Minęły trzy tygodnie moich treningów. Niestety, rozruch był powolny, jednakże dochodzę do formy.

Pierwszy tydzień przeminął pod znakiem zakwasów. Treningów było tylko dwa. W tygodniu drugim zrealizowałem trzy treningi, z czego jeden z nich był treningiem kardio. Natomiast w tygodniu kolejnym… tylko jeden trening. Niestety, zbyt dużo pracy. Co ciekawe, ten jeden trening poszedł mi bardzo dobrze i mimo iż zrobiłem go po 5-dniowej przerwie i bezpośrednio po powrocie z pracy o godzinie ok 23:00, to moja forma podczas ćwiczeń była już bardzo dobra. Zaliczyłem wówczas dużą ilość powtórzeń w seriach pompek i podciągnięć.

Wniosek? Warto zaczynać powoli. Stara prawda głosi, że nadmierny zapał (czytaj „nadgorliwość”) podczas zaczynania przygody z treningiem, spowoduje cofnięcie się o dwa kroki w tył zamiast pójść krok do przodu. Co prawda ja nie jestem początkującym, ale ta rada tyczy się zarówno kompletnych nowicjuszy oraz tych co zaczynają na nowo po przerwie w treningach.

W fazie tzw rozruchu moje sesje treningowe trwały ok. 30-50 min. Jakie ćwiczenia? Pompki w trzech wariantach, podciąganie na drążku i zestaw prostych ćwiczeń na brzuch. Jako że moja forma wzrosła do poziomu zadowalającego, pora lekko podkręcić tempo.