Trening w klubach fitness, czyli strata czasu

trening w klubach fitness

Takie jest właśnie moje zdanie na ten temat. Trening w klubach fitness dla większości osób okazuje się stratą czasu. Im większy klub, tym więcej w nim maszyn treningowych, które przyniosą Ci taki sam pożytek jak „nowatorskie” cuda na kiju jakie możesz nabyć poprzez telezakupy za jedyne 99,99 PLN, a które w miesiąc zrobią z Ciebie supermana. Wydawać by się mogło, że marketingowcy branży fitness mają wyobraźnię bujniejszą niż 5-letnie dziecko. Bloczki, wyciągi, przekładnie i siłowniki – im więcej tym podobnych elementów zawiera maszyna w siłowni, tym bardziej profesjonalna się wydaje. Ale czy naprawdę uważasz, że Twoje mięśnie potrzebują inżynierskich konstrukcji, by mogły trochę popracować?

Czy trening w klubach fitness jest profesjonalny?

Wyobraź sobie proszę taką historię. Wracasz z pracy do domu, jesz obiad, odpoczywasz. Nadszedł czas by pobiegać. Pakujesz sportowe ciuchy i butelkę wody do plecaka. Wsiadasz do samochodu i jedziesz. Dojeżdżasz do pierwszych świateł, czekasz. W końcu jest popołudnie w zatłoczonym mieście więc korek to nic dziwnego. Powoli przemieszczasz się do przodu, metr po metrze. Masz trochę czasu więc rozglądasz się dookoła, czytasz głupie hasła reklamowe na bilbordach. Twoją uwagę przykuwa facet na rowerze, który właśnie wyprzedził Cię prawą stroną. Cyklista w kasku i krótkich spodenkach w końcu zjeżdża z ulicy na chodnik, a następnie oddala się w jakiejś bocznej uliczce z dużą prędkością (jak na rower rzecz jasna). Wodzisz za nim wzrokiem i odzyskujesz humor. Myślisz sobie: „Zaraz i ja dam sobie w kość”. Jesteś pełen wigoru i nareszcie docierasz na parking Twojego ulubionego fitness klubu. Idziesz do szatni, wbijasz się w sportowe łachy, zabierasz butelkę z wodą i szukasz wolnej bieżni mechanicznej. To olbrzymi klub więc szybko znajdujesz wolną bieżnię. Ok, zaczynasz profesjonalny trening w klubie fitness.

Biegasz już 10 minut mając przed sobą wciąż ten sam obrazek – jakiś zielony skwerek, który widać za oknem. Widzisz jak jakiś facet siada na ławce. Usiadł i siedzi, a ty masz go przed oczami przez kolejne 10 min treningu. Nareszcie wstał i poszedł. Ale skwerek wciąż został. Patrzysz w tym samym kierunku przez godzinę bo tyle trwa Twój trening. Skończyłeś. Zmęczony udajesz się pod prysznic. Gdy następuje ten moment, że czas już opuścić klub myślisz sobie „O, matko, jeszcze tylko droga do domu przez zatłoczone miasto i relaks”. Wracając znów czekasz na tych samych światłach i rozglądając się dookoła zauważasz parę spacerującą po chodniku. Facet niesie w ręku reklamówkę z zakupami. Przyglądasz się bliżej i rozpoznajesz tego mężczyznę. To ten rowerzysta, który mijał Cię wcześniej w drodze do klubu.

I nagle dociera do Ciebie, że minęło ponad półtorej godziny. Ten facet zdążył już zakończyć trening i pójść z żoną na zakupy. Ale zaraz. Dlaczego nie pojechał do klubu potrenować na rowerku stacjonarnym? To pytanie od razu zamienia się w inne: Dlaczego podczas gdy ten facet jeździł na rowerze na świeżym powietrzu, Ty tłukłeś się w korkach zamiast pójść pobiegać do parku? No, ale przecież bieganie na bieżni wartej kilka tysięcy złotych musi przynieść efekt.

Trening na maszynach a Twój rozwój

Porównajmy dwa typy treningów: jazdę na rowerze po parku i trening na rowerku stacjonarnym w klubie fitness. Ćwicząc na rowerze stacjonarnym Twoje mięśnie pracują pod stałym obciążeniem w określonym czasie. Maszyna nie wymaga od Ciebie zachowania równowagi ponieważ jest przytwierdzona do podłogi. Rower stacjonarny nie pochyla się na zakrętach, ani nie zmienia swojego poziomego położenia przez co Twoje mięśnie pracują cały czas pod tym samym kątem.

Jazda na rowerze to ciągła zmiana obciążenia mięśni. Czasem jedziesz pod górę, czasem z górki i za chwilę znów pod górę. Zmusza Cię to do szeregu reakcji na zmiany bodźców działających na mięśnie co jest jak najbardziej pozytywne. Jazda z górki i pod górę wpływa na poziome położenie roweru – w pierwszym przypadku przednie koło znajduje się nieco niżej niż tylne, a w drugim odwrotnie. Taka sytuacja zmusza Cię do zachowania odpowiedniego balansu ciałem dzięki czemu mięśnie są atakowane pod różnymi kątami. Podobnie wygląda to podczas szybkich zakrętów oraz podczas jazdy po wybojach. Czasem musisz oderwać tyłek od siodełka. Zjazd z krawężnika, podjazd pod pagórek, przejazd przez dołek w ziemi – to wszystko wymaga od Ciebie pełnej kontroli kierownicy co zaprzęga do pracy nie tylko Twoje nogi, ale też i ramiona. Nie uświadczysz tego na rowerze stacjonarnym, ani żadnej innej maszynie. No i wisienka na torcie: na maszynce imitującej prawdziwy rower nie doznasz satysfakcji przebytej trasy, ani widoku ciągle zmieniającego się pleneru. Nie odczujesz podmuchu wiatru na twarzy, ani nie pooddychasz świeżym powietrzem.

No ok, rower rowerem, ale jak to się ma do treningu siłowego?

Wpływ treningu w klubie fitness a ćwiczenia siłowe

Wiesz co? Wejdź kiedyś do klubu fitness i spójrz na te wszystkie maszyny warte tysiące złotych. Ponad połowy z nich nigdy nie powinieneś nawet dotykać , a tak naprawdę nie potrzebujesz żadnej.

trening w klubach fitnessPamiętasz powyższe porównanie roweru z jego stacjonarnym odpowiednikiem? W przypadku treningu siłowego działa to podobnie. Ćwicząc na maszynach działasz na swoje mięśnie jednotorowo. To maszyna dyktuje Ci po jakim torze masz prowadzić ruch. Wyłącza to w znacznym stopniu pracę mięśni stabilizujących. Bodźce działające na mięśnie są bardzo jednostajne. Twoje zaangażowanie w ćwiczenie jest o wiele mniejsze niż w przypadku treningu na wolnych ciężarach a tym bardziej z masą własnego ciała.

IZOLOWANIE MIĘŚNI
Wyobraź sobie, że jesteś szefem ekipy budowlanej i macie za zadanie wybudować dom od podstaw. Niech ta sytuacja symbolizuje budowę Twojej siły i sprawności fizycznej.

W Twojej ekipie znajdują się ludzie odpowiedzialni za fundamenty, inni mają za zadanie postawić ściany i strop, a kolejni zadbają o porządny dach w tym domu. Są też tacy w tej ekipie, którzy cały budynek wykończą, zrobią elewację, podłogi i zajmą się malowaniem. Masz więc dobrze przygotowany zespół by ten dom powstał. Więc bierzesz się za budowę.

Podczas prac nad fundamentami reszta ekipy, tzn ci od ścian, dachu i wykończeniówki, muszą czekać. Nie pracują w tym czasie bo i co mają robić. Chodzą po placu budowy i się nudzą. Ale gdy fundamenty zostają skończone do pracy mogą się zabrać ci od ścian. Osoby, które pracowały nad fundamentami w zasadzie nie są już potrzebne, ale w końcu im płacisz więc coś tam robią na tej budowie. Tu wbiją gwóźdź, tam wbiją gwóźdź. Podobnie zresztą jak ludzie od dachu i wykończenia, którzy nadal czekają. Tak samo sprawy wyglądają w przypadku pracy przy dachu i kończeniu budowy – nieliczni pracują, reszta nic pożytecznego nie robi. Czy nie lepiej by było gdyby wszyscy byli zaangażowani w każdy etap budowy? Wtedy dom, który w tym przypadku odzwierciedla Twoją formę powstałby szybciej. Dlatego właśnie to ćwiczenia angażujące jak najwięcej mięśni jednocześnie mają dla Ciebie największą wartość. Natomiast trening na maszynach zazwyczaj skupia się na jednej partii mięśniowej co nazywa się izolowaniem mięśni.

Czy trening w klubie fitness zawsze jest zły?

To nie miejsce decyduje o jakości Twojego treningu. Jeśli lubisz chodzić do klubu lub na siłownię i ćwiczysz na wolnych ciężarach, podciągasz się na drążku, wykonujesz pompki na poręczach, albo przysiady ze sztangą na barkach, a wymyślne maszyny których konstrukcja przypomina Ci pierwsze lokomotywy omijasz szerokim łukiem to bardzo dobrze. Pamiętaj jednak, że Twoje mięśnie nie wiedzą ile kosztuje sprzęt, na którym ćwiczysz. A ciężki trening sprawnościowo-siłowy oparty na kalistenice i wolnych ciężarach jest o wiele lepszy niż marnowanie czasu na maszynach w klubie fitness. 

trening w klubach fitnessOczywiście jest wiele typów maszyn treningowych. Jedne bardziej nadają się do budowania żelaznej siły (są to w szczególności różnego rodzaju wyciągi), inne mniej. Jednak żadna z tych konstrukcji nie da Ci lepszych efektów niż porządny trening przeprowadzony nawet w zaciszu Twojego mieszkania oparty na podstawowych ćwiczeniach wielostawowych i ogólnorozwojowych. 

Maszyny treningowe są konstruowane z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze korzystają z nich kulturyści o dużym stażu by przeprowadzić na nich trening izolujący mięśnie. Poświęcają oni dużo czasu na to by w ten sposób wyeksponować poszczególne mięśnie w swojej sylwetce. Osobom uprawiającym sporty sylwetkowe na tym właśnie zależy i dla nich te maszyny są tworzone. Drugim powodem wypełniania siłowni maszynami jest przyciągnięcie klientów wrażeniem profesjonalizmu. Kto przyszedłby do klubu, w którym wiszą tylko drążki do podciągania, i w której znajdują się tylko sztangi i hantle?

Jesteś pracującą lub uczącą się osobą, która pragnie poprawić swoją formę i zdrowie poprzez ćwiczenia fizyczne? Uwierz, trening w klubie fitness nie jest Ci potrzebny.

7 komentarzy

  1. AdamRaw99 napisał(a):

    No dokladnie. Zgadazam sie w 100%
    A najśmieszniejsze w tym jest , to ze ci cali super trenerzy fitness zalecają trening na maszynach osobom początkującym które powinny się oprzeć głównie na wielostawowych ćwiczeniach typu: Podciaganie, martwy ciag, przysiad , wyciskanie żołnierskie , wyciskanie na klatę. Zreszta nie tylko początkujący, wszystkie osoby ” naturalne ” które chca poprawić sile, sylwetkę, sprawność fizyczna , oraz zdrowie powinny oprzec się na takich treningach. Raz widziałem jak jakiś trener fitness dodal film na youtube treningu pleców ze swoim klientem. Normalnie nie mogłem wytrzymać jak kazał mu tam robic pelno izolowanych ćwiczeń na maszynach, żeby spompowac motyle. A co jest najbardziej zalosne nie bylo tam podciągania na drążku. Najważniejszego ćwiczenia na plecy. Dlatego cale szczęście ze są jeszcze tacy ludzie jak Ty co odwalają naprawde dobra robote i przekazują ludzia wiedze na temat treningu. Szkoda tylko ze tak mało ludzi z tego korzysta…

  2. Karin napisał(a):

    Odwalasz kawal dobrej roboty na tej stronie 🙂 wyraziles negatywne zdanie ok duzo osob to robi,ale w dodatku logicznie je uzasadniles. Mozna sie duzo nauczyc czytając Twoje artykuly 😉

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Cieszę się, że moje argumenty przemawiają. Dzisiaj, kiedy to mamy do dyspozycji mnogość sprzętów i systemów treningowych, ciężko się połapać co dobre. Pozdrawiam

  3. Traper napisał(a):

    Wszystko się zgadza.. w teorii. Ćwiczenia na wolnych ciężarach angażują więcej mięśni, więc powinny powodować lepszy rozwój, tym bardziej dotyczy to ćwiczeń z obciążeniem własnego ciała. Ogólnie znany dogmat, nie sposób się z nim nie zgodzić. A jednak są tacy którzy mają gdzieś dogmaty i przemawiają do nich argumenty praktyczne. Jestem przykładem takiego typa 😉
    Jakie mam argumenty na podważenie tego dogmatu? Całe swoje treningowe życie. Ćwiczę od ponad 20 lat i odkąd pamiętam prowadzę dzienniki treningowe. Z biegiem lat zapiski te są coraz lepiej analizowane, całe życie się uczę i wyciągam wnioski. W różnych okresach opierałem się na różnych formach treningu, mam swoją domową siłownię dobrze wyposażoną, od ćwiczeń z obciążeniem własnego ciała nigdy nie stroniłem i głównie na tych formach bazowałem. Na kluby zawsze było szkoda mi kasy i czasu ale zdarzało mi się okazjonalnie z nich korzystać. Okazjonalnie to znaczy krótkie cykle dwa-trzy tygodnie. I po takich cyklach zawsze odnotowywałem skok formy. Przełom przyszedł po mojej rocznej pracy na siłce, kiedy to zrobiłem niewyobrażalny progres, wręcz kosmiczny na tle postępów których doświadczałem trenując „chałupniczo”. Dotarło do mnie że w domu to mogę ćwiczyć co najwyżej na podtrzymanie efektów osiągniętych w klubie. I następne lata to potwierdziły. Kiedy było mnie stać (czasowo i finansowo) na klub, postępy były szybkie, gdy wracałem do „chałupnictwa” niemal stawałem w miejscu albo wręcz się cofałem w rozwoju..
    Rzecz jasna gdy miałem dostęp do klubu to głównie korzystałem z maszyn. Tych właśnie pogardzanych inżynierskich konstrukcji, na których to ponoć zaangażowanie w trening jest mniejsze niż na wolnych ciężarach. Tyle że dzięki tym maszynom rosłem w oczach, siła szła zauważalnie do góry a przede wszystkim odczucie pracy mięśni było nieporównywalnie lepsze niż na wolnym ciężarze. I przekładało się to na efekty.
    Konkretny przykład? Od dwóch miesięcy znów trenuję w klubie. Postanowiłem skupić się na nogach bo to mój najsłabszy punkt. Nogi 2 x tydzień, treningi mieszane – część siłowa na maszynach i wytrzymałościowo-siłowa na wynalazkach typu stepper, maszyna imitująca schody, orbitrek. ŻADNEGO wolnego ciężaru, przysiadów, wykroków itp. Efekty? Wzrost siły o ponad 100 % (zaczynałem od obciążenia na suwnicy 40 kg, teraz zakładam 80 i więcej), wizualnie aż miło patrzeć jak uda nabierają kształtów, wytrzymałość i sprawność widoczny postęp. W życiu nie zrobiłbym takich postępów używając wolnych ciężarów 🙂
    Rzecz jasna nie powiem że wolny ciężar to strata czasu. Jak nie ma się dostępu do lepszego sprzętu, to się ćwiczy na tym co jest pod ręką i przyzwoite efekty też będą. Ale gdy chce się popracować naprawdę ciężko i chce się coś osiągnąć, to trzeba skorzystać z odpowiednich narzędzi żeby włożona praca mogła przynieść jak najlepsze owoce. Takie jest moje zdanie na ten temat 😉

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Cóż mogę powiedzieć? Jesteś jedyną osobą jaką znam i o której słyszałem z takimi doświadczeniami. Każdy plan treningowy kulturysty na masę opiera się na wolnych ciężarach. Maszyny wchodzą zazwyczaj na redukcji tudzież rzeźbie. W sportach siłowych, nie sylwetkowych, maszyn właściwie się nie stosuje. Sztangista raczej będzie stosował wyciskanie żołnierskie na barki niż wypychał jakieś uchwyty na suwnicy z bloczkami i linami. Ale jedno jest pewne. Najważniejsze są własne doświadczenia więc słuchaj swojego organizmu i rób to co najlepiej na Ciebie działa.

  4. Traper napisał(a):

    Jak już kiedyś pisałem, maszyna daje tą przewagę że można dać z siebie pełne 100 % bez ryzyka. Używając wolnego ciężaru trzeba zostawić sobie pewien margines bezpieczeństwa na kontrolowane odłożenie sztangi czy sztangielek. A na maszynie mogę cisnąć do załamania ruchu, jak nie dam rady zrobić ostatniego powtórzenia i mnie przygniecie to po prostu ciężar opadnie na stos. A i potem mogę jeszcze powalczyć, robić ruchy w niepełnym zakresie albo po prostu posiłować się z ciężarem którego już nie jestem w stanie unieść. Z wolnym ciężarem takie wyczyny są możliwe jedynie z pomocą zaufanego partnera który potrafi dobrze asekurować.
    Wyciskanie żołnierskie to moje ulubione ćwiczenie na barki, uważałem je za najwartościowsze na tą grupę.. do czasu aż spróbowałem własnej modyfikacji – wersji z dwoma dolnymi wyciągami. Ruch niemal ten sam, tyle że nie podnoszę sztangielek tylko wypycham w górę rączki wyciągów. Odczucie pracy mięśni bezcenne, tego się nie da opisać, trzeba spróbować 🙂

  5. NHB napisał(a):

    Maszyny nie maja zadnej przewagi nad wolnymi ciezarami. Dzieki nim mozna zbudowac tylko zludna sile jak wioska potiomkinowska. Nic nie robia dla sily doslownie nic.
    Pelna zgoda z autorem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *