Każdy porządny blog o tematyce fitness ma w swoich zasobach artykuł odpowiadający na to zasadnicze pytanie: Jak zmotywować się do treningu? Więc i ja postanowiłem napisać coś w tym temacie. Zacznę od tego, że kiedyś stanowczo lekceważyłem takie porady, a na artykuły traktujące o samorozwoju patrzyłem z olbrzymim sceptycyzmem. „Jak się zmotywować do ćwiczeń? Co za bzdury. Albo komuś się chce labo nie.” – myślałem. To niekoniecznie jest tak, że cel osiągają tylko ci, którym się chce. Owszem, są tacy, którzy ciężką pracę mają we krwi. Nie potrafią usiedzieć na miejscu. Każdy dzień planują od momentu gdy tylko otworzą rano oczy. Inni siedzieliby chętnie cały czas w czterech ścianach. Domatorzy, których trzeba siłą wyciągać z domu. Tak, dużo zależy od cech charakteru i osobowości. Jedni wolą działać, inni biernie czekać na to co ich spotka. Nikt jednak nie jest niezniszczalny i nikt nie ma niezliczonych pokładów determinacji na pstryknięcie palcem. Nie ma takiego człowieka, który by przez lata ciężko na coś pracował ot tak po prostu. Koniecznością jest praca nie tylko nad celem, ale w pierwszej kolejności nad samym sobą. Jak bardzo się myliłem, jaki byłem głupi. Teraz już wiem, że samodyscyplina i umiejętność motywowania się to wielka sztuka. Teraz już wiem i uwierz mi… Na motywowanie się przeznaczam sporo czasu, niekiedy nawet długie minuty zanim zacznę rozgrzewkę. Mam własne sposoby. Jeśli chcesz je poznać to zapraszam do lektury.

Co Cię motywuje? Twój silnik napędowy

Pewnie nie raz widziałeś w internecie zdjęcia doskonale wyrzeźbionych facetów z motywacyjnymi hasłami. Pewnie widziałeś też nie jeden film, kompilację wyczynów sportowych z głosem w tle, który stanowczym tonem opowiada o tym jaki jesteś wyjątkowy i ile możesz osiągnąć. Słowo „sukces” w takich motywacyjnych monologach pojawia się co chwilę i wiesz co? Uważam, że takie zdjęcia i filmy są dobre. Oglądając je możesz się zmotywować, ale niestety, tylko na krótką metę. Najważniejsze pytanie nie brzmi bowiem jak zmotywować się do pojedynczego treningu, ale jak zmotywować się do tego by w ogóle zacząć coś z sobą robić i w tym trwać przez cały czas.

STRACH MA WIELKIE OCZY

Potrzebujesz zatem czegoś co będzie napędzać Cię stale. Co będzie Twoim silnikiem napędowym. Ojciec rodziny codziennie rano wstaje do pracy bo ma ważny powód, zapłacić rachunki i wyżywić rodzinę. Wie, że jeśli nie stawi się na stanowisku pracy o odpowiedniej godzinie, to w najlepszym przypadku zostanie upomniany, a w najgorszym zwolniony. I tego się boi. Czy chodziłby systematycznie do pracy, gdyby się nie bał? Głupiutka blondyneczka korzysta z solarium obowiązkowo i nie opuści żadnej sesji bo nie wyobraża sobie, aby jej jeszcze głupsze koleżanki miały zobaczyć ją bladą. Te dwa skrajnie różne przykłady mają jeden wspólny mianownik: Strach.

Ten strach jest jednak bardzo pozytywny ponieważ motywuje do konkretnego działania bardziej niż cokolwiek. Antylopa ucieka przed gepardem ile sił w nogach bo się boi, że zostanie pożarta. Gepard zrobi wszystko by ją złapać bo boi się głodu. Niezależnie od tego czy gepard złapie antylopę, jedno i drugie da z siebie wszystko bo jednym i drugim kieruje strach, największy motywator.

Sterydziarz panikuje, gdy zastanie zamkniętą siłownię, bo boi się utraty masy mięśniowej. Rozpaczliwie szuka innej siłowni w mieście, a gdy takowej nie ma, trenuje używając mebli w domu (słyszałem kiedyś taką historię). Z kolei puszysta pani zaczyna się odchudzać już dwudziesty raz w tym roku i nadal kończy się to na gadaniu. Dlaczego? Bo była gruba przez ostatnie 10 lat więc pozostanie taką przez kolejny rok nie przeraża jej jakoś mocno. Za mało się boi by dopiąć swego.

Ja też się boję. I to ogromnie. Chcesz wiedzieć czego? To czytaj dalej.

Nie raz i nie dwa słyszałem od swoich starszych kolegów, że tu ich boli, tam ich strzyka. Zawsze żartuję w takich przypadkach, że „żresz te batoniki codziennie to się nie dziw”, albo „przestań łykać te tabletki to cię przestanie”. W odpowiedzi słyszałem bardzo często „jak będziesz w moim wieku to zobaczysz, w tym wieku to normalka”. A mówią to osoby ledwo po 40-stce! Faceci dzielą się na dwie kategorie: na tych co mówią, że po 40-stce to już z górki i na tych, którzy uważają, że właśnie wtedy zaczyna się drugie życie. Ja należę do tych drugich, a boję się, że skończę jak ci pierwsi. Swój życiowy szczyt formy przewidziałem na swoje 40-te urodziny i zrobię wszystko by tak się stało. Niesamowicie się boję, że wówczas zacznę rdzewieć i odwiedzać apteki. Ten strach mnie napędza.

Ten strach powoduje, że nie tylko systematycznie trenuję, ale również prowadzę zdrowy tryb życia i odpowiednio się odżywiam. Boję się lekarzy, szpitali, farmaceutyków, zabiegów chirurgicznych. Nieraz byłem świadkiem jak ludzie z bólem czekają na przyjęcie do specjalisty, a są traktowani z góry. O nie! To już lepiej mnie dobijcie i kopnijcie do rowu. Nie warte są tego wszystkie ciasteczka, frytki, hot-dogi. Za każdym razem, gdy patrzę na kogoś pijącego napój gazowany, widzę osobę robiącą sobie zastrzyk z insuliny prosto w brzuch. Za każdym razem, gdy patrzę na kogoś jedzącego fast-food, widzę osobę leżącą na stole operacyjnym i czekającą na wszczepienie bypassów.

Może to moja paranoja, nazwij to jak chcesz. Ale ta fobia powoduje, że robię to co robię. Istnieje wiele motywacyjnych filmów z treningowym tematem przewodnim, ale mnie najbardziej motywuje jeden film pewnej kanadyjskiej fundacji promującej zdrowy styl życia. Zobacz sam:

To jest mój silnik napędowy. Coś dzięki czemu nie przestanę. Strach przed przedwczesnym obrośnięciem rdzą. Przed brakiem formy i byciem skazanym na farmaceutykę. Strach przed byciem słabym i przeciętnym. Musisz mieć ważny powód, dla którego trenujesz. Nadzwyczajny powód.

Mówi się, że strach paraliżuje. Że ludzie nie podejmują działania bo boją się porażki. Nie o taki strach mi chodzi bo żeby podjąć wyzwanie trzeba mieć odwagę. Między tymi, którzy nigdy nie pozostaną w swym postanowieniu, a tymi, którzy osiągają swoje cele jest jedna różnica. Ci pierwsi boją się wyzwań, ci drudzy tak bardzo ich pragną, że myśl o biernym czekaniu na jutro i siedzeniu bezczynnie budzi w nich ogromny lęk. Tych pierwszych strach powstrzymuje, tych drugich napędza. Strach przed bezczynnością.

A Ty? Boisz się czegoś? Pomyśl dlaczego chcesz trenować. A teraz pomyśl co się stanie jeśli nie będziesz. Czy to Cię przeraża? Jeśli nie to nie dobrze. Jeśli zamierzasz poćwiczyć żeby popisać się przed kolegami sztuczkami ze steet-workoutu to nie dasz rady, uwierz mi. Wiesz czemu? Bo jeśli Ci się nie uda to nic takiego się nie stanie. Najwyżej nie zabłyśniesz przed kumplami. To za mało by wzniecić lęk.

„Nie ważne jak wyglądam teraz. Nie ważne co teraz potrafię. Ważne, że umiem więcej niż 5 lat temu, niż 3 lata temu, niż rok temu. Co by było gdybym wtedy przestał? Katastrofa! Co będzie za rok jeśli przestanę teraz? Nie ma takiej opcji! Muszę być silniejszy, w jeszcze lepszej formie. Dziś jestem lepszy niż byłem rok temu, a za rok muszę być lepszy niż jestem dzisiaj. Nie ma wyjścia, nie ma innej drogi. Nie przestanę trenować!” – Takie myśli motywują mnie każdego dnia.

Zmotywować się do treningu, ale jak?

Jeśli wiesz już co jest Twoim silnikiem napędowym, to jest to 50% sukcesu. Teraz trzeba działać. Ale nawet wówczas gdy masz ważny powód by systematycznie trenować, z pewnością nie raz będziesz miał chwile słabości. I tutaj trzeba postawić sobie kolejne pytanie: Jak zmotywować się do treningu? Do pojedynczego treningu, aby zwyczajnie ruszyć dupę, która wydaję się być przyspawana do kanapy. I nijak nie można jej ruszyć z miejsca.

BĄDŹ WIĘKSZY NIŻ TWOJE PROBLEMY

T. Harv Eker to obrzydliwie bogaty biznesmen i jednocześnie autor paru książek motywacyjnych. Słowem człowiek sukcesu. Przeczytałem kiedyś kilka jego rad, ale jedna utkwiła mi w głowie na stałe i motywuje mnie do dziś.

Jeśli nie chce Ci się iść na trening, to powodów może być kilka. Jesteś zmęczony po pracy lub szkole, masz mało czasu, daleko na siłownię, zepsuł Ci się samochód, a przecież nie będziesz czekał na przystanku na autobus. Miałeś ćwiczyć, ale odwiedzili Cię znajomi, a teraz to już za późno jest itd. itd. To wszystko to jednak pozorne przeszkody, które sam sobie tworzysz często nieświadomie. Myślisz, że nie możesz chociaż mógłbyś.

Za każdym razem kiedy masz zaplanowany trening, który może się nie odbyć, zastanów się co Twoim zdaniem jest konkretnym problemem, konkretną przeszkodą. Następnie oceń ten problem w skali 1 – 10, gdzie 1 oznacza „żaden problem”, a 10 oznacza „niemożliwe do wykonania”.

Następnie oceń siebie również w skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza człowieka słabego, wręcz żałosnego, który z niczym sobie nie radzi, a 10 oznacza kogoś absolutnie zdeterminowanego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Człowieka, który jest wstanie poświęcić wszystko by dopiąć swego, kogoś kim chciałbyś być.

Moje życie jest takie jak wielu innych osób. Mam codzienne obowiązki i pracuję, niekiedy dość ciężko, a pracę kończę często o 22:00. W domu jestem więc późno i to był kiedyś wystarczający powód bym odpuścił sobie trening. Trenować do północy zmęczony po pracy? Czy nie lepiej otworzyć piwo i obejrzeć telewizję? Myślałem wtedy o tych wszystkich wysoce wytrenowanych ludziach ze stałym dostępem do sali treningowej, suplementów i trenerów. „Ehe, ciekawe czy by tak chętnie trenowali jakby musieli pracować do późnej nocy, jak ja” – to było moje usprawiedliwienie.

Ale nastał taki moment gdy zacząłem stosować się do rady Ekera. Trening do północy, będąc zmęczonym i sennym po pracy to problem, owszem. Ale nie jest to coś niemożliwego. Przecież mogę iść na trening choć jest to trudne. Problem oceniam więc na 8. Żeby pokonać problem oceniony na 8, muszę być człowiekiem z oceną co najmniej na 9. Jeśli nie pójdę na trening to będzie oznaczało, że jestem kimś maksymalnie na 7. Ludzie, którzy mają ocenę 7 w skali 1 – 10 nie osiągają wielkich rzeczy.

Teraz treningi po pracy późnym wieczorem to dla mnie standard. Zdarza mi się kończyć o 1:00 w nocy i nie jest to problem. Kiedyś to był problem, teraz rutyna. Wypijam koktajl bananowy będąc jeszcze w pracy, godzinę przed fajrantem i nie mogę się doczekać treningu. Stałem się w mojej ocenie kimś na dziewiątkę, a dążę do tego być facetem na dychę.

Zastosuj tę metodę kilka razy, a zobaczysz, że tak naprawdę faktyczne przeszkody w Twoim życiu się nie zdarzają. To są przeszkody nie do pokonania, ale tylko dla słabych ludzi, którzy są mniejsi niż ich problemy. Owszem, jeśli chcesz uprawiać aikido, a jedyna sekcja aikido jest 100 km od Twojego miasta, a Ty w dodatku pracujesz i studiujesz, to nie jesteś w stanie dojeżdżać 100 km na lekcje aikido i to jest problem na 10. Nie znaczy to jednak, że nie możesz robić nic innego. Jak powiedział Theodore Roosevelt: „Rób to co możesz, tym co masz, tam gdzie jesteś”.

JAKIE JEST TWOJE MOTTO?

Ludzie z zasadami mają swoje… zasady. I dobrze jest je mieć. Nie tylko powtarzać, ale naprawdę kierować się nimi. Internet jest zalany hasłami motywacyjnymi. Nie na tym rzecz polega by je sobie czytać, zapisywać i powtarzać bez sensu, lecz by zapamiętać takie, które faktycznie łapią Cię za serducho. Sam mam kilka, które nie pozwalają mi ustać w dążeniu do celu i które każą ruszyć tyłek z miejsca. Najważniejsze z nich to:

Jak ktoś chce znajdzie sposób, jak ktoś nie chce znajdzie powód.

To motto zawsze wypowiadam w myślach, gdy nie chce mi się iść na trening i w głowie zaczynają mi się pojawiać pozorne przeszkody. Nie mogę iść na trening czy mi się nie chce? Wypowiadając to motto możesz zgasić każdego kto mówi: „Nie mam czasu, nie wiem jak, nie znam się na tym, ciężko pracuję” i moja ulubiona wymówka wszystkich pań: „Mam dziecko więc treningu mam pod dostatkiem”, litości.

Jedno mocne motto może dać Ci w jedną chwilę mocnego kopa w dupę. Wypowiadam moje motto przed treningiem i wtedy już muszę rozpocząć ćwiczenia. Inaczej będzie mi wstyd. Czy ja wyglądam na kurę domową, która zasłania się wychowaniem dzieci?

ZAINICJUJ REAKCJĘ ŁAŃCUCHOWĄ

Masz już swój cel nadrzędny, dla którego to robisz. Wiesz jak pokonywać słabości i jesteś większy niż Twoje problemy. Masz swoje motto, które nie pozwala Ci na próżność. To wszystko sprawia, że już postanowiłeś. Dziś będę trenował. Czasami jednak pomocna może okazać się iskra zapalna, która wznieci ogień. Rozrusznik, który uruchomi Twój silnik napędowy. To może być cokolwiek co Cię rusza. Np. film motywacyjny na Youtube, który nie sprawi, że wytrwasz w swoich działaniach, ale sprawi, że właśnie teraz ruszysz swoje cztery litery. To może być jakiś utwór muzyczny, który przywołuje miłe wspomnienia z przeszłości. Wyobrażenie o sobie samym w świetnej formie. Wizualizacja jest czymś wspaniałym. Potrafi zabrać Cię w inny świat, w którym jesteś w formie, o której marzysz i w którym imponujesz innym. Wyobraź sobie jak patrzy na Ciebie Twoja dumna matka, kobieta Twojego życia która mówi „wow”. Załóż słuchawki na uszy i puść kawałek „Eye of the tiger” z filmu „Rocky”. Wyobraź sobie jak ostro trenujesz w pocie czoła. Takie rzeczy mogą zapoczątkować w Tobie całą reakcję łańcuchową. Od przyjemności słuchania dobrej muzyki poprzez chęć imponowania innym, aż do uczucia w stylu „jestem niezniszczalny”.

Możesz nie wierzyć, ale czasami w ten sposób motywuję się długie minuty zanim rozpocznę trening. Wtedy jednak wykonuję swoje ćwiczenia nie tak, jakbym robił to za karę, lecz pełen pasji i entuzjazmu.

Pracuj nad sobą – banał ratujący życie

Być może mój artykuł wcale Ci się nie spodoba. Być może wznieci w Tobie chęć do działania, ale gdy skończysz to czytać zapomnisz o wszystkim w 5 minut. Kluczem jest natomiast naprawdę pracować nad swoją motywacją. Większość osób nie robi tego wcale i kieruje się chwilą. „Zrobiłbym to, ale żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce”. Mało kto jednak robi coś w tym kierunku, aby się chciało.

Nie lekceważ zasad samodyscypliny. Stosuj rady tych, którzy sukces mają już w kieszeni. To naprawdę działa. Jeśli to Ci pomaga to powtarzaj przed lustrem „możesz wszystko, możesz wszystko”. Nikt Cię nie widzi i nikt Cię nie słyszy. Robisz to dla siebie. Motywacja nie przychodzi sama. Nad tym też trzeba pracować. Umiejętność motywowania samego siebie to wielka sztuka. Kto zna Cię lepiej niż Ty sam? Sam dobrze wiesz co powoduje u Ciebie szybsze bicie serca, szybszy przepływ krwi. Więc rób to.

Jak zmotywować się do treningu

Sam kieruję się powyższymi zasadami i od kiedy to robię osiągam więcej. Na koniec nie będę życzył Ci motywacji bo tego nie da się kupić ani znaleźć. To nie może przyjść samo. Życzę Ci zatem umiejętności motywowania siebie. To po prostu trzeba robić. Powodzenia!

Szukasz więcej motywacji? Sprawdź na:
http://www.fabrykasily.pl/motywacja