Trening funkcjonalny. Czym jest?

trening funkcjonalny

Trening funkcjonalny to pojęcie dość chwytliwe ostatnimi czasy. Duże i wyrzeźbione mięśnie były niegdyś najbardziej pożądanym towarem w walce o formę. Styl życia oraz ćwiczenia były podporządkowane powiększaniu rozmiarów właśnie. Wzorami do naśladowania byli kulturyści wypromowani przez Hollywood, a filmowi twardziele, którzy nie mieli fit-sylwetki to nie byli twardziele. Czasy Charlesa Bronsona i Clinta Eastwooda się skończyły. Nastała era Schwarzeneggera. I jemu podobnych oczywiście. Z pewnością każdy facet pamięta te momenty w filmach, gdy po ciosie Jean-Claude’a Van Damme’a kamera wykonywała zbliżenie na jego napięty biceps. On sam natomiast przez dłuższą chwilę stał w pozie eksponującej mięśnie, jakby chciał powiedzieć leżącemu przeciwnikowi: „Spójrz jaki jestem zajebisty. Rozpisać ci trening?” Wydawało się, że każda kolejna część „Rocky’ego” czy „Rambo”, była kręcona po cyklach sterydowych Sylwestra Stallone. Co część, to 10 kg mięśni więcej. Ach, to były czasy. Brak efektów komputerowych, magicznych sztuczek itp. Aktor kina akcji na ekranie wyglądał tak jak wyglądał w rzeczywistości, a jego sylwetka była głównym efektem specjalnym, dla którego oglądało się film. No, może trochę wyłamywał się Steven Seagal, który z wiekiem wyglądał tylko gorzej. Do pewnego czasu swoim aikido nadrabiał sylwetkę, ale w końcu i to się przejadło.

W końcu nastał moment, gdy ogrom masy mięśniowej osiągnął apogeum. Została przekroczona granica, za którą „im większy tym piękniejszy” zamieniło się w „im większy tym paskudniejszy”. W kulturystyce zostało odkryte już wszystko. A nawet więcej. Oczywiście zatwardziałych fanów masy nie brakuje, jednak spora część ćwiczących poczuła przesyt. Przesytowi zaczął towarzyszyć brak fascynacji mięśniami. Magiczna granica została przekroczona i wielu stwierdziło, że nie chce jej przekraczać, ani nawet się do niej zbliżać.

Jeśli więc nie dla masy, to dlaczego mamy ćwiczyć? I tutaj do głosu doszli ci, którym zależy nie na tym jak mięśnie wyglądają, ale na tym co potrafią. Panie i panowie, przedstawiam Wam trening funkcjonalny.

Czym naprawdę jest trening funkcjonalny?

Nie ma takiego sportu, który by nie wymagał wytrenowania określonych cech zawodnika. Fighterzy potrzebują silnych ciosów, sprinterzy – szybkości, maratończycy – kondycji, piłkarze – siły eksplozywnej nóg, a tenisiści mocnego uderzenia. Każdą z tych cech należy wytrenować odpowiednio skonstruowanym treningiem. Treningiem, który spełnia określoną funkcję w ramach przygotowania zawodnika do zawodów. Taki trening to trening funkcjonalny.

Trening funkcjonalny może mieć zatem różną formę i opierać się o różne ćwiczenia przydatne w konkretnym sporcie. Przykładem może być ćwiczenie polegające na zarzuceniu sztangi i wypchnięciu jej w dal przed siebie. Takie ćwiczenie stosują lekkoatleci specjalizujący się w pchnięciu kulą. Zwykłe wyciskanie sztangi nie jest dla nich zbyt cenne. Eksplozywne wyrzucanie sztangi przed siebie jak najbardziej. Tak wygląda trening funkcjonalny. Czy jednak rzucanie sztangą przyda się skoczkom narciarskim? Zdecydowanie nie. Oni potrzebują czego innego.

Trening funkcjonalny jest to zatem taki trening, którego celem jest wykształcenie odpowiednich cech zawodnika niezbędnych w jego dyscyplinie sportowej.

Trening funkcjonalny a życie codzienne

Pierwotna idea treningu funkcjonalnego była jasna. Funkcjonalność w określonej dyscyplinie sportowej. To jednak nie wszystko. A co jeśli Twoją główną dyscypliną jest po prostu trening siłowy, nie koniecznie taki, jaki faworyzują fetyszyści masy?

Jaką więc funkcję dla Ciebie miałby spełniać trening siłowy? Jak to jaki? Wzrost formy ogólnej, zdolności dźwigania ciężkich przedmiotów na co dzień, wydolności organizmu, sprawności fizycznej, dzięki której żadne zadanie nie będzie stanowiło dla Ciebie przeszkody. Innymi słowy, Twoją dyscypliną są czynności wykonywane na co dzień, do których używasz swoich mięśni. Trening funkcjonalny natomiast ma zapewnić Tobie mistrzostwo w tych czynnościach.

Sprawny, silny i wytrzymały człowiek ma po prostu w życiu lżej. Bez problemu odkręci koło w samochodzie, gdy złapie gumę, nie dostanie zadyszki po sprincie do autobusu, na który ledwo zdążył, wniesie ładnej sąsiadce torby z zakupami na czwarte piętro, a gdy już na nie wejdzie na jego czole nie pojawi się żadna żenująca kropla potu i niewzruszonym głosem poleci się na przyszłość. A i w garniturze będzie dobrze wyglądał dzięki rozwiniętym barkom i wąskiej talii. Same zalety. Prosty człowiek zaadoptował sobie trening funkcjonalny do własnych potrzeb. Muskuły tak wielkie, że ciężko się podrapać po tyłku nas już nie bawią. My chcemy sprawności, zdrowia i witalności. Ot co.

Czy kalistenika to trening funkcjonalny?

Hmm… W tym miejscu należy się małe sprostowanie. Nie, kalistenika nie jest treningiem funkcjonalnym. Choć może nim być. To od Ciebie i tylko od Ciebie zależy, czy ćwiczenia z masą własną wykorzystasz na poczet budowania sylwetki, kształtowania się w street workout czy też właśnie treningu funkcjonalnego. Pragnę nadmienić, iż kalistenika doskonale się do tego nadaje ponieważ jak wspominałem razy tysiąc, rozwija formę przekrojowo, dbając o siłę mięśni oraz ich wytrzymałość. Kalistenikę łatwo jest ukierunkować na rozwój najrozmaitszych cech motorycznych.

Musisz jednak pamiętać o kilku ważnych sprawach, jeżeli chcesz wprowadzić w życie trening funkcjonalny. Stosuj ćwiczenia angażujące najważniejsze dla formy mięśnie. Mowa tutaj o plecach, barkach i nogach. Te ostatnie trenuj bardziej przekrojowo. Mięśnie nóg powinny być nie tylko silne, ale i wytrzymałe, a także eksplozywne. W przypadku nóg takie cechy jak eksplozywność i dynamika są szczególnie ważne. Goryl ma wszechmocne ramiona, ale skoczność kangura również imponuje. Bądź krzyżówką ich obu. Trening funkcjonalny? Miodzio.

19 komentarzy

  1. Dawid napisał(a):

    Zgadzam się w 100%. Mięśnie mają być jak najbardziej wszechstronne. Ja natomiast trenuje trójboj i dla mnie zawsze na miejscu 1 będzie siła kosztem wszystkich innych cech motorycznych. I czy to jest normalne że gdy robię coraz większy Progress siłowy moja kondycja coraz bardziej spada ?

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Nie, to nie jest normalne. No chyba że oprócz siły nabierasz także masy. Nieważne jakiej, tłuszczowej czy mięśniowej. Jedno i drugie nie idzie w parze z kondycją.

  2. NHB napisał(a):

    Normalne jezeli nie trenujesz kondycji.

  3. Traper napisał(a):

    Długo się zbierałem żeby zabrać głos w tym temacie i w końcu ułożyłem myśli. Gdzieś w środku odczuwam irytację gdy spotykam się z wypowiedziami różnych ludzi utrzymanymi w tonie „mniej istotne jak wyglądasz, ważne co potrafisz”. Jakoś to do mnie nie przemawia. Owszem, fajnie jest być sprawnym i silnym, ale gdy widzę w klubie kolesi ważących po niecałe 70 kg w strefie crossfit, którzy machają sztangami z ciężarem który mnie by zgniótł to wcale im nie zazdroszczę. Wiem że to ich wybór, taki jest teraz trend ale mam ochotę powiedzieć im żeby zastanowili się nad tym co robią. Ja zdałem sobie sprawę że przesadziłem, „nadmuchałem” swoje mięśnie i nie szła za tym odpowiednia sprawność ale bycie sucharem-atletą to przegięcie w drugą stronę..
    Odkąd „wyleczyłem się” z kulturystyki, moimi nowymi wzorami są tacy jak Scott Adkins czy Michael Jai White. Nie noszą na sobie zwałów mięśni, ale ich sylwetka budzi respekt – nie masą ale proporcjami i „ubiciem”. A ich sprawność jest poza zasięgiem percepcji przeciętnych ludzi. Dają przykład że nie trzeba wybierać : sprawność czy wygląd, można mieć dwa w jednym 🙂
    Zmierzam do tego że zachłyśnięcie się tymi wszystkimi crossfitami czy treningami funkcjonalnymi dąży w kierunku ślepej uliczki, takiej którą poszła kulturystyka i źle na tym wyszła. Przesyt „napompowanymi” mięśniami i ociężałymi sylwetkami spowodował popyt na silnych i żylastych cherlaków. No chyba nie tędy droga 🙁
    Ręce mi opadają gdy czytam opisy zajęć typu cross „ćwiczenia nie powodują znaczącego przyrostu masy mięśniowej, są ukierunkowane na przyrost siły i sprawności ogólnej” – tak jakby masa mięśniowa to było coś czego trzeba się wstydzić. Normalnie paranoja..

    • David napisał(a):

      A co podobają Ci się męskie ciała że tak Cie to irytuje gdy widzisz kolesia który nie ma wyglądu xDD ?
      Dla mnie jest to głupota. Taka jest prawda nie liczy się jak wyglądasz a co potrafisz zrobić. Wole wsiąść 100 kg w rwaniu i wyglądać tak jak teraz wyglądam czyli tragicznie niż zbudować wielkie napompowane bicepsy i o takim ciężarze pomarzyć. Fakt są różne cele ale moim zdaniem dążenie tylko do wyglądu to jest największa głupota. Dawni kulturyści trenowali prawie same wielostawowe ćwiczenia, czasami nawet boje olimpijskie. Mieli fajne sylwetki i sprawność. A teraz większość pompuje się na maszynach a się nawet podciągnąć kilka razy nie potrafią. Mi tam osobiście imponuje jak jakaś na pozór” zwykła” kobieta bierze tak potężne ciężary że nawet człowiek by nie pomyślał. O ile sprawność i siła bez wyglądu jest ok o tyle wygląd bez sprawności ani siły to porażka. :),

    • Rafał Mu. napisał(a):

      To troche dyskousja o wyższosci mlotka nad srubokretem. Moim zdaniem to kwestia osobistych priorytetow. Dla mnie wyglad schodzi na drugi plan co nie znaczy ze nie jest wazny. Jak napisales Traper, kulturysci przesadzaja z masa i masz racje. Z masa mozna przesadzic ale w druga strone nie bardzo. Nie mozna byc za silnym, albo za sprawnym. No i tak jak napisal Dawid, jak bedziesz niepozorny ale silny i sprawny to mozesz zaskoczyc niejednego. Ale jak bedziesz wiekszy ale slabszy to troche wstyd.

      Inna kwestia ze masa to nie tylko wyglad. Jak jestes silny to podniesiesz ciezka sztange, ale do kamienia trzeba byc tez duzym. W crossficie masa jest skutkiem ubocznym a sprawnosc priorytetem. W stronman robia mase bo chodzi o sile a duzy moze wiecej.

      W sportach, w ktorych chodzi o skrajnosci, mozna przesadzic – maraton, kulturystyka, stronmam. Do crossfitu nic nie man bo nie mozna orzesadzic z wrzechstronnoscia 🙂

  4. NHB napisał(a):

    Najlepiej byc duzym silnym i sprawnym ot i tyle. Sily nigdy dosc. Sam trenuje na sandbagu wazacym ponad 130 kg i jeszcze mi malo stale bede zwiekszal ciezar. Uderzac mlotem 30 kg w opone jednoracz? Nie problem ale ciezar maly stale idziemy do przodu. Oczywiscie rownolegle pracujemy nad kondycja i sprawnoscia fizyczna.

  5. Traper napisał(a):

    Uderz w stół a nożyce się odezwą 😉 właśnie takie podejście jak kolegi Dawida mnie irytuje (może to nieco za dużo powiedziane, ale go nie rozumiem). Można by pozwolić sobie na odrobinę uszczypliwości : jak natura poskąpiła atletycznej sylwetki to łatwo jest rozwijać te cechy które się już posiada (siła, kondycja) i znaleźć sobie jedną dziedzinę, w której jest się lepszy od innych by się dowartościować. Logiczniej byłoby pracować nad tym czego nie dostało się w promocji od natury, tak by być kompleksowo rozwiniętym, no ale tak jest pod górkę 🙂
    Bierzesz 100 kg w rwaniu? OK, to jest wynik, nie ujmuję mu nic i szacun za to. Ale proponuję dla nabrania dystansu iść do ciężkiej fizycznej roboty (na przykład przeprowadzki, gdzie nosi się różne ciężary w różny sposób). Zobaczyłbyś ile jest warty ten wynik, gdy zawstydziłby Cię chłopek-fizol ważący 100 kg, który nawet nie wie co to jest rwanie. Wynik w boju olimpijskim to głównie technika, niekoniecznie „siła użytkowa”
    Podobnie osłabiają mnie zawodnicy sztuk/sportów walk z lekkich kategorii wagowych. Super technika, kondycja na 20 rund, obrotówka z wyskoku ze szpagatem w powietrzu – jest co podziwiać. Tylko jak przyjdzie do realnej konfrontacji (nie ograniczonej regułami sportowymi) to w takiego zawodnika wpada jak dzik w żołędzie gość silny i ciężki, trafi go góra dwa razy albo rzuci o glebę i jest po zawodniku.
    Generalnie chodzi mi o to, że : po pierwsze – pomijanie jakiegoś aspektu w swoim rozwoju jest nierozsądne, po drugie – zanim ktoś zacznie się doskonalić w jakiejś specjalistycznej dziedzinie, powinien najpierw zbudować podstawy. Taką samą głupotą jest bycie wielkim nadmuchanym bykiem który ledwo co się schyli żeby zawiązać buty, jak żylastym sucharem który macha sztangą na wynik i ma w niepoważaniu jak wygląda.
    Podsumowując : nie mam nic do crossfitu, podziwiam ludzi go uprawiających i zazdroszczę im wszechstronności. Ale podkreślam, podstawy są najważniejsze. Gdy widzę gościa dobrze zbudowanego i silnego, który na dodatek potrafi wykonać różne sprawnościowe ćwiczenia, jestem pod wrażeniem. Widuję takich w klubie i żal mi d.. ściska że nie jestem taki. Ale zrozumiałem że nigdy taki się nie stanę, jeśli nie będę pracował nad tym czego mi brakuje. Wk..wiam się, nieraz podłamuję i mam ochotę rzucić to w diabły i wrócić do kulturystyki „wizualnej”, ale się nie poddaję.
    A gdy patrzę na wątłusza, który zamiast pracować nad tym co mu jest najbardziej potrzebne wyczynia jakieś akrobacje to czuję tylko politowanie. I nie robi na mnie wrażenia że podciągnie się 15 razy czy stanie na rękach na kółkach. Nie sztuką jest to zrobić ważąc 60 kg w butach. Niech zrobi to samo ważąc 80-90 kg, wtedy będzie kimś 😉 Wygląd bez sprawności to taka sama porażka jak sprawność bez wyglądu. Zaj..bisty jest ten kto ma jedno i drugie 🙂
    I na koniec – z wszechstronnością też można przesadzić. Jeśli ktoś ma ten bonus od natury, że ma wszystkie cechy motoryczne po równo, to przekrojowy trening jest jak najbardziej dla niego. Ale to rzadkość, przeważnie każdy ma jakiś słabą dziedzinę w której odstaje od innych. I jeśli nie przyłoży się do tego by tą słabość nadgonić, ukierunkowując większość sił w tym celu, to zawsze będzie niekompletny.

    • David napisał(a):

      Będę tutaj cytować bo trochę dużo tego napisałeś i nie da rady tak normalnie odpowiedzieć bez pominięcia czegoś. Więc. :

      MOŻNA BY POZWOLIĆ SOBIE NA ODROBINĘ USZCZYPLIWOŚCI : JAK NATURA POSKĄPIŁA ATLETYCZNEJ SYLWETKI TO ŁATWO JEST ROZWIJAĆ TE CECHY KTÓRE SIĘ JUŻ POSIADA (SIŁA, KONDYCJA) I ZNALEŹĆ SOBIE JEDNĄ DZIEDZINĘ, W KTÓREJ JEST SIĘ LEPSZY OD INNYCH BY SIĘ DOWARTOŚCIOWAĆ. LOGICZNIEJ BYŁOBY PRACOWAĆ NAD TYM CZEGO NIE DOSTAŁO SIĘ W PROMOCJI OD NATURY, TAK BY BYĆ KOMPLEKSOWO ROZWINIĘTYM, NO ALE TAK JEST POD GÓRKĘ 🙂 ”

      No akurat tu nie masz racji. Akurat bardziej się nadaje do sportów sylwetkowych niż do siłowych. Z nabieraniem masy nie mam żadnego problemu. Nawet jak ćwiczę typowo układ nerwowy czyli duży ciężar mało powtórzeń ok 1-3, też nabieram masy. Jakbym zaczął się pompować na maszynach i izolować każdy mięsień albo nawet części mięśnia to wyglądał bym dużo lepiej. Jednak nie kręci mnie bycie dużym koxem. Wole podnosić duży ciężar a wyglądać, na umięśnionego ale nie za dużego gościa. Coś jak Yuri Van Gelder, Lu Xiaoujun( nie wiem czy tak się pisze jego nazwisko ). Takie sylwetki mi się najbardziej podobają. To nie jest tak że trenuje tylko dla siły i sprawności a wygląd mam gdzieś. Często robię treningi hipertroficzne jednak teraz bardziej skupiam się na silę żeby używać większych ciężarów na treningu hiperttrofi. Natomiast zaufaj że do sportów siłowych w ogóle się nie nadaje.

      ” BIERZESZ 100 KG W RWANIU? OK, TO JEST WYNIK, NIE UJMUJĘ MU NIC I SZACUN ZA TO. ALE PROPONUJĘ DLA NABRANIA DYSTANSU IŚĆ DO CIĘŻKIEJ FIZYCZNEJ ROBOTY (NA PRZYKŁAD PRZEPROWADZKI, GDZIE NOSI SIĘ RÓŻNE CIĘŻARY W RÓŻNY SPOSÓB). ZOBACZYŁBYŚ ILE JEST WARTY TEN WYNIK, GDY ZAWSTYDZIŁBY CIĘ CHŁOPEK-FIZOL WAŻĄCY 100 KG, KTÓRY NAWET NIE WIE CO TO JEST RWANIE. WYNIK W BOJU OLIMPIJSKIM TO GŁÓWNIE TECHNIKA, NIEKONIECZNIE „SIŁA UŻYTKOWA”
      PODOBNIE OSŁABIAJĄ MNIE ZAWODNICY SZTUK/SPORTÓW WALK Z LEKKICH KATEGORII WAGOWYCH. SUPER TECHNIKA, KONDYCJA NA 20 RUND, OBROTÓWKA Z WYSKOKU ZE SZPAGATEM W POWIETRZU – JEST CO PODZIWIAĆ. TYLKO JAK PRZYJDZIE DO REALNEJ KONFRONTACJI (NIE OGRANICZONEJ REGUŁAMI SPORTOWYMI) TO W TAKIEGO ZAWODNIKA WPADA JAK DZIK W ŻOŁĘDZIE GOŚĆ SILNY I CIĘŻKI, TRAFI GO GÓRA DWA RAZY ALBO RZUCI O GLEBĘ I JEST PO ZAWODNIKU. ”

      100 kg w rwaniu sztangi to niesamowita, moc, mobilność, i sprawować fizyczna. Próbowałeś kiedyś robić przysiad ze sztangą nad głową ? Ja się gibam przy marnych 40 kg. Po prostu mam takie problem z równowagą. A co dopiero jakbym tam miał powyżej 100 kg. W ogóle nie wiem jak goście co ważą po 50 kg mogą dźwigać czasami po 120-150 kg w tym ćwiczeniu. Dla to jest niepojęte. Po za tym technika a nie siła uzytkowa ? Fakt technika jest mega ważna żeby se nic nie zrobić bo jest to sport dynamiczny i łatwo o kontuzję. A kontuzja oznacza brak kasy dla zawodowca. Ale bez przesady. Żeby dokonać czegoś takiego trzeba mieć tak silne ciało że masakra. I nie chce mi się wierzyć że taki gorzej sobie poradzi z meblami niż jakiś Janusz co nic nie robi xD Ogólnie te boje są chyba najcięższe jakie istnieją. Dlatego jest to sport olimpijki. W końcu olimpijczyk musi się wykazać czymś więcej.
      A co do sportów walki. Nie znam się na tym więc się nie wypowiem.

      ” Generalnie chodzi mi o to, że : po pierwsze – pomijanie jakiegoś aspektu w swoim rozwoju jest nierozsądne, po drugie – zanim ktoś zacznie się doskonalić w jakiejś specjalistycznej dziedzinie, powinien najpierw zbudować podstawy. Taką samą głupotą jest bycie wielkim nadmuchanym bykiem który ledwo co się schyli żeby zawiązać buty, jak żylastym sucharem który macha sztangą na wynik i ma w niepoważaniu jak wygląda. ”

      Każdy trenuje to co w jego dyscyplinie jest mu potrzebne. W dwuboju trenują głównie nogi bo nogi to podstawa w tym sporcie. Nie potrzebna jest im silna ani wielka klata. Nie muszą dużo razy się podciągać. On ma brać dużo w rwaniu i podrzucie. A do tego są potrzebne nogi. Trójboiści mają dużo wyciskać, brać w mc i siadach. Sprinterzy mają szybko biegać. Maratończycy mają długo biegać ale nikogo nie interesuje jak szybo biega. Po co się czepiać skoro coś w danym sporcie nie jest potrzebne ? Crossfit głównie stawia na sprawność a nie na wygląd. Więc?

      ” A gdy patrzę na wątłusza, który zamiast pracować nad tym co mu jest najbardziej potrzebne wyczynia jakieś akrobacje to czuję tylko politowanie. I nie robi na mnie wrażenia że podciągnie się 15 razy czy stanie na rękach na kółkach. Nie sztuką jest to zrobić ważąc 60 kg w butach. Niech zrobi to samo ważąc 80-90 kg, wtedy będzie kimś 😉 Wygląd bez sprawności to taka sama porażka jak sprawność bez wyglądu. Zaj..bisty jest ten kto ma jedno ”

      I tu to co wyżej. Skoro jego celem są akrobacje no to niestety musi ważyć malo. Chociaż też takie bez sensu. Myślenie typowego pakera że musi dużo ważyć żeby być przypakowany. Zobacz sobie na gimnastyków. Oni ważą po max 60-70 kg. A wyglądają jak koxy.Z tym że to są suche mięśnie.

    • Traper napisał(a):

      „Każdy trenuje to co w jego dyscyplinie jest mu potrzebne”
      W zasadzie racja. Ale wróćmy do motywu przewodniego tematu – trening funkcjonalny. Czyli taki który ma zastosowanie w życiowych sytuacjach. Fajnie jak ktoś potrafi podciągnąć się 20 razy, podnosić duże ciężary, stanąć na rękach czy zrobić wymyk. Tyle że taki sportowiec powinien też dysponować ogółem cech sprawnościowo-siłowych pozwalających mu być lepszym w każdej dziedzinie od osoby nie uprawiającej sportu. Dlatego napisałem że śmieszą mnie mistrzowie jednej dyscypliny albo atleci-wątłusze. Ba, nawet mnie samemu zdarzało się być ośmieszonym choć uważałem się za silnego. W szczycie formy podciągałem się 14-15 razy przy wadze ponad 90 kg, wyciskałem 100 kg w seriach i wyglądałem niczego sobie. Ale nie uchroniło mnie to przed najedzeniem się wstydu. Zdarzało mi się stawać do jednej roboty z chłopkami którzy ze sportem mieli tyle wspólnego że oglądali piłkę w telewizji, codziennie pili wódkę i wyglądali jak ich ojcowie, ale po całym dniu pracy szli pić, gadali przy flaszce do późna a następnego dnia nic im nie było, a ja „wielki kulturysta” padałem na ryj i ledwo żyłem. I dotyczy to zarówno wytrzymałości jak i jednorazowych wyników. Mój znajomek który ostatni kontakt ze sportem miał w podstawówce na w-f, wychlał więcej alkoholu niż ja widziałem w życiu waży ponad 100 kg, wygląda jak wór sadła a jego wyniki siłowe są żenujące – pompek zrobi może z 10, o podciąganiu się może zapomnieć i na sztandze jakby wycisnął 60 kg to by był sukces. Ale jak ładowaliśmy na samochód coś bardzo ciężkiego i ja męczyłem się nie mogąc unieść od swojej strony na odpowiednią wysokość, podsumował mnie niewybrednie i załadował to sam 🙁 Długo nie dopuszczałem do siebie myśli że to obciach, cieszyłem się że mam swoje mięśnie a oni nie, ale w końcu wyciągnąłem wnioski z takich sytuacji i pracuję nad tym żeby już nie było tak łatwo mnie zagiąć 🙂
      Generalnie uważam że każdy robi w życiu to co lubi i tak ma być. Ktoś chodzi po górach, inny gra w szachy albo biega i jeśli nie potrzebuje być silnym to jego sprawa. Ale jeżeli uprawia sporty siłowe, ma wyniki w jakiejś dziedzinie to powinien być ogólnie silniejszy od nietrenującego przeciętnego człowieka. Inaczej jest śmieszny, jak karateka z czarnym pasem który wygrywa zawody a dostaje wp..dol od zwykłego chama na ulicy…

    • David napisał(a):

      To jest normalne że jak na codzien nie pracujesz fizycznie to nie będzie Ci to najlepiej szlo. Coś za coś. Jeden będzie podnosić 300 kg a nie da rady w pracy fizycznej, z kolei ktoś co codziennie chleje wódkę i pracuje na budowie nie da rady podnieść poprawną techniką już nie mówiąc o jakimś ciężarze. Tak samo ktoś ma krótkie ręce to ma łatwiej w wyciskaniu natomiast cierzej w mc. Jak ktoś ma długie ręce to na odwrót ( ja mam długie i biorę więcej w mc niż goście co ode mnie więcej wyciskają ). Nie da się być we wszystkim najlepszy. I to też zależy w jakim środowisku się obracasz. Ja mieszkam na wiosce jednak rodzice nie mają gospodarki tak jak większość rodzin. Nie pracowałem nigdy tak. Raz sąsiad poprosił o pomoc przy zwalaniu zboża. Normalnie nie dawałem rady pomimo tego że trenowałem. Koleś z którym robiłem nic się nie śmiał ani nie dowalał mi coś w stylu ” co chodzisz na siłownię i nie dajesz rady głupiego zboża wywalać”. A wiesz czemu tak nie było? Bo koleś sam trenował czasami na siłowni. Nie trenuje regularnie ponieważ zasuwa cały dzień więc po tem nie siły. Ale gościu najwidoczniej pamiętał jak pierwszy raz pracowal fizycznie i jakie problemy mu to sprawiało. I też wiedział że na siłowni to jest calkiem inny wysiłek. Drugi przykład. Trenuje z kolegą na siłowni od jakiś 5 miesięcy. Wcześniej trenowałem tylko kalistenike. I gościu podnosi od mnie prawie w każdym ćwiczeniu więcej pomimo że waży 20 kg mniej. Trenuje o jakieś 1,5 roku dłużej więc wiadomo że będzie silniejszy. Wie że moje mięśnie nie są jeszcze przyzwyczajone do podnoszenia ciężarów. W drugą stronę. Ja jestem lepszy na drążku pomimo że ważę więcej. Z tym że ja trenowałem kalistenike gdzie drążek to podstawa planu treningowego.
      Po za tym nie da się być we wszystkim najlepszym. Zawsze będziesz w czymś gorszy. A dążenie do bycia najlepszym we wszystkim spowoduje że będziesz we wszystkim przeciętny. Ja wole podnieść 300 kg naturalnie i mieć pozostale cechy motoryczne takie w miare rozwinięte ale nie jakieś mega mocne.
      Twój przykład z karateką jest to chyba najgłupszy jaki widziałem. To jest sport a nie ustawki kibolow i innej takiej patologi.

  6. NHB napisał(a):

    Daw wam mala porade bo widze ze sie gubicie. Sztanga slabo sie przeklada w codziennym zyciu albo inaczej… musisz duzo podnosic tych kilogramow. Pewna osoba dzwigajac 250 kg w martwym ciagu meczyla sie z 50 kg workiem.
    Chcecie sily ktorej nie bedziecie sie wstydzic? Zacznijcie trenowac na takich rzeczach jak wory, klody, kamienie, ciezkie hantle i robcie sile maksymalna.
    Wytrzymalosc? Mloty, kettle, dzwiganie przedmiotow w okreslonym przedziale czasowym nie na powtorzenia.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Dodałbym jeszcze przetaczanie opon od ciężarówek. Problem w tym, że nie każdy ma gdzie i jak wykonywać takie ćwiczenia. Ja nie mam a chciałbym

  7. Traper napisał(a):

    „nie da się być we wszystkim najlepszym”
    A kto tu mówi żeby być we wszystkim najlepszy? Chodziło mi o to żeby nie schodzić poniżej pewnego poziomu poniżej którego nie wypada schodzić jeśli ogólnie wiadomo że jest się osobą trenującą. A przykładu z karateką w ogóle nie zrozumiałeś. Rzecz jasna karateka (czy inny trenujący sporty walki) nie bierze udziału w żadnych ustawkach, nie dąży do konfrontacji itp.ale powinien być w stanie się obronić jeśli zajdzie taka potrzeba. Jego umiejętności sportowe powinny przełożyć się na praktyczną umiejętność samoobrony. I tak samo umiejętności sportowe trenującego sporty siłowe powinny się przełożyć na realną siłę użyteczną w pracy czy innych czynnościach związanych z wysiłkiem fizycznym.
    Do kolegi NHB. Widzę że jesteś w temacie i masz pojęcie o klimatach strongman, czyli nieobce Ci jest pojęcie „siły użytecznej”. Ja właśnie próbuję moją „siłownianą” siłę przeistoczyć w taką właśnie. Mógłbyś trochę rozwinąć swoją myśl i podrzucić więcej rad w tym temacie? (np.na czym się skupić, jakie szczególnie wartościowe ćwiczenia byś polecił)

  8. NHB napisał(a):

    Traper, w komentarzach nie da sie bo by wyszlo ich ze 100. Moj mail: SilaBezDopingu@gmail.com. Pisz smialo. Byc moze kiedys tez zaloze strone na youtube by pokazac jak mozna cwiczyc na innym sprzecie niz sztanga i co mozna osiagnac.

  9. Rafał Mu. napisał(a):

    Moim zdaniem ludzie się dzielą na tych co swoje sportowe wyniki traktują tylko w kategoriach czysto sportowych, i na tych co uprawiają jakiś sport dla siebie w konkretnym celu. I tacy zazwyczaj przekładają sport na praktykę. Sam osobiście należę do tej drugiej grupy osób – i widzę że Traper też – i nigdy w życiu nie wziąłbym się na poważnie za takie sporty jak curling, snooker, skok w dal, skok o tyczce, rzut oszczepem itd. tylko dlatego, że w życiu umiejętności z tych sportów się nie przydają.

    Z kolei zamiast skoków wszelkiego rodzaju mógłbym uprawiać sprint, wyścigi F1, albo judo. Choćby dlatego, że mógłbym być dobrym biegaczem, kierowcą albo fighterem. A po rzucie oszczepem to co, byłbym dobrym rzucaczem dzidą? I po co mi to? 🙂

    Oczywiście szanuję każdy sport, ale osobiście lubię mieć poczucie, że podczas treningu doskonalę się w czymś pożytecznym.

  10. Damiand napisał(a):

    Może to powrót do nieco dawnego tematu, jednak zirytowała mnie wypowiedź Trapera o ludziach trenujących sztuki walki. Znam się odrobinę na tym temacie i muszę powiedzieć, że (biorąc pod uwagę choćby tą część wypowiedzi „Rzecz jasna karateka (czy inny trenujący sporty walki) nie bierze udziału w żadnych ustawkach, nie dąży do konfrontacji itp.ale powinien być w stanie się obronić jeśli zajdzie taka potrzeba. Jego umiejętności sportowe powinny przełożyć się na praktyczną umiejętność samoobrony. „) karateka karatece nierówny, nie trzeba być masywnym kolesiem, wszystko zależy od celu jaki się ma. Oczywiście bycie postawnym się przydaje to nie jest konieczne, można generować dużą siłę nawet będąc małym i chudym, uderzenia które są szybkie i skierowane w odpowiednie rejony potrafią znokautować przeciwnika. A co do walk ulicznych często choćby karate jest trenowane jedynie pod zawody a tam rzecz jasna są reguły i nie zwraca się uwagi na takie niebezpieczeństwa jakie są na ulicy (noże, pałki teleskopowe, walki z grupą, presja walki i inne niebezpieczeństwa) trening pod uliczne bijatyki jest inny, należy często zmodyfikować istniejące formy w karate właśnie pod takie sytuacje, ogółem trzeba je dobrze rozumieć a przy tym być elastycznym w dopasowywaniu się do sytuacji. Ktoś chodzący na karate może trenować formy, mieć silne mięśnie, nawet w sparingach (bodajże nazywających się kumite) wygrywać, jednak w zwykłej walce nie ma szans bo przeciwnik postępuje nie według jakichś technik tylko nawala cepami(choć mogą się zdarzyć oczywiście dobre proste, sierpowe itd) a karateka jest zbyt sztywny(ulega presji, zapomina o tym czego się nauczył, nie uważa na otoczenie skupiając się tylko na jednym przeciwniku itd). W prawdziwej walce trzeba pokonać presję, najlepiej kontrolować otoczenie by ktoś cię nie pociachał z tyłu itd. Poza tym tu była mowa o samym karate, a istnieją sztuki walki które skupiają się przede wszystkim na przenoszeniu siły itd gdzie choć masywność może się przydać to nie jest koniecznie potrzebna. Nawet samą siłę można nadrobić technikami choć oczywiście gdy siła i techniki współgrają jest się o wiele silniejszym. Wybaczcie za przydługi post jednak jestem zirytowany uogólnianiem, choć oczywiście nie miałem zamiaru nikogo urazić 🙂

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Myślę, że chyba nie zrozumiałeś wypowiedzi Trapera. To oczywiste, że jak ktoś trenuje karate, to nie znaczy z miejsca, że dowali każdemu na ulicy. Natnie się na jakiegoś podpitego koksa i może dostać po pysku – samo życie. Jednak kij ma dwa końca. Średniozaawansowany karateka nie powinien być chłopcem do bicia na podwórku i raczej nie powinien mieć problemu z byle gnojem spod sklepu. Chociaż karate nie jest sztuką samoobrony, a sportem, to nie można mówić że absolutnie wcale nie przekłada się na realną walkę.

      Podobnie rzecz ma się w przypadku innych sportów. Uważam że podciągnę się więcej razy niż 140-kilogramowy kulturysta klasy „open”. Ok, kalistenika to nie jest jego dyscyplina i nie musi się dużo podciągać. Ja jestem lżejszy więc też mam przewagę. Ale jeśli ów kulturysta nie podciągnie się ani razu to raczej wstyd.

      Rzecz w tym, że od niektórych sportów wymaga się pewnego minimum. Takie zjawiska jak karateka, który dostaje w łeb od byle kogo, kulturysta, który ani razu nie podciągnie się na drążku, albo akrobata, który wygrywa na zawodach, ale nie wkręci żonie żarówki bo się boi że z drabiny spadnie, to są zwyczajne absurdy. Traper jest zdania, że choć nie wszystkie sporty są funkcjonalne, to jednak każdy sport jakąś tam funkcję w życiu codziennym powinien mieć. Co to byłby za sport, kiedy wchodzisz na matę, salę, ring, siłownię itp i jesteś kozakiem, a po treningu nie ma to żadnego znaczenia, żadnego wpływu na Twoje życie? Ja jestem tego samego zdania.

  11. Damiand napisał(a):

    Przedstawione w ten sposób to ok, nie można się nie zgodzić. Choć myślę było to nieco zbyt ogólne przez co się przyczepiłem, tutaj nie mam naprawdę nic do zarzucenia jeśli jest rozumiane w taki sposób. Choć karate jest sztuką samoobrony lub sportem zależnie po co się trenuje i jak, więc po prostu wszystko zależy od celu i danej osoby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *