„Nagi Wojownik” – Pavel Tsatsouline

Nagi Wojownik” to dość nietypowa książka. Tsatsouline rzuca całkowicie nowe światło na trening siłowy oraz prezentuje dość osobliwe podejście do niego. Zastanawia Cię tytuł książki? Autor uważa, że wszelki sprzęt treningowy oraz obciążenie mają ogromne znaczenie podczas nabywania siły, jednak prawdziwy wojownik powinien poradzić sobie i bez tych wszystkich dobrodziejstw, wykorzystując do treningu tylko własne ciało. Udowadnia w swej książce, że wielką siłę można uzyskać właśnie poprzez trening z masą własną, będąc nagim wojownikiem. Tym nurtem myślowym uderza prosto w serca miłośników kalisteniki. Sam Pavel Tsatsouline jest rosyjskim ekspertem od treningu siłowego i byłym instruktorem komandosów Specnazu. Na pewno więc warto sprawdzić co ów dżentelmen ma do powiedzenia w kwestii nabierania formy.

Zdobywanie siły jest kwestią praktyki

W trakcie czytania książki najbardziej zaskoczyło mnie to, jak wiele uwagi poświęcono naturze samej siły. Sposób myślenia Tsatsouline’a mnie zaintrygował. Uważa on, że:

Siła to umiejętność generowania mocy w danych warunkach

…i o tej właśnie umiejętności jest spora część „Nagiego Wojownika”. Według tej filozofii podczas podnoszenia ciężaru jest ważna nie tylko siła Twoich mięśni, ale również Twoja umiejętność jej wykorzystania. Słabszy zawodnik, ale taki, który posiada wielką świadomość swojego ciała, potrafi nierzadko podnieść większy ciężar niż ten, dysponujący silniejszymi mięśniami, ale nie potrafiący w należyty sposób ich wykorzystać.

A skąd bierze się siła? Z napięcia generowanego przez mięśnie. A to napięcie trzeba umieć wygenerować. Co to za sztuka napiąć mięsień? Okazuje się, że nie taka prosta. Autor „Nagiego Wojownika” postrzega ciało ludzkie jako spójną maszynę, której podzespoły współgrają ze sobą podczas każdego wysiłku. Poleca on na przykład mocne napinanie mięśni ręki lewej podczas podnoszenia ciężaru ręką prawą. Proponuje nawet przeprowadzenie eksperymentu polegającego na ściśnięciu jedną ręką dłoni innej osoby z jednoczesnym zaciśnięciem pięści drugiej ręki. W ten sposób uścisk powinien być mocniejszy, niż gdyby druga ręka była rozluźniona. Tsatsouline podkreśla znaczenie napięcia całego ciała, m.in. pośladków i mięśni brzucha w trakcie dużego wysiłku. Izolowanie mięśni podczas treningu byłoby tutaj mieszanką herezji z czarnoksięstwem.

Czy to działa? Tak. Zauważyłem, że podczas wykonywania pompek na jednej ręce, zaciśnięcie pięści ręki niepracującej, którą wówczas mam za plecami, bardzo mi pomaga. Ale to nie wszystko. Podczas podnoszenia sztangi powinieneś użyć napięcia mięśni przedramion. Ściskaj gryf sztangi jakbyś chciał ją zmiażdżyć, a podniesienie jej okaże się łatwiejsze. Natomiast w trakcie wykonywania pompek…

…wypychając się do góry mocno chwytaj podłogę czubkami palców. Nie unoś się na palcach, po prostu ściskaj podłogę palcami, aż ich czubki zbieleją…

Takie rady ma dla Was Pavel Tsatsouline. I wiecie co? Od kiedy przeczytałem tę książkę, wbijam palce w podłogę zawsze podczas wykonywania pompek w staniu na rękach przy ścianie oraz podczas pompek na jednej ręce. Nie wiem czy dzięki temu jestem w stanie zrobić więcej powtórzeń, ale w subiektywnym odczuciu ostatnie powtórzenie jest łatwiejsze dzięki tej metodzie.

Książka nie o ćwiczeniach

Książka Pavla Tsatsouline’a nie opisuje ćwiczeń z masą własnego ciała. Z wyjątkiem dwóch. Tak, Tsatsouline skupia się tylko na dwóch ćwiczeniach i na ich podstawie tłumaczy naturę siły. Są to również jedne z najbardziej istotnych ćwiczeń kalistenicznych jeśli chodzi o zdolności siłowe. A mowa o pompkach na jednej ręce i przysiadach na jednej nodze w najtrudniejszym wariancie, tzw. pistoletach.

Pavel Tsatsouline Nagi Wojownik
„Nagi Wojownik” – Pavel Tsatsouline

Nie trudno się domyślić, że skoro tylko o dwóch ćwiczeniach traktuje książka, to zawiera ona całe kompendium wiedzy na ich temat. De facto tak właśnie jest. Jednak tematem przewodnim nie jest sama technika wykonywania tych ćwiczeń, ale umiejętność generowania siły, która do ich wykonania jest potrzebna. Zdobytą wiedzę można bez przeszkód stosować również do innych ćwiczeń, nie tylko kalistenicznych. A właśnie. Choć „Nagi Wojownik” jest najbardziej popularny w środowisku osób trenujących w wykorzystaniem masy własnego ciała, to osobiście uważam, że ta pozycja jest dedykowana nie tylko im. Traktuje bowiem o treningu siłowym szeroko pojętym.

Oddech, skupienie i przepona – wady „Nagiego Wojownika”

Książka zawiera dużo praktycznych porad i ciekawostek, ale ma również swoje wady. Tsatsouline bardzo dużo pisze o prawidłowym oddechu i odpowiednim napinaniu mięśni. Owszem te sprawy są dość ważne, ale chyba trochę za dużo uwagi temu poświęcono. W pewnym momencie miałem wrażenie, że koncentracja na napinaniu mięśni i praca przepony (o przeponie też jest nie mało) są ważniejsze niż sam trening. Autor trochę za bardzo się na tymi aspektami treningu rozwodzi. Czytanie momentami robi się trochę męczące i nudne, a niektóre rady dość dziwne, np. ćwiczenie oddechu siły poprzez zwiększenie ciśnienia w brzuchu. Cytuję:

Najpierw zaciśnij odbyt… …Następnie przyj jakbyś chciał się wypróżnić, utrzymując przy tym zaciśnięty odbyt

Hmm… Być może wykażę się zbytnią ignorancją, ale nie sądzę by komuś zachciało się trenować ściskanie zwieraczy. W „Nagim Wojowniku” przeczytasz nieco o praktykach dawnych mistrzów wschodnich sztuk walki co trochę nie pasuje do reszty. Z jednej strony autor przedstawia ideę szybkiego zdobycia siły poprzez jak najkrótszy trening, a z drugiej poleca rozwodzenie się nad oddechem, pracą przepony itp., na wzór mnichów z Shaolin, którzy trenowali całymi dniami, nawet przez sen. Być może jednak na pozór tak mało istotne czynności wykonywane przez starych mistrzów, a zapomniane przez współczesnych trenerów, są tajemnicą sukcesu tych najlepszych. Niczym bohater filmu „Karate Kid”, który został najlepszym wojownikiem, mimo że jego sensei kazał mu głównie medytować oraz malować płot.

PODSUMOWANKO

Mimo wszystko uważam jednak, że książka „Nagi Wojownik” jest warta przeczytania. Polecam ją wszystkim zainteresowanym treningiem siłowym. Przede wszystkim dlatego, że odkrywa zupełnie nieznane oblicza siły i jej natury. Uświadamia jednocześnie jak złożoną maszynerią jest ludzkie ciało i jak istotna jest współpraca wszystkich mięśni podczas generowania mocy. Polecam z czystym sumieniem.

18 komentarzy

  1. Napiecie całego ciala, jest cholernie ciężkie. Przy pompkach mi to wychodzi ale przy podciaganiu nie moge sie na tym skupic. Dlatego Pavel wspomnial ” jakby to było łatwe, to każdy by tak robił „. Trenując na siłowni można zdjąć kilka kilo ze sztangi i wtedy uczysz sie generować jak największe napięcie, bo zakładając za duży ciężar człowiek bardziej sie skupia na podniesieniu go niż napinaniu się. Niestety w kalistenice nie można odjąć kilogramów:p I zauważyłem że ta metoda ma zastosowanie tylko w seriach z małą ilością powt. bo np. przez pierwsze 5 podciągnięć jestem w stanie to robić ale po tem jest już ciężko

    1. Ale to właśnie w przypadku najcięższych ćwiczeń i obciążeń należy stosować technikę wysokiego napięcia. Nie ma potrzeby się za bardzo spinać przy pierwszych powtórzeniach pompek jeśli potrafisz wykonać ich trzydzieści. Jest to nawet zbędne gdyż niepotrzebnie zmęczysz mięśnie izometrycznie. Sztuka polega na tym, aby w momencie kryzysu spiąć się cały by wygenerować jak największą energię. Np przy ostatnich powtórzeniach pompek. W przypadku podciągania natomiast w ostatnim powtórzeniu ściśnij drążek bardzo mocno by napiąć przedramiona, a powinno łatwiej pójść. Nie napinaj się niepotrzebnie już od początku.

  2. Witam.Mam pytanie odnośnie oddechu siły z tej książki. Ja robię to w ten sposób. Podam to na przykładzie pistoletu. 1) Wdycham powietrze do brzucha nosem najwięcej jak się da 2) po czym napinam brzuch, po tem pośladki a na końcu wszystkie mięśnie jakie mam w ciele 3) Podczas schodzenia na dol cały czas utrzymuje napięcie, i powietrze w jamie brzusznej 4) Podczas wstawania wydycham powietrze buzia, takim bardziej syczeniem, coś w stylu ” cssss ” :D. Natomiast Tsatsouline napisał że wydachanie powietrza podwoduje tracenie siły. Ale ja odczułem co innego. Dosłownie gdy wydycham powietrze, samo mnie unosi 🙂 i już sam nie wiem jak robić to prawidłowo..

    1. Podczas umiarkowanego wysiłku nie sposób jest nie oddychać na zasadzie wdech-wydech. Robiąc np. 50 pompek nie wyobrażam sobie wstrzymywać oddechu już od pierwszej pompki. Jednak gdy chodzi o wysiłek maksymalny, np. podczas ostatniego powtórzenia, które przychodzi z ogromnym wysiłkiem, o wiele lepiej jest wstrzymać oddech. Zdarzyło Ci się kiedyś wykonywać jakieś ćwiczenie na maksa, kiedy to podczas wykonywania ostatniego powtórzenia jest już tak ciężko, że ruch praktycznie zatrzymuje się w połowie drogi? Wówczas oddech jest wstrzymany w tym właśnie momencie. Gdybyś kontynuował wydech pewnie spaliłbyś to powtórzenie. Całe powietrze ulatnia się z płuc dopiero w momencie przejścia przez najtrudniejszy moment. Wydaje mi się, że nie ma co się na tym rozwodzić bo i tak przychodzi to mimowolnie. Nie jesteś w stanie wykonywać wydechu gdy ledwo już podnosisz jakiś ciężar. Jednocześnie nie ma potrzeby umyślnego wstrzymywania oddechu kiedy możesz kontynuować ćwiczenie oddychając normalnie. Tsatsouline po prostu wyjaśnił istotę takiego zjawiska, ale absolutnie nie miał na myśli używania oddechu siły do podniesienia 5 kg z podłogi. Dlatego jeśli pierwsze powtórzenia pistoletów nie sprawiają Ci trudności, to po co koncentrować się na całym tym procesie? Przy ostatnich powtórzeniach, które ledwo wykonasz, wstrzymaj oddech w kulminacyjnym momencie, napinając wszystkie mięśnie, łącznie z zaciśnieciem pięści, a powtórzenie stanie się łatwiejsze. Oddech siły ma sens w przypadku wysiłku maksymalnego lub submaksymalnego

    2. „Tsatsouline napisał że wydychanie powietrza powoduje tracenie siły”
      Jeśli ktoś pokusiłby się o ranking największych bzdur, które ktokolwiek, kiedykolwiek napisał/powiedział o sporcie, to to twierdzenie miałoby szansę znaleźć się w ścisłej czołówce.
      Czyli w takim razie cała wiedza wszystkich co nauczają że w momencie największego wysiłku powinien nastąpić wydech już się zdezaktualizowała bo jeden „guru” uważa inaczej? Pomijam już aspekty fizjologiczne takiego postępowania (wstrzymanie oddechu w czasie dużego wysiłku powoduje raptowny wzrost ciśnienia, co jest wręcz niebezpieczne z wielu względów), to stoi to w sprzeczności z praktyką. Każdy kto próbował podnieść coś ciężkiego, jeśli ma trochę doświadczenia potrafi użyć dodatkowej siły generowanej przez wydech w odpowiednim momencie. To co, strongmeni dźwigający ekstremalne ciężary i pomagający sobie krzykiem nie wiedzą co robią? Adepci sztuk walk uczeni od zawsze że siłę daje oddech i starożytni mistrzowie też są w błędzie??
      Pewnie będzie że znowu się czepiam, ale wobec pewnych absurdów nie można przejść obojętnie..

    3. Spokojnie. Tsatsouline miał rację, ale może być to źle rozumiane. Właściwie to w tym zdaniu brakuje dwóch słów. Powinno ono brzmieć tak: „Wydychanie powietrza przed wysiłkiem powoduje tracenie siły”. Chodzi o to, by podczas dużego wysiłku znajdowało się powietrze w płucach i miało miejsce wysokie ciśnienie wewnątrzbrzuszne. Przecież każdy z nas przed podniesieniem dużego ciężaru najpierw nabiera powietrze w płuca. Natomiast sam wydech tak naprawdę nie powinien nastąpić w momencie wysiłku lecz tuż po nim. Nie rozpoczynasz wydechu, gdy sztanga jeszcze jest przy klatce piersiowej. Podczas wyciskania sztangi na maksa wydech następuje dopiero po przejściu sztangi przez najtrudniejszy moment, a nie od samego początku:
      opuszczenie sztangi wraz z wdechem – wycisk z chwilowym wstrzymaniem oddechu – wydech, a nie: wycisk z jednoczesnym wydechem. Łatwiej to wytłumaczyć na innym przykładzie. Gdy ktoś chce Cię uderzyć w brzuch odruchowo spinasz mięśnie i wstrzymujesz oddech bo tak łatwiej przyjąć cios. Gdybyś w tym momencie robił wydech to zgiąłbyś się w pół – o to chodziło Tsatsouline’owi mówiąc że wydech to tracenie siły. Nie ma w tym żadnej filozofii czy odkrycia Ameryki. Jak pisałem we wpisie, autor trochę za bardzo rozwodzi się nad niektórymi zagadnieniami.

  3. Witam. Mam kilka pytań. Aktualnie trenuje na siłę i się zastanawiam czy mój trening na sens. Wykonuje 4 ćwiczenia za pomocą systemu Pavla Tsatsoulina ” Fighter Pull Up „. Są to, pompki na jednej ręce, pompki w staniu na rękach, podciąganie taktyczne, oraz pistolety. Trenuje w tym systemie opcje 3 RM czyli ćwiczenia w których jestem w stanie wykonać maksymalnie 3 powt. Ogólnie plan został stworzony do podciągania ale progresja jest bardzo ciekawa wg. mnie i chciałbym spróbować również do innych ćwiczeń. Ok w czym problem ? W podciąganiu jest ok. Robię te wszystkie serrie z dosyć dużym wysiłkiem ale nie odczuwam jakiegoś większego zmęczenia. W pompkach w staniu na rękach to samo. Natomiast gdy robię pompki na jednej ręce to z każdym powtórzeniem walczę o to żeby się podnieść. Staram się to robić w 100 % siłowo. Zauważyłem ciekawy tip. Otóż przy tych pompkach można sobie pomóc troche plecami podczas podnoszenia się i wtedy ćwiczenie staje się łatwe. Natomiast jeśli będziemy naciskać z całej siły w podłogę to będziemy unosić się siłą samej ręki. Ja wykonuje w ten drugi sposób. Ostatnie powtórzenie czasami trwa nawet ok 8 sec podczas fazy pozytywnej bo z takim wysiłkiem to robię. I pytanie czy jest sens tak intensywnie trenować- do tego codziennie ? Słyszałem że jak się zacznie od największych ciężarów ( czy tam ciężkich ćwiczeń- jak kto woli ) to siła może spaść. Ogólnie nie czuje jakiejś pompy po tym treningu natomiast czuje się bardziej zamulony. Pytanie dałem tutaj bo jak już mowa o Pavle to czemu by nie skorzystać:)

    1. Oczywiscie nie ma sensu trenować w ten sposób codziennie. Trzeba dać mięśniom odetchnąć. Częstotliwość trenowania jednej grupy mięśni na siłę powinna wyglądać mniej więcej tak:
      – 1 ćwiczenie po 1 serii – 3 razy w tygodniu
      – 1 ćwiczenie po 3 serie – 2 razy w tygodniu
      – 2 ćwiczenia po 2 lub 3 serie – co 5 dni lub raz w tygodniu

      To, że dajesz sobie duży wycisk i nie czujesz pompy mięśniowej to normalka. Pompa pojawia sie zwykle przy dużej liczbie powt gdy stymulowany jest szybszy przepływ krwi, a jednocześnie przyspiesza tętno.

      Najlepiej rozłóż sobie te ćwiczenia na 2 razy, np. podciaganie i pompki na jednej rece w poniedzialki, a pompki w staniu na rekach i pistolety w czwartki. W miedzyczasie możesz stosować ćwiczenia mniej wymagające

    2. Ok dzięki za odpowiedź. Mam jeszcze jedno pytanie. Jaką metodę treningową poleca Pan do negatywnych pistoletów? Tym systemem jednak jakoś tak trochę dziwnie się będzie to trenować więc chciałbym zrobić coś innego tylko nie wiem co. Jestem przygotowany na to. Mogę schodzić ok 5 sec w pełnej kontroli bez żadnych boleści w kolanach.

    3. To zależy czy po tych negatywach robisz jeszcze jakieś przysiady czy nie. Moim zdaniem najlepiej byłoby wykonywać same negatywy pistoletów jednego dnia w 3 – 5 seriach i 2 inne warianty przysiadów w inny dzień. Najlepiej jakby jeden z tych wariantów był asymetrycznym ćwiczeniem, np przysiady boczne lub bułgarskie.

    4. ostatnio ułożyłem sobie plan 5×5 żeby nie trenować codziennie.
      wygląda to teraz tak:
      pon podciaganie na jednej ręce z asystą 1 palca.
      wt-pompki jednorącz
      śr- pistolety negatywne

      problem polega na tym że w niektórych ćwiczeniach robię po max 2 powt. W tym tygodniu zrobiłem ten trening i wyglądało to tak:
      podciaganie- 2 ,1,1,1,1 powt
      pompki – 2,1,1,1,1
      pistoletów nie robiłem bo kolano mnie bolało a przy negatywach jeszcze bardziej bym sobie uszkodził. Warto w takim przypadku dążyć w tych w tych ćwiczeniach do 5×5 czy lepiej znaleźć jakąś łatwiejszą wersje jakiegoś ćwiczenia. ? ogólnie pomimo że te wszystkie serie są wykonane z maksymalnym wysiłkiem to zmęczenie jest dużo mniejsze niż jak robiłem wytrzymałość. nie ukrywam że odpowiada to mojemu stylowi życia. Nawet następnego dnia gdzie dzień wcześniej robiłem te podciąganie to następnego dnia też byłem w stanie zrobić w 1 serii te 2 powt. Zdaje sobie sprawę że długo mi zajmie dojście do 5×5 w takim wypadku jednak się zastanawiam czy nie bedzie to zbyt duże obciążenie dla stawów i organizmu. A pan co o tym sądzi 🙂 ?

    5. a co do pistoletów. Tutaj zamierzam wykonywać przez co najmniej kilka cykli same ruchy negatywne. Biorę sobie taki ciężar żeby zrobić 2 serie po 5 powtórzeń i gdy dojdę do 5×5 dokładam kolejny ciężar. Ustaliłem sobie że ruch musi trwać 8 sec- jak nie dam rady i zrobię mniej to znaczy że spaliłem powtórzenie i kończę serię.

    6. Moim zdaniem lepiej zastosować lżejsze warianty ćwiczeń, np: podciąganie asymetryczne, pompki łucznika. Ewentualnie raz w tygodniu możesz robić swoje ćwiczenia, ale metodą powtórzeń pojedynczych, czyli: robisz np. po 5 pojedynczych powtórzeń (odpoczynki między nimi około 60 – 90 sek) i starasz się dokładać jedno powtórzenie co jakiś czas, aż dojdziesz do 10 powt (lub też 10 serii po 1 powt – jak wolisz). Wówczas możesz spróbować zmniejszać długość odpoczynków dążąc do 10 powt co 20 – 30 sek.

      Metoda 5×5 ma sens wówczas gdy jesteś w stanie wykonać chociaż pierwszą serię w liczbie 5 powt. Co do pistoletów negatywnych – dobry pomysł

    7. A czy będą jakieś negatywne skutki jak będę trenował w ten sposób co teraz ? Szczerze nie cierpię zmieniać co chwilę planu bo mam wrażenie że przez te niezdecydowanie stoję cały czas w miejscu. Ewentualnie mógłbym zamienić 5×5 na metodę z tego forum 3xX. Czyli dążyć do wykonania tych 3 serii na 2 powt tak jak to jest w przypadku pompek i podciągnięć. Po cyklu sprawdzić swojego maxa i znowu zacząć ćwiczyć z tą metodą. Załóżmy że po 1 cyklu będę w stanie zrobić 4 powt. To w drugim będę dążyć do 3×4. Wtedy już na bank będę w stanie zrobić przynajmniej te 3 seriie po 5 powt i ewentualnie po tem dopiero dążyć do 5×5. W pistoletach oczywiście tradycyjnie 5×5. 🙂

    8. Nie będzie negatywnych skutków. Po prostu lepsze efekty daje dążenie do celu małymi krokami. Zaczynanie od jednego powtórzenia w każdej serii metodą 5×5 może trwać trochę zbyt długo. Jak masz cierpliwość to możesz oczywiście. Możesz też zastosować 5×3 i jak dojdziesz do 3 powt w każdej z pięciu serii, przerwać metodę, poćwiczyć inną przez miesiąc, a później wrócić do 5×5. Próba osiągnięcia od początku 5×5 w Twoim przypadku może Cię zwyczajnie zdemotywować.

  4. Ja mam właściwie tylko jedno pytanie. W tej książce pisze żeby wykonywać ćwiczenia tzw ” niski bieg do nagiej siły” dokladnie nie jest podane tempo w sekundach. Natomiast w jego innej książce ” Siła dla Ludu ” jest napisane dokładnie to samo tylko że tam konkretniej tzn 3-5 opuszczać i 3-5 sec podnosić. Pavel twierdzi że takie tempo najlepiej rozwija siłę.
    U mnie nie do końca się to tak sprawdza. Ok zgadzam się że faza negatywna musi być wolna bo gdy robimy wyciskanie ( które jest w programie w tej książce) to żeby nie zgniotło nam klaty trzeba opuszczać powoli. Ale tak wolno podnosić? Przecież to tylko hamuje mięśnie. Mi się wydaje że faza pozytywna ma być jak najszybsza. Po pierwsze bierzemy większy ciężar. Po drugie uczymy układ nerwowy takiej jakby eksplozywności u szybkiego kurczenia się mięśni. Po za tym jakoś bardziej mi odpowiada. Mam wrażenie że wtedy naprawdę konkretnie dźwigam i dużo lepiej się czuje. Mam jeszcze większego powera. Natomiast gdy dźwigam powoli to czuje się po tem taki lekko mówiąc przyjebany.
    A Pana zdaniem jak lepiej podnosić w celu budowania siły. Bo już mam mętlik w głowie xD

    1. Oczywiście na siłę ruch pozytywny wykonujemy szybko. Zwalnianie ruchu stosuje się raczej na wzrost hipertrofii mięśni, ale to też zależy od proporcji włókien szybko- i wolnokurczliwych. Każdy ma inne. Wolne tempo może pomóc w lekkich ćwiczeniach, np. po to żeby wykonać 10 wolnych pompek zamiast 30 szybkich. Jednak jeśli masz możliwość, to lepiej zastosować trudniejszy wariant, który stawia większy opór lub dodać obciążenie i wykonać ćwiczenie tempem normalnym, bez zwalniania.

  5. Caculin pisze w swoich książkach, że:
    1. nie należy brać maksymalnego wdechu.
    2. podczas emisji siły wydech może trwać krótko lub długo. Przy ciosach jest to stęknięcie z zatrzymaniem oddechu po końcu stęknięcia lub krzyku takie żeby w chwili uderzenia ciało było napięte i oddech zatrzymany. Przy podnoszeniu/wyciskaniu można stękać dłużej.
    3. Dopóki trwa wysiłek nie powinno się robić wydechu do końca (pozbywać się całego powietrza). Wyciskana sztanga okaże się o wiele cięższa, gdy syczącemu powietrze skończy się w połowie drogi.

    Z moich obserwacji: Przy wyciskaniu sztangi można sobie syczeć ale o wiele trudniej przy martwym ciągu albo przysiadzie. Nie widziałem krzyczących „przysiadzistów”. Wydaje mi się że krzyczący ciężarowcy robiący rwanie krzyczą gdy ciężar zarzucają – w fazie jego bezwładności. Syczenie i krzyk przez dłuższą chwilę mają sens o tyle o ile sprężają brzuch i wytwarzają w brzuchu większe ciśnienie. Same w sobie do niczego nie są potrzebne.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *