią za naturalny gorset ochronny. Nadmienię jeszcze że brzuch ćwiczę na leżąco, nie mogę robić ćwiczeń w zwisie przez uszkodzony łokieć. Podobno ćwiczenia na leżąco są mało efektywne :-p ale nie u mnie. Więc plizz, nie wrzucaj mi banałów z netu że do zachowania zdrowia potrzebne jest trenowanie jakichś wirtualnych mięśni. Do tego wystarczy porządny, racjonalny trening oparty na podstawach. Tylko tyle i aż tyle 🙂

    9. Tutaj oczywiście masz też w dużym stopniu racje. Jakieś przysiady na bosu to moim zdaniem też tylko pajacowanie i nic więcej. Co do plankow zależy jeszcze jak je wykonujesz. Zwykły tradycyjny plank to szit. Gimnastyczny to już inna sprawa.
      Co do ćwiczeń w zwisie. Nie trzeba wcale ich robić żeby dobrze przećwiczyć brzuch. Wszelkie unoszenia nóg to w głównej mierze test mobilności tylnej taśmy nog, oraz zginaczy bioder. Nie chce się wypowiadać czy to są dobre ćwiczenia czy nie , bo tutaj opinie są różne. Jedni mówią że to najlepsze ćwiczenie inni że nie nadają się do ćwiczenia brzucha i że głównie angażują zginacze np

      https://m.youtube.com/watch?v=TfmQU3ncNno

      Ja osobiście wypowiadać się nie chce na temat wznosow bo nie jestem typem osoby jak której coś nie wychodzi to mówi od razu że to jest do du… bo to bezsensu podejście jak dla mnie. Po prostu robiłem tyle te wznosy i nie czułem wogole tego ćwiczenie. Natomiast z 2-3 miesiące zastąpiłem je rozjazdami na kolku i nie żałuję. Czuję te ćwiczenie bardzo mocno. Dodatkowo jest to spore wyzwanie bo zaczynałem od kolan , a teraz robię już na stojąco, ale dalej nie robię pełnych ( robię progresję ze ścianą w sensie że staje na pewną odległość i rozjeżdżamy się aż jej dotkne i stopniowo odsuwam się coraz dalej ). Przy tym ćwiczeniu czuję tak brzuch że to jest nie do opisania.

      „Do tego wystarczy porządny, racjonalny trening oparty na podstawach. Tylko tyle i aż tyle 🙂”

      Nie wiem to dla Ciebie racjonalny i porządny trening ale według mnie ćwiczenia typu planki, hollow body, czy rozjazdy to są podstawy i jak najbardziej mogą znajdować się w planie , chociaż nie musza.

    10. A tak po za tym to nie mam pojęcia co ty konkretnie chcesz osiagnac. Jesteś na blogu o treningu – teraz już można powiedzieć że w 100% na temat treningu funkcjonalengo, bo znajdują się w nim ćwiczenia z masą ciała oraz ciężary. Więc nie wiem po co na siłę chcesz udowadniać że twoje podejście jest lepsze. My mamy swoje treningi i cele które opierają się na pewnym zasadach i ty też takie masz. Ja np dalej nie mogę zaakceptować niektórych crossfitowych metod. Np takie podciąganie z kippingiem. Ostatnio nawet trochę żartowałem sobie mówiąc że ” zawiodłem się na tobie patrząc na te podciąganie ” w momencie gdy Rafał dodał film z jego nowymi treningami. Jednak to nie miało żadnego negatywnego przesłania , mam nadzieję że przynajmniej nie zostało tak odebrane . To było coś bardziej po przyjacielsku że takie ” ehhh zawiodłem się na tobie”
      Jednak nie będę tutaj wypisywać się na temat podciągania i że to wogole jest głupie że tylko siłowe podciąganie itd. Bo to dla mnie bezsensu wogole. To że czegoś nie akceptuje i mam inne podejście nie znaczy że muszę je ciągle narzucać komus i na siłę co udowadniać .

    11. Moim zdaniem najlepsza droga to ,,bycie pośrodku” . O ile sam fitness ma wiele dziwnych założeń, skupionych tylko na marketingu, ale mięśnie głębokie nie są ,,mięśniami wirtualnymi”. Rozjazdy na kółku to świetne ćwiczenie na mięśnie brzucha, w dodatku świetnie stabilizują. Wielu kulturystów twierdzi, że rzeczy tego typu są z zasady złe, ale jak przychodzi do robienia przysiadów to wiele osób ma problemy z mobilnością. Są osoby, dla których tylko siła ma znaczenie. Są osoby, dla których tylko kondycja ma znaczenie. Wreszcie są osoby, które łączą jedno z drugim, ale osób które dodatkowo pamiętają o rozciąganiu i mobilności jest jeszcze mniej. Pomijając sam fakt zapobiegania kontuzjom i tego, że nie będzie można się schylić na stare lata i zawiązać but, to wiele ćwiczeń mobilizujących świetnie współpracuje z siłą, np. stanie na rękach, v-sit, przysiady z ciężarem nad głową, dwubój olimpijski czy różne dźwignie jak back lever. Podobnie jest z mięśniami głębokimi, bez skrajności, bo ktoś mógłby się przyczepić, że kółko jest wynalazkiem marketingu, a takie same efekty można uzyskać bez sprzętu.
      Rozmawiałem z wieloma ludźmi na temat treningu i niestety najwięcej jest skrajności. O ile osoby trenujące przykładowo sporty walki czy sztuki walki dbają o mięśnie głębokie to czasem zapominają o podstawach treningu i robią różne wymyślne ćwiczenia zamiast najprostszej zasady „jeśli czegoś Ci brakuje to ćwicz to” – chcesz się lepiej podciągać to się podciągaj i tyle, jak nie jesteś w stanie to wiadomo trzeba robić regresje, ale niektórzy wymyślają ćwiczenia z rodzaju „sztuka dla sztuki”.
      Miałem kiedyś znajomego co trenował kulturystycznie. Na początku twierdził, że kalistenika jest głupim wymysłem fitnessu i kiedyś to się tak nie nazywało. Potem przestawił się bardziej na trójbój z kalisteniką (sam to określił „jak żołnierz”). Jednak miał podejście do ćwiczenia oparte na samej przyjemności ćwiczenia i tylko tyle. Nie mówię, że to złe, bo sam mam to założenie jako chyba pierwsze, ale u niego progres był niemożliwy. „Sylwetka rosła do pewnego momentu, więc jak jesteś naturalem to więcej nie urośniesz.” W ogóle pominął możliwość progresu siłowego, a przecież siła nie ma znanych ograniczeń, np. Sandow czy ludzie podciągający się jednorącz z obciążeniem. Innym razem pytałem się na forum jaki adaptogen byłby odpowiedni. Usłyszałem, że to marketing i jak da to plus 5% do treningu to będzie cud. Napisałem elaborat przedstawiając swoje podejście – „Poza tym idąc tym tokiem myślenia jeśli coś ma dobry wpływ to jest kłamstwo? Albo jeśli zawiera witaminy jest złe ? Polskie superfoods to m.in jarmuż czy burak. Też są złe? Jestem za zdrowym rozsądkiem, ale nie popadajmy w paranoję. Izotoniki, gainery są zbędne jeśli ma się mikser, mleko w proszku jest tańsze od białka serwatkowego, a sól kłodawska jest taka sama jak himalajska tylko że tańsza. Jednak fakty są faktami, a badania badaniami. Żeby nie było, że jestem ślepy teoretykiem to są potwierdzenia w praktyce. Kółko do rozjazdów jest także wynalazkiem bez potwierdzenia skuteczności?”. Przyznał mi rację po zrozumieniu tego, że nie mam skrajnego punktu widzenia opierającego się na „nowoczesnych metodach treningowych”.
      Wracając do mięśni głębokich i bólu w kręgosłupie. Również miałem ból w kręgosłupie, tyle że po 5×5 w martwych ciągach, przysiadach, wiosłowaniu i wyciskaniu żołnierskim. Zrobiłem rutynę od Gabo Saturno – człowiek łączący kalistenikę (nie street workout) z yogą. Po jego rutynie poczułem po pierwsze, natychmiastową ulgę, ale także jest to połączenie siły z mobilnością, pełna kontrola ciała i czucie natychmiastowego zwiększenia zakresu ruchu. Na tym polega cały problem, przekopać źródła wiedzy i wyselekcjonować głupoty od wartościowej wiedzy. Dlatego też wiele osób zraża się do jakichkolwiek nowinek tylko dlatego, że są odkryte po czasie jak oni rozpoczęli przygodę z treningiem. Mimo, że te nowinki mają potwierdzenie w rzeczywistości. Pozdrawiam 😉

    12. Ja bym chciała się ustosunkować do kilku zdań, jakie padły tutaj w dyskusji.
      Kevin, piszesz: „Ja np dalej nie mogę zaakceptować niektórych crossfitowych metod. Np takie podciąganie z kippingiem.”
      Kipping jest ruchem wielostawowym, stosowanym często w gimnastyce sportowej – oglądając jakiekolwiek układy gimnastyczne na drążku, kippingu jest tam w cholerę 😉 Generalnie kipping (lub kip swing / zamach w ćwiczeniach na kółkach) umożliwia wygenerowanie energii z przedniej i tylnej taśmy oraz z bioder i tym samym umożliwia wykonanie większej liczby powtórzeń danego ćwiczenia lub kompleksu ćwiczeń, ale należy zdawać sobie sprawę, że jest to ruch zaawansowany, wymagający podstawy siłowej i mobilności. A wypracowany kipping z utrzymaniem sylwetek gimnastycznych wygląda po prostu ładnie i efektownie i jest świadectwem naprawdę wysokiego poziomu sportowego.

      Traper – szanuję Twoje wybory, mimo, że dla mnie bodybuilding jest kompletną abstrakcją. Ale zupełnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że ćwiczenia izometryczne są do bani. One zwiększają siłę i wytrzymałość mięśniową, uczą świadomości napięcia mięśni, co jest niezbędne w każdej dyscyplinie, nazwijmy to – funkcjonalnej. Poza tym, tak jak napisano w innym poście – plank z zachowaniem sylwetki gimnastycznej to zupełnie inna liga niż powszechnie widziany pseudo-plank z wypiętym tyłkiem, lordozą odcinka lędźwiowego i odstającymi łopatkami. I tutaj się zgadzam – tak wykonywany plank z dużą częstotliwością przyniesie więcej szkody niż pożytku.

      Przysiady na bosu – dla mnie to też głupota, lepiej skupić się na prawidłowej technice tego ćwiczenia i przysiadach z obciążeniem. Natomiast jak ktoś chce ogarnąć stabilizację – jest takie cudowne ćwiczenie jak przysiad ze sztangą nad głową – od razu wychodzą przy nim jak złoto braki w mobilności 😉 Oraz jeden z najstarszych wynalezionych przez człowieka przyrządów treningowych (i mój ulubiony) – kółka gimnastyczne.

      W moich treningach jest dużo gimnastyki (zresztą ona sprawia mi wielką frajdę), ale też sporo elementów dwuboju, plus do tego wydolnościówka. Ale podstawą do wszystkiego jest siła, i jestem chodzącym przykładem na to, że regularne rutyny ćwiczeń izometrycznych (różnych – na podłodze, na kółkach, paraletach etc.) dają bardzo dużo jako element całego złożonego programu treningowego. Może nie powodują nie wiadomo jakiej hipertrofii mięśni, ale mi, w przeciwieństwie do kulturystów, nie zależy na ich objętości, ale wydajności ich pracy i wytrzymałości. Pewnie, że w jakimś zakresie bez przyrostów się nie obejdzie, zresztą w ciągu niecałych jeszcze trzech lat treningów CrossFitu moja sylwetka przebudowała się diametralnie. Niemniej jednak zbyt wielkie mięśnie nie leżą w moim interesie 😉 Wolę na drążek czy kółka wciągać swoje 63 kg niż 70 albo i więcej 😉

      Pozdrawiam wszystkich 🙂

    13. Ale ciekawa dyskusja się zrobiła 🙂 zacznę od tego co chcę osiągnąć i co kulturysta robi na blogu o treningu funkcjonalnym. W sumie to nie wiem czy powinienem dalej nazywać siebie kulturystą bo od czasów kiedy byłem napompowanym miśkiem wiele się zmieniło. Ale jest to dziedzina mi najbliższa i przy tej nazwie zostanę. Co chcę osiągnąć? Jak już pisałem wcześniej próbowałem swoich sił w różnych dziedzinach i choć nie odnalazłem się w nich, to nie żałuję że na jakiś czas odchodziłem od kulturystyki bo zdobyte doświadczenia są dla mnie bezcenne. I teraz chcę połączyć to wszystko, uprawiać coś w rodzaju „bodybuildingu funkcjonalnego” w którym priorytetem wprawdzie jest sylwetka, ale sprawność ogólna też jest istotna. Co do tego że „narzucam” swoje podejście.. cóż. Nie ja wymyśliłem podstawowe założenia treningu siłowego, nie moja wina że nie ma nic lepszego od starych dobrych metod w których nie ma miejsca na przekombinowanie, jest prostota i skuteczność. A że te metody wywodzą się ze starej szkoły kulturystyki (tej z lat 60 – 70, w której zawierała się kalistenika, elementy gimnastyki i treningu funkcjonalnego) to ja, identyfikujący się z kulturystyką, sprawiam wrażenie że chcę „narzucać swoje podejście”. I gdyby ktoś dopatrzył się sprzeczności (niedawno napisałem że olewam gimnastykę) to wyjaśniam : nie olewam gimnastyki w ogóle, tylko to co teraz jest na topie a jest sztuką dla sztuki. Dawni kulturyści potrafili robić pompki w staniu na rękach, wspinać się po linie nie używając nóg, zrobić wymyk czy sprężynkę (to były kiedyś wyznaczniki sprawności) i nie cudowali z żadnym hollow body czy plank, nie słyszeli nawet o jakichś mięśniach głębokich a tym bardziej ich nie trenowali, osiągali tą sprawność którą mieli dzięki podstawowym ćwiczeniom. To właśnie miałem na myśli pisząc o racjonalnym i porządnym treningu. W prostocie siła i żadne nowe filozofie treningowe tego nie zastąpią. Tak na marginesie, kółko to żaden nowy wynalazek, kiedyś widziałem zdjęcie młodego Arnolda który z nim ćwiczył 😉 Muszę przyznać że poczułem się zainspirowany i głupio mi że do tej pory nie zaprzyjaźniłem się z tym przyrządem, muszę nadrobić zaległości w tej dziedzinie..
      Anito, dla mnie crossfit jest też kompletną abstrakcją ale fajnie że mogę poznać Twój punkt widzenia, tak krańcowo różny 🙂 zacznę od ćwiczeń izometrycznych. To nie tak unikam wszystkiego czego nie znam. Jak już pisałem, podążałem w wielu kierunkach. Ale tego sposobu ćwiczenia kompletnie nie czuję. Jaka praca mięśni? Ból przeciążanych stawów i ścięgien, to jedyne co odczuwałem. Wytrzymałość może i wzrasta, ale trening ma dawać satysfakcję, a nie być mordęgą. Nie boję się bólu, nawet go w pewnym sensie lubię bo jest oznaką że dobrze wykonałem pracę na treningu, ale wtedy kiedy on czemuś służy, inicjuje procesy adaptacyjne w ciele a nie po prostu nap***la 🙁
      I tak już zupełnie subiektywnie, nie mam absolutnie intencji Cię urazić : wytłumacz mi, jak można z własnej woli robić coś tak pokręconego i jeszcze znajdować w tym przyjemność? Co Cię do tego napędza? Czymś w rodzaju crossfitu zajmowałem się z konieczności w wojsku, kiedy kazano nam na zmianę biegać, robić pompki i skakać jumpingiem po placu. Ale robiliśmy to za karę, miało to na celu nas zakatować a nie wytrenować. Całe moje życie było związane ze sportem i nie tylko siłowym. Przez wiele lat trenowania sportów walki nieraz zdarzyło się zamęczyć do przysłowiowego wyrzygania, ale nawet w najbardziej męczącym treningu typu „małpi gaj” (bieg w kółko wokół sali z przeszkodami) był sens, bo pracowało się nad określonym parametrem. A gdzie jest sens w mieszaniu wszystkiego co się da?

    14. No brak słów brak słów po prostu. Tego się nie da opisać. Pierwszy raz widzę osobę dla której planki albo hollow body to niewiadomo co , jakieś szatańskie ćwiczenia normalnie. Jakbyś hollow body to podstawa treningu z masą własnego ciała. A dla Ciebie to jest niewiadomo co z tego widzę. Brak słów. Szkoda czasu na dyskusję tyle mogę powiedzieć.

    15. Swoją drogą bardzo ciekawy sposób trenowania – kulturystyka funkcjonalna. Podobnymi sportami są chyba powerbuilding, ale także crossfitowcy, street workouterzy czy street litferzy posiadają ogromną siłę i sprawność przy imponujących sylwetkach. Co do crossfitu to mam duży szacunek i sam trenuję często w podobny sposób, jednak pewne założenia mi dalej nie pasują. O ile połączenie siły i wytrzymałości, dwóboju z gimnastyką jest świetnym pomysłem tworzący z człowieka funkcjonalną bestię, o tyle nie potrafię zrozumieć kippingu w podciąganiu. Rozumiem ogólnie, że cel uświęca środki, a gimnastycy tak też robią, ale dla mnie osobiście ważniejsze są podciągnięcia czysto siłowe nawet w dużej liczbie powtórzeń. Oczywiście liczy się czas na zawodach, a podciąganie z kippingiem jest poprawne, ale osobiście w moich treningach wolę stawiać na podciąganie typowo siłowe, nawet przy dużej liczbie powtórzeń, gdy będę musiał robić przerwy. To tylko moje prywatne założenia co do mojego treningu, ale jeśli może kiedyś będę brał udział w zawodach crossfitowych to spróbuję jak to jest kippować.
      Na pewnej stronie na facebooku mającej na celu prześmiewać najdziwniejsze metody treningowe i ćwiczenia jak uginanie przedramion na biceps w zwisie na drążku do góry nogami, pod jednym postem wywiązała się dyskusja o crossficie. Sam crossfit po części uprawiam i szanuję bardzo, ale osoby pod komentarzami stwierdziły, że nagonka na crossfit bierze się z dziwnych ćwiczeń jak właśnie przysiady z ciężarem na piłce czy też „destrukcja organizmu”. Podobnie oglądałem opinię fizjoterapeuty na ten temat. Ci ludzie uważają, że ćwiczenia z dwuboju powinno się robić w przedziale tylko kilku powtórzeń, a gdy układ nerwowy jest zmęczony, a następnie biega się czy robi muscle upy po kilkunastu powtórzeniach rwania łatwo o kontuzje. Tutaj podchodzi filozofia, bo jeśli jedna osoba trenuje w taki sposób to jest jej sprawa, jeśli ktoś robi zawody dla iluś osób to już jest problem. Nie chodzi chyba o to, że to prowadzi do kontuzji zawsze, ale na zasadzie „martwy ciąg jest kontuzjogenny, bo dużo ludzi łapie przy nim kontuzje ze względu na nieodpowiednią technikę, więc przez statystykę jest kontuzjogenny”. Przedstawiłem jedynie opinię kilku osób, której nie popieram, bo zwyczajnie nie siedzę do końca w temacie. Co o tym myślicie?
      Swoją drogą ktoś dał nawet link do wiadomości, że kilkadziesiąt osób zerwało sobie ścięgna achillesa przez wskoki na skrzynię w kosmicznej liczbie powtórzeń. Trochę to wygląda na krytykę z mojej strony, ale jak mówię nie to mam na celu. Sam uprawiam coś podobne do crossfitu, często robię amrapy, prócz kalisteniki staram się wykonywać ćwiczenia złożone z ciężarem, dodatkowo kondycja i mobilność. Ciekawi mnie jedynie punkt widzenia osoby ze środowiska, bo w końcu ta dyskusja opiera się na skrajnościach, różnicach między nimi i punktem widzenia ze środka.

      Co do mięśni głębokich to podobnie jak z „modą na kalistenikę”. Mięśnie głębokie ćwiczyli dawni kulturyści tylko wtedy to się tak nie nazywało. To, że przyznałeś, że widziałeś Arnolda z kółkiem mówi samo za siebie. Dodatkowo ćwiczenia typu windmill, których obecnie nikt nie wykonuje działają na mięśnie głębokie skośne, dodatkowo ważna jest tutaj mobilność. Sama izometria jest taka sama. Napinanie mięśni, wyginanie metalu to wszystko elementy treningu dawnych siłaczy i kulturystów obecnie zapomniane. Bruce Lee wiedział jak należy trenować, dlatego stworzył sobie własny przyrząd do ćwiczenia chwytu oraz przyrząd do ćwiczenia izometrii – z tego co pamiętam to przywiązywał sztangę łańcuchami do ziemi i próbował ją podnieść. Jest to jak najbardziej sensowne. Jeśli chcesz otworzyć słoik wykonujesz izometrię, jeśli chcesz zgnieść puszkę to wykonujesz izometrię, jeśli brakuje Ci siły w ostatnich powtórzeniach uzyskasz ją przez izometrię i automatycznie przy dużym ciężarze jesteś przygotowany mentalnie i także najpierw napinasz mięśnie. Sam nie rozumiem tych wszystkich udziwnionych planków, bo de facto jest to ćwiczenie kontrowersyjne, ale plank „szeroki” – pozycja jak przy rozjeździe na kółku w finałowej fazie czy też z odjęciem kończyn jak przy pompce jednorącz są bardzo pomocne. Najlepsze jest to, że cała stabilizacja, mięśnie głębokie trenujesz przy martwych ciągach i przysiadach. Wytworzenie ciśnienia wewnątrz brzusznego, pas do podnoszenia ciężarów…Pas jest bardzo pomocny, ale zdarzają się wybitne jednostki, które mają tak wyćwiczone mięśnie głębokie, że nie potrzebują pasu. Tak, więc widzisz, że sama nazwa może zmylić, ale już kiedyś sportowcy wiedzieli, że to ma sens 😉

    16. Przyglądam się tej dyskusji i nie mogę wyjść z podziwu 🙂
      Traper, napisałeś, że zbierasz myśli by wrócić do dyskusji, jednak tak naprawdę nie napisałeś nic nowego. Nadal jesteś zwyczajnie zamknięty na każdy inny rodzaj treningu niż bodybuilding. Piszesz, że dla Ciebie najlepsze są prastare metody treningowe, a hollow body i planki to jakieś nowe cuda na kiju. Otóż, gimnastyka jest jednym z najstarszych sportów na świecie, a mówi się nawet, że jest matką i królową wszystkich sportów. Myślisz, że za czasów pierwszych kulturystów gimnastycy ćwiczyli wyciskając sztangę, a hollow body robi się dla lansu od 5 lat? 🙂

      Osobiście stosowałem 3 sylwetki gimnastyczne w swoich treningach – hollow, plank, side hollow. Wszystkich sylwetek jest kilkanaście i gimnastyk poświęca czasem całą jednostkę treningową tylko na sylwetki (przy dwóch treningach dziennie). Jestem ciekaw jego miny, jakbyś go uświadomił że jego sport opiera się w podstawach na treningu wirtualnych mięśni 😉 Jednak to właśnie taki trening umożliwia w końcu wykonanie żelaznego krzyża na ringach bez grymasu zmęczenia na twarzy.

      Co do crossfitu, kippingu itp. To też nie jest żadna nowość. W crossficie nowa jest tylko metodyka. Ćwiczenia natomiast są adaptowane z najbardziej efektywnych sportów jak gimnastyka i dwubój olimpijski.

      I tak na marginesie, w ramach ciekawostki. Oglądałem kiedyś na YT filmik z serii „Janusze siłowni”, prezentujący najgłupsze pomysły bywalców siłowni. Jednym z bohaterów tego filmu był facet, który wykonywał uginanie na biceps na modlitewniku jednorącz. Hantla w jego dłoni ważyła jakieś 50 kg, a on ledwo ją utrzymywał jedną ręką. Zakres ruchu jaki mógł wykonać to było jakieś 5 cm, a na dodatek jeszcze pomagał sobie drugą ręką. Każdy kulturysta by go wyśmiał bo zamiast wziąć 15 kg i pompować biceps w pełnym zakresie ruchu to ten robi jakieś cuda na kiju z hantlą 50 kg. Na szczęście nie jestem laikiem i wiem, że ten facet był armwrestlerem, a właśnie tak się trenuje w tym sporcie. Nie był to więc żaden janusz tylko żetelny sportowiec trenujący pod siłowanie na rękę.

      Wszystko się kręci wokół niezrozumienia dla konkretnych metod treningowych pod konkretny sport.

    17. Jako „osoba ze środowiska” poczuwam się w obowiązku napisać, jak to wygląda „od środka”.
      Zrobię to w punktach, bo będzie przejrzyście 😉

      1. Standardowy trening CrossFit dla amatora trwa około godzinę i wygląda następująco:
      – rozgrzewka plus mobilizacje w zależności od tematu treningu, tak, aby przygotować aparat ruchowy do pracy.
      – ćwiczenia techniczne – np. progresje do ćwiczeń gimnastycznych, czy elementy dwuboju – tutaj bezwzględnie położony jest nacisk na jakość i poprawną technikę.
      – WOD – czyli Workout Of the Day – to, z czym CrossFit jest najbardziej kojarzony 😉 Albo AMRAP, albo ileś rund na czas – zwykle są to dwa-trzy ćwiczenia połączone w całość. WOD-y nie są dłuższe niż 12 minut, w wyjątkowych przypadkach trwają 20 minut, a od czasu do czasu robi się tzw. Hero WOD – czyli workout dłuższy, do około 40-45 minut, ale poziom trudności jest też zwykle odpowiedni do możliwości grupy.
      – każde ćwiczenie w WOD można dopasować do możliwości każdego ćwiczącego, czyli mówiąc fachowo – zeskalować, nie tracąc nic na wzorcu ruchu. Nie dajesz rady wykonać np. przysiadów ze sztangą nad głową z ciężarem RX-owym (zalecanym) – robisz z mniejszym i nikt z tego tytułu na Ciebie nie spojrzy z pogardą. Nawet, jeśli będziesz robić z pustym gryfem. Nie umiesz wykonać prawidłowo podciągnięć na drążku? Robisz np. negatywne z podskoku ze skrzyni. Albo ring row. I też nikt nawet nie spojrzy krzywo, co najwyżej doradzi i przybije piątkę. Nie umiesz / nie możesz / boisz się wskoków na plyoboxa? To na niego wchodzisz. Nie umiesz jeszcze ring dipów? To robisz je z nogami opartymi o skrzynię.

      Mądrze prowadzony trening CrossFitu naprawdę robi kawał dobrej roboty. Nie wykształci może pleców jak szafa, ale nie to jest celem tej dyscypliny. Oczywiście trening dla kogoś bardziej ambitnego – czy to pod kątem zawodniczym, czy w kierunku lepszego opanowania np. zaawansowanej gimnastyki – różni się od typowego treningu amatorskiego i tego się nie zamknie w jednej godzinie dziennie (moje treningi to około 3-4 godziny dziennie 6 razy w tygodniu). I przy takim obciążeniu treningowym sylwetka zmienia się cholernie, choć i tak nie robi się nie wiadomo jak wielkiej masy mięśniowej.

      2. CrossFitowe zajazdy do upadłego, czyli tzw. WOD-y to w porównaniu np. z objętością moich jednostek treningowych około 20-30%. Cała reszta to akcesoria, żmudne rzeźbienie skillów gimnastycznych, trening techniczny z dwuboju oraz workouty wydolnościowe. To, co widać na zawodach, jest tylko niewielkim wycinkiem CrossFitu jako dyscypliny sportowej, w której jest pierdyliard możliwości i ścieżek własnego rozwoju. I nie można na podstawie tego jednego wycinka opiniować o całej dyscyplinie, mówiąc, że jest ona patologią. Znam historie osób, którym ta dyscyplina uratowała życie. Mi pomogła odzyskać zdrowie oraz radość i sens życia i wiem, że gdy stracę zapał do rywalizacji na zawodach, i tak będę miała co robić, bo jest np. moja ulubiona gimnastyka i ciężary.

      3. Jeśli ktoś widział długo trwający, totalny zajazd przy wykorzystaniu np. submaksymalnych ciężarów, to na pewno nie był to CrossFit, ale „wyrób crossfitopodobny”, efektem nieznajomości tematu, niekompetencji i braku odpowiedzialności. Ja nigdy, nawet na zawodach – nie robiłam żadnego WOD-a np. z zarzutami sztangą 50 kg – mój rekord w zarzucie to tylko 60 kg. 25-40 kg dla kobiet to jest normalny standard przy ćwiczeniach wielopowtórzeniowych. Co innego WOD-y na zbudowanie ciężaru maksymalnego (bo takie też są) – ale one są zupełnie inaczej skonstruowane.

      4. Znacząca część kontuzji i urazów bierze się z braku podstaw siłowych – widziałam kontuzje barków przy ring muscle upach wykonywanych z zamachu podczas gdy delikwent nie jest w stanie zrobić ani jednego siłowego (ja robię teraz 5-6 siłowych w jednej serii, a różne kompleksy ćwiczeń w wersji siłowej na kółkach robię w zasadzie codziennie). Inną przyczyną jest… przerośnięte własne ego. „Ale, jak, ja nie zrobię na RX-ie? Potrzymaj mi piwo i patrz”. „Ale że jak, ta starsza ode mnie kobieta zakłada na kija więcej ode mnie? Nie, tak nie będzie”. Jeszcze inną wspomniane wyżej braki kompetencji trenera.

      Uważam, że akurat CrossFit to najlepsze, co mnie w życiu w ogóle spotkało, i choć do młodzików już dawno nie należę, jestem żywym i realnym przykładem na skuteczność tego systemu treningowego. Bo nigdy w swoim (od dziecka w sumie sportowym) życiu nie byłam tak sprawna.

    18. Jeszcze małe uzupełnienie do komentarza Emila, bo wczoraj umknęło 😉

      – w boxie, w którym ćwiczę, nigdy, przenigdy nie robiliśmy przysiadów na piłce – to nie jest ćwiczenie crossfitowe. Nie znajdzie się go na oficjalnym kanale CrossFit na yt (a są tam zebrane na filmach wszystkie chyba, lub prawie wszystkie ruchy wykonywane w tej dyscyplinie).

      – gimnastyki w wersji siłowej robi się na treningach sporo i oprócz może muscle upa na drążku, którego na pewnym etapie zaawansowania można się spokojnie uczyć od razu w wersji dynamicznej, każde inne ćwiczenie gimnastyczne ma swój priorytet w wersji właśnie siłowej. Najpierw pełna kontrola i pełen zakres ruchu, a potem można dodawać do niego dynamikę. Zawody i inne workouty na czas lub na liczbę powtórzeń to inna sprawa – tam liczy się wynik, ale podczas mądrze planowanych treningów „na co dzień” bazą jest zawsze strict. Siła jest podstawą, na niej buduje się wszystko inne – nawet wydolność buduje się lepiej mając bazę siłową.

    19. Traper, a to moja odpowiedź na Twoje pytanie:
      „I tak już zupełnie subiektywnie, nie mam absolutnie intencji Cię urazić : wytłumacz mi, jak można z własnej woli robić coś tak pokręconego i jeszcze znajdować w tym przyjemność? Co Cię do tego napędza?”

      Nie urażasz mnie, bo ja sama uważam CrossFit w jego zawodniczym aspekcie za pokręconą dyscyplinę. I nie umiem Ci chyba odpowiedzieć na pytanie, co mnie napędza, może po prostu trzeba mieć też odpowiednio pokręcone w głowie. Bo przed każdym workoutem czy to kwalifikacyjnym, czy już na zawodach, czuję stres, w niektórych przypadkach się też boję. Jak np. gdy miałam zrobić moje pierwsze w życiu „zawodnicze” ring muscle upy – jak wychodziłam na arenę, w upale powyżej 30 stopni, myślałam, że się posram ze strachu :D. Wcześniej chyba ze trzy razy byłam w toalecie 😀 Ale myślę, że działa u mnie chęć zmierzenia się z własnymi słabościami, chęć sprawdzenia, gdzie u mnie leży ta mentalna granica i chęć jej przesunięcia o kolejny mały odcinek. Na ile potrafię się skoncentrować na sobie i na tym, co mam do zrobienia, na tej jednej chwili, a nie zajmować się czymś, na co nie mam wpływu. Wtedy na zawodach, jak już wskoczyłam na górę, strach minął, świat zewnętrzny na cztery minuty przestał istnieć, gdzieś tylko kątem oka dostrzegałam sędziego, który mi liczył powtórzenia.

      Myślę, że ta chęć i potrzeba odnoszenia zwycięstw nad samym sobą jest jedną z ważniejszych rzeczy, które sprawiają, że mimo tego, że ten crossfitowy mrok boli, po raz kolejny daję się sponiewierać 😉

    20. „I nie umiem Ci chyba odpowiedzieć na pytanie, co mnie napędza, może po prostu trzeba mieć też odpowiednio pokręcone w głowie. ”

      Dokladnie. Pamiętam wakacje 2019. Były to moje ostatnie już takie wakacje luzu i chciałem je wykorzystać w sumie najlepiej. Trenowałem bardzo intensywnie i długo chociaż wiedziałem że nie będę mieć z tego lepszych efektów. Trening sprawiał mi mega przyjemność. Nie patrzałem kompletnie na to czy się opłaca czy jest to głupie i bezsensu ja po prostu lubiłem Napier… i chciałem bo wiedziałem że to moja ostatnia okazja. Jak sobie teraz pomyśle to był taki masochizm że masakra. Teraz za nic bym tak nie robił – z tym że wtedy byłem do tego zaadaptowany i to było dla mnie normalne, wtedy to było dla mnie nic a i tak było mi mało.
      Po prostu lubiłem trenować i nie patrzałem się a nic. Słuchawki na uszy i cisniesmy. To było dla mnie jak zabawa. Teraz już powoli godzę się z tym że czasu na treningi będzie mniej , wejście w dorosłe będzie ciezkie i wiem że przez jakiś czas wogole mogę nie mieć czasu na treningi. Ale wiem że prędzej czy później do tego wrócę 🙂
      Moim zdaniem ważniejsze jest to żeby lubić trening sam w sobie a nie tylko efekt jaki daje. Oczywiście nie mówię żeby się zajeżdżać bo ja sam teraz uwazam że to było grubo popier… ale to były tylko 2 miesiące i wiedziałem że chce je wykorzystac.
      Uważam że jestem popier…. bo inaczej bym nie dał rady się tak zajeżdżać z własnej woli. I o to chodzi moim zdaniem. Trzeba być popier …. na jakimś punkcie 🙂

    21. A mnie co napędza? Tacy ludzie jak Ty, Traper. Dla których to co robię jest popieprzone, niezwykłe, durne, niewiarygodne, trudne, kontuzjogenne, niezrozumiałe, niepojęte, heretyczne, nie do zaakceptowania. Im więcej takiego feedbacku tym szerszy uśmiech na mej twarzy 🙂

    22. No cóż. Nie lubię pisać w takim tonie, ale czasem nie da się inaczej. Kevin, pisząc „szkoda czasu na dyskusję” ocierasz się o przemądrzalstwo, a tego nie trawię. Gdybym chciał wpisać się w tą retorykę, mógłbym napisać że to mnie szkoda czasu na dyskusję z dzieciakiem który krócej żyje niż ja trenuję. Ale nie zrobię tego bo szanuję każdego z którym rozmawiam, choćbym z nim się nie zgadzał. Masz prawo do swojego zdania, ale nie masz prawa wypowiadać się lekceważąco o kimś kto ma inne. Nie lubię też powoływać się na wiek i doświadczenie, ale naprawdę nie widzę innego sposobu by się do tego odnieść. Masz takie zdanie jakie masz, twierdzisz że „plank i hollow body to podstawa” ale skąd wziąłeś tą wiedzę? Tak w obecnych czasach się przyjęło, wszędzie można przeczytać takie opinie i większość ludzi łyka to jak gęś kluski bo skoro w necie tak piszą to musi być prawda. I nawet przez myśl nie przejdzie że może być inaczej. Ja zdobywałem swoją wiedzę w czasach kiedy nie było netu, żeby o jakiejś dziedzinie sportu czegoś się dowiedzieć trzeba było ją uprawiać, uczyć się od ludzi którzy byli w niej biegli i na swój autorytet musieli zapracować. Dziś wystarczy włączyć youtuba i zaraz znajdzie się wielu miszczów którzy są „autorytetami” i wiedzą wszystko najlepiej. Rafał stwierdził że jestem zamknięty na inne formy treningu niż ta którą uprawiam. Ja jestem zamknięty? Ja twierdzę że szkoda czasu na dyskusję z tymi co mają inne zdanie???
      A jak już wywołałem Rafała. Czy myślę że za czasów pierwszych kulturystów gimnastycy ćwiczyli wyciskając sztangę? Nie wiem i generalnie nie interesuje mnie to, tak jak nie interesowało to wyżej wymienionych kulturystów. Za tych czasów kulturyści byli kulturystami, ciężarowcy ciężarowcami, gimnastycy gimnastykami i każdy robił swoje, doskonalił się w swojej dziedzinie i nie pchał do niej na siłę elementów z innej potrzebnych jak zającowi dzwonek. A czy hollow body robi się dla lansu? Jeśli robi to gimnastyk sportowy (tzn. ktoś kto poświęca się tej dziedzinie pod kątem zawodniczym) to pewnie nie, jako laik z gimnastyki się nie wypowiadam. Ale jeśli robi to gość który ćwiczy pod kątem siły, sylwetki czy sprawności funkcjonalnej, to dokładnie tak – robi to dla lansu. Albo dlatego bo tak mu wmówiono że tak trzeba. I nie wziąłem swojej opinii z widzimisię pakera starej daty. Tak się składa że na fit parku na którym trenowałem poznałem kolesia, gimnastyka który trenował właśnie w ten sposób. Miał swoich „padawanów”, chłopaków których uczył swoich ćwiczeń. Stwierdziłem ze skoro mam okazję nauczyć się czegoś nowego to z niej skorzystam i dołączyłem do tej ekipy. I uczyłem się tych wszystkich wynalazków które mam w niepoważaniu, planków, hollow body itp. I dlatego właśnie mam je w niepoważaniu bo wypróbowałem je na sobie i stwierdziłem ze do niczego nie są potrzebne. Po prostu sztuka dla sztuki. Coś jak mój ulubiony wymyk, fajne ćwiczenie na pokaz. Robię je bo lubię, nie ukrywam że zdarza mi się je robić dla lansu i szpanu, ale nigdy nie twierdziłem że jest do czegoś przydatne. Na pewno gdybym robił je w większej ilości rozwinęłoby mi sprawność i siłę, ale mogę osiągnąć to prostszymi środkami, wygodniej, bezpieczniej i szybciej. A największy problem polega na tym że ja mając swoją wiedzę mogę odfiltrować to co nieprzydatne, a ktoś kto zaczyna przygodę ze sportem bezkrytycznie łyka wszystko co nowe nie wiedząc co jest pożyteczne dla rozwoju a co nie. Tak jak chłopaki którzy uczyli się od tego gimnastyka, a on kazał im robić dipy w jakieś pogiętej nienaturalnej pozycji. Ja też tak spróbowałem, nie na przymiarkę ale w kilku treningach bo próbowałem odnaleźć w niej jakiś sens. Niestety nie udało mi się. Zmarnowałem parę treningów ale zyskałem doświadczenie. A czy moje podejście jest prastare? Możliwe. Wychodzę z założenia że jeżeli coś jest dobre i działa, to nie ma potrzeby tego zmieniać.
      A na koniec, co do tego że tacy jak ja Cię napędzają.. jeśli tak uważasz, to fajnie. Poniekąd i ja mogę stwierdzić coś podobnego. Cieszę się że mogę się od Ciebie uczyć tego co jest warte nauki, ale jeszcze bardziej że jestem na tym poziomie ze potrafię odróżnić to co wartościowe od badziewia. I tak popadając w filozofię, to trochę mi Ciebie żal. Za 15 – 20 lat gdy będziesz kończył przygodę ze sportem obudzisz się z ręką w nocniku tak jak ja. Wypociłem nie wiadra ale beczki potu i nic konkretnego nie osiągnąłem. Rozmieniałem się na drobne próbując doskonalić się w wielu dziedzinach a tak się nie da. Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Masz talent, wiedzę i zapał. I trwonisz swój potencjał na pogoń za nowomodą zamiast trzymać się podstaw. Twój wybór, twoje życie..

    23. Traper, Twoje wypowiedzi:

      „A czy hollow body robi się dla lansu? Jeśli robi to gimnastyk sportowy (tzn. ktoś kto poświęca się tej dziedzinie pod kątem zawodniczym) to pewnie nie”
      „Ale jeśli robi to gość który ćwiczy pod kątem siły, sylwetki czy sprawności funkcjonalnej, to dokładnie tak – robi to dla lansu”
      „I dlatego właśnie mam je w niepoważaniu bo wypróbowałem je na sobie i stwierdziłem ze do niczego nie są potrzebne. Po prostu sztuka dla sztuki.”

      Wszystko powyższe przeczy samemu sobie. Sztuka dla sztuki, a jednak dla gimnastyków to podstawa. Więc gimnastyk uprawia sztukę dla sztuki? Gdyby te ćwiczenia nie budowały twardego jak stal core to z pewnością nie traciliby na to czasu. Inna sprawa, co masz na myśli lans? Na plaży nie poznasz czy ktoś robi planki czy nie robi. Natomiast od razu widać kto pakuje dla sylwetki. Co więc rozumiesz przez lans? Poświęcanie czasu na ćwiczenia, których efektów wizualnych nie ma? Kratę można zrobić kulturystycznymi spinami, crunch’ami itp. Więc dla lansu to moim zdaniem robi się allahy na brzuch, ale na pewno nie hollow body.

      Ten ostatni akapit był chyba zaadresowany do mnie. Nie, Traper, nie sądzę abym obudził się z ręką w nocniku. Moja wypowiedź była napisana z przymrużeniem oka, bo zdaję sobie sprawę z tego, że moje podejście jest jeszcze undergroundowe i na pewno nie modne. Ostatnio uczyłem kolegę po fachu prawidłowej dechy gimnastycznej, bo owszem, znał plank, ale nie w takiej wersji. To wciąż świat znany tylko w środowiskach (gimnastyka, crossfit) z których jak widać nie wszyscy biorą przykład a jest raczej więcej hejtu w tę stronę niż mody i lansu.

      Uwierz mam za sobą czasy kiedy kulturystyka była dla mnie wyznacznikiem wszystkiego i zmarnowałem kupę czasu przez to. Gdybym tylko mógł cofnąć się w czasie o 15 lat, to powiedziałbym sam sobie prostą rzecz: Pier..l wyciskanie sztangi, rób trening funkcjonalny. I gdyby od początku tak było to byłbym teraz na 2 razy wyższym poziomie. Załuję tego czasu, chociaż z drugiej strony mam doświadczenie dzięki temu. Wiem co dla mnie lepsze. I cieszę się, że się w porę obudziłem. Nie rozumiem jednak jak ktoś kto otwarcie mówi, że ćwiczy dla sylwetki, może zarzucać innym że robią coś dla lansu 🙂 Mam oczywiście nadzieję, że nie odbierzesz tego jako atak. Cieszę się, że mimo odmiennych poglądów tu wpadasz. Pozdrawiam.

    24. A jak można wchodzić w dyskusje z osobą która kompletnie nie rozumie sportu który uprawiamy ? Ja np nie wchodzę na jakieś strony kulturystyczne i próbuje na siłę pokazywać swoje podejście do treningu które kompletnie nie ma nic wspólnego z kulturystyka. Też nie rozumiem wielu rzeczy w tym sporcie. No jak można pompować mięśnie na jakiejs maszynie a potem spinać się w lustrze. Ale szczerze mam to gdzieś. Nie moja bajka nie będę się wypowiadał , proste. Ty robisz totalnie na odwrót , wypowiadasz się na temat sportu o którym nie masz pojęcia i probojesz na siłę narzucić swoje podejście które nie ma nic wspólnego z treningiem siłowym. Piszesz że hollow body albo planki to ćwiczenia dla szpanu. No to co ja mogę powiedzieć. Wnioskuję że kompletnie się nie znasz na naszym sporcie. Bo te ćwiczenia to podstawa. Samo podciągnie odbywa się w pozycji hollow body. Oczywiście te ” kalisteniczne ” podciąganie , nie kulturystyczne z skrzyżowanymi nogami i wygiętymi plecami. Człowieku planki , rozjazdy, hollow body nauczyły mnie prawidlowego ustawienia miednicy w pompkach w staniu na rekach. Wcześniej miałem tak wygięte plecy że masakra. Oczywiście dodatkowo poprawienie mobilności barków. Nie umiałem kompletnie wykonać tego ” manewru ” żeby prawidłowo się ustawić bo po prostu nie miałem odpowiedniego czucia. Prawidłowy planki gimnastyczny nauczył mnie prawidlowego ustawienia miednicy przy rozjazdach( wcześniej też mocno wyginały mi się plecy w łuk ) a z kolei prawidlowe rozjazdy
      polepszyły moja pozycję w staniu na rekach. Więc jak widzisz wszystko zaczęło się od plankow i hollow body. Śmiało więc mogę stwierdzić że to jest podstawa treningu z masą ciała i tyle. Każdy początkujący powinien od tego zacząć żeby nauczyć się prawidłowego ” czucia ” mięśni i odpowiednich wzorców ruchowym.

    25. Ps twoje podejście jest na takiej zasadzie, jakby wejść na forum dla weganin i zacząć im wypisywać że bez mięsa to się nie da i wogole , że taka dieta jest nie optymalna dla organizmu itd. Nie ma co na siłę wtrącać się do czyjegoś świata , bo każdy ma swoje podejście i prowadzi to do nikąd 🙂

    26. Musze przyznać, że mało rzeczy tak mnie zdziwiło, jak stwierdzenie, że hollow, arch, plank i inne sylwetki gimnastyczne ćwiczy się dla lansu. Swojego czasu robiłam tych treningów bardzo dużo, sylwetki wplatałam wszędzie, gdzie tylko była okazja. Kulturyści, którzy ćwiczą za ścianą na sąsiadującą z naszym boxem siłowni, zaglądali i podkpiwali ze mnie, bo w ich opinii sylwetki gimnastyczne to jest „bezsensowne tarzanie się po podłodze” – takie określenie słyszałam 😉 A jeszcze w dodatku na początku te sylwetki wcale mi nie wychodziły ładnie 😉 Ogólnie trening sylwetek gimnastycznych jest jednym z najbardziej niewdzięcznych, nielubianych, żmudnych i najmniej efektownych treningów, więc gdzie tu lans? Chyba bardziej się lansuję, jak wskakuję na kółka i robię swoje wymyślone układy ćwiczeń, które już opanowałam 😉 Tyle, że ja to robię dla siebie, bo sprawia mi to frajdę i odstresowuje po wymagających workoutach crossfitowych.
      Ale wiem jedno – gdyby nie to uparte rzeźbienie podstaw gimnastyki, nie miałabym takiego progresu.

      A wygląd? Nie ćwiczę dla wyglądu, nie mierzę obwodu bicepsa, nie podziwiam swoich pleców, choć owszem, jest on miłym „efektem ubocznym” i cieszę się z faktu, jak zmieniła się (i nadal zmienia) moja sylwetka pod wpływem treningu. Ćwiczę, bo chcę być sprawna i silna, bo znajduję w tym treningu przyjemność i fun. Czy to jest lans? Nie wiem. Bo koncentruję się na pracy, bo rozumiem, że aby nauczyć się jakiegoś efektownego i fajnego skilla, trzeba przepracować żmudnie podstawy, bo bez bazy nie da się. Gwarantuję, że żadnego lansu tu nie ma, wręcz przeciwnie – nic nie nauczyło (i nadal uczy) mnie tyle pokory, co właśnie gimnastyka. Ale nic też nie daje mi w zamian tak wiele.

      Żeby nie było – ja nie mam nic do kulturystyki. Szanuję i doceniam pracę, jaką trzeba włożyć, aby uzyskać efekty w postaci odpowiednio wyglądającej muskulatury. I bardzo podziwiam przestrzeganie przy tym reżimu dietetycznego – ja mam gdzieś, czy zeżrę 300 cal więcej i jak mam ochotę, nie żałuję sobie np. gorzkiej czekolady (mleka i jego przetworów nie spożywam, więc mleczna odpada) albo innych słodyczy. I wiem, że mam zbyt dużą słabość do jedzenia, aby przestrzegać rygorystycznie kalorii i proporcji makroskładników. Poza tym nie chce mi się 😉

      Ale poświęcanie lwiej części życia na rzeźbienie sylwetki tylko dla samego wyglądu to po prostu nie moja bajka. Choć z drugiej strony rozumiem, że dla kogoś może być idiotyzmem doprowadzanie siebie do agonalnego stanu co bardziej krwiożerczym crossfitowym workoutem, podobnie jak zdzieranie dłoni na kółkach czy drążku przy nudnych, żmudnych i mało efektownych progresjach 😉

    27. Nie chcę pisać kolejnego elaboratu więc się streszczę 😉
      Po 1. (do Rafała) : Nic w moim toku myślenia nie przeczy samemu sobie. Dla gimnastyków to może być podstawa, bo przydaje się to w ich dziedzinie. Dla wszystkich innych to jest sztuka dla sztuki, żeby nie powiedzieć pajacowanie. Przypomnij sobie Twój przykład z armwrestlerem który ćwiczył w niezrozumiały dla innych sposób z megaciężką sztangielką. Dla niego to miało sens, dla każdego innego byłaby to głupizna. Dla mnie to tak logiczne że aż dziwne że muszę tłumaczyć co miałem na myśli 🙂 A co rozumiem przez lans? Robienie czegoś bo to jest modne, bo tak się przyjęło. I nie jest to tylko domena dzisiejszych czasów. Ja też temu kiedyś ulegałem, przyznaję się. Kiedy weszła moda na sztuki walki po pierwszych filmach z VanDammem, wszyscy się rozciągali i chcieli robić szpagat. Nieważne czy ktoś potrafił kopać czy nie, nawet mógł nigdy się nie bić bo nie umiał czy nie lubił, ale rozciągniętym być wypadało 🙂 i podobną zajawkę widzę dziś na street workout, parkour czy jak to tam się zwie. Każdy chce robić akrobacje bo widział to w necie czy na filmach i chce się pochwalić że też tak potrafi…
      Po 2. (do Kevina) : znowu przypisujesz mi coś czego nie powiedziałem. Czy ja próbuję „nawracać” kogoś na kulturystykę? Czy napisałem gdzieś że bez sensu robisz te planki i hollow body? Robisz to bo jest Ci to potrzebne w Twojej branży, jeśli widzisz że przynosi Ci to progres to super. Ale nie mów że to jest podstawa dla wszystkich. „Nie rozumiem sportu który uprawiacie”? Chwila. Uściślijmy coś. Trafiłem na tą stronę dawno temu wpisując hasło „kalistenika”. I długi czas szedłem w tym kierunku. Zaczynałem od poziomu zero absolutne, nawet dipów nie umiałem robić, a po trzech latach doszedłem do etapu pompki w staniu na rękach i flaga (kilka sekund ale zawsze). Pewnie dla kogoś z branży to żaden wyczyn, ale ja uważam że było to osiągnięcie zważywszy na mój stan zdrowia i ogólnego zapuszczenia fizycznego, wiek i kontuzje. I nie były mi do tego potrzebne żadne gimnastyczne wynalazki. Żeby było jasne, to nie jest hejt na gimnastykę. Cenię i podziwiam ludzi który nią się zajmują bo to bardzo trudny sport. Tak samo mogę cenić i podziwiać armwrestlerów, mistrzów girevoy (od podnoszenia odważników), strongmanów czy crossfitowców – reprezentantów trudnych i wymagających dziedzin sportu. Ale to nie znaczy że cokolwiek z ich branż przyda mi się w codziennym treningu i rozwoju. I nie piszę tego z pozycji kulturysty zamkniętego na cokolwiek innego, tylko „uniwersalnego funkcjonalisty” którym nie przestałem być. Wróciłem do kulturystyki bo chcę poprawić sylwetkę ale latem znów będę ćwiczył na fit parkach ogólnorozwój.
      Ludzie, zrozumcie w końcu o co mi chodzi :-p

    28. Emil, Anita, pięknie wszystko napisane. Dorzucę tylko swoje 5 groszy. Traper, myślę, że nieco zmieniłeś front. Napisałeś jasno że, „obudzę się z ręką w nocniku” a moje priorytety treningowe znasz. Wyraziłeś się zrozumiale o treningu funkcjonalnym.

      Posłużę się przykładem z innej beczki. Jest wiele różnych rodzajów sztuk walki; karate, aikido, tae kwon do itp. Każdy ćwiczy takie techniki jakie są wymagane w jego sztuce. Jednak gdy trenujesz mma (mieszane sztuki walki), to uczysz się kopnięć z muay thai. Ale dlaczego? Dla lansu? Nie, po prostu zauważono, że kopnięcia z muay thai są najskuteczniejsze. Nikt nie uczy się capoeiry na treningach mma, bo już przebrano techniki z innych sztuk walki i wiadomo co się przydaje a co nie.

      Podobnie jest z crossfitem. Ideą ojca crossfitu było wybranie takich ćwiczeń, które budują prawdziwą formę. Dlatego crossfiterzy nie robią bicka hantlami, ale dźwigają jak dwuboiści. Skoro więc w treningu funkcjonalnym (a takim jest crossfit) robi się hollow body, to z pewnością nie dla lansu. Crossfit czerpie z gimnastyki nie bez powodu. Osobiście mam zasadę, że gdy chodzi o kalistenikę, to jeśli coś robi się w gimnastyce, to jest dobre. Zaś gdy chodzi o ciężary, jeśli coś robi się w dwuboju olimpijskim to jest dobre. Podobnie jak mma skupiło w jednym zapasy, boks tajski i ju jitsu odrzucając m.in. aikido czy capoeirę, którą faktycznie ćwiczy się dla lansu, tak samo w treningach funkcjonalnych robimy to co skuteczne wypieprzając to co dla lansu, czyli trening na maszynach, których tak mocno broniłeś Traper.

      Oczywiście nie namawiam Cię byś się przekwalifikował bo najważniejsze to robić to co daje nam satysfakcję i radochę. Jednak warto czasami się otworzyć na inne formy treningu i pomyśleć na zasadzie: „Nie jestem gimnastykiem, ale może jak włączę do planu pompki na ringach zamiast tylko cisnąć na ławce, to poprawi się moja sprawność”.

      P.S. Anita, nie przejmuj się negatywnymi komentarzami. Słyszałem kiedyś takie mądre słowa: „Liczba hejterów jest miarą Twojego sukcesu” 😉

    29. Wydaję mi się, że to iż nikt nie może Cię zrozumieć bierze się z tego, że dokładnie nie powiedziałeś o co Ci chodzi z „kulturystyką funkcjonalną”. Sam jestem ciekaw co kryje się pod tym hasłem. Słyszałem, że Obi Vincent tak się określa, ale jak wygląda jego plan treningowy dokładnie to nie wiem. Najprostsze skojarzenie to to, że robisz większość wielostawów z izolowanymi ćwiczeniami na mniejsze grupy mięśniowe jak biceps. Chociaż tu też zależy co się chce osiągnąć, bo street lifting świetnie buduje sylwetkę jak i sprawność, a powerbuilding został do tego stworzony – kulturystyka na wielostawach. Jestem jak najbardziej za połączeniem sylwetki ze sprawnością, no bo kto by nie chciał wyglądać dobrze, podobać się sobie? Ja cenię sobie trening z pewnej filozofii poniekąd – sprawność mi imponuje, bo czyni z człowieka maszynę zdolną do niewiarygodnych czynności, a sylwetka ponieważ lubię podziwiać estetykę swojego ciała. Może to zabrzmi trochę narcystycznie, ale w rzeczywistości tak nie jest. Jak czuję dumę, że kilka miesięcy temu robiłem 15 podciągnięć w jednej z kilku serii z przerwami albo 15 dipów z przerwami, a dziś robię tyle podciągnięć bez zmęczenia, a taką ilość dipów z drobnym obciążeniem to czuję dumę. Czuję też dumę, gdy po treningu spoglądam na swoje ciało i przypominam sobie jak z chudego dziecka stałem się sportowcem. Oczywiście nie wykonuję ćwiczeń izolowanych na bicepsy czy tricepsy, a moim celem nie jest sylwetka Schwarzeneggera, a bardziej celuję w sylwetkę crossfitowca czy gimnastyka. Chociaż to i tak efekt uboczny, bo można robić te dwie rzeczy jednocześnie. Nie oszukujmy się, wielostawy budują świetną sprawność, ale i sylwetkę. Nie mam parcia na zwiększenie obwodu w bicepsie, wszystko powoli i przy okazji ze sprawnością, nie jako cel nadrzędny. Na dobrą sprawę mam tyle samo ćwiczeń funkcjonalnych w planie (które budują siłę typowo, kondycję, dany parametr) co tych, które są funkcjonale i budują jednocześnie mięśnie (jak przykładowo dany rodzaj pompek w przedziale 15 powtórzeń).
      Co do problemu lansu to już zależy od czystej interpretacji. Jeśli ktoś robi ćwiczenie typu plank na zajęciach z Chodakowską przed telewizorem, to nieświadomie wspiera marketing nie uzyskując efektów jakie by chciał (oczywiście, każdy sport jest lepszy niż jego brak, ale warto nadmienić, że pewne ćwiczenia to „cuda na kiju”, a osoby które ćwiczą w ten sposób są grupą o największej ilości kontuzji). Jeśli ktoś robi uginanie hantelek na biceps, bo chce mieć formę na lato to jest to lans. Jeśli my robimy ćwiczenia gimnastyczne, chociaż nie jesteśmy gimnastykami, ale zależy nam na wszechstronnej sprawności to to z pewnością nie jest lans. Czy to nie jest cudowne, że sport łączy dosłownie, a dyscypliny się przenikają. Można nie lubić crossfitu, ale wielki ukłon w jego stronę – pomijając to, że zdarzają się pływanie czy jazda na rowerze to zrobił coś czego żaden sport nie zrobił. Wcześniej dwubój był tylko na olimpiadzie. Czemu nikt nie ćwiczył tymi ćwiczeniami spoza kręgu Olimpijczyków? Ćwiczenia budujące wielką siłę, wytrzymałość i mobilność tylko dla wąskiej elity? Crossfit to zmienił i teraz jest to bardziej rozpowszechnione. Kółka gimnastyczne były zarezerwowane dla gimnastyków, a wszelkie ćwiczenia były nieosiągalne dla śmiertelników, szczególnie gdy ktoś zobaczył umięśnionego van Geldera robiącego planche z przejściem do iron crossa. Teraz każdy może robić muscle upy na kółkach korzystając z benefitów takich ćwiczeń jak ogólna sprawność fizyczna, dynamika, mobilność. Nam (te formy mówią o osobach z kręgu treningu funkcjonalnego) nie chodzi o lans, tylko ogromną sprawność fizyczną różnymi sposobami. Przecież kulturystyka także miała pewien wpływ na inne sporty (nie aż tak duży, bo prócz korzystania z sylwetki innych benefitów chyba za bardzo nie ma). Trójboista chcąc poprawić swoje wyciskanie na płaskiej robi rozpiętki, dwuboista chcąc zapobiec kontuzji barków robi wznosy hantli bokiem. To nie jest imponujące, ta wszechstronność sportów i tego jak bardzo możemy się od siebie uczyć? Poza tym lans może wprowadzić na dobrą drogę. Zaczynałem kilka lat temu i właśnie chciałem zrobić formę na lato. Przez pierwsze dwa tygodnie robiłem codziennie pompki i brzuszki. Potem raz na miesiąc, jak mi się przypomniało czy nudziło z 15 brzuszków. Następnie około rok czasu poświęciłem na regularne treningi, tyle że nie wiedziałem że to trzeba robić w seriach czy chociaż obwodach, a wybór ćwiczeń był prawie przypadkowy. Następnie poznałem na boisku dwóch street workouterów, zainteresowałem się kalisteniką, ale chciałem mieć wszechstronną sprawność. Następnie powoli wszedłem w świat treningu funkcjonalnego, chociaż dopiero od września mam dostęp do prawdziwych ciężarów. Za sprawą mody i chęci poprawy sylwetki z chudego chłopaka stałem się sportowcem (tak, nie jest to przesyt ego, ale codzienne i przemyślane treningi oraz przemyślana dieta, każdy z nas tutaj jest sportowcem, chociaż nikt nie trenuje zawodowo). Potrafię zrobić pompkę z klaśnięciem z tyłu, przysiad na jednej nodze z obciążeniem 10 kg, podciągnąć się z obciążeniem 30 kg, skoczyć na około 3 metry w dal, zrobić idealny skłon w przód i mostek, a to wszystko w około 1,5 roku, dodatkowo zaczęło się od chęci poprawy sylwetki przy okazji sezonowej mody (oczywiście bez przechwalania, bo nie dorównuję osobą, które robią po kilkanaście powtórzeń wyciskania żołnierskiego z 40 kg i wiele innych. Jedynie pokazanie tej drogi, progresu i tego jak się zaczęło)
      Warto też powiedzieć czym jest trening funkcjonalny. Bo nie, nie są to przysiady z ciężarem na piłce. Dla mnie to kalistenika z gimnastyką, ciężary w wielostawach, bieganie, rozciąganie i ćwiczenia akcesoryjne – spacer farmera, windmill, itp. To sport robiący z ludzi maszyny, żołnierzy (bez subiektywizmu). Biegniesz długi dystans bez zadyszki, masz elastyczne stawy, bardzo dużą siłę relatywną, ale i podniesienie sztangi nie sprawia Ci problemu. Dla mnie to cudowna hybryda. Pozdrawiam 😉

    30. Emil, bardzo fajny komentarz 🙂 I miód na moje serce 😀
      W ogóle czytając dyskusję tutaj, pomiędzy ludźmi o różnych punktach spojrzenia na szeroko pojęty fitness czuję się trochę jak we śnie. Bo w żadnym miejscu w internetach nie trafiłam na tak kulturalną dyskusję.

      Nie tak dawno wrzuciłam na jedną z fejsbukowych grup film z moimi pięcioma strict MU wykonanymi w jednej serii. Zrobiłam to trochę na zasadzie eksperymentu, pisząc do tego trochę prowokacyjnie słowa, że można być silnym i sprawnym, ale niekoniecznie priorytetem musi być obwód bicepsa czy kształt pośladków. I do tego można być w wieku 40+. Że można iść inną, choć niełatwą drogą, skupiając się na ćwiczeniu ruchu, a nie mięśni. Oprócz pozytywnych komentarzy, posypały się też te niewybredne o radzieckich zawodniczkach, w tym również poddające w wątpliwość moją płeć oraz podejrzenia, że biorę sterydy.

      Za to gdy młoda kobieta wrzuca swoje zdjęcie prezentujące kształt pośladków, obfity biust i gdzieś tam prześwitujące mięśnie brzucha, zbiera milion lajków i drugie tyle słów zachwytu.

      W naszym klubie ze strony miłośników dużego bicka też kilka razy słyszałam, że „się popisuję” i „lansuję”. Ale jak facet rozbiera się do samych gaci i pręży się przed lustrem, podziwiając włókna mięśniowe na swoich pośladkach, to już nie jest lans (ja nigdy nie noszę spodenek krótszych niż do połowy ud, a najczęściej ćwiczę w normalnych, prostych długich gaciach do gimnastyki, bo są najwygodniejsze i odporne nawet na kontakt ze sztangą).

      Za to lansem jest podobno moje póki co ciągle niezgrabne gramolenie się na drążek, mniej lub bardziej rozpaczliwe próby przerzucenia tyłka nad kółkami przy przewrocie w przód, czy pompki w staniu na rękach 😉 Owszem, takie podstawy, jak ring muscle upy – siłowe i z zamachem, wchodzą mi lekko i nawet są dość ładne, podobnie jakieś tam skin the cat, dipy, czy zalążki back lever, czy przejścia ze zwisu przewrotnego do podporu – więc jak te ćwiczenia połączę ze sobą, to nawet jakoś to wygląda. Ale nie ma w tym żadnego lansu – mało tego, był krótki czas, że takie negatywne komentarze bardzo mnie bolały i kombinacje ćwiczeń na wysokich kółkach robiłam tylko wtedy, kiedy na siłownianym piętrze (z którego niestety widać nasz box i co się w nim dzieje) było pusto. Potem przekonałam jakoś samą siebie, że to wszystko, co umiem, wypracowałam sama i nie mam się czego wstydzić, ani tym bardziej negować wartości tej pracy. Nadal mam trochę z tym problem, ale jakoś idzie ku lepszemu.

      To tyle w temacie tzw. lansu, który w moim przypadku po prostu nie działa.

      Jeszcze a propos „sportu dla elity”. Kiedyś, przed laty, takie dyscypliny jak dwubój olimpijski, czy gimnastyka sportowa były w ponad 90% ćwiczone przez zawodników, którzy startowali w zawodach i dla których w wielu przypadkach to była ich praca. To też było (i nadal jest) powodem daleko posuniętej specjalizacji. Dwuboista-olimpijczyk koncentruje się na jak najlepszych swoich wynikach w swojej dyscyplinie i nie ma tutaj przestrzeni np. na bieganie czy gimnastykę. Podobnie – gimnastyk, dla którego treningi i występ na Olimpiadzie są pracą – nie ma kiedy uczyć się np. rwania sztangi do siadu.

      CrossFit jest dyscypliną, która łączy w całość te wyspecjalizowane, elitarne specjalności, dając jednocześnie ludziom bardzo wiele możliwości własnego rozwoju, ze ścieżką zawodniczą włącznie. Rzecz jasna, nie zawsze, nie w każdym przypadku przekłada się to np. na jakość wykonywanych ćwiczeń, ale umówmy się – nie ma na tym świecie rzeczy idealnych. Patrząc na ludzi ćwiczących CrossFit widzimy nie tylko zawodników, ale też osoby, które ćwiczą rekreacyjnie i ich trening w niczym nie jest gorszy od zawodniczego, ich pull-upy wykonywane z wyskoku z boxa nie są mniej wartościowe od np. moich muscle upów. Bo ich te jumping pull-upy tak samo przeczołgują. Bo ja pamiętam, że też zaczynałam praktycznie od zera.

      Gdybym miała wskazać, co jest najbardziej wartościowe w CrossFicie, wskazałabym na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze – udostępnienie i upowszechnienie elitarnych wcześniej dyscyplin. A po drugie – możliwość wspólnego robienia TEGO SAMEGO workoutu przez osoby z różnym stażem i poziomem umiejętności. Bo ja np. mogę robić ring muscle upy na wysokich kółkach, a ktoś inny na niskich, z nogami na ziemi. I ja, i on pracujemy na takim samym wzorcu ruchowym. Elementy dwuboju? Nie ma problemu, można dobrać ciężar do możliwości ćwiczącego. Pompki w staniu na rękach? Można robić z nogami opartymi o boxa. Albo zwykłe, z nogami na ziemi.

      A jak wzrasta apetyt na więcej, nie pozostaje nic innego, jak wziąć się do pracy i rzeźbić progresje i akcesoria 😉

    31. Miło, że moje elaboraty komuś się podobają przy okazji tego, że piszę o tym co chcę przekazać. Co do „sportu dla elit” to oczywiste, że gimnastyk nie będzie robił rwania, bo to z jego dyscypliną ma się nijak. Bardziej chodziło mi o „zwykłych ludzi”. Czyli na siłowni ludzie trenowali głównie kulturystykę albo trójbój. Metody te były dość mało popularne. Podobnie dziwne, że pewne aspekty treningu dawnych strongmanów są dziś zapomniane, a potem Bruce Lee także z nich korzystał (siła chwytu; izometria w znaczeniu samego ściskania czy też pchania – Bruce przymocował sobie sztangę łańcuchami do ziemi by jej nie podnieść do końca, ale wywołać bodziec; ćwiczenia typu windmill). Dziwne, bo przecież izometrię wykonujemy automatycznie, gdy ciężar jest za duży – napinamy mięśnie dla zrobienia ostatnich powtórzeń, czyli izometria daje nam większą siłę. W drugą stronę, jeśli wiemy, że ciężar jest duży to automatycznie bardziej spinamy ciało. Marketing robi jednak swoje i planki z hiperlordozą biorą górę nad tym.
      Co do treningu kobiecego, to poniekąd reakcje są naturalne, bardziej chodzi o przejaw tych reakcji. Nasza kultura ma zbudowane pewne fundamenty w relacji kobieta-mężczyzna, mężczyzna-kobieta, o tym trochę w artykule pisał Rafał. Kobieta i mężczyzna z biologicznego, ale i psychologicznego punktu widzenia nigdy nie będą równi, bo mają za zadanie się uzupełniać wzajemnie. Pewne zachowania są bardziej typowe dla jednej płci, tak samo jak predyspozycje fizyczne. Kobiety mogą trenować tak samo ciężko jak mężczyźni (przykładem Lind Slaaay czy Demi Bagby), ale są to jednostki. Kto wie czy nie mają predyspozycji genetycznych. Można mówić co się chce, ale ile razy jest jakiś bieg długodystansowy można śmiało obstawiać że wygra Kenijczyk, tak samo jest w dwuboju mało czarnoskórych, a dużo Europejczyków czy Azjatów. W kulturystyce nie widziałem dużo czarnoskórych osób, ale to nie moja bajka, więc pewnie dlatego. W street workoucie jest pełno takich osób. Nikomu nieznani ludzie, którzy są definicją street workoutu i robią po 200 pompek na treningu czy nawet więcej. Ich sylwetki są bardzo umięśnione. Hannibal jest znany ze względu na to, że zaczynał wcześnie i jest stosunkowo stary w porównaniu do innych sportowców z tej branży, ale takich ludzi jest więcej. AJ, który ćwiczył głównie kalistenikę, ale postanowił wystartować w zawodach kulturystycznych (które wygrał). Dołączył do grona kulturystów i od razu został przez fanów kulturystyki okrzyknięty sterydziarzem. Na jego kanale można zobaczyć przemianę jego sylwetki od lat około 14. Musiałby „być na bombie” w wieku nastoletnim i to od ponad 10 lat. Jego ojciec pochodzi z Trynidadu, więc jest to wytłumaczenie jego sylwetki. Brzmi absurdalnie, ale jednak. Nikomu nieznani robotnicy z Afryki dzięki pracy fizycznej wyglądają lepiej niż niektórzy sportowcy u nas po sterydach. Może zboczyłem z tematu, ale tę kwestię też chciałem poruszyć w kontekście wcześniej wspomnianej kulturystki. Kobiety powinny mieć naturalnie wyższy poziom tkanki tłuszczowej niż mężczyźni, a wyniki w sportach również się różnią. Różnice biologicznie między jedną, a drugą płcią są jasne. Są oczywiście sportowcy po zmianie płci i wyniki od razu mają lepsze (chociaż pomijając same hormony to jest chyba ponad 3000 różnic genetycznych między kobietą i mężczyzną). Oczywiście każdy sport należy wspierać, a sam podziwiam każdego co uprawia jakiś sport i się jemu poświęca. Dla wielu mężczyzn także kobiety z lekkimi mięśniami brzucha są już „niekobiece”. Dla mnie nie jest to nic nadnaturalnego, pomimo faktu, że każda osoba, która trenuje jest w mniejszości do tych które nie ćwiczą (więc jedynie zobaczenie ciężkiej pracy w sylwetce wywołałoby u mnie podziw). Preferowałbym jednak dystans do opinii ludzi. To jak ktoś dobiera sobie partnera i ma swoje preferencje to jego sprawa, ale każdą aktywność (zdrową) należy chwalić i taką osobę wspierać. Niech to będzie konkluzja :). Pozdrawiam

    32. Z tymi sportami walki to sprawa nie jest taka prosta. Chociaż sam trenuję kickboxing naprzemiennie z boksem tajskim to muszę stanąć w obronie capoeiry (o aikido pojęcia nie mam). Uważam, że każdy powinen trenować to co chcę i jeśli to jest jego pasja to z pewnością nie jest to dla lansu. Kopnięcia z caopiery mogą budzić podziw swoją ekwilibrystycznością, a kilka nokautów zostało nią wykonanych. Dodatkowo wielu utytułowanych zawodników ją wykorzystuję, przykładowo Conor McGregor. Capoeira ma także kilka odmian z czego jedna była na tyle brutalna, że była wykorzystywana przez gangi przez co zanikła, bo nikt nie chciał jej kontynuować. Fakt, jest mniej efektywna niż przykładowo muay thai. Jednak capoeira także miała swój „powód” do powstania i cel, który spełniła. Początkowo MMA nie istniało, bo UFC zrobiło konfrontacje zawodników z różnych dyscyplin sportów i sztuk walki. Z czasem zawodnicy zaczęli szkolić się przekrojowo i tak by zwiększyć swoje szanse powstało MMA. Niewolnicy w Brazylii nie mogli szkolić się w walce co było niezbędne do obrony, więc „pod płaszczykiem” tańca stworzyli sport walki. Faktycznie kopnięcia z boksu tajskiego wykorzystuje się w treningu przekrojowym, ale przykładowo Bruce Lee nie użył ich w swoim systemie, a jego kopnięcia były potężne (potrafił kopnąć 70 kg worek by ten „odleciał” na 4 metry w górę). Nie robię z Bruce’a Lee jakiegoś nadczłowieka, jedynie przedstawiam to w świetle faktów, że ciężko jest w rzeczywistości ocenić, który sport walki jest najlepszy. Zawodnicy muay thai łamią często drewniane pałki piszczelami. Mi imponują również kopnięcia z kyokushin. Jest nawet w internecie konfrontacja zawodnika muay thai z zawodnikiem kyokushin. Zawodnik z boksu tajskiego wygrał ciosem ręką w głowę, które są zakazane w kyokushin (Oyama, który był w stanie odłamać róg bykowi ręką uważał głowę za świętość. Między innymi dlatego by ludzie, którzy chodzą do pracy mogli bez problemu do niej iść po wcześniejszym treningu – co jak co, ale łatwiej limo nabić ręką niż nogą, a samo odczucie ciosu może być podobne ;)). Karateka po kilku kopnięciach nawet nie drgnął, a zawodnik muay thai często znajdował się na linach po naporze ciosów. Słyszałem nawet, że sam Oyama walczył z mistrzem muay thai, ale nie jest to potwierdzone. W tej sztuce też występuje ekwilibrystyka, jednak skuteczna. Zawodnicy po mawashi kaiten geri czują się jakby spadli z 3 piętra :D. Kopnięcia z kyokushin często przewracały zawodników w K1 tak, że już nie wstawali. Jednak zawsze walczy człowiek, a nie dany sport czy sztuka walki. Miło, że został tutaj także poruszony temat sportów walki :).
      Tyle było tu już dyskusji o crossficie, ale mnie nurtuje dalej jedna rzecz. Nie rozumiem kippingu w toes to bar. O ile faktycznie zgodzę się, że kipping w podciągnięciu wychodzi z całego ciała i jest spięcie łopatek w górnej fazie, o tyle samo dynamiczne podniesienie nóg w zwisie nic nie da jeśli w drugiej fazie opuścimy nogi tak nisko, że brzuch nie będzie spięty i zrobimy to w taki sposób, że nie będzie w ogóle działał pod napięciem. O ile „cel uświęca środki” to tutaj nie widzę sensownego wyjaśnienia, a jedynie zrobienie ćwiczenia, z którego nie wyniesie się żadnych korzyści. Pozdrawiam 😉

    33. Czasem otrę się o jakiś temat tylko dla przykładu, a powoduje to kolejną dyskusję, fajnie 🙂

      Masz rację, kopnięciem z capoeiry można zrobić krzywdę, ale są to tylko pojedyńcze przykłady. Zawodnik pokroju Erica Butterbeana nie będzie kopał. Bruce Lee, choć dla mnie to żaden fighter i myślę, że przegrałby walkę z dzisiejszym przeciętnym zawodnikiem mma/k1, z pewnością nie próbował się przepychać ważąc 60 kg. Wszystko jest kwestią osobistych preferencji i poziomu wytrenowania. Mi także udało się wycelować tornado z tae kwon do w sparing-partnera, ale jak wiem, że stoi przede mną lepszy to nie stosuję tak ryzykownych kopnięć. Początkujący zawodnik na pewno nie będzie uczony capoeiry. Wyjadacze mogą sobie pozwolić na taki ekscentryzm bo doświadczenie im na to pozwala.

      Nie zgodzę się, że walczy zawodnik, a nie sztuka walki bo żaden Seagal jeszcze nie wygrał z kickbokserem czy zawodnikiem mma. O ile niektóre techniki z mniej popularnych sztuk walki mogę być pomocne, o tyle aikido, capoeira czy krav maga jako całe systemy po prostu są nieskuteczne, ale to już inny temat.

      Toes to bar w crossfit to ćwiczenie zawodnicze. Nie wymaga siły, ale wytrzymałości, koordynacji i sprawności owszem. Emil, crossfit to nie jest sport stricte siłowy. Słuchaj, większość moich kolegów, jeśli im kazać zrobić jak najwięcej toes-to-barów, dowolną techniką i jeszcze z pomocą innej osoby, która by im pchała nogi no góry, to zrobiliby mniej powtórzeń niż ja siłowych z pozycji hollow 🙂 Wszystko jest więc do wytrenowania i niczego nie można lekceważyć na zasadzie, że jak kipping to zrobię 100 na jednym wdechu 🙂

    34. Emil, piszesz:
      ” Nie rozumiem kippingu w toes to bar. O ile faktycznie zgodzę się, że kipping w podciągnięciu wychodzi z całego ciała i jest spięcie łopatek w górnej fazie, o tyle samo dynamiczne podniesienie nóg w zwisie nic nie da jeśli w drugiej fazie opuścimy nogi tak nisko, że brzuch nie będzie spięty i zrobimy to w taki sposób, że nie będzie w ogóle działał pod napięciem. O ile „cel uświęca środki” to tutaj nie widzę sensownego wyjaśnienia, a jedynie zrobienie ćwiczenia, z którego nie wyniesie się żadnych korzyści:.

      Już tłumaczę, w czym rzecz.
      Sama robię około 30 Toes To Bar siłowych w jednej serii bez zeskakiwania z drążka, przy około 20-25 TTB w wersji z kippingiem. Jednak w workoutach zawodniczych, gdy Toes To Bar zwykle łączy się z innymi ćwiczeniami, robię je z kippingiem z dwóch powodów. Po pierwsze – zajmują mniej czasu, co ma wpływ na wynik. Po drugie – kipping pozwala wygenerować z tylnej taśmy i spięcia mięśnia najszerszego grzbietu energię, która pomaga wyrzucić nogi w górę, odciążając zginacze bioder i mięśnie czworogłowe ud, zachowując ich „swieżość” do pozostałych ćwiczeń 😉
      Owszem, kipping jest wymagający jeśli chodzi o wydolność i siłę chwytu, ale pozwala też na zmniejszenie napięcia mięśniowego, które znacznie mocniej daje w kość przy wersjach siłowych. Z tego samego względu, o ile tylko nie ma wymogu odgórnego, robię ring muscle upy z zamachu, a nie stricty, mimo, że siłowych robię w jednej serii więcej niż tych z zamachem (których zresztą nie lubię, wolę stricty, czuję się przy nich bezpieczniej). Ale wiem, że stricty potrafią spompować mięśnie tak, że potem odcina znacznie bardziej na pozostałych częściach workoutu.

      Przy jednej-dwóch seriach nie ma to znaczenia, ale przy workoucie takim jak ten z linka poniżej, gdzie trzeba było wykonać w jak najkrótszym czasie 10 rund zestawu ćwiczeń: 4 ground to overhead, 6 Toes To Bar i 20 Double Unders (podwójne skoki na skakance), ma to niemałe znaczenie. A i tak na koniec umierałam, mimo, że jestem raczej kurdupel dobrze radzący sobie z tego typu workoutami 😉
      (Film nudny, bo w kółko to samo, ale daje pogląd na sytuację :D)
      https://youtu.be/7-p16MieC5w?list=UUmIlbh4XpvZawGOAyDsxW3g

    35. „Sama robię około 30 Toes To Bar siłowych w jednej serii bez zeskakiwania z drążka….. ”

      Napisanie czegoś takiego wymaga dowodu. Są to dość mocne słowa.
      30 siłowych wznosow to jest już taki poziom że gdy tego nie zobaczę nie uwierzę.
      Oczywiście mowa o siłowych , a większość ludzi myśli że robi siłowo a tak naprawdę jest tam mnóstwo bledow. Dla mnie to jest jedyne słuszne wykonanie.

      https://www.instagram.com/p/BvePfkrlxFN/

      Większość ludzi przy tym ćwiczeniu odchyla się do tyłu. Oczywiście nie aż tak jak jest pokazane na tym filmie ( w tym blednym wykonaniu ), bez przesady. W tym ćwiczeniu powinny się unosić same nogi a górna część ciała powinna pozostawać nieruchomo. Umiem wykonać te ćwiczenie z odchylaniem ciała , nawet kilka powtórzeń ale gdy spróbowałem zrobić tak żeby tułów był nieruchomy to nie mogłem unieść nóg nawet do połowy. Jeżeli robisz 30 takich to szacun i ukłon w twoją stronę ale pierw muszę to zobaczyć 🙂

    36. Dzięki Wam obojgu za wyjaśnienie 😉
      Z Brucem Lee jest o tyle ciekawa sytuacja, że jest najbardziej kontrowersyjną postacią w historii sportów walki. Dla jednych nadczłowiek i legenda, dla innych sterydziarz bez umiejętności. Wg mnie jeśli stworzył system walki, które jest do dzisiaj uczony i wykorzystywany w praktyce to jakieś umiejętności musiał mieć. Mi osobiście przypomina McGregora – podobne niecodzienne metody treningowe, dość szczupły, ale przy tym bardzo szybki oraz zwinny i wykorzystujący maksymalnie swoją moc. Z tego co wiem to stoczył 3 udokumentowane walki, nie licząc tych, które miał na ulicy jako nastolatek. Wygrał turniej bokserski, więc coś musi w tym być, a doświadczenie też wymieniał z innymi zawodnikami różnych dziedzin. Sam Emalianenko mówił, że w stójce nie chciałby z nim walczyć, a zawodnik z takim stażem zna swoje umiejętności. Jak jest naprawdę to nie wiem, jedynie łączę poszlaki.
      Krav Maga nie może być wykorzystywana w MMA, bo jest to tzw. combat, a nie sport czy sztuka walki. Krav Maga została stworzona podczas Holocaustu i składała się na boks, zapasy i jujitsu. Obecnie jest wykorzystywana do samoobrony oraz przez wojsko Izraela. Ma za zadanie doprowadzenie przeciwnika do stanu, który umożliwi nam ucieczkę, trwałego okaleczenia czy zabicia. Zupełnie inna bajka.
      O ile Seagal nie walczyłby raczej z kickboxerem, o tyle sama sztuka walki nie wygrywa. Machida jest utytułowanym zawodnikiem, a wachlarz jego umiejętności to shotokan (karate tradycyjne) i sumo, czyli jest ewenementem na skalę MMA. Andy Hug wielokrotnie wygrywał przez kyokushin, ale znał przy tym kickboxing – szybka praca kopnięć i rąk, a w razie czego jeden precyzyjny cios karate. Niektórzy do tradycyjnych sztuk walki zaliczają judo, taekwondo czy sande, tylko że jak dla mnie nie ma to uzasadnienia, bo są to sporty, a nie sztuki walki Poza tym, sambo chociaż jest sportem, to nikt prawie poza Fedorem i Khabibem go nie wykorzystuje, a są oni niepodważalnymi mistrzami, więc sprawa dość osobliwa. Widziałem film jak zawodnik Pencak Silat wygrał walkę dzięki prostym ciosom, ale kilka skutecznych technik udało mu się z Silatu wyprowadzić. Niby to co najbardziej się przydaje jest wykorzystywane w MMA, ale są sporty czy też sztuki walki, które mogłyby znaleźć się w tym systemie i być skuteczne. Takie luźne przemyślenie, bo MMA szuka tego co najprostsze i to właśnie jak powiedziałeś – osoby doświadczone mogą sobie pozwolić na dodatki, jednak wielu zawodników sięga po więcej i się w tym szkoli, mając na koncie wiele wygranych w MMA.
      Co do samego karate to interesuje mnie koncepcja tego, że nie stosują oni ochraniaczy na ręce. W filmie Never Back Down: No Surrender Michael Jai White, który go wyreżyserował i posiada 7 czarnych pasów powiedział ciekawą kwestię. Grał główną postać i ucząc młodych adeptów MMA powiedział, że noszą owijki, bo nie potrafią uderzać. Z jednej strony przerost ambicji i skrajnie nieodpowiedzialna sytuacja. Z drugiej, jeśli zawodnicy muay thai ćwiczą piszczele utwardzając je kopnięciami w bambus (mówię tu oczywiście o biedniejszych przypadkach rodem z Tajlandii, a nie klubach z wyposażeniem), a nie walczą w ochraniaczach na piszczele tylko na ręce, to czemu taka postawa nie jest brana pod uwagę w karate tradycyjnym? Przecież oni ćwiczą pięści ciosami w drewnianą belkę owiniętą grubym sznurem. Wytłumaczeniem jest to, że piszczel to kość, a nie staw jakim jest nadgarstek? Co o tym myślisz? W bardziej „cywilizowanych” rejonach odchodzi się od jakiegokolwiek utwardzania, poza tym, że przykładowo u mnie na kickboxingu zdejmuje się ochraniacze na piszczele przy pracy na worku na koniec treningu.

    37. Emil czytałeś sztukę kształtowania ciała Johna Little na zapiskach treningowych Bruce’a Lee :)? Fajna książka tam jest wszystko ładnie opisane przez kolesia który dostał od Lindy (żony Bruce’a) jego orginalne zapiski i spotrzeżenia odnośnie treningów.Są tam różne plany treningowe jego podane a także zapisy całego dnia jak spędzał Lee cały dzień trenując:) Koleś faktycznie cały czas był ruchu i nie znał odpoczynku ,jak to mówił Chuck Norris albo trenował albo o tym rozmyślał.Polecam bardzo tą książkę 🙂 A tak na marginiesie Lee codziennie trenował brzuch i przedramiona nie licząc technik sztuk walk,codziennie biegał a trening siłowy robił 3 razy w tygodniu ,jednak dużo czasu dziennie mu zajmowało poświęcić się na tym wszystkim plus granie w filmach pisanie itd niesamowita wola zwłaszcza że w młodości był zwykłym przeciętnym chudym azjatą.

    38. Dyskusja coraz żywsza, fajnie że nie tylko ja piszę elaboraty 😉 zacznę od wyjaśnienia co rozumiem przez „kulturystykę funkcjonalną”. Po prostu połączenie wszystkiego co ma sens, co prowadzi do rozwoju ukierunkowanego na sylwetkę ale z uwzględnieniem rozwijania innych aspektów. Dla przykładu, mój trening wygląda teraz tak. Zaczynam od wolnego ciężaru, wielostawów w obwodach z ciężarem małym do średniego. Albo TRX, ewentualnie lekkie ćwiczenia z własnym ciałem, zależy na co mam wenę. Cel – wytrzymałość siłowa i kompleksowy rozruch przygotowujący do cięższej pracy. Potem trochę body weight – podciągania, dipy, w zależności co jest w planie. Cel – utrzymanie sprawności. Następny etap, na tą chwilę najważniejszy – masa, maszyny i wyciągi (tak, tego broniłem i będę bronił, nie ma lepszego sposobu na rozwój masy niż maszyny półwolne i wyciągi) albo wolne ciężary w seriach w większym obciążeniem na te partie których nie da się zrobić kompleksowo na maszynach. I na koniec trochę aerobów dla utrzymania kondycji. Kiedy znów zacznę wyglądać tak jak powinienem 🙂 zamiast maszyn będzie więcej body weight, wrócą ćwiczenia sprawnościowe.
      I co, nie otworzyłem się na inne formy treningu? Otworzyłem ale tylko na te które są przydatne. Nie wiem co miał na myśli „ojciec crossfitu” w kwestii doboru „tych ćwiczeń które dają prawdziwą formę” ale żeby to rozkminić trzeba byłoby rozważyć definicję stwierdzenia co to jest „prawdziwa forma”, a to temat na kolejny elaborat. Uważam że dobieram ćwiczenia które dają prawdziwą formę i mam w niepoważaniu te bez których można się obejść w kontekście rozwoju ogólnego, nie deprecjonując ich przydatności (mam na myśli te nieszczęsne planki, hollow body itp.) w określonej specjalizacji. To wynalazki, które dla mnie pozostaną tylko zbędnymi „gadżetami”, potrzebnymi tak jak gimnastykowi maszyna butterfly. Dla mnie ćwiczenie musi mieć zastosowanie praktyczne, wpływać na rozwój jakiejś motorycznej cechy żebym zaliczył ja do grona przydatnych. Rafał kiedyś w którymś z starych artykułów napisał coś fajnego o praktycznym zastosowaniu form treningu. Było to coś o rzucie oszczepem, że praktykujący tą dziedzinę będzie „dobrym rzucaczem dzidą” (genialny tekst 🙂 ) ale nie wpłynie to na jego ogólną formę. Podobne zdanie mam o gimnastycznych wynalazkach. Nie wiem jakie określenie by pasowało, jak nazwać uprawiającego tą dziedzinę (może „zwisacz na kółkach?”) ale tak samo jak rzucaczowi dzidą potrzebne są specjalistyczne ćwiczenia doskonalące technikę rzutu, tak i zwisaczowi na kółkach potrzebne są te o które się spieramy żeby mógł zrobić więcej akrobacji na tych kółkach. Już bardziej obrazowo nie potrafię tego opisać 🙂
      A czemu się tak tego uczepiłem ? Bo wk**wia mnie nieludzko gdy ktoś stawia wynalazki ponad podstawami, deprecjonując wszystko inne. Do tej grupy należą „guru” kalisteniki, ci co twierdzą że ciężarami ćwiczą frajerzy i słabeusze. I także funkcjonaliści-ortodoksi, wyznawcy nowej religii „coreizmu”. Ostatnio wpadła mi w ręce książka jakiejś „gwiazdy” fitnessu p.t. „Trening core”. Po paru przeczytanych stronach ścisnęły mi się zwieracze bo od tego co tam można było wyczytać można było dostać rozwolnienia. Peany na cześć mięśni głębokich które to są najważniejsze ze wszystkich, ćwiczenie mięśni brzucha w tradycyjny sposób nie ma sensu i jest wręcz szkodliwe, planki i wszelkie izometryczne wygibasy jako podstawa treningu.. Mnie coś takiego tylko przyprawia o mdłości, ale gdy takie bzdury przeczyta ktoś kto nie ma żadnej wiedzy, uwierzy w nie i zacznie się do tego stosować, a wtedy jest przegrany na początku swojej kariery…
      A jeśli chodzi o sporty walki, to w tej kwestii miałbym sporo do powiedzenia, ale znów wyszedłby elaborat 😉 Nawiążę tylko do MMA i twierdzenia że zawiera w sobie to co najskuteczniejsze z wszystkich sztuk walk. Sorry, Rafał, ale to błąd w założeniach. Zawiera to, co najbardziej przydaje się do wygrania walki w tej formule opartej na takich a nie innych zasadach. Może z kopnięciami byłeś blisko prawdy, te z muay thai mają największą przydatność w realnej walce ale to jedyne z czym mogę się zgodzić. Techniki rąk oparte na boksie to już głównie sport. Najlepszą bronią są łokcie i uderzenia nasadą dłoni, tym można realnie uszkodzić przeciwnika ale w realiach walki sportowej zrozumiałe jest że są niedopuszczone. Cały parter, wszystko z jiu jitsu i zapasów to też tylko sport. Może za wyjątkiem sprowadzeń i obaleń. Nikt w realnej walce nie obściskuje się z przeciwnikiem w parterze, tylko dąży do wyeliminowania go zachowując postawę stojącą. Do tego mogą się przydać dźwignie kończące, rzuty z użyciem dźwigni – to pochodzi z aikido, ma realne zastosowanie w walce ale w MMA tego nie ma. Podobnie jak przechwytywanie i usidlanie z ving tsun, można by jeszcze znaleźć sporo przykładów ale nie ma co zagłębiać się w szczegóły, chodzi o zasadę. A zasada jest taka, że nie mylmy rzeczy przydatnych w sporcie z przydatnymi ogólnie. Sport ma swoje zasady, wymaga specjalistycznych ćwiczeń do rozwinięcia umiejętności w konkretnych dziedzinach które też w pewien sposób wpływają na ogólny rozwój ale robienie ich przez kogoś kto nie zajmuje się tą dziedziną mija się z celem. A tym bardziej przedkładanie ich nad podstawy

    39. Nie, nie czytałem tej książki, ale dzięki za polecenie ;). Wszystko co o nim wiem to artykuły i różnego typu przekazy. Istnieje także pewna nieścisłość. Wiele osób twierdzi, że brał sterydy anaboliczne. Znajomy, który trenował capoeire i taekwondo mówił mi, że rozmawiał z człowiekiem, który wprowadził taekwondo do USA i twierdzi, że Lee faktycznie brał sterydy. Jak jest to chyba się nie dowiemy.
      Co do mięśni głębokich to chyba się nie dogadamy, bo co innego odmienne opinie, a co innego fakty.. Przy przysiadach i martwych ciągach ćwiczysz mięśnie głębokie – przez to zakładasz pas i przez to niektórzy twierdzą, że to najlepsze ćwiczenia na rozbudowę brzucha (ale to tylko połowa prawdy). O ile brzuch można robić wykonując ruch lub też trzymając go w pozycji izometrycznej to bardziej funkcjonalna jest izometria brzucha. Jak nosisz ciężkie zakupy (tak samo jak w spacerze farmera) po jednej stronie to nie czujesz, że przeciwna strona brzucha jest maksymalnie napięta naturalnie dla równowagi? Co tu dużo mówić.. Trening pierwszych siłaczy to też pusty lans? Siłacze pokroju Sandowa robili skłon z ciężarem nad głową to ćwiczyli mięśnie głębokie (stabilizacja całego ciała). To, że teraz ludzie piszą na papierze to nie jest „lans” i „moda na pisanie”, tylko dlatego, że kiedyś pisali na ścianach jaskiń.
      Co do najlepszej drogi do rozwoju mięśni to na dobrą sprawę wszystko ma swoje plusy i minusy. O ile ćwiczenie mięśni w sposób izolowany faktycznie zwiększy ich rozmiar, o tyle więcej testosteronu wydziela się przy wielostawach co ma bezpośredni wpływ na rozwój masy mięśniowej całego ciała, więc tutaj to kwestia mocno sporna.

    40. Emil, według mnie legenda Bruce’a Lee jest nadmuchana przez Hollywood. Nie mamy powodu by uważać, że był dobry w realnej walce. Równie dobrze możemy tak powiedzieć o Jackie Chanie. Te wszystkie jego sztuczki, jak 1-calowy cios, to tylko sztuczki. Też mógłbyś jednym pchnięciem powalić 100-kilogramowego faceta, jeśli stałby on na baczność. Czysta fizyka. Oczywiście nie twierdze, że nie był wybitnie wyszkolony, bo był. Jednak dziś jest wiele „większych” gości niż on. On sam wszystko zawdzięcza zaś dopingowi. Jak się chce trenować 24h/dobę to się nie żyje za długo. W jego ślady poszedł np. Zyzz.

      Twoje przykłady odnośnie sztuk walki to jednak wciąż specyficzne przykłady. Oczywiście, czasami nie można stwierdzić, że dana sztuka walki jest kategorycznie lepsza niż inna, np. Tea Kwon Do vs Muay Thai. Ale mogę śmiało stwierdzić, że tea kwon do WTF jest do dupy, bo nie ma tam gardy a walczy się tylko nogami, jeszcze gorzej niż w Kyokushin. Ty i ja nieco się znamy więc możemy podyskutować, ale jak przyjdzie do Ciebie laik, który się chce podszkolić z walki, to czy będziesz mu pokazywał techniki z capoeiry? Wiadomo, że nie. Zaczyna się od podstaw i od tego co najbardziej skuteczne, czyli od Muay Thai/Zapasów.

      Tak samo jest w treningu fizycznym. Początkującemu nigdy nie polecę ćwiczeń na maszynach, tylko od razu podstawowe wielostawy by jak najszybciej zobaczył efekty, co nie znaczy, że zawodowiec nie może stosować specyficznych ćwiczeń na maszynach. Ja sam wykonuję skręty nadgarstków z obciążeniem z armwrestlingu dla wzmocnienia chwytu. I uważam, że np. hollow body przyda się każdemu – od tego zaczęła się dyskusja – a skręty nadgarstków nie. Mimo to sam je wykonuję bo mi przynosi benefity, mam słaby chwyt. Mając podstawową wiedzę możemy oddzielić to co najskuteczniejsze, od tego co skuteczne tylko w przypadku niektórych osób.

      Tak samo jest w przypadku sztuk walki. Muay Thai będzie skuteczne w przypadku każdego, techniki z capoeiry mogą być skuteczne, jeśli ktoś dobrze się w tym czuje, ale będzie to rzadkość. Dlatego podtrzymuję zdanie, że to jaką sztukę walki uprawiamy ma znaczenie nadrzędne. Emil, obejrzyj ten film:

      Muay Thai vs. Kickboxing: „The Legendary Fight That Changed History”

      W skrócie: Niepokonany dotąd mistrz Kickboxingu staje przeciwko nieznanemu nikomu taibokserowi. Pierwsza runda, zdecydowana przewaga mistrza. Jednak w końcu młodziak z Tajlandii przypomniał sobie jaką sztukę walki uprawia i zaczyna stosować low-kicki. Mistrz nigdy nie uczył się tych technik. Rezultat – nowicjusz miażdży mistrza. Kto więc wygrał? Tutaj nie wygrał człowiek, wygrała sztuka walki. Ta walka na zawsze zmieniła podejście trenera kickbokserskiego, który postanowił wyjechać do Tajlandii by poznać tak skuteczną sztukę walki.

      Odnosząc się do utwardzania. Tak, uważam, że Jai White miał rację. Pamiętajmy, że sztuki walki sprowadzają się do sportu. W boksie tak naprawdę nie uderzamy pięścią, lecz rękawicą. Rękawica dla boksera jest niczym szpada dla szermierza. Inaczej uderza się w rękawicy, a inaczej gołą pięścią. Sam trenuję uderzenia na worku bez rękawic, bo wówczas ręka musi być inaczej ustawiona. Staram się zapamiętać i tak samo uderzać w rękawicach. Podobnie wygląda to w kwestii gardy. Garda bokserska polega na zasłanianiu głowy rękawicami, a im większe tym szczelniejsza garda. Wytłumaczyłem mojemu trenerowi, że nie startuję w zawodach, a ćwiczę ponikąd dla samoobrony więc będę stosował gardę łokciową. Wiem że wówczas podnoszę ręce wysoko i odsłaniam korpus, ale wolę zaryzykować ciosem na korpus i dobrze osłonić głowę. Szczególne jak wali we mnie facet cięższy o 20 kg. Garda bokserska bez rękawic po prostu nie działa.

      Dlaczego nie utwardza się pięści a piszczele tak? Myślę, że dlatego, że mając dobrą technikę uderzeń, twarde pięści nie są potrzebne. Natomiast niezależnie od techniki, jak trafisz kogoś piszczelem w łokieć, to sam się znokautujesz. Właśnie dlatego piszczele się utwardza. Sam także kopię gołymi goleniami w worek po treningu, gdy wszyscy już idą do szatni.

    41. Traper, przyznaję, otworzyłeś się na inne formy treningu, ale wciąż nazywasz skuteczne ćwiczenia funkcjonalne wynalazkami. Długo ćwiczyłem brzuch różnymi spięciami itp. Efekty przyniosła mi dopiero gimnastyka. Efekty jakie widzę także na treningach sztuk walki. Co robisz gdy ktoś uderza Cię w brzuch? Spinasz go izometrycznie. A czym jest hollow body? Dzięki właśnie temu ćwiczeniu potrafię przyjąć nieco na brzuch. Nie nie, nie jestem żadnym twardzielem, trenuję rekreacyjnie i dla własnej satysfakcji, ale podczas utwardzania na treningach zawsze muszę mówić współćwiczącemu „uderzaj mocniej”. Tłumaczysz się trochę naiwnie (przepraszam), że w Twoim przypadku Ci to nie potrzebne. Oczywiście, jak Twoim sportem są szachy 😉 to nie musisz. Jednak nam wszystkim chodzi o skuteczność w sportach funkcjonalnych, a nie jakichkolwiek. To, że dla kulturysty, który tylko pozuje, hollow body jest niepotrzebne to sprawa oczywista, ale Ty podważyłeś skuteczność tego ćwiczenia jako takiego. Że niby wykonuje się to tylko dla lansu. Co do mma, oczywiście od początku mam na myśli techniki skuteczne by wygrać w tym sporcie. Nie miałem na myśli ulicznych szarpanin.

    42. Kevin, piszesz:
      „Napisanie czegoś takiego wymaga dowodu. Są to dość mocne słowa.
      30 siłowych wznosow to jest już taki poziom że gdy tego nie zobaczę nie uwierzę”.

      Widziałam podlinkowany przez Ciebie film, może w takim tempie i tak idealnie swoich siłowych TTB nie robię, ale nie odchylam tułowia do tyłu. W sumie mój największy błąd przy tym ćwiczeniu to lekkie ugięcie kolan, zwłaszcza prawego, ale gdzieś mi ciągle wyłazi słabsze ogniwo jeden z głów czworogłowego uda. Pracuję nad nim i jest coraz lepiej, ale i tak to wychodzi przy którymś z rzędu powtórzeniu. Nagram po weekendzie w poniedziałek, jak będę na świeżo 😉 Żeby nie było, że jestem gołosłowna.

    43. Co do tempa no to wiadomo że nie musi być takie wolne. Myślę że celowo zostało to tak wykonane na tym filmie żeby pokazać jak dokładnie powinien ten ruch wygladac. Bardziej chodzi mi o te odchylanie się.

    44. No w końcu coś dotarło 😉 produkuję się tyle że funkcjonalność ćwiczeń jest dla mnie istotna i wreszcie zostałem zrozumiany. Teraz pasę mięśnie na maszynach bo chcę żeby urosły i nie twierdzę że ma to wiele wspólnego z funkcjonalnością, ale brzuch to co innego. Twierdzę że to co nazywasz ćwiczeniami funkcjonalnymi na core to są wynalazki i zdania nie zmienię. A czemu tak uważam? Bo jeśli za cel przyjmiemy wzmocnienie tułowia, to nie są one najlepszą drogą do jego osiągnięcia, a nawet posunąłbym się do stwierdzenia że najgorszą. Piszesz że dzięki nim masz mocny tułów? Rzecz jasna nie wątpię w Twoją sprawność, ale nie osiągnąłeś jej dzięki tym ćwiczeniom tylko dlatego że opierasz trening na ćwiczeniach złożonych, a brzuch pracuje w każdym z nich. Potrafisz przyjmować uderzenia na brzuch? Pozwól że przytoczę Ci coś z moich osiągnięć i nie odbieraj tego jako samochwalstwo. Swojego czasu gdy trenowałem sztuki walki i brałem udział w pokazach, moim reprezentacyjnym numerem było zapraszanie kogoś z publiczności jako testera. Przez minutę mógł bić mnie w brzuch do woli i nie zdarzyło mi się żebym wymiękł. Niewielu ludzi znałem którzy mogli pochwalić się równie mocnym brzuchem jak ja. I nigdy w życiu nie robiłem ćwiczeń izometrycznych, nie cierpię ich i uważam za stratę czasu. Nie są potrzebne nie tylko kulturyście, ale i każdemu kto chce rozwijać sprawność funkcjonalną. Wyrabiają tylko umiejętność wytrwania w danej pozycji i odporność na ból.
      A co do mięśni głębokich. Trening ukierunkowany na te mięśnie to marnowanie czasu żeby nie powiedzieć głupota, ale to nie znaczy że nie doceniam ich znaczenia. Pojęcie funkcjonalności wykracza poza sport. Gdy kilka lat temu wychodziłem z zamkniętego świata kulturystyki i szukałem innej koncepcji na rozwój, dotarło do mnie że chociaż uważałem się za silnego, tak naprawdę byłem cienki jak dupa węża, w pracy fizycznej a nawet zwykłych aktywnościach wymagających stosunkowo niewielkiego wysiłku (np.jazda na motocyklu) wymiękałem szybciej niż wątłusze którzy nigdy nic nie trenowali. I żeby to zmienić, wziąłem się za coś, do czego moim zdaniem najbardziej pasuje określenie „trening funkcjonalny”. Rąbałem drewno ciężką siekierą, nosiłem pieńki, brałem się za różne fizyczne prace kiedy tylko miałem okazję a po takiej sesji dokładałem jeszcze trening z ciężarkami. I po paru miesiącach takiej „zabawy” która dała mi okrutnie w kość, okazało się że mam mocniejszy tułów niż kiedykolwiek w życiu 🙂
      I dlatego twierdzę że te wszystkie izometryczne wygibasy to wynalazki, a nazywanie ich funkcjonalnymi to jakieś nieporozumienie. Nawet uginanie rąk z hantlami jest bardziej funkcjonalne, bo silny biceps przydaje się do wielu czynności, a do czego może się przydać zdolność wytrwania w jakiejś nienaturalnej pozycji? Ciężko mi przytoczyć coś co byłoby równie niefunkcjonalne 🙂
      Pewnie, jeśli ktoś to lubi, sprawia mu to frajdę, robi te wygibasy dużo i często to w końcu osiągnie postępy. W końcu i joga rozwija sprawność choć ze sportem niewiele ma wspólnego. Ewentualnie jeśli weźmiemy pod uwagę laskę która brzydzi się ciężarkami i ogólnie ćwiczeniami siłowymi to w jej przypadku lepiej żeby porobiła sobie planki niż miałaby nie uprawiać żadnej aktywności. Ale generalnie sensu to większego nie ma. Jeden trening nap***lania ciężkim młotem w oponę da więcej niż miesiąc wygibasów 🙂

    45. Rąbałem drewno ciężką siekierą, nosiłem pieńki, brałem się za różne fizyczne prace kiedy tylko miałem okazję… …okazało się że mam mocniejszy tułów niż kiedykolwiek w życiu

      No tak, bo w końcu zacząłeś trenować korpus izometrycznie przy wszystkich tych pracach.

      „…nigdy w życiu nie robiłem ćwiczeń izometrycznych

      No właśnie robiłeś. Chyba nie jesteś tego świadomy.

    46. Może i się nie znam na terminologii, nie znam wielu nazw i określeń teraz używanych ale co do podstaw wiem jak co się nazywa. Izometria to skurcz mięśnia bez zmniejszenia jego długości. Izometrycznie w pracy siekierą czy młotem pracują mięśnie przedramienia (ściskam trzonek nie wykonując żadnego ruchu palcami) ale nie tułów. Jak biorę zamach zza głowy czy od boku to tułów nie pozostaje nieruchomy tylko w jakimś zakresie się wygina, więc mięśnie się kurczą i rozciągają.
      W sumie to ciężko mi określić i nazwać moje niektóre ćwiczenia. Może i jest to coś na kształt izometrii, ale nie tak że przyjmuję jakąś pozycję i w niej trwam, bo to bez sensu. Napinam mięśnie na krótki czas (max kilka sekund) ale z największą możliwą intensywnością, po czym rozluźniam. W ten sposób przerobiłem planka żeby dawał efekty, w mojej wersji nazwałem to ćwiczenie „pompki na łokciach”. Z pozycji plank opuszczam ciało w dół ruchem w obrębie obręczy barkowej po czym powracam do niej na dwie-trzy sekundy napinając brzuch do granic możliwości, tak jak zwykła seria kilkanaście powtórzeń. To hollow body o które się spieramy też byłoby fajnym ćwiczeniem gdyby wykonać je w ten sam sposób, spiąć i odpuścić. Wtedy by coś dawało. Nawet próbowałem ale bardziej przemawiają do mnie zwykłe scyzoryki.
      Możliwe że taki sposób trenowania ktoś już dawno wymyślił, ma to swoją nazwę a ja się wygłupiam twierdząc że to moje odkrycie. Ale wpadłem na to sam, nie wnikam czy i kto to stosuje, ważne że mi przynosi efekty 🙂

    47. A poza tym ćwiczeniami typu deski,planki supermany jakie uważacie funkcjonalne za najlepsze na dolną część pleców i ,,głębokie”?

    48. Planki i hollow body to bardzo dobre ćwiczenia przy odpowiednim wykonaniu. Wpływają na postawę, szczególnie lędźwie i uczą napinania mięśni brzucha i całej stabilizacji. Prócz tych ćwiczeń to jeszcze l-sit, rozjazdy na kółku, side hang (nazywam tak wiszenie na drążku z odchylenie tułowia do jednego boku jak w planku bokiem, dobra progresja do ludzkiej flagi), dragon flag i to chyba najbardziej podstawowe. Nie rozumiem jednak tej logiki..piszesz Traper najpierw, że mięśnie głębokie są mięśniami wirtualnymi, a potem, że nie są tylko ćwiczenia są zwyczajnie bezsensowne.. Budowanie brzucha na samych wielostawach mija się z celem, tak samo jak trening mięśni głębokich. Rozjazdy na kółku, a przysiady to w ogóle inny typ pracy, pomijając fakt tego, że jedno jest z własną masą, a drugą nie. Czytałem artykuł o powerbuildingu i autor powiedział, że trzeba dodać do planu poza wielostawami ćwiczenia poza na brzuch i łydki, bo „brzuch i łydki albo się ma albo się nie ma”. Jak dwubój rozwija całe ciało tak widziałem zawodnika robiącego uginania na biceps, bo dwubój z bicepsami ma niewiele wspólnego, więc dla proporcji musiał to zrobić

    49. Traper, no oczywiście korpus w tych ćwiczeniach pracuje dość aktywnie, ale większość pracy, a przynajmniej znaczna część, jest izometryczna. Podobnie jak przy kołyskach, hollow rocks, które są dynamiczną wersją hollow body. Twoja wersja izometrycznych ćwiczeń to nadal izometria, jednak takie krótkie spinania na chwilę nie zaangażują dostatecznie układu nerwowego, ani nie podniosą termogeniki ciała, a to są główne atuty izometrii. Ma palić. Po prostu traktujesz izometrię po macoszemu, tak jak ja traktuję trening bicepsów. Przy podciąganiu także pracują, ale gdyby mi zależało na ich rozwoju, to uginałbym z hantlami – proste. Te wszystkie ćwiczenia/prace o jakich mówisz także wzmacniają korpus izometrycznie, ale sylwetki gimnastyczne są wyselekcjonowaniem tej izometrii dla korpusu. Ja zawsze uważałem, że trening z hantlami na bicepsy to strata czasu dla treningu funkcjonalnego, ale jak czyimś priorytetem są ramiona, to nie ma lepszego sposobu. Zostało to już sprawdzone i działa. Twardy core? Hollow i planki. Sprawdzone, od lat, nie żadna moda. Ale popadanie w jakieś religijne fascynacje danym typem treningu, że na siłę tylko kalistenika, jak w przypadku Paula Wade’a, albo tylko koncentryczno-ekscentryczne ćwiczenia siłowe, to ograniczanie samego siebie. Jak chcesz. Trenuj własnymi metodami, jeśli uważasz to za lepsze. Ja czerpię ze wszystkiego co sprawdzone w danym sporcie.

    50. Method, AB roll lub w to samo w wersji na kółkach gimnastycznych, krążenia z bagami, a na dolną część pleców ćwiczenia z dwuboju, martwy ciąg, przysiady bułgarskie.

    51. Tak myślałem że będzie wyglądało to na sprzeczność : najpierw piszę że mięśnie głębokie to coś wirtualnego, a potem że je doceniam 😉 ale to absolutnie nie jest sprzeczność. Wirtualne są w tym sensie że nie można ich „wyizolować”, a próby takiego działania to marnowanie sił i czasu. One po prostu ćwiczą się same, biorą udział w każdej aktywności w której zaangażowane jest całe ciało. Sztuki walki, kalistenika, ćwiczenia złożone, nawet praca fizyczna daje im impuls do rozwoju. U mnie zanikły bo przez wiele lat była tylko kulturystyka oparta na ćwiczeniach izolowanych. Odbudowałem je poprzez świadome użycie pracy fizycznej jako formy treningu, ale inne sposoby są równie dobre. Dołożenie ćwiczeń na brzuch (nie izolowanych typu allahy ale takich przy których pracuje cały brzuch) do treningu opartego na ruchach złożonych rozwiązuje kwestię ich zaangażowania w pełni. No chyba że ktoś nie chce lub nie może stosować ciężkich ćwiczeń obciążających całe ciało, to może próbować kierunkowo atakować te mięśnie, ale dla zdrowej i w miarę sprawnej osoby takie działanie nie ma racji bytu. Ewentualnie druga skrajność : ktoś taki jak Rafał, ekstremalnie wytrenowany który osiągnął już maksimum ich rozwoju poprzez zwykłe ćwiczenia 🙂

  5. Siema,biegam sobie jakieś 3 km truchtem trzy razy w tygodniu w dni nie treningowe do tego chcę zrobić kilka sprintów ok 5 żeby też zwiększyć szybkość,moc…Jak myślisz lepiej wykonywać sprinty przed truchtem czy po ? 🙂

    1. Najpierw 1,5 km truchtu na rozgrzewkę, potem interwały sprint / trucht, na koniec 1,5 km truchtu na wyciszenie.

  6. Hej, dzięki za odpowiedź na maila. Czemu uważasz, że witaminy są tam w śladowych ilościach? Nie ma oczywiście więcej niż te 100% witaminy C, ale witamina D – 600%, witamina B2 – 1071,4%, większość jest tam ponad 100%. Mógłbyś mi pomóc wyselekcjonować najważniejsze produkty według tych celów? Na początek spróbowałbym czegoś „uniwersalnego”, bo może resztę można sobie darować. Czyli wybór jest pomiędzy chlorellą, żeń-szeniem, pyłkiem pszczelim (czy jest to dobre źródło białka? Niby są wszystkie aminokwasy, ale jedna porcja to chyba 2g białka, więc jako suplementacja to słabo, ale wiadomo białko to dodatek), surowe kakao oraz różaniec górski. Słyszałem też o wpływie koenzymu q10 na energię, ale nigdzie tej informacji nie mogę znaleźć. Co Ty byś wybrał i dlaczego, a może kilka z wymienionych? Z góry dzięki i pozdrawiam 😉

    1. Emil, to całe RWS to lipa. 80 mg witaminy C to nie 100%. To zaledwie 1%. Specjaliści od witaminy C rekomendują do 10000 mg dziennie. Podobnie z witaminą D. Jest tam 30 mcg czyli rzekomo 600%. Ja sam biorę 200 mcg dziennie. W ebooku o suplementacji zawarłem informacje odnośnie faktycznego zapotrzebowania na witaminy i ich dawkowania. Lepiej kup sobie kwas askorbinowy w ilości 500 – 1000 g i dawkuj po 5 g dziennie zamiast tracić kasę na te wynalazki 🙂 Lub witaminę D 2000 IU. Koenzym Q10 jest potrzebny dla mięśnia serca. Oczywiście nie zaszkodzi, ale nie jest Ci niezbędny jeśli się zdrowo odżywiasz i jesteś młody. Ja wybrałbym pyłek lub młody jęczmień. Powód? Najbardziej wszechstronne działanie i bogactwo składników. Jeśli zależy Ci na białku, to najlepiej wybrać po prostu białko konopne lub serwatkowe jakieś o neutralnym smaku. Ostrovit ma chyba dobry produkt w przystępnej cenie. Na energię Ashwagandhę WISH 7% witanolidów lub inne adaptogeny.

  7. Jak myślisz ile powinien trwać trening siłowo/funkcjonalny żeby jak nawjęciej z niego wyciągnąć przy jak najkrótszym czasie ? i na jakich aspetkach (ćwiczeniach czy partiach ciała) najlepiej się tutaj skupić ?

    1. 20 min o wyoskiej intensywności, około 30 – 35 min przy średniej i do 60 min jeśli jest to trening na niskim tętnie (stricte siłowy). Podstawa to bazowe ćwiczenia w dwóch płaszczyznach ruchu, pionowym (góra-dół) i strzałkowym (przód-tył). W pionowym to oczywiście przysiady, podrzut, wyciskanie nad głowę lub pompki w staniu na rękach, a w strzałkowym to podciąganie, wiosłowanie odwrotne, pompki. I masz komplet 🙂 Oczywiście można to sobie podzielić lub skroić ładny obwód zawierający wszystko. Warto, a właściwie trzeba, uwzględnić ćwiczenia na brzuch. W seriach przed obwodami lub zawrzeć w obwodach.

  8. Hej,a jak myślisz ile najlepiej wykonywać serii w danym ćwiczeniu na jednym treningu? Wystarczą dwie serie żeby te mieśnie zaangażować do progresu siłowego? I w takim bazowym treningu funkcjonalnym w którym najlepiej przećwiczyć całe ciało przy jak najmniej ćwiczeniach (chodzi mi głównie o kalistenikę),to najlepiej postawić na:pistolety,podciągnięcia,australiany,pompki wariant na barki i pompki zwykłe progresywnie utrudniane,wznosy nóg?.Nie trzeba wcale tutaj tak ostro dzielić i nawet bawić się w coś takiego że jakieś specjalne robię ćwiczenia na tricepsy czy bicepsy ,te ćwiczenia które podałem zapewnią solidną budowę formy i bazy :)?

    1. Wszystko zależy od nadania priorytetu każdemu ćwiczeniu i od tego jak często to ćwiczenie wykonujesz. Jeśli na każdym treningu to tak, wystarczą dwie serie. Jeśli raz na tydzień to już zależy właśnie od tych priorytetów. Np. ja obecnie wykonuję tylko 3 serie rozpięć na kółkach gimnastycznych i tylko 2 serie pompek w wąskim rozstawie na paraletkach. Drugie ćwiczenie jest jedynie uzupełnieniem pierwszego. Mógłbym tutaj dodać jeszcze na przykład 1 serię pompek szwedzkich. I to jest dobry rozkład. Byłoby absurdem wykonywanie tyle samo serii rozpięć na ringach i szwedzkich, które są tylko do atakowania tricepsów. Natomiast 2 serie raz na tydzień w ćwiczeniu głównym może okazać się za mało, np gdybyś tylko robił 2 serie pistoletów i nic poza tym dla nóg. Tak więc trzeba wziąć pod uwagę priorytetowość (ćwiczenie główne, uzupełniające, asekuracyjne, jedno-, wielostawowe itp.) oraz częstotliwość.

    1. Wystarczy, ale i tak priorytetowość należy ustalić, czyli powiedzmy 3 serie dipów + 1 seria pompek francuskich zamiast po 2 serie.

  9. Siemka,wracam do treningu po dwu miesięcznej przerwie i na początku ustaliłem sobie prosty trening żeby odbudować podstawy,wszystko oparte na masie ciała,w poniedziałki,środy i piątki biegam truchtem ok 2 km potem zwiększę ilość km jak przyzwyczaje ciało i wydolność.a mój trening w pozostałe dni to pistolety 2 serie ok 5 powtórzeń w serii,podciąganie na drążku nachwytem 2 serie maksymalnie 7 powtórzeń,pompki klasyczne 2 serie ok 20 powtórzeń w serii i wznosy kolan w zwisie 2 serie ok 12 powtórzeń w serii.Oczywiście ten trening wykonuje w dni które nie biegam(wtorek,czwartek,sobota).Nie chce za bardzo obecnie przesadzać z objętością dlatego tak mało serii bo chce w krótkim czasie w miarę solidnie podstawy wzmocnić oczywiście pompki w dłuższej perspektywie czasu utrudnię:) Taki trening prosty to jest dobry pomysł? Ciekawi mnie też kwestia rozciągania ,obok statycznego ,,rozrywania” żeby opanować wysokie kopnięcia skupić się też na rozciąganiu dynamicznym? I czy zaleca się codziennie rozciągać do takich kopnięć czy wystarczy 3 razy w tygodniu tak porządnie (bo oczywiście po treningu siłowym czy przed bieganiem) zawsze jakieś lekkie rozciąganie się zrobi 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *