SUPLEMENTY? Tak, powinieneś je zażywać!

Ten temat budzi bardzo rozbieżne opinie i każdy ma tutaj swoje zdanie. Zauważyłem, że najbardziej popularni są przedstawiciele trzech obozów. Obóz pierwszy uważa, że suplementy są nic nie warte i tylko prawdziwe pożywienie dostarczy nam odpowiednich składników odżywczych. Ten obóz to zazwyczaj ludzie dbający o zdrowie, a ich motto brzmi: „spożywaj warzywa, a nie tabletki”. Drugi obóz to osoby stosujące tylko wybrane suplementy. Najczęściej jest to magnez. Domniemam, że z powodu medialnego hałasu jaki tworzy się wokół tego minerału. Magnez jest chyba najczęściej reklamowanym suplementem w telewizji, obok pigułek na potencję i na hemoroidy. Ci ludzie mają swoje ulubione suple i je zażywają zwyczajowo. Trzeci obóz, czyli najczęściej osoby trenujące, stosuje suplementy doraźnie lub okresowo. Chodzi tu raczej o jakieś suplementy specjalistyczne wspomagające treningi, energetyczne lub pobudzające, stosowane np. przez studentów w okresie egzaminów itp. czyli wówczas, gdy czują taką potrzebę.

Dlaczego powinieneś korzystać z suplementów diety?

Prawda jest taka, że należy korzystać z suplementów niezależnie od tego czy uprawiasz jakiś sport, czy jesteś nastolatkiem czy osobą starszą, kobietą czy mężczyzną i czy odżywiasz się zwyczajnie czy może prowadzisz zdrowy tryb życia.

W tym miejscu w Twojej głowie może się zrodzić pewne pytanie: „Skoro ludzie potrzebują suplementów do zachowania witalności i zdrowia, to czy w czasach gdy suplementów nie było, nikt nie miał szans na życie w dobrym zdrowiu?”

Musimy wyjaśnić sobie jedno. Jako istota ludzka dostałeś od Boga wszystko czego potrzebujesz do życia. Dostałeś możliwość korzystania z zasobów natury w nieograniczonym stopniu i… zniszczyłeś to. Ponieważ jest tylko jedna rzecz, przez którą jesteś niejako skazany na suplementację. Tym czymś jest cywilizacja.

WYJAŁOWIONE GLEBY

Każdy z nas wie, że w warzywach i owocach znajdują się całe pokłady witamin i minerałów. Jednak czy zastanawiałeś się kiedyś skąd te składniki odżywcze się tam wzięły? „Jak to skąd? Po prostu tam są.” To nie jest tak do końca. Żadna roślina nie pojawia się na tym świecie tak po prostu. Podobnie jak stan organizmu człowieka zależy od tego, w jakim żyje środowisku, jaką pije wodę i co je, tak też stan warzywa zależy od tego, co przyswoi z gleby w trakcie wzrostu i dojrzewania. Innymi słowy, bogactwo składników odżywczych danego warzywa zależy od gleby, w której zostało zasiane.

A stan dzisiejszych gleb jest niestety mocno nadwyrężony przez przemysł. Oczywiście gleby można odpowiednio nawozić, ale nigdy nie masz pewności jak nawożona była gleba, na której wyrosło warzywo zakupione przez Ciebie w sklepie. Sam nawóz to jednak nie wszystko ponieważ głównym wyznacznikiem wydajności gleby jest jej odczyn pH, czyli stopnień zakwaszenia. Nawet najbogatszy nawóz nie uzupełni gleby w niezbędne pierwiastki jeśli ta będzie miała zbyt niski lub zbyt wysoki odczyn pH. Jak donosi pewien portal rolniczy, tylko 8% gospodarstw badało glebę pod kątem zakwaszenia (w okresie 2011 – 2014 r.). Skutkiem tego jest to, że blisko 60% polskich gleb ma nieodpowiedni odczyn i wymaga tzw. wapnowania.

Te statystyki mnie przerażają. Myślimy, że znamy zawartość witamin i minerałów w poszczególnych warzywach i owocach, a okazuje się, że głównie zależy to od gleby, na której zostały zrodzone. W praktyce oznacza to, że nigdy nie wiesz dokładnie ile magnezu zawiera Twoja marchew, burak, kapusta czy inne warzywo. Szacuje się, że zawartość niektórych witamin w owocach jest niższa o 90% niż zaledwie 30 lat temu!

PESTYCYDY, GMO, HORMONY I ANTYBIOTYKI

Jak widzisz, nawet jabłko kupione od polskiego rolnika nie gwarantuje Ci 100-procentowej jakości, jednak wiele osób jeszcze bardziej pogarsza sprawę zaopatrując się w warzywa i owoce w największych sieciówkach. A te mogą już być wyhodowane z modyfikowanych genetycznie ziaren GMO oraz zawierać ogromne ilości pestycydów. Poniżej przedstawiam Ci ranking warzyw i owoców pod względem zawartości pestycydów:

<Zawartość pestycydów w warzywach i owocach>

Modyfikacja genetyczna nie dotyczy tylko roślin, ale także zwierząt. A te traktowane są również hormonami oraz antybiotykami w celach jak najszybszego osiągnięcia docelowej masy.

ZOSTAŁO NAM BEZPOWROTNIE ODEBRANE

Wpływ cywilizacji na współczesne rośliny oraz zwierzęta jest tak ogromny, że niektóre dobrodziejstwa natury zniszczyliśmy już bezpowrotnie i absolutnie. Są to między innymi:

  • Soja – roślina pełna wartości odżywczych oraz dobrej jakości białka. Dziś 90% światowej populacji soi to GMO. Soja we współczesnym świecie pełni głównie rolę taniego wypełniacza wszelkiej maści śmieciowego żarcia, a także paszy dla zwierząt.
  • Kukurydza – jak wyżej.
  • Ryby morskie – jedne z najzdrowszych dobrodziejstw fauny. Dziś w całości zanieczyszczone metalami ciężkimi takimi jak rtęć.

Niestety, nie mamy dzisiaj raczej jedzenia dobrej jakości w 100 procentach. Ani pochodzenia roślinnego, ani zwierzęcego. I powiem Ci coś, z czym być może się nie zgodzisz, ale nie jest to wina samego przemysłu, czyli tzw. „ich”. Jest to nasza wina, Twoja, moja. Dlaczego? Bo tylko popyt na określone produkty tworzy podaż tych produktów. A kto tworzy popyt jak nie my – konsumenci? Zobacz ile ludzi wciąż kupuje jaja kurze wprost z marketu. Ile osób wciąż kupuje paczkowane owoce w sezonie, kiedy roi się od bazarów z naszymi, polskimi owocami i warzywami. Ile osób wciąż kupuje mięso w sieciówkach. To wszystko to kopanie dołków pod samym sobą.

Zmiana środowiska. Niweluj zły wpływ otoczenia

Uboga zawartość składników odżywczych w dzisiejszym pożywieniu to tylko jeden aspekt. Suplementy pomagają nam nie tylko uzupełnić niedobory, ale także zniwelować zły wpływ innych substancji, które przyjmujemy wraz z jedzeniem, piciem oraz powietrzem.

Większość osób zapewne zdaje sobie sprawę z konieczności przyjmowania magnezu w przypadku picia dużej ilości kawy. To tylko jeden przykład, ale tak naprawdę preparaty mineralne powinniśmy przyjmować z powodu wszelakich niekorzystnych substancji zawartych w dzisiejszym jedzeniu, od metali ciężkich po przeróżne chemiczne konserwanty itp. Oczywiście na każdej ulotce suplementu znajduje się stosowna informacja, mianowicie że: „Preparat nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety”. I to trzeba sobie wziąć do serca. Nie możemy rzecz jasna napychać żołądków czym chcemy, a potem załatwiać sprawy tabletkami, jak sugerują to reklamy pigułek na wątrobę z przedrostkiem „hepa-”.

Pożywienie to jedno, a środowisko w jakim żyjemy to drugie. Nie ulega wątpliwości, że większość społeczeństwa żyje w zanieczyszczonych miejskich dżunglach. Ale nawet z dala od miast powietrze już nie jest takie jak kiedyś z powodu samolotów rozpylających metale ciężkie wszem i wobec.

Jest jedna bardzo ważna rzecz dla naszego istnienia i jest to rzecz niebagatelna i niezbędna. Mianowicie życiodajne Słońce. Słońca nie zniszczyliśmy, ale zrobiliśmy dość dużo, aby promienie słoneczne nie docierały do nas w takim stopniu w jakim powinny. Kluczowa jest tutaj witamina D, której niedobory skutkują powstawaniem masy przeróżnych chorób i obniżeniem ogólnej kondycji ludzkiego organizmu. Tej witaminy nie jesteśmy w stanie dostarczyć sobie w wystarczającej ilości z pożywienia. Jej głównym źródłem jest promieniowanie UVB generowane przez Słońce. To jednak nie koniec złych wiadomości. Kiedy Słońce jest dość nisko nad horyzontem, czyli w godzinach porannych i popołudniowych, promienie słoneczne muszą pokonać bardzo grubą warstwę atmosfery przechodząc przez nią na wskroś. Dlatego na Ziemię dociera bardzo niewiele UVB, a nawet wcale. Na naszej szerokości geograficznej tak naprawdę mamy możliwość nasycenia się światłem słonecznym, i tym samym dostarczenia sobie witaminy D, tylko w godzinach od 11:00 do 13:00, czyli przez 2 godziny dziennie. Większość z nas jest jednak wówczas w pracy lub w szkole. Nic dziwnego więc, że znaczna część chorób cywilizacyjnych ma bezpośredni lub pośredni związek (np. cukrzyca) z niedoborami witaminy D.

Nieco powyżej podałem 3 przykłady naturalnych dobrodziejstw, które zniszczyliśmy bezpowrotnie (soja, kukurydza, ryby) jednak w tamtym przypadku nie jest jeszcze tak tragicznie ponieważ wartości odżywcze z tych produktów możemy pozyskać w inny sposób. Np. tłuszcze nienasycone w rybach możemy zastąpić olejami roślinnymi, nawet zresztą z lepszym efektem. W przypadku witaminy D zrobiliśmy rzecz straszną. Nie mamy w zasadzie żadnej alternatywy dla promieni słonecznych. Człowiek cywilizowany doprowadził do tego, że żyjemy w czasach, kiedy głównym źródłem witaminy D okazują się… suplementy. Ewentualnie solaria dysponujące sprzętem emitującym promienie UVB.

Czarny scenariusz. Ocknij się!

Uświadom sobie jak bardzo my, jako konsumenci, zniszczyliśmy naturalne zasoby dla naszych organizmów przez zaledwie kilkadziesiąt lat. I pomyśl co będzie za kolejne kilkadziesiąt lat jeśli nie zmienimy swoich wyborów przy sklepowych półkach. Myślisz, że jesteś tylko szarym człowiekiem nie mającym wpływu na to wszystko, że jesteś skazany na to co Ci podsuną pod nos, ale tak nie jest. To Ty jesteś konsumentem i to Ty kreujesz rynek. Zdrowy styl życia to nie tylko zmiana swojego menu. To wyższa ideologia. Twój tryb życia ma bezpośredni wpływ na przyszłość Matki Ziemi.

GMO to „wspaniały wynalazek”. Nigdy dotąd nie można było opatentować naturalnej substancji, naturalnej rośliny, organizmu żywego, ponieważ patent na te rzeczy ma tylko sam Bóg. Technologia GMO daje możliwość zamiany rośliny w produkt konkretnej korporacji. Mają oni możliwość dokładnego określenia wielkości, koloru i smaku Twoich warzyw, dlatego mogą uzyskać na to patent. I to jest genialne dla wielkich korporacji i niszczące dla zwykłego człowieka.

Obecnie warzywa i owoce nadal stanowią dla nas wartościowe pożywienie. Nadal mamy szansę wyboru zdrowych produktów. Producenci żywności BIO walczą o swoje miejsce na rynku, a Ty możesz im pomóc dając im swoje pieniądze w zamian za zdrowe pożywienie. Suplementy stanowią dla nas jednak niezbędne wspomaganie diety. Ale niestety, jeśli ten straszny dotychczasowy trend się utrzyma, a ludzie będą nadal ustawiać się w kolejkach do marketowskich kas niczym bezmyślne świnie do koryt, to już w niedalekiej przyszłości tabletki będą stanowiły dla nas główne źródło wartości odżywczych, a pożywienie będzie tylko jałowym zapychaczem żołądka. Produkty spożywcze będą sztucznie wzbogacane w mało wydajne syntetyczne witaminy i minerały, jak ma to już miejsce w przypadku „witaminowych żelków” dla dzieci czy płatków śniadaniowych (o zgrozo).

Jeśli nie chcemy być skazani na to sztuczne żarcie i konieczność przyjmowania tabletek całymi masami musimy się w końcu obudzić.

90% suplementów na rynku to śmieci

Obecnie branża wellness jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się branż. I nic dziwnego bo ludzie kupują suplementy coraz chętniej. Ale niestety nie takie co trzeba. Im więcej śmieciowego jedzenia, im mniej wartościowych produktów, im mniej słońca, im mniejsza świadomość ludzka, tym większe zapotrzebowanie na proszki. Jeden przemysł napędza drugi. Musisz sobie zdać sprawę z tego, że w branży wellness jest podobnie jak w przemyśle spożywczym. Są ci dobrzy i ci źli.

Niestety tych drugich jest znacznie więcej. Próbują sprzedać Ci tandetne preparaty magnezowe reklamowane w środkach masowego przekazu, musujące tabletki rozpuszczane w wodzie, energetyzujące napoje, oszukane witaminy itd. Jest tego cała masa.

Skąd więc masz wiedzieć jaki suplement jest dobry? Oczywiście wymaga to pewnej wiedzy, jednak mogę już dziś dać Ci kilka wskazówek:

  1. Nie kupisz dobrego suplementu w markecie, ani w żadnym sklepie spożywczym wielkich sieci. Wystrzegaj się wszystkich preparatów umieszczonych przy kasach, w szczególności musujących tabletek.
  2. Jeśli produkt jest reklamowany w telewizji i radio, to jest zły.
  3. Apteka to miejsce, które absolutnie nie daje Ci gwaranci dobrego zakupu. Wszystko zależy od samej apteki, ale nawet tam większość produktów to zwykłe śmieci.
  4. Uwaga! Producenci odżywek i suplementów dla sportowców mają w ofertach bardzo dobrej jakości preparaty specjalistyczne przeznaczone właśnie dla sportowców, bo są oni ich grupą docelową. Jednak nie kupuj od nich witamin, ani minerałów, żadnych kwasów omega, preparatów ziołowych itp.
  5. Masz szansę kupić dobry suplement w sklepie z żywnością ekologiczną. Poszukaj takiego sklepu w swojej okolicy, a może będziesz miał szczęście.
  6. Producenci najlepszych suplementów prowadzą zazwyczaj sprzedaż internetową, bardzo często poprzez marketing sieciowy. Nie współpracują oni z żadnymi sklepami, marketami itd., a głównym kanałem dystrybucji jest internet oraz prywatne osoby, które podjęły współpracę. Oto przykłady takich producentów:

Visanto
Swanson
Calivita
Akuna

(Oświadczam, że nie mam żadnych korzyści materialnych z reklamowania powyższych firm).

Dbajmy więc nie tylko o producentów zdrowej żywności, ale także o tych, którzy zaopatrują nas w dobre suplementy.

Człowiek, jako istota żyjąca na Ziemi nigdy nie potrzebował żadnego farmaceutycznego wspomagania swojego organizmu. Dziś nie potrzebujemy suplementów dlatego, bo tak zostaliśmy stworzeni. Potrzebujemy ich bo sami do tego doprowadziliśmy. Dbaj o zdrowie. Uważaj komu oddajesz swoje ciężko zarobione pieniądze. Nie płać oszustom. Wspomagaj dobrych producentów. Zdrówka życzę!

19 komentarzy

  1. Myslaem ze ten artykul to bedzie kolejne gadanie o tym jaka brac kreatyne, bialko itd ale sie zaskoczylem. Nie mam oczywiście nic do tego ale juz powstalo tyle filmow na youtube, tyle artykułów na roznych stronach, forach,blogach itd ze juz ” przejadlem „sie tym tematem. Po dojsciu tak mniej więcej do polowy a moze i nawet jeszcze wczesniej zauważyłem ze to jednak nie bedzie jeden z tych tradycyjnych artykulow o suplach. Jest to bardzo oryginalny, ciekawy i dający do myslenia artykuł. Oby wiecej takich. !

  2. Witam
    A jakie suplementy proponujesz? D3 plus k2? (Bo w naszej strefie klimatycznej słabo ze słońcem)
    Zawsze mnie zastanawia jakie suplementy biorą zawodowi np. piłkarze. Bo biegać 90 minut to niezły wyczyn 🙂 oczywiście nie można pominąć bujności fryzury 😛
    pozdrawiam

    1. Ja stosuję witaminę D w kroplach firmy Visanto. K2 nie jest konieczna moim zdaniem jeśli dość zdrowo się odżywiasz i jesteś młody. Ale oczywiście nie zaszkodzi. Piłkarze, owszem biegają 90 min, ale z przerwami. Maratończycy niekiedy ponad 3 godz bez żadnych przerw. Jeszcze większymi kozakami są startujący w ultramaratonach. Jakie suplementy biorą? Jak wszyscy sportowcy. Carbo, białko, witaminy, aminokwasy, l-karnitynę, minerały.

  3. Jakie suplementy obowiązwoko proponujesz?

    Ja sam tak jak kolega wyzej juz napisal mysle o D3 + K2, do tego Omega 3, Magnez (bo pije duzo kawy) i to chyba na tyle?

    1. To wszystko zależy od diety i trybu życia. W okresie zimowym to właściwie D3 jest obowiązkiem. Latem już niekoniecznie, ale jeśli pracujesz lub uczysz się większość dnia i jesteś rzadko na słońcu to też nie zaszkodzi. Omega-3 nie ma sensu bo w tabletkach jest postać kwasu DHA i EPA, a my potrzebujemy Omega-3 w postaci kwasu ALA. Kwasy ALA zawiera siemię lniane i olej lniany. Łyżka oleju pokrywa dzienne zapotrzebowanie na kwasy omega-3. Sam stosuję stale. Magnez jak najbardziej, ale pamiętaj, że musi to być cytrynian lub mleczan magnezu. Osobiście też od jakiegoś czasu stosuję preparaty całościowo wzmacniające organizm. U mnie są to młody jęczmień i spirulina w proszku. Może też być pyłek pszczeli. Są to produkty zawierające szereg składników odżywczych. Obowiązkiem jest też kwas askorbinowy w proszku (witamina C). Koniecznie w proszku. Nie trzeba stosować stale, ale w stanach osłabienia najlepiej od razu zastosować. Moim zdaniem powinna być zawsze pod ręką w każdym domu.

  4. Artykuł wart przeczytania i ciekawe spojrzenie na temat. Niestety idealizm zbyt daleko posunięty. Można się podpisać obiema rękami pod tezami żeby wybierać ekologiczne produkty i w pewien sposób próbować dzięki temu zatrzymać degradację Ziemi .. ale nic z tego nie wyniknie. Zmiany w środowisku są nieuniknione, czarny scenariusz w postaci zniszczenia zasobów naturalnych w skali całej planety jest tylko kwestią czasu. Ludzkość dąży do samozagłady i tego procesu już się nie da zatrzymać. I dzieje się to na jej własne życzenie. Ale nie zagłębiajmy się w ideologię, jesteśmy jednym z ostatnich pokoleń którym jest dane żyć na Ziemi, następne będą oglądać powolną jej zagładę. Cieszmy się że jeszcze mamy co jeść, co pić i czym oddychać 🙂
    Co do suplementów, moje zdanie jest zgodne z myślą przewodnią – są niezbędne, zapotrzebowanie na nie wzrasta razem z nasileniem obciążenia organizmu. I o ile w kwestiach związanych z treningiem nieraz polemizuję z autorem, to w kwestii zdrowego odżywiania nie zamierzam i korzystam z jego wiedzy którą się tutaj dzieli 🙂 U mnie absolutną podstawą suplementacji są preparaty chroniące stawy i wspierające regenerację. Jeszcze 2 lata temu z powodu zniszczonych stawów miałem znaczące ograniczenia i myślałem że tak musi być. Zmiana odżywiania i dobra suplementacja w dużym stopniu usunęła te ograniczenia. Szału nie ma i już nie będzie, ale mogę trenować bez obawy że się rozlecę i zdychania z bólu dwa dni po każdym treningu. Suple typowo sportowe (aminokwasy, białka itp.) umiem stosować ale jeśli chodzi o preparaty prozdrowotne, to już niekoniecznie. I tu takie pytania do autora :
    1.) Na co najlepiej postawić w grupie preparatów całościowo wzmacniających ? Jest tego całe mnóstwo : żeń-szeń, ashwagandha, maca, wspomniany młody jęczmień i dziesiątki innych, których nazw nie pamiętam a każdy z nich jest wg reklamy panaceum na wszystko
    2.) Czy te specyfiki faktycznie mają odczuwalne działanie i warte są swojej ceny (nieraz niemałej) ? W suplach sportowych sprawa jest prosta, rezultaty widoczne od razu albo w krótkim okresie czasu. Biorę BCAA – mniej bolą mięśnie, kreatynę – mam więcej siły itp. Chodzi mi o to że jeśli dany preparat jest „na coś” to jego zażywanie przekłada się na wymierne efekty. A jak coś jest „na wszystko” to jak ocenić zasadność tego stosowania?

    1. Nie wiem jak mogłem przeoczyć ten komentarz i na niego nie odpowiedzieć. Lepiej późno niż wcale.

      1. Cieżko powiedzieć ponieważ to zależy od diety i trybu życia. Pamiętaj, że suplement ma być dopełnieniem diety, a nie jej podstawą. Jeśli więc jesteś mieszczuchem i masz trudny dostęp do dobrej jakości warzyw/owoców to postaw na spirulinę oraz chlorellę w proszku, które zawierają mnóstwo witamin i minerałów. Jeśli Twoim problemem jest stres, pijasz dużo kawy i czujesz jak katabolizm Cię pożera to może ashwaghanda obniżająca poziom kortyzolu? Ja sam stawiam na spirulinę i chlorellę ponieważ mają działanie odtruwające i usuwają metale ciężkie z organizmu, na które jestem narażony w pracy. Sproszkowane glony to coś co polecam każdemu. Tak więc wszystko zależy od tego, czego sam potrzebujesz.

      2. Tak jak powyżej. Zdrowy człowiek bez problemów nie odczuje wpływu spożywania tego podobnych preparatów. Jeśli nie cierpisz na niedobory witaminy C to jej suplementacja nie wpłynie na Ciebie tak jak na kogoś kto ma te niedobory. Ja sam mogę powiedzieć, że prozdrowotne suplementy + racjonalne odżywianie wyciągnęło mnie ze stanów przewlekłego zmęczenia i braku poczucia energii. Kiedyś wiecznie szukałem przedtreningówki, która da mi porządnego kopa do treningu. Teraz właściwie uczucie kiedy miałbym się zmuszać do ćwiczeń jest mi zupełnie obce.

      Widzisz… Jak sam stwierdziłeś to nie są preparaty na konkretne coś, tylko na utrzymanie ciała w dobrym zdrowiu i na przypływ sił witalnych. To jak na Ciebie wplynie dana substancja to bardzo indywidualna kwestia.

  5. Czy odczułeś w swoim samopoczuciu pozytywne zmiany od kiedy zacząłeś się suplementować np. olejem lnianym itp. ? Naszła mnie taka myśl, że pewne firmy chcąc zarobić więcej na suplementach rozgłosiły nieprawdę o wyjałowionej glebie w minerały, a plotka rozniosła się dalej, ale to takie moje gdybanie.

    1. Jeśli chodzi o olej to nie odczułem, ale to pewnie dlatego że jestem zdrowy. Wierzę natomiast, że osoba cierpiąca na niedobory kwasów tłuszczowych napewno odczułaby dobre zmiany po suplementacji olejem. Natomiast odczułem skutki przyjmowania witaminy C, D, kreatyny, spiruliny. Co do witamin to znacznie podniosła mi się odporność, a gdy już byłem chory to witamina C wyciągała mnie z choróbska w ciągu kilku dni – zero antybiotyków. Z usług lekarzy nie korzystam od 15 lat. Twoja myśl może i by była słuszna, ale tak się składa, że jedyne dobre suplementy produkują firmy, które się nie reklamują w mediach masowego przekazu.

  6. Znaczy, nie rozumiem 2 punktów. 1) polecanie marki Visanto.
    Nie ma żadnych dowodów na to jakoby te produkty miały wyższą jakość. Co więcej, to suplementy, czyli nie ma żadnej kontroli nad ich produkcją w przeciwieństwie do ściśle kontrolowanych leków. Jeśli badania wykażą, że pomimo odpowiedniego ułożenia diety do np. uzupełnienia braku magnezu, dalej niedobór występuje, lepiej jest włączyć sprawdzony lek niż niesprawdzony specyfik. Ponadto do samej firmy, jej właściciel też mnie nie przekonuje, nie podzielając jego poglądów nie rozumiem po co miałbym kupować jego produkty, skoro na rynku są tańsze odpowiedniki i do często sprawdzone (w postaci leków)
    2) w ogóle nie rozumiem pomysłu z zastąpieniem DHA i EPA roślinnym ALA. DHA i EPA są bardzo dobrze przyswajalne, natomiast właśnie ALA okazuje się być kiepskim odpowiednikiem (teraz dokładnie nie pamiętam, ale wychodziła kilkukrotnie niższa przyswajalność?). Na PubMedzie były już nie raz badania na ten temat. To tak jakby Pan sugerował, że jedzenie ryb nie ma sensu, bo można to zastąpić olejami roślinnymi. No nieprawda. Natomiast jeśli obawia się Pan np. skażenia mórz, to w trakcie/po posiłku chlorella powinna ładnie pomóc.
    Pozdrawiam.

    1. Jako, że sam nie lubię braku potwierdzenia, dodaję cytat:

      „For example, 1 study suggested that only ∼2 to 10% of ALA is converted to EPA or DHA (9), and other studies found even less: Goyens et al. (10) found an ALA conversion of ∼7% for EPA, but only 0.013% for DHA; Hussein et al. (11) found an ALA conversion of only 0.3% for EPA and <0.01% for DHA."
      z pracy:
      https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3262608/

      A tego jest tam w sumie dużo więcej 😉

    2. Witam. Oczywiście właściciel marki Visanto jest kontrowersyjny i można się z nim zgadzać lub nie zgadzać, jednak nie ulega wątpliwości, że facet zna się na witaminach. W produkcji preparatów Visanto króluje dbałość o detale. Zauważ, że w suplementach tej marki nie znajdziesz stearynianu magnezu, ani dwutlenku krzemu, które są szkodliwe. Między innymi źle wpływają na perystalykę jelit. Sam prezes Visanto powiedział, że nie wyraził zgody na stosowanie tych substancji. A są one obecne w 99% suplementów. Dlaczego? Ponieważ ułatwiają proces produkcji. Stearynian magnezu np. zapobiega zbrylaniu się proszku już na etapie produkcji, a co za tym idzie zapychaniu się drobnych elementów maszyn produkcyjnych. Ten antyzbrylacz występuje natomiast nawet w preparatach firmy Swanson, którą też poleciłem, bo naprawdę ciężko jest z niego zrezygnować. Sam fakt, że w firmie Visanto rezygnuje się z takiego ułatwienia na rzecz zdrowia konsumentów budzi moje zaufanie. Ponadto wszystkie suplementy Visanto są oferowane z najlepszej formie. Spójrz… chcąc kupić magnez musisz się pofatygować i poszukać cytrynianu lub mleczanu. Nawet farmaceuci nie zwracają uwagi na formę i mogą wcisnąć Ci tlenek magnezu, który przyswaja się maksymalnie w 30%. Kupując Visanto wiesz, że składnik aktywny jest w najlepszej możliwej formie dostępnej na rynku.

      I teraz co dalej? Piszesz lepszy jest sprawdzony lek niż niesprawdzony specyfik. Więc porównajmy.

      Filomag B6 to preparat magnezowy zakwalifikowany jako lek. A w składzie stearynian magnezu, sacharoza i talk. MBE to również lek. W składzie dwutlenek tytanu i… olej palmowy! Składnik, który w formie utwardzonej znajduje się na liście substancji kancerogennych. Możemy mieć tylko nadzieję, że producent stosuje nieutwardzoną formę, ale żadnego info na ten temat nie ma. Z kolei Cytrynian Magnezu Swanson to czysty magnez w proszku bez żadnych dodatków. Koszt zakupu powyższych leków to 9 – 12 zł. Produkt Swanson kosztuje ponad 40 zł. Oczywiście możesz uznać że w tym przypadku cena nie równa się jakości, ale to już Twoja opinia.

      Sam fakt, że jakiś produkt jest lekiem, nie oznacza jednocześnie wysokiej jakości. Pamiętaj, że owa kontrola jakości jest przeprowadzana przez firmy, które produkują te leki lub pośredniczą w produkcji. Moim zdaniem lepiej jest poznać samemu daną firmę, kierować się intuicją i samemu wyrobić sobie zaufanie niż ślepo kupować specyfik tylko dlatego, że dostał status leku. A często skład jest gorszy.

      A teraz o omega-3. Kwasy ALA są egzogenne, DPA i EPA to kwasy względnie egzogenne, czyli nie trzeba ich dostarczać z zewnątrz o ile zadbamy o odpowiednią podaż kwasów ALA. Tutaj nie chodzi o zastąpienie tych kwasów kwasami ALA. Po prostu ALA pełnią inną funkcję. W organizmie zachodzi konwersja kwasów ALA do kwasów EPA i DHA maksymalnie kilka procent. Dlaczego? Bo 90% zapotrzebowania organizmu na omega-3 to zapotrzebowanie konkretnie na kwasy ALA. Pokrywając zapotrzebowanie na omega-3 np. olejem lnianym dostarczasz kwasów ALA. Orgaznizm konwertuje sobie te kilka procent na EPA i DHA wedle zapotrzebowania a resztę wykorzystuje w niezmienionej postaci. Jedząc łososia pokrywasz zapotrzebowanie na EPA i DHA, ale skąd Twój organizm ma wziąć pozostałe 90% omega-3 w postaci ALA? Możesz zjeść 1 kg ryb a i tak nie będzie tam ani grama kwasów ALA. Zresztą EPA i DHA pewnie też niewiele ponieważ ryby jemy po obróbce termicznej, a jak wiadomo omega-3 giną w wysokiej temperaturze. Jeśli więc zamierzasz dostarczać omega-3 z ryb to jedz sushi. W praktyce okazuje się, że roślinne źródła omega-3 to najlepszy wybór.

  7. Dzięki za szybki response 😉

    Zastanawiałem się jak to wszystko ująć w słowa. Mam tutaj pewne obserwacje:
    Ad. magnezu:
    Porównuje Pan przykładowe 2 „leki” z „suplementem” firmy Swanson. Zrobię i ja takie porównanie 🙂
    A) Pierwsza różnica, która rzuca mi się w oczy, to forma produktu. Swanson sprzedaje czysty proszek, cytrynian, leki mają konkretnie odmierzone dawki. Z uwagi na to, że leki muszą być:
    a) wygodne w przyjmowaniu,
    b) odmierzone w b. precyzyjny sposób,
    c) z racjonalnym terminem przydatności do spożycia
    producent wciska je w żelowe pigułki, wytłacza na krążki, czy jeszcze inaczej je przygotowuje fizycznie oraz konserwuje, ponieważ mają starczyć na długo, w końcu mają na sobie konkretną datę ważności, która musi być prawidłowa, a po przekroczeniu której należy produkt wyrzucić.
    W Polsce suplementy nie podlegają kontroli. Producent suplementu mógłby napisać w opisie co chce, ponieważ nikt tego nie sprawdzi. Mógłby kłamać, w postaci pośredniej czyli arkana marketingu, lub bezpośredniej. Mógłby do swoich pigułek dodać transowy tłuszcz palmowy o którym Pan wspominał bo i tak nikt tego nie zweryfikuje. Mógłby nie dodać konserwantów by ładniej to wyglądało na opakowaniu, ale związek rozpadnie się np. po miesiącu, co jest de facto szkodą dla kupującego. Co do rodzaju magnezu.. to troszeczkę inna sprawa. Generalnie „leki” nie mają nieprzyswajalnych form z wiadomych przyczyn. Mają przeważnie organiczne formy, ew. węglan. Właśnie suplementy wszelkiej maści mają nieprzyswajalne formy magnezu, czy też złe jego dawki (przekraczające 100 mg jonów w jednej porcji, jak do 100 jest możliwe jednorazowe wchłanianie – ale paczuszka max jest lepsza, prawda?). Sumarycznie mając „lek” musi Pan skład mieć podany, nie może być inny, nie może też być stricte toksyczny itp. Z suplementami tak nie jest niezależnie od słów właściciela i pieniędzy na reklamę.
    Jednocześnie nie byłbym sprawiedliwy gdybym nie przyznał Panu po części racji, ale trochę nie do końca z tym co Pan pisał – lek MBE nie powinien być w ogóle na rynku dostępny. To tlenek magnezu. I nie jest tak, jak Pan pisze, że przyswajalność do 30%, tam występuje 1%, czy nawet mniej – co jest de facto skandaliczne, że taki preparat jest w ogóle dopuszczony do obiegu jako lek.

    B) Drugą sprawą jest lekki strzał w stopę przy opisywaniu stosunku ceny do jakości. Twierdzi Pan, że produkt typu lek jest za kilka złotych, a ów suplement jest za 40, więc jasne, że drugi jest lepszy. Nic bardziej mylnego. Tylko patrząc na gramaturę Filomag ma te 50 pigułek po kilkaset miligram za 5-7 zł co daje, zaokrągając „jedna tabletka = 700mg” daje 35g za 9 zł, a tamten magnez to 227g za 40 zł. Patrząc na 40 zł to jest to 155g kontra suplementowe 227g. Oczywiście, tabletka może ważyć nie 700mg a np. 1g bo niezdrowe wypełniacze, ale dalej cena będzie oscylować w granicach „produkt droższy, ew. równy”, co przeczy Pana teorii. Zaś wyższa cena wynika z A) co jest logiczne. Parafrazując „Oczywiście może Pan uznać że w tym przypadku cena nie równa się jakości, ale to już Pańska opinia.”

    Ad omega:
    Nie no, tu jest już dużo informacji które mi kolidują :).
    1) zgadzam się, że kwasy omega-3 pod postacią DHA i EPA są „względnie egzogenne”. Z uwagi na to jak jesteśmy zbudowani i jak działa nasz układ nerwowy – muszą być również produkowane w środku. To jednak nie znaczy, że nie potrzeba ich suplementacji. Dam prosty przykład – organizm potrzebuje DHA do tworzenia otoczek mielinowych nerwów. W momencie niedoboru DHA, sam go syntetyzuje – jednak jest ono wtedy kiepskiej jakości. Teraz nie przytoczę źródła bo już nie pamiętam, ale jeśli będzie Pan zainteresowany to poszukam. Generalnie dostarczając z zewnątrz DHA mamy gwarancję najwyższej jakości budulca, a dodatkowo organizm nie musi tracić swoich zasobów na konwersję.
    2) ALA nie ma szans na pokrycie naszego zapotrzebowania na omega-3. Owszem, kilka procent (bodajże poniżej 5%) zostaje zmienione przez organizm na DHA/EPA, ale taka wydajność jest po prostu kiepska.
    3) ALA nie jest egzogenny, a tak jak DHA „względnie egzogenny”, tzn. również może być syntetyzowany.
    4) występuje w wielu produktach spożywczych, dostarczenie go nie powinno być trudne (niektóre rodzaje mięs, brokuły itp.), w przeciwieństwie do omega-3, które z racji bycia przeważnie w „rybie” niekoniecznie mogą trafić do nas na talerz każdego dnia.
    5) z obróbką się zgadzam, co więcej, najwyższe stężenie DHA/EPA u ludzi jest w krajach typu Japonia właśnie, gdzie jadają po prostu surową rybę, a przysmakiem są np. rybie oczy (ociekające wręcz DHA 🙂 ).

    Pozdrawiam

    1. Moim zdaniem jest to kwestią osobistego zaufania. Ja nie ufam lekom, bo wiem jakie przekłamania stosują producenci. Twierdzenie, że producent suplementu może napisać co chce na opakowaniu jest prawdą. Wszyscy znamy takie hasła reklamowe jak „podwójna dawka magnezu” itp. Dlatego należy z rozwagą wybierać suplementy i czytać opinie rozeznanych w temacie osób, np. mnie 😉

      Nie wszystkie suplementy są złe. Masz racje co do tego, że suplement może zawierać tłuszcz trans i nie musimy o tym wiedzieć. Dlatego tym bardziej ufam firmie Visanto. Dlaczego? Bo osobę odpowiedzialną za te produkty znam z mediów, przeczytałem jego dwie książki i znam jego podejście oraz wiedzę na temat olejów, tłuszczów trans itd. Gdyby olej palmowy był użyty w produkcie Visanto, to z miejsca załozyłbym, że to olej z pierwszego tłoczenia, nieutwardzony. Natomiast o producencie, czy też osobach odpowiedzialnych za produkcję leku z tym olejem, nie wiem nic. Ty zakładasz, że status leku jest gwarancją jakości. Okej, Twoje zdanie i rozumiem to. Natomiast nie jest żadnym argumentem, że leki muszą być w formie kapsułki, tzn. w dokładnie odmierzonej dawce. To nie morfina. Powiedziałbym nawet, że jest zaletą suplementów, że są dostępne częściej niż leki w formie proszku. Sam zauważyłeś słusznie, że tlenek magnezu w leku to pomyłka. Widzisz więc, że słowo „lek” nie jest gwarancją niczego.

      Nie rozumiem Twojego porównania cenowego. Za cenę 42 zł Swansona możesz kupić około 150 g magnezu Filomag. To dużo mniej niż 227 g w Swansonie. Na dodatek z założenia Filomag jest przebadany i ma farmaceutycznie potwierdzoną jakość. Już samo to powinno podwyższyć jego cenę.

      Co do omega-3:
      Ad 1. Masz rację. W przypadku niedoboru należy stosować konkretny składnik. Ale ja mówię o zdrowych osobach, którzy suplementację traktują jako profilaktykę. A w tym przypadku najlepszym wyjściem będzie olej lniany + EPA/DHA, wyjściem wystarczającym będzie sam olej lniany, a wyjściem niewystarczającym samo EPA/DHA. Tak samo jak w przypadku niedoborów kolagenu należy suplementować kolagen, ale w przypadku zdrowej osoby wystarczy witamina C do jego syntezy. Mam nadzieję, że jasno się wyraziłem.
      Ad 2. Tutaj popełniasz błąd stawiając znak równości między omega-3 a EPA/DHA. Omega-3 to nie jest 5% z kwasów ALA tylko właśnie te kwasy. Łopatologicznie tłumacząc nasze zapotrzebowanie na omega-3 wynosi 1,5 g dziennie. Nie jest to zapotrzebowanie na 1,5 g EPA/DHA, tylko na 1,5 g kwasów ALA. Kwas Alfa-linolenowy jest nam niezbędny i nie służy tylko do syntezy EPA i DHA. Tutaj znowu posłużę się kolagenem i witaminą C. Suplementując witaminę C dbasz o kolagen, ale suplementując kolagen nie dostarczysz witaminy C. To nie działa w drugą stronę. 5% EPA i DHA jakie tworzy się po spożyciu kwasu alfa-linolenowego nie wynika z tego, że organizm nie potrafi więcej wytworzyć, tylko dlatego że więcej mu nie potrzeba. Organizm woli zachować 90% omega-3 w postaci kwasu ALA ponieważ właśnie tych kwasów potrzebuje najbardziej.
      Ad 3 i Ad 4. Tutaj znawu mylisz omega-3 z EPA i DHA. Omega-3 dla człowieka powinno się składać głównie z kwasu alfa-linolenowego.
      Ad 5. I tutaj właśnie jest ten problem, że omega-3 z ryb to mit.

  8. Ad. porównania cenowego, wydaje mi się, że teraz ja nie rozumiem 😛

    „Koszt zakupu powyższych leków to 9 – 12 zł. Produkt Swanson kosztuje ponad 40 zł. Oczywiście możesz uznać że w tym przypadku cena nie równa się jakości, ale to już Twoja opinia.”
    Nie rozumiem, czemu miałbym tak uznać, ponieważ z tych kilku wyliczeń:
    „Tylko patrząc na gramaturę Filomag ma te 50 pigułek po kilkaset miligram za 5-7 zł co daje, zaokrągając „jedna tabletka = 700mg” daje 35g za 9 zł, a tamten magnez to 227g za 40 zł. Patrząc na 40 zł to jest to 155g kontra suplementowe 227g.”;
    cena w teorii przekłada się właśnie na jakość, tj. płaci się więcej za odp. dawkę, formę, badania kontrolne itd. co też Pan skwitował tutaj:

    „Nie rozumiem Twojego porównania cenowego. Za cenę 42 zł Swansona możesz kupić około 150 g magnezu Filomag. To dużo mniej niż 227 g w Swansonie. Na dodatek z założenia Filomag jest przebadany i ma farmaceutycznie potwierdzoną jakość. Już samo to powinno podwyższyć jego cenę. ”

    A jednocześnie podkreślał Pan, że jakościowo Swanson przedstawia się lepiej, ponieważ nie ma tych wszystkich dodatków itp.; mam tutaj jakiś błąd logiczny.

    Wracając do omega-3,
    1) faktycznie w pkt. 4) napisałem omega-3, a miałem na myśli EPA/DHA, bo i EPA i DHA i ALA to omega-3
    2) czy ma Pan może jakąś literaturę/link do publikacji dotyczący kwasu ALA, jako tego jedynego niezbędnego i w pełni wystarczającego? Rozumiem pańską logikę i porównanie, natomiast nie b. rozumiem skąd te inf., że organizmowi więcej DHA/EPA nie potrzeba, zwłaszcza gdy uprawia się sport (co przecież Pan robi na co dzień, stąd ta strona :)! ), czy intensywnie pracuje głową (masa dzisiejszych zawodów). Jestem w stanie znaleźć wiele przykładów badań pokazujących pozytywny wpływ DHA/EPA, natomiast przy braku spożywania DHA/EPA a jedynie ALA dot. znajdywałem inf, że te „do 5%” po prostu nie wystarcza.

    Pozdrawiam

    1. Aha, już Cię rozumiem. Faktycznie popełniłem błąd porównując cenę.

      Tak, są publikacje. Musisz niestety sam pogrzebać w internecie. Ja jestem Ci w stanie przedstawić opis sytuacji z jednej z książek jakie przeczytałem. Mianowicie, autor pisze, że:

      Organizm człowieka przetwarza kwasy pierwotne (czyli ALA i LA) na pochodne (EPA, DHA, GLA) w ilości takiej, jakiej wymaga”
      „Nie więcej niż 5% kwasów pierwotnych przetwarzanych jest na kwasy pochodne przy czym omega-3 przetwarzane są wg niektórych naukowców w ilości zaledwie 1%”
      „Przez długi czas uważano, że organizm potrzebuje dużych ilości pochodnych a niewiele pierwotnych kwasów. Taką wiedzę przekazywano uczelniom na całym świecie. Myślano również, że organizm przetwarza większość pierwotnych kwasów na pochodne…”
      „Oprócz mózgu i systemu nerwowego, których udział wagowy u dorosłego człowieka to tylko 3%, w pozostałych tkankach, plazmie, błonach komórkowych znajdują się tylko śladowe ilości pochodnych. Suplementacja olejem rybim składającym się z pochodnych tzn. EPA i DHA okazała się błędem medycznym, ponieważ nie wykazano, że zaleca się te kwasy w ilościach 100 a nawet 500 razy przekraczających ich ilość normalnie wytwarzaną przez nasz organizm. Nie mogło to się nie odbić na zdrowiu. Okazało się, że negatywne efekty stosowania suplementacji olejem z ryb trwają jeszcze przez 18 tygodni po zaprzestaniu suplementacji tym olejem.

      Oczywiście napisałeś wcześniej, że właściciel Visanto Cię nie przekonuje, a ten fragment jest z jego książki. Wiedz jednak, że każda informacja poparta jest źródłem lub konkretnymi badaniami i nie jest to ncbi.nlm.nih.gov. W tym przypadku źródłem było prestiżowe pismo nt. żywienia człowieka:

      Fish-oil supplementation reduces stimulation of plasma glucose fluxes during exercise in untrained males,” British Medical Journal of Nutrition (2003), 90, 777-786

      Nie uważam, że suplementacja EPA i DHA nie ma sensu. Myślę, że mnogość badań nad EPA i DHA wynika z potrzeby rynku. Suplementy w tym tran itd zrobiły szał. Stąd też pewnie wynika przekłamanie na temat zapotrzebowania omega-3 i omega-6. Mówi się, że tych drugich spożywamy za dużo i powinniśmy przyswajać maksimum 4 razy więcej niż omega-3. Tymczasem prawidłowy stosunek omega-6 do omega-3 wynosi 11:1. Tutaj też odsyłam do powyższej książki.

  9. OK, przeczytałem całą pracę. Link tutaj:

    https://www.researchgate.net/publication/10413329_Fish-oil_supplementation_reduces_stimulation_of_plasma_glucose_fluxes_during_exercise_in_untrained_males

    Więc tak, bazować będę tylko na podanych przez Pana cytatach. Być może pominął Pan treści, które byłyby teraz istotne, czy zmieniałby mój obraz. By było łatwiej, tak jak podał Pan cytaty, tak odniosę się do nich poprzez numerację, (1,2 itp.)

    Może najpierw troszkę ogólnej wiedzy. Pisałem już o tym wcześniej, napiszę jeszcze raz, spr. ująć sprawę możliwie prosto, na przykładzie komórek nerwowych mózgu. Ludzki organizm potrzebuje DHA, ponieważ jest to budulec, taka cegiełka, do otoczki mielinowej. Nasz układ nerwowy działa w ten sposób, że w każdej chwili tworzy nowe połączenia między neuronami, czyli komórkami nerwowymi. By się nie „zerwały”, „zabudowuje” je właśnie ową otoczką. Gdy np. uczymy się nowego słówka po angielsku, powstaje jakieś połączenie między neuronami. Potem podczas powtórek, używania go itp. połączenie to jest używane ponownie, co powoduje pogrubienie owej otoczki, ma to na celu zabezpieczenie połączenia oraz poprawienie jego jakości (lepsza przewodność itp). Gdybyśmy po pierwszym razie nie wykorzystali ponownie tego połączenia, czyli nie powtórzyli słówka, po pewnym czasie z racji kiepskiej otoczki, zostałoby ono zerwane, nadpisane itp. Natomiast, w momencie, w którym zabrakłoby „budulca”, organizm nie jest w stanie utworzyć otoczki mielinowej. Taka sytuacja nie ma racji bytu, to by oznaczało niemożność utworzenia połączeń nerwowych, natychmiast by się uszkadzały, jak również nastąpiłby początek rozpadu starych po pewnym czasie. M. in. dlatego DHA należy do NNKT. Teraz odnosząc się do cytatów:

    1) Skąd ten pomysł, że w takiej jakiej wymaga? Organizm przetwarza je w takiej, w jakiej może. Po prostu proces przetwarzania ALA na DHA jest wysoce nieefektywny. Organizm radzi sobie jak może z tym co ma.

    2) W ogóle nie rozumiem tego cytatu, chyba za mocno wyrawny z kontekstu. Z tymi 5% pierwotnych na pochodne, to jest cytat ad. ALA->DHA czy ogólnie wszystkich kwasów? Bo trudno się do tego odnieść.
    Natomiast przetwarzanie omega-3 w 1%.. co to w ogóle znaczy? Omega-3 to i ALA i DHA i EPA. Nie przetwarzamy omega-3, tylko ALA. Prawdą jest, że potrzebujemy EPA i DHA. Prawdą jest, że ALA przetwarzamy na DHA i EPA. Nie jest prawdą, że w 1%. Procentowość ALA->DHA i ALA->EPA jest różna, ta pierwsza ma niższą wydajność niż druga, a do tego jest niestety niezbyt uśredniona, są badania wskazujące na 1%, 5%, 3%. Generalnie mało. Natomiast ALA-> EPA ma więcej. Stąd pisanie, że przetwarzanie omega-3 w 1% jest bzdurą ponieważ:
    – ale, że przetwarzanie czego w co? „omega-3 z wydajnością 1%; to nic nie znaczy
    – zakładając pomyłkę, z kontekstu, że chodziło o ALA (pierwotny) do DHA i EPA (pochodne), to procentowość się nie zgadza, nie wyjdzie 1%, ponieważ ALA się przetwarza na to i na to

    3) Do tego nie potrafię się odnieść, ale też mam wrażenie, że to nic nie wnosi. Nie wiem co kiedyś myślano. Natomiast to dalej brzmi logicznie, patrząc na rolę DHA i EPA oraz wydajność ALA, nie rozumiem, czemu uczelnie miałby wykładać inną wiedzę do czasu jej obalenia. Co do myślenia o tym, że organizm przetwarza, no tak, to też ma sens, nie zakładano, że organizm coś marnuje, prawda? Dopóki nikt nie sprawdził wydajności procesu ALA->DHA, nie zakładano, że jest tak bardzo niska. Ale potem ktoś sprawdził. I inni potwierdzili.

    4) Przepraszam, ale konstrukcja pierwszego zdania jest trudna do przełknięcia. „Oprócz mózgu i systemu nerwowego..”, kropka. To zerknie Pan na początek mojego posta i przeczyta jeszcze raz, czemu to jest istotne dla „mózgu i systemu nerwowego”. To tak jakby autor pisał, by wykluczyć wapń z diety, ponieważ „pomijając kości” to go za wiele w sobie nie mamy. Tylko ten mózg i system nerwowy to jednak mamy , i jakby nie patrzeć, jest dość istotny. Dalej, „..udział wagowy u dorosłego człowieka to tylko 3%..”. No OK, i co to ma do rzeczy. Dla przykładu, mózg pomimo swojej małej masy zużywa 20% całej naszej energii, i to bez wytężonej pracy umysłowej w danym momencie. Jako stand-by. Po prostu tyle potrzebuje non-stop. Te 3% masy (właściwie to czytałem, że mózg to 2%, ale może układ nerwowy to ten 1 dodatkowy) nie znaczy, że to nie jest dla nas istotne, 20% naszej ciągłej energii to b. dużo. Idąc dalej „Suplementacja olejem rybim składającym się z pochodnych tzn. EPA i DHA okazała się błędem medycznym..”, ale że jakim błędem? Może w pozostałej treść autor ów błąd wykazał, ale na razie to jest nieprawda. Natomiast ostatni wycinek.. cóż. „Okazało się, że negatywne efekty stosowania suplementacji olejem z ryb trwają jeszcze przez 18 tygodni po zaprzestaniu suplementacji tym olejem”. Jak tu się do tego odnieść. Jak rozumiem, idzie teza, że wystąpił ów „błąd medyczny”. Co więcej, ten błąd, z racji bycia „błędem” „musiał” mieć negatywne efekty? Jak na razie nie ma ni potwierdzenia ni błędu ani negatywnych efektów. Ale idźmy dalej. „..18 tygodni po zaprzestaniu suplementacji..”. Otóż jest to parafraza słów z pracy naukowej, którą Pan podał. Tam faktycznie jest napisane, że do 18 tygodni trwa usunięcie tłuszczów omega-3 z ryb z ludzkiego osocza. Natomiast nigdzie, w całej pracy, nie jest napisane, że to coś złego. Praca mówi o tym, że suplementacja na podanej grupie ludzi w podanych warunkach spowodowała niedużą zmianę sposobu pozyskiwania energii (mniej węglową, bardziej tłuszczową).

    Odnosząc się do wszystkich cytatów dla mnie to wygląda tak:
    – autor miał tezę.
    – szukał dowodów na jej poparcie.
    – manipulował nazewnictwem w celu zmylenia czytelnika.
    – powyrywał z kontekstu innych prac zdania mające wyolbrzymić negatyw, który próbuje udowodnić.
    Generalnie to wygląda to słabo. Nieprofesjonalnie, bez pokrycia, z błędami. Nie rozumiem tego szczerze powiedziawszy, ale też nie chcę oceniać, każdemu wolno kochać. Natomiast odnosząc się jeszcze do pracy, skoro już poświęciłem czas na jej przeczytanie.. W momencie, w którym przestaje Pan spożywać cukier, ale nie na godzinę, tylko ogólnie, organizm traci swoje ulubione źródło energii i zaczyna szukać innych źródeł. Przestawia się na tłuszcze, głównie. To taki wstępniakowy fakt. Jest to generalnie zdrowy proces, zużywanie zasobów itp. Człowiek się wtedy dobrze czuje, chudnie. Jeżeli wspomniana praca naukowa jest prawidłowa, bo to też jest trudne do ocenienia m.in. dlatego, że:
    – próba była na kilkunastu osobach,
    – twierdzili, że nie mogą zrobić jej ślepą, ale to obniża wiarygodność,
    – rok 2003, przez 15 lat ktoś mógł już dawno jej zaprzeczyć,
    to można założyć, że taka zmiana (nieduża zmiana pozyskiwania energii, z węglowej na tłuszczową) występuje, a co to oznacza? Ano to, że wspomaga to zużywanie przez organizm tłuszczu zamiast cukru w procesach energetycznych, czyli coś co jest dla zdrowych, dobrze odżywiających się osób, pożyteczne.

    Jeszcze do tego co Pan napisał na koniec – rynek suplementów podchwyci wszystko, czy będą to najnowsze wyniki badań czy byle moda. Obojętnie, po prostu ludzie mają „to nowe coś” kupić. Ale to wcale nie znaczy, że stąd wynika przekłamanie, ponieważ przekłamania na omega-3 nie ma. Nie chcesz, nie suplementuj, chcesz mieć dobrej jakości budulec mieliny, jedz ryby itp., nie chcesz ryb, to tran z dorsza i tyle. Co do omega-6, to jest w ogóle osobny temat, faktycznie mocno propagandowy, nie wchodźmy w to w ogóle. Proporcji zaś nie znam, się nie wypowiem.

    Pozdrawiam

    1. Po pierwsze DHA będąc kwaem względnie egzogennym nie należy do NNKT.

      Co do pkt 1. to wynika to właśnie z pkt 2. Mianowicie chodziło o wszystkie kwasy generalnie. Tzn. z kwasów pierwotnych wytwarzane jest 5% kwasów pochodnych (omega-3 i -6) ale w przypadku omega-3 (ALA do DHA EPA) może być to nawet 1% wg niektórych naukowców (czyli nie jest to stała zasada – autor to podkreśla). Przyklad z wapniem i kośćmi jest zupełnie nietrafiony ponieważ kości są głównym punktem odbioru wapnia w organizmie. Natomiast mózg i układ nerwowy nie. Własnie dlatego jest napisane, że stanowią razem tylko 3% masy organizmu. Napisałem to już tyle razy i powtórzę raz jeszcze. ALA mają inną funkcję i nie są przeznaczone dla mózgu. I organizm na te inne funkcje potrzebuje aż 90% omega-3 w postaci ALA. Te inne funkcje są sprawowane poza mózgiem, czyli poza tymi 3% masy organizmu. Nie wiem jak można to prościej napisać. Może tak: 97% masy organizmu potrzebuje kwasów ALA, a 3% masy (mózg) potrzebuje EPA i DHA. Stąd właśnie organizm z całej podaży ALA konwertuje sobie te 1 – 5% wedle zapotrzebowania. To właśnie wynika z tego fragmentu książki. Natomiast wapń, poza kośćmi nie jest do niczego już więcej potrzebny. Twój błąd polega na tym, że uważasz iż z omega-3 i mózgiem jest jak z wapniem i kośćmi. Czyli wapń = kości, omega-3 = mózg i tutaj jest Twój błąd.

      „To tak jakby autor pisał, by wykluczyć wapń z diety, ponieważ „pomijając kości” to go za wiele w sobie nie mamy” – przeanalizuj sobie swoje własne zdanie i uświadom swoje niezrozumienie. Autor nie napisał by wykluczyć EPA i DHA tylko dostarczać tyle ile potrzebujemy, czyli ok. 5% całego zapotrzebowania na omega-3. Istnieje szereg publikacji chociażby leczenia raka olejem lnianym. Nikt nie wyleczył niczego tranem. Chociaż oczywiście nie podważam sensu stosowania go np. w przypadku alzheimera itp. Na dodatek, jakbym miał już całkowicie się czepiać, to nawet i w przypadku wapnia jego naddatek powoduje zwapnienia kości i miażdżycę i tutaj też autor napisał rozdział o wit K2 ale to już inna historia.

      No i kończąc, za bardzo się opierasz na podanym badaniu. Owszem, zostało one przedstawione jako coś na poparcie, ale obstukana osoba nie opisuje w książkach tylko własnych przemyśleń nt jednego badania, lecz swoją wiedzę opartą na 40-letnim doświadczeniu. To oczywiście podlega Twojemu własnemu osądowi czy komuś wierzysz czy nie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *