JAK ZMOTYWOWAĆ SIĘ DO TRENINGU? Mój własny przepis

Każdy porządny blog o tematyce fitness ma w swoich zasobach artykuł odpowiadający na to zasadnicze pytanie: Jak zmotywować się do treningu? Więc i ja postanowiłem napisać coś w tym temacie. Zacznę od tego, że kiedyś stanowczo lekceważyłem takie porady, a na artykuły traktujące o samorozwoju patrzyłem z olbrzymim sceptycyzmem. „Jak się zmotywować do ćwiczeń? Co za bzdury. Albo komuś się chce labo nie.” – myślałem. To niekoniecznie jest tak, że cel osiągają tylko ci, którym się chce. Owszem, są tacy, którzy ciężką pracę mają we krwi. Nie potrafią usiedzieć na miejscu. Każdy dzień planują od momentu gdy tylko otworzą rano oczy. Inni siedzieliby chętnie cały czas w czterech ścianach. Domatorzy, których trzeba siłą wyciągać z domu. Tak, dużo zależy od cech charakteru i osobowości. Jedni wolą działać, inni biernie czekać na to co ich spotka. Nikt jednak nie jest niezniszczalny i nikt nie ma niezliczonych pokładów determinacji na pstryknięcie palcem. Nie ma takiego człowieka, który by przez lata ciężko na coś pracował ot tak po prostu. Koniecznością jest praca nie tylko nad celem, ale w pierwszej kolejności nad samym sobą. Jak bardzo się myliłem, jaki byłem głupi. Teraz już wiem, że samodyscyplina i umiejętność motywowania się to wielka sztuka. Teraz już wiem i uwierz mi… Na motywowanie się przeznaczam sporo czasu, niekiedy nawet długie minuty zanim zacznę rozgrzewkę. Mam własne sposoby. Jeśli chcesz je poznać to zapraszam do lektury.

Co Cię motywuje? Twój silnik napędowy

Pewnie nie raz widziałeś w internecie zdjęcia doskonale wyrzeźbionych facetów z motywacyjnymi hasłami. Pewnie widziałeś też nie jeden film, kompilację wyczynów sportowych z głosem w tle, który stanowczym tonem opowiada o tym jaki jesteś wyjątkowy i ile możesz osiągnąć. Słowo „sukces” w takich motywacyjnych monologach pojawia się co chwilę i wiesz co? Uważam, że takie zdjęcia i filmy są dobre. Oglądając je możesz się zmotywować, ale niestety, tylko na krótką metę. Najważniejsze pytanie nie brzmi bowiem jak zmotywować się do pojedynczego treningu, ale jak zmotywować się do tego by w ogóle zacząć coś z sobą robić i w tym trwać przez cały czas.

STRACH MA WIELKIE OCZY

Potrzebujesz zatem czegoś co będzie napędzać Cię stale. Co będzie Twoim silnikiem napędowym. Ojciec rodziny codziennie rano wstaje do pracy bo ma ważny powód, zapłacić rachunki i wyżywić rodzinę. Wie, że jeśli nie stawi się na stanowisku pracy o odpowiedniej godzinie, to w najlepszym przypadku zostanie upomniany, a w najgorszym zwolniony. I tego się boi. Czy chodziłby systematycznie do pracy, gdyby się nie bał? Głupiutka blondyneczka korzysta z solarium obowiązkowo i nie opuści żadnej sesji bo nie wyobraża sobie, aby jej jeszcze głupsze koleżanki miały zobaczyć ją bladą. Te dwa skrajnie różne przykłady mają jeden wspólny mianownik: Strach.

Ten strach jest jednak bardzo pozytywny ponieważ motywuje do konkretnego działania bardziej niż cokolwiek. Antylopa ucieka przed gepardem ile sił w nogach bo się boi, że zostanie pożarta. Gepard zrobi wszystko by ją złapać bo boi się głodu. Niezależnie od tego czy gepard złapie antylopę, jedno i drugie da z siebie wszystko bo jednym i drugim kieruje strach, największy motywator.

Sterydziarz panikuje, gdy zastanie zamkniętą siłownię, bo boi się utraty masy mięśniowej. Rozpaczliwie szuka innej siłowni w mieście, a gdy takowej nie ma, trenuje używając mebli w domu (słyszałem kiedyś taką historię). Z kolei puszysta pani zaczyna się odchudzać już dwudziesty raz w tym roku i nadal kończy się to na gadaniu. Dlaczego? Bo była gruba przez ostatnie 10 lat więc pozostanie taką przez kolejny rok nie przeraża jej jakoś mocno. Za mało się boi by dopiąć swego.

Ja też się boję. I to ogromnie. Chcesz wiedzieć czego? To czytaj dalej.

Nie raz i nie dwa słyszałem od swoich starszych kolegów, że tu ich boli, tam ich strzyka. Zawsze żartuję w takich przypadkach, że „żresz te batoniki codziennie to się nie dziw”, albo „przestań łykać te tabletki to cię przestanie”. W odpowiedzi słyszałem bardzo często „jak będziesz w moim wieku to zobaczysz, w tym wieku to normalka”. A mówią to osoby ledwo po 40-stce! Faceci dzielą się na dwie kategorie: na tych co mówią, że po 40-stce to już z górki i na tych, którzy uważają, że właśnie wtedy zaczyna się drugie życie. Ja należę do tych drugich, a boję się, że skończę jak ci pierwsi. Swój życiowy szczyt formy przewidziałem na swoje 40-te urodziny i zrobię wszystko by tak się stało. Niesamowicie się boję, że wówczas zacznę rdzewieć i odwiedzać apteki. Ten strach mnie napędza.

Ten strach powoduje, że nie tylko systematycznie trenuję, ale również prowadzę zdrowy tryb życia i odpowiednio się odżywiam. Boję się lekarzy, szpitali, farmaceutyków, zabiegów chirurgicznych. Nieraz byłem świadkiem jak ludzie z bólem czekają na przyjęcie do specjalisty, a są traktowani z góry. O nie! To już lepiej mnie dobijcie i kopnijcie do rowu. Nie warte są tego wszystkie ciasteczka, frytki, hot-dogi. Za każdym razem, gdy patrzę na kogoś pijącego napój gazowany, widzę osobę robiącą sobie zastrzyk z insuliny prosto w brzuch. Za każdym razem, gdy patrzę na kogoś jedzącego fast-food, widzę osobę leżącą na stole operacyjnym i czekającą na wszczepienie bypassów.

Może to moja paranoja, nazwij to jak chcesz. Ale ta fobia powoduje, że robię to co robię. Istnieje wiele motywacyjnych filmów z treningowym tematem przewodnim, ale mnie najbardziej motywuje jeden film pewnej kanadyjskiej fundacji promującej zdrowy styl życia. Zobacz sam:

To jest mój silnik napędowy. Coś dzięki czemu nie przestanę. Strach przed przedwczesnym obrośnięciem rdzą. Przed brakiem formy i byciem skazanym na farmaceutykę. Strach przed byciem słabym i przeciętnym. Musisz mieć ważny powód, dla którego trenujesz. Nadzwyczajny powód.

Mówi się, że strach paraliżuje. Że ludzie nie podejmują działania bo boją się porażki. Nie o taki strach mi chodzi bo żeby podjąć wyzwanie trzeba mieć odwagę. Między tymi, którzy nigdy nie pozostaną w swym postanowieniu, a tymi, którzy osiągają swoje cele jest jedna różnica. Ci pierwsi boją się wyzwań, ci drudzy tak bardzo ich pragną, że myśl o biernym czekaniu na jutro i siedzeniu bezczynnie budzi w nich ogromny lęk. Tych pierwszych strach powstrzymuje, tych drugich napędza. Strach przed bezczynnością.

A Ty? Boisz się czegoś? Pomyśl dlaczego chcesz trenować. A teraz pomyśl co się stanie jeśli nie będziesz. Czy to Cię przeraża? Jeśli nie to nie dobrze. Jeśli zamierzasz poćwiczyć żeby popisać się przed kolegami sztuczkami ze steet-workoutu to nie dasz rady, uwierz mi. Wiesz czemu? Bo jeśli Ci się nie uda to nic takiego się nie stanie. Najwyżej nie zabłyśniesz przed kumplami. To za mało by wzniecić lęk.

„Nie ważne jak wyglądam teraz. Nie ważne co teraz potrafię. Ważne, że umiem więcej niż 5 lat temu, niż 3 lata temu, niż rok temu. Co by było gdybym wtedy przestał? Katastrofa! Co będzie za rok jeśli przestanę teraz? Nie ma takiej opcji! Muszę być silniejszy, w jeszcze lepszej formie. Dziś jestem lepszy niż byłem rok temu, a za rok muszę być lepszy niż jestem dzisiaj. Nie ma wyjścia, nie ma innej drogi. Nie przestanę trenować!” – Takie myśli motywują mnie każdego dnia.

Zmotywować się do treningu, ale jak?

Jeśli wiesz już co jest Twoim silnikiem napędowym, to jest to 50% sukcesu. Teraz trzeba działać. Ale nawet wówczas gdy masz ważny powód by systematycznie trenować, z pewnością nie raz będziesz miał chwile słabości. I tutaj trzeba postawić sobie kolejne pytanie: Jak zmotywować się do treningu? Do pojedynczego treningu, aby zwyczajnie ruszyć dupę, która wydaję się być przyspawana do kanapy. I nijak nie można jej ruszyć z miejsca.

BĄDŹ WIĘKSZY NIŻ TWOJE PROBLEMY

T. Harv Eker to obrzydliwie bogaty biznesmen i jednocześnie autor paru książek motywacyjnych. Słowem człowiek sukcesu. Przeczytałem kiedyś kilka jego rad, ale jedna utkwiła mi w głowie na stałe i motywuje mnie do dziś.

Jeśli nie chce Ci się iść na trening, to powodów może być kilka. Jesteś zmęczony po pracy lub szkole, masz mało czasu, daleko na siłownię, zepsuł Ci się samochód, a przecież nie będziesz czekał na przystanku na autobus. Miałeś ćwiczyć, ale odwiedzili Cię znajomi, a teraz to już za późno jest itd. itd. To wszystko to jednak pozorne przeszkody, które sam sobie tworzysz często nieświadomie. Myślisz, że nie możesz chociaż mógłbyś.

Za każdym razem kiedy masz zaplanowany trening, który może się nie odbyć, zastanów się co Twoim zdaniem jest konkretnym problemem, konkretną przeszkodą. Następnie oceń ten problem w skali 1 – 10, gdzie 1 oznacza „żaden problem”, a 10 oznacza „niemożliwe do wykonania”.

Następnie oceń siebie również w skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza człowieka słabego, wręcz żałosnego, który z niczym sobie nie radzi, a 10 oznacza kogoś absolutnie zdeterminowanego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Człowieka, który jest wstanie poświęcić wszystko by dopiąć swego, kogoś kim chciałbyś być.

Moje życie jest takie jak wielu innych osób. Mam codzienne obowiązki i pracuję, niekiedy dość ciężko, a pracę kończę często o 22:00. W domu jestem więc późno i to był kiedyś wystarczający powód bym odpuścił sobie trening. Trenować do północy zmęczony po pracy? Czy nie lepiej otworzyć piwo i obejrzeć telewizję? Myślałem wtedy o tych wszystkich wysoce wytrenowanych ludziach ze stałym dostępem do sali treningowej, suplementów i trenerów. „Ehe, ciekawe czy by tak chętnie trenowali jakby musieli pracować do późnej nocy, jak ja” – to było moje usprawiedliwienie.

Ale nastał taki moment gdy zacząłem stosować się do rady Ekera. Trening do północy, będąc zmęczonym i sennym po pracy to problem, owszem. Ale nie jest to coś niemożliwego. Przecież mogę iść na trening choć jest to trudne. Problem oceniam więc na 8. Żeby pokonać problem oceniony na 8, muszę być człowiekiem z oceną co najmniej na 9. Jeśli nie pójdę na trening to będzie oznaczało, że jestem kimś maksymalnie na 7. Ludzie, którzy mają ocenę 7 w skali 1 – 10 nie osiągają wielkich rzeczy.

Teraz treningi po pracy późnym wieczorem to dla mnie standard. Zdarza mi się kończyć o 1:00 w nocy i nie jest to problem. Kiedyś to był problem, teraz rutyna. Wypijam koktajl bananowy będąc jeszcze w pracy, godzinę przed fajrantem i nie mogę się doczekać treningu. Stałem się w mojej ocenie kimś na dziewiątkę, a dążę do tego być facetem na dychę.

Zastosuj tę metodę kilka razy, a zobaczysz, że tak naprawdę faktyczne przeszkody w Twoim życiu się nie zdarzają. To są przeszkody nie do pokonania, ale tylko dla słabych ludzi, którzy są mniejsi niż ich problemy. Owszem, jeśli chcesz uprawiać aikido, a jedyna sekcja aikido jest 100 km od Twojego miasta, a Ty w dodatku pracujesz i studiujesz, to nie jesteś w stanie dojeżdżać 100 km na lekcje aikido i to jest problem na 10. Nie znaczy to jednak, że nie możesz robić nic innego. Jak powiedział Theodore Roosevelt: „Rób to co możesz, tym co masz, tam gdzie jesteś”.

JAKIE JEST TWOJE MOTTO?

Ludzie z zasadami mają swoje… zasady. I dobrze jest je mieć. Nie tylko powtarzać, ale naprawdę kierować się nimi. Internet jest zalany hasłami motywacyjnymi. Nie na tym rzecz polega by je sobie czytać, zapisywać i powtarzać bez sensu, lecz by zapamiętać takie, które faktycznie łapią Cię za serducho. Sam mam kilka, które nie pozwalają mi ustać w dążeniu do celu i które każą ruszyć tyłek z miejsca. Najważniejsze z nich to:

Jak ktoś chce znajdzie sposób, jak ktoś nie chce znajdzie powód.

To motto zawsze wypowiadam w myślach, gdy nie chce mi się iść na trening i w głowie zaczynają mi się pojawiać pozorne przeszkody. Nie mogę iść na trening czy mi się nie chce? Wypowiadając to motto możesz zgasić każdego kto mówi: „Nie mam czasu, nie wiem jak, nie znam się na tym, ciężko pracuję” i moja ulubiona wymówka wszystkich pań: „Mam dziecko więc treningu mam pod dostatkiem”, litości.

Jedno mocne motto może dać Ci w jedną chwilę mocnego kopa w dupę. Wypowiadam moje motto przed treningiem i wtedy już muszę rozpocząć ćwiczenia. Inaczej będzie mi wstyd. Czy ja wyglądam na kurę domową, która zasłania się wychowaniem dzieci?

ZAINICJUJ REAKCJĘ ŁAŃCUCHOWĄ

Masz już swój cel nadrzędny, dla którego to robisz. Wiesz jak pokonywać słabości i jesteś większy niż Twoje problemy. Masz swoje motto, które nie pozwala Ci na próżność. To wszystko sprawia, że już postanowiłeś. Dziś będę trenował. Czasami jednak pomocna może okazać się iskra zapalna, która wznieci ogień. Rozrusznik, który uruchomi Twój silnik napędowy. To może być cokolwiek co Cię rusza. Np. film motywacyjny na Youtube, który nie sprawi, że wytrwasz w swoich działaniach, ale sprawi, że właśnie teraz ruszysz swoje cztery litery. To może być jakiś utwór muzyczny, który przywołuje miłe wspomnienia z przeszłości. Wyobrażenie o sobie samym w świetnej formie. Wizualizacja jest czymś wspaniałym. Potrafi zabrać Cię w inny świat, w którym jesteś w formie, o której marzysz i w którym imponujesz innym. Wyobraź sobie jak patrzy na Ciebie Twoja dumna matka, kobieta Twojego życia która mówi „wow”. Załóż słuchawki na uszy i puść kawałek „Eye of the tiger” z filmu „Rocky”. Wyobraź sobie jak ostro trenujesz w pocie czoła. Takie rzeczy mogą zapoczątkować w Tobie całą reakcję łańcuchową. Od przyjemności słuchania dobrej muzyki poprzez chęć imponowania innym, aż do uczucia w stylu „jestem niezniszczalny”.

Możesz nie wierzyć, ale czasami w ten sposób motywuję się długie minuty zanim rozpocznę trening. Wtedy jednak wykonuję swoje ćwiczenia nie tak, jakbym robił to za karę, lecz pełen pasji i entuzjazmu.

Pracuj nad sobą – banał ratujący życie

Być może mój artykuł wcale Ci się nie spodoba. Być może wznieci w Tobie chęć do działania, ale gdy skończysz to czytać zapomnisz o wszystkim w 5 minut. Kluczem jest natomiast naprawdę pracować nad swoją motywacją. Większość osób nie robi tego wcale i kieruje się chwilą. „Zrobiłbym to, ale żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce”. Mało kto jednak robi coś w tym kierunku, aby się chciało.

Nie lekceważ zasad samodyscypliny. Stosuj rady tych, którzy sukces mają już w kieszeni. To naprawdę działa. Jeśli to Ci pomaga to powtarzaj przed lustrem „możesz wszystko, możesz wszystko”. Nikt Cię nie widzi i nikt Cię nie słyszy. Robisz to dla siebie. Motywacja nie przychodzi sama. Nad tym też trzeba pracować. Umiejętność motywowania samego siebie to wielka sztuka. Kto zna Cię lepiej niż Ty sam? Sam dobrze wiesz co powoduje u Ciebie szybsze bicie serca, szybszy przepływ krwi. Więc rób to.

Jak zmotywować się do treningu

Sam kieruję się powyższymi zasadami i od kiedy to robię osiągam więcej. Na koniec nie będę życzył Ci motywacji bo tego nie da się kupić ani znaleźć. To nie może przyjść samo. Życzę Ci zatem umiejętności motywowania siebie. To po prostu trzeba robić. Powodzenia!

Szukasz więcej motywacji? Sprawdź na:
http://www.fabrykasily.pl/motywacja

20 komentarzy

  1. dan_r napisał(a):

    Rafał Mu jesteś zapewne młodym człowiekiem, ja jestem krótko po 40-tce i powiem Ci o jeszcze innym źródle motywacji, którą może kiedyś poznasz. Mam 6 letniego syna i chcę aby był dumny ze swojego starego, dlatego rok temu po 15 latach wziąłem się za siebie, zrzuciłem kilkanaście kg i odzyskałem dużą część dawnej formy. Teraz gdy idziemy razem do parku wiem, że jest dumny jak robię MU, wymyki i mówi kolegom – to jest mój tata. A co najważniejsze chce ćwiczyć ze mną i ma przykład na życie. Dzieci też potrafią zmotywować.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Cześć, szczerze Cię podziwiam, naprawdę. Takie komentarze również motywują. Mam 31 lat i 2,5-roczną córkę. Doskonale wiem o czym mówisz. Co może motywować równie mocno jak chęć bycia wzorem dla własnego dziecka? Pozdrawiam i życzę sukcesów.

  2. Kevin napisał(a):

    Idealny artykul w idealnym czasie dla mnie 🙂
    Ja postanowilem rzucic kompletnie treningi bo bylem zalamany swoja forma zarowno jezeli chodzi o wyglad jak i sile.( cwiczylem hybryde kalisteniki z powerliftingiem ). Nie cwiczylem nic przez jakies 2 miesiace. Jednak w koncu cos tam chcialem porobic i nawet pisalem na tym blogu w sprawie planu ( plan z tego bloga ” sily ciag dalszy ” ) czy mozna zamienic jakies cwiczenie czy cos takiego. Jednak tak szczerze nie robilem tego planu bo po pierwszym treningu stwierdzilem ze nie oplaca sie bo i tak nie bedzie znow zadnego progresu a jak bedzie to bedzie taktakie marny ze prawie nie zauwazalny. Jednak po pewnym czasie zaczalem sie czic jakos tak dziwnie bez treningu. Zawsze bylem przyzwyczajony do tego ze te miesnie jednak wykonuja jakis wysilek. Po pewnym czasie stwierdzilem ze musze zaczac cos robic ze soba. Teraz trenuje glownie bo lubie ciezko zapierdalac na treningu czesto do zalamania miesniowego i sprawia mi tosie radosc. Wyrzuty testosteronu i endorfiny po treningu sa niesamowite. Samopoczucie jest sto razy lepszy. Sen jest lepszy. Czuje sie zdrowiej. Uswiadomilem sobie dopiero to po tej przerwie. Po za tym jak sobie przypomne ciote ktora ledwo podnosila 40 kg w martwym ciagu pierwszy raz na silowni, w przysiadzie to z 20 kg serii, o drazku juz nie wspominajac, to wiem ze musze cwiczyc zeby sie nie cofnac do tego samego stanu.
    Wiec podsumowujac moj wywod:
    Moje powody dla ktorych warto cwiczyc w moim przypadku:
    Lepsze samopoczucie, zdrowie, ciezki zapierdol na trenignu, oraz strach przed tym ze moge znow stac sie dawnym soba slabakiem( chociaz az takie spadki chyba nie sa mozliwe xD )

  3. Kevin napisał(a):

    A i w sumie.jedno mnie zastanawia. Nie masz problemow.z regenracja trenijac tak pozno ? Ja robiac cokolowiek po 20 jestem pobudzony i po tem spac nie moge przez co.slaba regenracja jest. 🙂

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Jednak tak szczerze nie robilem tego planu bo po pierwszym treningu stwierdzilem ze nie oplaca sie bo i tak nie bedzie znow zadnego progresu a jak bedzie to bedzie taktakie marny ze prawie nie zauwazalny

      W tym momencie przypomniało mi się jeszcze jedno motto, które mi przyświeca: „Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że wymaga to czasu, przecież czas i tak upłynie.” 🙂

      Z regeneracją nie mam problemu. Tak późne treningi robię przez jeden tydzień w miesiącu, bo godziny mojej pracy są różne. Gdybym musiał tak ćwiczyć cały czas to pewnie byłoby trudniej się regenerować. Ze snem nie mam problemu. Bezpośrednio po pracy i tak już jestem zmęczony. Jak jeszcze walnę trening to padam jak mucha.

  4. Pietre napisał(a):

    Stary rzadzisz 🙂 mialem kilkumiesieczna przerwe w treningach ale po Twoim artykule biore sie do roboty. Dzieki Rafal.

  5. Kevin napisał(a):

    Dobra jednak problem jest duzo wiekszy niz moglo by mi sie wydawac. Wrocilem na jakis czas do treningu jednak znow jakos nie moge sie zmotywowac zeby kontynuowac treningi. Co najdziwniejsze, probowalem ogladac filmiki ktore wczesniej mnie mega jaraly i imponowaly mi ( glownie sztangisc ), jednak teraz wogole nie robily na mnie zadnego wrazenia. Kiedys nie mialem z tym absolutnie zadnego problemu. Mozna powiedziec ze mialem odwrotny stan. Nie potrafilem wytrzymac tyhodniowej przerwy od treningu. Zawsze sobie mowilem ” teraz musisz odpoczac przynajmniej tydzien zeby rozpoczac kolejne cykle treningowe na pelnej kur… ” jednak czesto tego wogole nie robilem. Na treningi chodzilem z radoscia. Czesto nawet zaniedbywalem inne obowiazki zeby zrobic tylko trening. Teraz to jest jakas masakra. Nie chce mi sie nawet zrobic kilku podciagniec i pompek. Bylem ostatnio na silowni. Wykonywanie przysiadow zawsze bylo czyms epickim. Wlaczalem sobie muzyke na sluchawkach i kompletnie nic inne nie mialo dla mnie znaczenia, oprocz tego zeby zrobic te przysiady najlepiej jak potrafie. Czesto jak juz zrobilem ostatnia serrie to mialem wrazenie ze za szybko to zlecialo i z checia walnal bym jeszcze z 2 seryjki. Ostatnio jak bylem na silowni, to pomyslalem ze zaczne od przysiadow zeby znow wejsc w ten epicki trans i liczylem ze motywacja wroci. Jednak przeliczylem sie. To juz nie byl ten sam klimat co kiedys. Odlozylem sztange po kilku powtorzeniach i wyszedlem z silowni. Czuje sie jak w czasach zanim zaczalem jakie kolwiek treningi. Czuje sie chudy, slaby, bez energi. Celem tego komentarza, jest to zeby przeczytalo go jak najwiecej osob i zeby im pokazac zeby nie warto odpuszczac, bo nawet z kolesia ktory byl nie do zatrzymania w trenignach mozna stac sie gosciem ktory totalnie sie rozleniwi i nie bedzie potrafil odnlezc swojej dawnej motywacji. Na koniec chcialem dodac ze kiedys sie smialem z ludzi co mowili ” nie mam.motywacji zeby trenowac „, poniewaz ja treningi robilem z automatu. Teraz juz wiem co to jest za uczucie kiedy w koncu sie przelamiesz pojdziesz na trening a po pierwszej serii powiesz ” a je… to ide do domu „.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      No życzę w takim razie żeby motywacja wróciła. Czasami trzeba zwyczajnie przetrzymać ciężkie czasy.

  6. NHB napisał(a):

    Rzuc treningi i zajmij sie czyms innym co sprawia przyjemnosc. Nie warto sie zmuszac. Motywacja powinna wyplynac z wlasnego wnetrza na prozno jej szukac w internecie.

  7. nile napisał(a):

    :)) od wczoraj nie mogę się odkleić od Twoich wpisów i pewnie się nie odkleję póki nie przeczytam. Idealnie trafiają w moje potrzeby – pogłębienia świadomości pracy z ciałem, efektywności, motywacji.. U mnie przy tej ostatniej dużą rolę pełni wrodzona przewrotność i bunt wobec ogólnie funkcjonujących pseudoreguł, którym ludzie bezrefleksyjnie się poddają – że z wiekiem to normalne, że boli, że coraz słabiej, coraz gorzej, że ..itp.itd. Taki wczytujący się, samorealizujący kod. I co? jestem panią po 40;) w ciągu ostatnich 2 miesięcy liczba moich pełnych, technicznych podciągnięć na drążku podchwtem wzrosła z 2 do 4 i mogę to powtórzyć w 4 seriach. Nadchwytem nie byłam w stanie zrobić jednego, robię 4, a to tylko część z aspektów które ulegają rozwojowi, choć z nich naprawdę jestem dumna bo plecy i ręce miałam dość słabe.
    Pisz dalej, powodzenia we wszystkim!

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Dziękuje, bardzo mi miło. Również życzę powodzenia i sukcesów. I motywacji oczywiście.

  8. Kevin napisał(a):

    NHB Problem jest w tym ze nic mi nie sprawia takiej przyjemnosci jaka sprawialy mi treningi. Nie moge przestac myslec o treningach jednak z drugiej strony jak sobie pomysle jak malo osiagnalem przez tak dlugi czas treningu to od razu mi sie odechciewa. Jak patrze na swoja sylwetke po tych 3 latach cwiczen to sie zalamuje. Wyniki silowe to tez tragedia. Gdybym chociaz byl silny a slabo wygladal to bym sie cieszyl. W druga strone tak samo. A u mnie nie ma tego ani tego. Czasami w porywach potrafie wykonac nawet w miare intensywny trening ( np w poniedzialek wykonalem drabine w dol w podciaganiu od 11 powt do 3 ) jednak po jakims czasie nachodza mnie mysli i przypominaja mi sie te stracone lata i tak sobie mysle ” po ch.. znow do tego wracasz ” i tak sie wszystko konczy i nie cwicze po tem znow z przez dlugi okres czas. Jest to chyba najbardziej pojeba.. stan jaki mialem przez cale swoje zycie. Chyba czas odwiedzic psychiatre 😀

  9. NHB napisał(a):

    Po pierwsze nie oczekuj cudow po 3 latach cwiczen tu potrzeba znacznie wiecej czasu.
    Po drugie mozesz nie wlasciwie cwiczyc zle sie odzywiac lub malo odpoczywac dlatego stad brak efektow.
    Najlepiej to okreslic czego chcesz jaka sile: czy do podnoszenia ciezarow, panowania nad wlasnym cialem czy do wyginania pretow. To byc moze ci ulatwi sprawe jesli chodzi o sile.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Coś w tym jest… :-/

    • Kevin napisał(a):

      To nie jest w sumie do konca tak ze nie mam zadnych efektow. Fakt zle treningi byly i to jak najbardziej. Pierwszy rok to bylo tak naprawde ciagle zmieniane planu, brak techniki,niedostosowywanie intensywnosci do swoich mozliwosci itd. Dieta jak najbardziej slaba. Jestem na utrzymaniu jeszcze wiec nie ma sie co dziwic. Jem co mi dadza. Nawet nie mam jak dobic do 2g bialka na kg masy ciala. Jem moze max 80 g przy wadze 82-84 a miesnie z powietrza sie nie biora. Chociaz fakt ze jakos tam forma mi podskoczyla.
      Ja zaczynalem to nie moglem zrobic ani jednego podciagniecia. Ostatnie zrobilem drabine w dol 11,10,9,8,7,6,5,4,3 w podciaganiu. Wiec moj max to ok 13-14 powt. Z ciezarem 15 kg 6 razy. Dipow na poczatku tez nie mialem sily robic. Jedynie jakies kaleczne poldipy. Jednak mysle ze jak chcialbym zrobic pelnego dipa to nie dalbym rady. Teraz moze z 20 kg 5 powt ostatnio jak jeszcze cwiczylem na silowni z 3 miesiace temu zrobilem. Martwy ciag 140. Przysiad ok 110 kg. Tutaj nie mam prawie zadnego porownania bo nie pamietam zbytnio mojego okresu z silownia ale kiedys bylem jednorazowo na silce i w martwym cisnalem.chyba 40 kg ledwo i to z kocim grzbietem. Jak mi zalozyli na plecy te 40 kg to myslalem ze mnie zaraz polamie. Pistoletow nie mialem sily tez robic. Pamietam wtedy robilem jakies pistolety z zakresem ruchu moze 10 cm bo nie mialem sily na wiecej a noga i tak mi drzala z wysilku xD Ostatnio zrobilem 17 na prawa to na lewa z 20 pare bym zrobil bo mam silniejsza.
      I to w sumie jest to co ciagle mnie ciagnie do trenignu. Jakby nie patrzec jestem silniejszy od dawnego siebie o milion procent. Ale z drugiej strony czy jest to godny progres na tyle lat cwiczen ?

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Tak sobie myślę, panie Kevin ile masz pan lat bo jesteś na utrzymaniu jeszcze, jak piszesz, domniemam rodziców, a ćwiczysz 3 lata. Można wywnioskować, że zacząłeś w dość młodym wieku. Wyniki masz całkiem przyzwoite jak na kogoś kto trenuje niezawodowo. Jeśli jesteś młody, masz 20 lub 20-parę lat, to pomyśl jakim skur…nem będziesz w wieku lat 35, 40, 45 itd. Nawet przy takim tempie progresowania. Ale to żeby to osiągnąć trzeba po prostu trenować. Bierzesz 15 kg na podciąganie i narzekasz? To za 10 lat będziesz się podciągał z uwiązaną oponą od monster-trucka.

      Wiesz co jest najważniejsze w treningu? Nie tempo, nie metody treningowe, suple, plany itd. To tylko są składowe sukcesu, ale najważniejsza jest SYSTEMATYKA. Możesz mieć mniejsze postępy ale jak będziesz systematycznie ćwiczył przez lata to prześcigniesz tych co koksują na lato i mają progres w 2 miesiące a później im się nie chce. Musisz być jak mały samochodzik terenowy – powoli ale wciąż do przodu.

      I posłuchaj rady NHB co do białka. Ja nie zwracam uwagi na jego ilość a z progresu jestem zadowolony.

    • Kevin napisał(a):

      Mam 18 lat i 5 miesiecy i nie wiem czemu Pan skoro to Pan jest bardziej dla mnie Panem niz ja dla Pana Panem xD w sumie spojrzalem na to wszystko z innej strony. Wczesniej chcialem robic jak najszybszy postep bo chcialem duzo osiagnac. Ogladalem kolesi co po roku wala silowe muscle upy, podciagaja sie z nie wiadomo jakim ciezarem kilka razy, biora po 200 kg w ciagach, siadach itd. podczas gdy ja ledwo biore takie ciezary jakie biore. Teraz w sumie spojrzalem na to z innej strony. Bede sie rozwijal swoim tempem. Glownie bede stawiac na zdrowie i na zabawe treningiem. Zajme sie teraz glownie swoja przyszloscia-nauka ( bo niezle sie zapuscilem w tej dziedzinie. Myslalem tylko o trenowaniu a nauke mialem gdzies jednak jakos udalo sie mi sie wyjsc z tego chociaz okaze sie, wszystko w sierpniu 😉 ) a trening bede traktowac jako forme rozruszania sie i rozluznienia. ( kiedys bylo odwrotnie, wolalem miec kontuzje zeby tylko podniesc te swoje wymarzone 200 kg w martwym ). Ostatnio obejrzalem yen film co podeslales w tym artykule pod ktorym teraz piszemy ( wczesniej ominalem go ) i w sumie tak sobie mysle ” fajnie by bylo bylo byc takim dziadkiem co ma 70- 80 lat i biega sobie po parku a po tem podciaga sie na galezi te kilka razy, podczas gdy wiekszosc osob po 40 co nic do tej pory nie robila moze co najmniej o tym pomarzyc ” 😉

    • Rafał Mu. napisał(a):

      No wreszcie gadasz jak człowiek 🙂 Masz 18 lat i narzekasz na osiągnięcia? Myślałeś, że zaczynając jako 15-latek będziesz super-manem? Młody jesteś, masz całkiem niezłe osiągnięcia według mnie jak na swoje lata. Coż Ci mogę powiedzieć? Tylko jedno:

      shut up and train

    • Kevin napisał(a):

      Bylem dzisiaj na silowni. I normalnie sam nie wierze w to czego doswadczylem. Nie cwiczylem juz tyle czasu a wyniki sa takie same. Fakt ze przez ten czas cos tam w domu cwiczylem bez zadnego planu i nieregularnie ale ciezary a trening z wlasnym cialem to dwie inne bajki. ( tymbardziej ze robilem tylko pompki I podciaganie, nieregularnie ) A np. na taki martwy ciag rzadko ktore cwiczenie kalisteniczne ma przelozenie. Wiec to w sumie pokazuje ze to co udalo mi sie zbudowac wcale tak szybko nie zniknie. W magiczny sposob nie przyszlo i w magiczny sposob nie odejdzie. To w sumie jeszcze bardziej zmotywowalo do treningu, bo wiem ze to co zbuduje swoim slimaczym tempem zostanie mi na bardzo dlugo. 🙂

  10. NHB napisał(a):

    Z tego co piszesz to kompletnie nie masz warunkow do trenowania. Ale tak naprawde to sie nie liczy bo co najwazniejsze to praca i upor. To jest najwazniejsze. Jezeli miales problem z 40 kg a teraz podnosisz 140 kg to jest juz lepiej.
    Co do tego bialka to nie przejmuj sie tym przestan liczyc a zacznij jesc. Sam jestem na garnuszku zony – zadnej rozpisanej diety. Napewno mam deficyt bialka ale jednak na rozmiary i sile nie narzekam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *