Dieta ludzi pracy

Dieta – po wpisaniu tego hasła w Google wyświetla się ponad 96 mln wyników. Świetnie, tyle wiedzy w 2 sekundy. I weź to teraz wszystko ogarnij. Ludzie piszący o diecie dzielą się generalnie na dwie kategorie. Na tych co jak papugi powtarzają utarte schematy odnośnie ilości makroskładników i ich źródeł w jadłospisie i na tych, którzy reprezentują specyficzne poglądy nie wpisujące się w ciasne ramy powszechnych i wszystkim znanych zasad diety sportowca. A Ty – pracujesz, oddajesz się po pracy swojej pasji, którą niekoniecznie jest kalistenika, ani żaden inny trening siłowy. Nawet jeśli starasz się zdrowo odżywiać na co dzień, to czy to wystarczy? A jeśli jesz coś czego nie powinieneś? A jeśli czegoś nie jesz? Może właśnie niweczysz swoje wysiłki? A jeśli nawet posiądziesz tę magiczna wiedzę na temat odżywiania to czy będziesz w stanie przestrzegać swojej diety? Przecież w pracy niekoniecznie masz możliwość przyrządzenia sobie kurczaka z ryżem tak rozreklamowanego w świecie sportów siłowych. Zresztą, masz przecież swoje codzienne obowiązki. Czy teraz wszystko ma się kręcić wokół jedzenia? Jest godzina 18:00. Właśnie przyszli znajomi na kawę, a Ty wychodzisz do kuchni i pichcisz. No przecież masz zaplanowany posiłek na tą godzinę – Abstrakcja. Co więc jeść i jak zaplanować sobie swoją egzystencję pod kątem diety i treningów?

Dieta to 80% sukcesu. Co się w tym kryje?

W świecie sportu dietetyka ma ogromne znaczenie. Liczenie kalorii z chirurgiczną precyzją i fobia zjedzenia czegoś spoza ustalonej diety to zjawiska występujące na porządku dziennym w przypadku sportowców na pełnym etacie. Są też tacy, którzy nastawiają sobie alarm w telefonie by nie zapomnieć o zaplanowanym posiłku. Jedzenie z przyjemności zmienia się w obowiązek. Obiad nie jest już po prostu obiadem lecz częścią planu treningowego. Nieodpowiedni skład posiłku oznacza zaburzenie działania olbrzymiej maszynerii, która ma funkcjonować dokładnie tak jak ktoś wcześniej zaplanował. Maszynerią tą jest ciało sportowca. Każdy kęs jaki bierze do ust jest ściśle ustalony w milisekundach, a ilość i skład kalorii obliczona niczym dawka paliwa wtryskiwanego do silnika wyczynowego samochodu. Nawet niewielkie opóźnienie nie może mieć miejsca. Jeśli nie potrafisz się do tego dostosować, to nawet nie myśl o jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Dieta to podstawa.

DietaMy – ludzie pracy – musimy sami o siebie zadbać. Zdajmy sobie sprawę z tego, że dążenie do powielenia schematu życia zawodowych sportowców prędzej doprowadzi nas do depresji niż do zamierzonych wyników. Ale przecież dieta to 80% sukcesu, jak to mówią. Ale co masz na myśli mówiąc „sukces”? Sukces może oznaczać pierwsze miejsce na podium w zawodach kulturystycznych lub zrzucenie paru niechcianych kilogramów i polepszenie swojej sprawności fizycznej, a także zdrowia. W jednym i drugim dieta ma niebagatelne znaczenie, ale przybiera inny wymiar.

To ile tego białka mam w końcu jeść”? – To pytanie jest często zadawane przez osoby ćwiczące już jakiś czas i od jakiegoś czasu dbające o składniki swojej diety. Wiesz co jest najbardziej absurdalne w tym pytaniu? To, że autor tego pytania nie ma na celu ulepszenia swojej diety pod kątem własnej osoby. Celem kogoś, kto zadaje takie pytania jest dostosowanie się do jakiejś zasady bez względu na to czy przynosi mu to wymierną korzyść czy nie. Pomyśl sam. Czy to naprawdę jest takim problemem, aby zweryfikować własną dietę?

Załóżmy, że dotychczas nie zwracałeś uwagi na białko w diecie. Postanawiasz do swojego treningu podejść profesjonalnie i po przeczytaniu masy artykułów na temat odżywiania postanawiasz zainwestować w produkty białkowe. Twaróg, serki, mleko, mięso – białko widzisz wszędzie. Mija jakiś czas, a Ty nadal zadajesz to samo pytanie: „To ile tego białka mam w końcu jeść”? Zaczekaj!!! Stop!!!… Głęboki oddech… A ile jadłeś go do tej pory? Czy zauważyłeś jakieś pozytywne zmiany od kiedy zacząłeś napychać się serami, twarogiem itp.? A może odstaw całkowicie tuńczyka i kurczaka na miesiąc. Czy wizja takiego czegoś przyprawia Cię o dreszcze? Spróbuj. Ja tak zrobiłem i wiesz co? Zauważyłem coś niezwykłego. Nic się nie stało.

Twoje efekty vs internetowe zasady

Tak, na wiele rzeczy w diecie, o których mówi „profesjonalna” dietetyka nie zwracam uwagi. Może i nie wyglądam jak Lazar Angelov, ale za czasów kiedy to napychałem się białkiem do nudności też tak nie wyglądałem. Niech więc piszą sobie co chcą. Mi to nie przynosi korzyści. Powiem więcej. Teraz, gdy nie muszę już wcinać suchej kostki twarogu przed snem (tak, tak kiedyś robiłem), by uzupełnić białko na noc, czuję się o wile lepiej i wyzbyłem się stresu z tym związanego. Ja, człowiek pracy taki sam jak Ty, który siedzisz tam po drugiej stronie monitora chcę powiedzieć Ci jedno: Wyluzuj, Twój sukces nie zależy od jednego posiłku, ani od konkretnej ilości kalorii. Ochłoń.

Dieta

Odpowiedz sobie na pytanie: Czemu ma służyć Twoja dieta? Konkretnym celom? A może liczy się sam fakt przestrzegania zasady, o której przeczytałeś na internetowym forum? Jeśli mimo treningów jesteś niezadowolony ze swojej sylwetki oraz formy, to znaczy, że coś jest nie tak. O ile nie masz nic do zarzucenia swojej aktywności fizycznej powodem niezadowolenia jest zapewne dieta. Więc ją zmień. Ale pamiętaj. Każda zmiana jaką wprowadzisz powinna dać Ci wymierny efekt już w ciągu miesiąca.

Jak zmienić swoją dietę na lepsze?

I wreszcie dochodzimy do sedna. Nie od dziś wiadomo, że nie istnieje coś takiego jak idealna dieta. Dwie różne osoby zareagują inaczej na tę samą dietę. Dlatego dla Ciebie idealną dietą będzie Twoja dopasowana dieta. Niczym garnitur szyty na miarę. Skąd masz wiedzieć jak ma wyglądać Twój jadłospis? To prostsze niż się wydaje. Mianowicie:

Każda zmiana w diecie powinna dać Ci wymierną korzyść już w ciągu miesiąca.

Wprowadź więc zmianę, bądź konsekwentny w działaniu, a po miesiącu odpowiedz sobie na pytanie: Jaki jest skutek tej zmiany. Być może odpowiesz: „żaden, ale tak trzeba bo tak czytałem w internecie”. Jeśli Twoja odpowiedź będzie tak brzmiała, to nigdy nie wyjdziesz ze ślepego zaułka. Ja natomiast chciałbym opowiedzieć Ci jakie zmiany w diecie nie zrobią na Tobie żadnego wrażenia, a jakie odczujesz na własnej skórze już po miesiącu:

  1. Zwiększ ilość białka w diecie: Po miesiącu nie odczujesz żadnej pozytywnej zmiany w kontekście formy i zmiany wyglądu (a nawet po kilku miesiącach i całych latach). Będziesz musiał jednak polubić niezbyt fajne zjawiska związane z układem pokarmowym. Strawienie białka zwierzęcego wymaga sporo energii od organizmu, a jego nadmiar zalega w jelitach.
  2. Zmniejsz drastycznie ilość węglowodanów w diecie: Schudniesz i to bardzo. Jeśli zależy Ci na przybraniu na masie zwiększ podaż węglowodanów, a przytyjesz.
  3. Postaw na warzywa i owoce z dobrych źródeł: Stosunek masy mięśniowej do masy tłuszczowej Twojego ciała stanie się o wiele korzystniejszy. Większa podaż witamin i minerałów to wzrost energii i lepsze samopoczucie.
  4. Zrezygnuj całkowicie ze słodyczy i żywności przetworzonej: Wzrost formy i poprawa zdrowia gwarantowana.

W tym momencie powinienem posłużyć się popularnym sloganem reklamowym: Jeśli po wprowadzeniu w życie powyższych zasad nie będziesz zadowolony zwrócimy Ci pieniądze. Ty jednak nie inwestujesz pieniędzy, a jedynie swój czas. Czasu Ci nie zwrócę, ale możesz go dużo zaoszczędzić. Skoro to więc takie proste to czemu tak wiele osób wciąż pyta o idealną dietę dla siebie? Może dlatego, że nie kierują się oni własnym doświadczeniem, a próbują naśladować innych?

Dieta ludzi pracy w praktyce

Skupmy się teraz na konkretach. Pytasz się czasem co powinieneś jeść? Istnieje tylko jedno kryterium wyboru, a mianowicie: WARTOŚĆ ODŻYWCZA. Im więcej wartości odżywczej w produkcie tym częściej powinieneś po niego sięgać. A teraz zagadka: Które z poniższych produktów są lepsze:

  1. Batonik czy banan?
  2. Hot-dog czy ryż z warzywami?
  3. Bułka z dżemem czy owsianka z owocami?

Łatwe, prawda? Nie trudno odgadnąć które z tych rzeczy są bardziej wartościowe. Dla opornych przedstawiam prawidłowe odpowiedzi: banan, ryż z warzywami, owsianka z owocami. A teraz trudniej:

  1. Serek wiejski czy jajecznica?
  2. Ziemniaki z gotowaną piersią kurczęcą czy kasza gryczana z sałatką warzywną?
  3. Owsianka na mleku czy koktajl warzywno-owocowy?

Ja wybrałbym: jajecznicę, kaszę z sałatką i koktajl warzywno-owocowy. Mają one najwięcej wartości odżywczych w postaci witamin, minerałów, antyoksydantów, aminokwasów, enzymów itp.

DietaMy, ludzie pracy, czasami musimy zjeść również pospolite kanapki. Jednak to czy na pieczywie znajdzie się kiełbasa czy sałata i pomidor wiele zmienia. Pomyśl o tym, gdy następnym razem będziesz szykował sobie drugie śniadanie do pracy. A może zamiast kanapek warto zabrać ze sobą banany zmiksowane z truskawkami, albo ryż z warzywami w plastikowym pojemniku?

Celem tego wpisu nie jest przedstawienie konkretnych produktów lecz modelu żywieniowego i odpowiedniej filozofii jaką kieruję się ja i jaką polecam też Tobie. Pamiętaj, kluczem do sukcesu jest racjonalne odżywianie się, a nie sprowadzanie jedzenia do liczb.

 

26 komentarzy

  1. A co pan sadzi o diecie IIFYM. Chodzi o to ze nie zwraca sie uwagi na to co się je tylko liczy sie kalorie i trzeba spożyć mniej niz wynosi zapotrzebowanie kaloryczne. Dla mnie jest to troche dziwne bo wychodzi na to ze mógłbym zjeść 3 paczki chipsów i to by mi niby wystarczyło 😀

  2. Na czym wiec budować te wspaniale ciała bo siła, wytrzymałość będą rosły ale nie oszukujmy się ze jeśli widzi się zmiany w sylwetce czy spadek tłuszczyku na brzuchy to jednak motywuje mocniej niż to ze o podciągnąłem się 1 razy więcej 🙂

    1. Zalezy dla kogo np trojboisci maja gdzies jak wyglądają a interesuje ich tylko największy ciężar na sztandze 😉

    2. Utrata tkanki tłuszczowej jest kwestią ilości węglowodanów w diecie. Wzrost masy mięśniowej to kwestia dostarczenia aminokwasów, witamin i minerałów. Mówi się o dużej ilości białka w diecie, ale zapomina o tym, że np bez odpowiedniej ilości magnezu i cynku procesy anaboliczne są utrudnione. Tak naprawdę każdy aminokwas potrzebuje jakiejś witaminy bądź minerału, aby mógł spełnić swoją rolę. Co więc z tego, że zjesz 150g białka w ciągu dnia mając niedobory mineralne?

      Przekaz masowy ma służyć przede wszystkim reklamie. Nie ma takich procesów w naszych organizmach, które zachodziłyby za sprawą jednego aminokwasu lub innego składnika. „Białko jest budulcem mięśni” – fakt, ale jednocześnie duże niedomówienie. Co z tego że cegła jest budulcem ściany? Z samych cegieł mur nie powstanie. Potrzebna jest jeszcze masa innych rzeczy (piasek, woda, wapno itp) oraz coś co zainicjuje proces budowania muru. Czy zbudowałbyś mur mając do dyspozycji same cegły? Tak samo nie zbudujesz mięśni zwracając uwagę na samo białko. Ważne jest więc odpowiednie zróżnicowanie diety pod kątem wartości odżywczych, aby procesy budulcowe mogły zachodzić. Jeśli zaczniesz się po prostu zdrowiej odżywiać, to Twoje 50 – 70g białka zostanie lepiej wykorzystane niż 150g bez innych potrzebnych składników.

      Na czym więc budować te ciała? Na wartościach odżywczych z diety, które kompleksowo zainicjują upgrade Twojego ciała na wyższy level.

  3. OK,ja dawno juz to zrozumialem ale widzisz, moj tryb zycia jest ciezki, to znaczy iz w pracy biegam niemal 8 godzin (doslownie),rano przed wyjsciem zjadam banana i pije mala kawe,w pracy natomiast zjadam banana i jogurt z jak najwieksza illoscia bialka,gdy wracam obiad na gotowanym kurczaku,kolacja rzadko,czasem jakies awokado mix z czyms i nonstop woda,wiem iz wyglada to dziwnie ale nie mam czsu zaplanowac,praca,dom i dzieci,pies i trenning,aczkowiek po treningu ,ktory rozpanowales widze pozytywny progress i za to Ci jestem wdzieczny,jedyne co zmieniam to trenning brzucha,troche eksperymentuje,i od nowego miesiaca wrzucam calkowite rozciaganie i dozucam ciezary do cwiczen (choc nie wiem czy bede juz na to gotowy?).Wiem jedno, dobry plan trenningowy ulozony przez twa osobe 🙂 a i co najgorsze opycham sie w weekend ale po pierwszym dniu w pracy,wiekszosc rzeczy spalam,co do witamin to codzien lykam jedna tabletke,ktore kupila mi zona z tej samej grupy jakie lykaja kobiety ciezarne tyle ze przeznaczone dla meskiej grupy aktywnie cwiczacej,procz tego glukozamine i pare jeszcze na odpornosc dla lepszej przyswajalnosci.Licze na podpowiedz z twej strony,jezeli masz uwagi i oczym powinnienem pamietac,pozdrawiam. 🙂

    1. Super to wygląda. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale po obiedzie nic już nie jesz? Kolacja powinna zawsze być. Podoba mi się to że bazujesz na zdrowych produktach. Twoja dieta wygląda skromnie. Nie żeby to było coś złego, ale ważne byś nie chodził godny. Skoro intensywnie pracujesz i do tego ćwiczysz, to dodałbym tu jakąś porcję produktów pełnoziarnistych. Ten kurczak np z kaszą gryczaną, albo ryżem brązowym/dzikim. Nie pogardź też owsianką przed tą bieganiną w pracy. Ale najważniejsze – nic na siłę. Jeśli ten banan Ci starcza i nie czujesz głodu to spoko.

  4. Tak mnie zastanawia czasami czy za mało/dużo nie jem. Mój dzień wygląda tak samo 5:30 pobudka owsianka z połową jabłka i pomarańczy około 100 ml gorącej wody i łyżka kaszki dla dziecka (bananowa lub truskawkowa) :P, garść pestek z dyni. 8:30 śniadanie w pracy 4-6 małych pomidorków skibka chleba (własnego na zakwasie lub z biedronki/lidla pełnoziarnisty ewentualnie pół bułki fitness) w kanapce sałata plasterek żółtego sera czasem chuda szynka i na to kiełki, czasami na to wchodzi 150g białego sera z piątnicy i jakiś owoc nektarynka winogrona itp. 12:00 banan i całe jabłko. 14-14:30 jogurt owocowy z piątnicy z dużą zawartością białka, skibka chleba jak na śniadanie lub pół bułki i pomidorki. 15:30-16:00 ćwiczenia, które opisałem w innym temacie lub tabata, obiad koło 17:00 różnie, dwie tortille z kurczakiem i warzywami sosem czosnkowym własnej roboty, leczo, spaghetti, kotlety, schabowy, ser z ziemniakami, zupa pomidorowa, ryba, mięso zawsze obsmażam i wylewam to co z niego wyleci- taki głównie jest jadłospis tygodniowy/miesięczny, fastfoody może raz na miesiąc ale to wina braku czasu :(. Do każdego dania jest jakieś warzywo staram się aby było tyle samo co mięsa. 20-21 zjem wafla ryżowego/jogurt/ biały ser. Przez cały dzień pije herbaty ziołowe (miętowa, zielona, czerwona biała, pokrzywa itp) czarnej herbaty w ogóle nie pije, kawy nie tykam, oczywiście woda wysoko mineralizowana np. muszynianka i z filtra z dodatkiem miodu malinowego/żurawinowego i cytryny szczególnie w upalne dni. Ciężko mi powiedzieć czy mam zbilansowaną dietę. Przez ostanie 4 miesiące jadłem po dwie bułki w pracy ale zauważyłem że zacząłem tyć więc zmniejszyłem dawkę o połowę (do tego mnóstwo trzydziestek czyli piwa chipsów wódki, mniej ćwiczeń i 4 kilo więcej, ale już po okresie imprez). Śpię średnio po 6-7 godzin dziennie uważam że za mało i że przez to zatrzymuje mi się woda w organizmie ale to takie moje spostrzeżenie, bo jak wypije piwo nawet bezalkoholowe to często idę na „jedyneczkę” 🙂 ale następnego dnia jestem strasznie wyschnięty :-/ Praca to siedzenie przed kompem i stanie, czasem trochę polatam po schodach 🙂

    1. Czy to za dużo czy za mało? Trudno powiedzieć. Za dużo jest wtedy gdy najadasz się całkiem do syta lub wtedy gdy jesz mimo iż nie czujesz głodu. Za mało jest wtedy gdy nie najadasz się posiłkami i gdy często chodzisz głodny. Ogólnie Twoja dieta nie jest zła wg mnie

  5. „Jeśli nie potrafisz się do tego dostosować, to nawet nie myśl o jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Dieta to podstawa.” Ja nie potrafie tego dostosować, a mimo to ćwicze siłowo i trenuje 2 razy w tygodniu sztuki walki i nie moge powiedzieć, ze nia ma zadnych efektow. Jakbym tak liczył wszystkie kalorie, ustalał dokładnie godzine psiłku itd, to chyba bym zwariował…. No bez przesady takie rzeczy mogą robić zawodowi sportowcy, ale nie ludzie, ktorzy oprocz sportu mają tez inne rzeczy na głowie…. Zresztą jesli wierzyć temu co Poul Wade pisze w książce „skazany na trening” wielkim i silnym mozna stać sie bez specjalnej diety. Bo w więzieniu raczej nie mogl jej trzymać.

    Ps: skoro dieta to az 80%, to moze nie warto tracic czasu/pieniędzy na siłownie/kalenistyke tylko po prostu przyłozyc sie do zarcia. Co tam te 20% z ćwiczen. Wystarczy, ze bede dobrze jadł i mięśnie same urosną.

  6. Gdybym nie przeszedł takiej samej drogi tylko w drugą stronę, to bym przyklasnął i radośnie zgodził się ze wszystkimi tezami z tego artykułu. Kiedy zacząłem świadomie zwracać uwagę na to co jem, wychodziłem z podobnego założenia – nie ma co się przejmować białkiem i kaloriami, najważniejsza jest wartość odżywcza, racjonalne i zdrowe odżywianie. Starałem się przestrzegać zasad zdrowego żywienia, nawet przez jakiś czas byłem wegeterianinem 😉 Żyłem tak sobie, trenowałem różne sporty, jakieś tam efekty miałem ale nie do końca byłem z nich zadowolony. Tłumaczyłem sobie różnie : nie mam dobrej genetyki, tych co lepiej wyglądają stać na dobre odżywki a mnie nie, szkoda mi zdrowia na faszerowanie się koksami… Pewnie do końca życia bym trwał w tym przeświadczeniu, ale po wypadku który odmienił moje życie zacząłem zastanawiać się nad sensem wielu rzeczy o których wcześniej nie myślałem. Jedną z nich było poszukiwanie przyczyn czemu przez całe dotychczasowe sportowe życie dawałem z siebie więcej niż inni, a osiągałem mniej. Zawsze miałem super ułożone plany treningowe, zdrowy tryb życia – i dziwiłem się czemu niektórzy ludzie robią postępy kilka razy szybciej niż ja. Dla mnie sukcesem było nabrać parę kilo mięśni przez całą zimę, a widywałem ludzi którzy osiągali to w miesiąc. Zacząłem dużo czytać, ale chyba najbardziej odmieniło moje podejście nawiązanie kontaktu z jednym z czołowych polskich kulturystów. Prowadził sklep z odżywkami, nudziło mu się, a ja byłem na rencie i miałem czas by przyjeżdżać do niego, rozmawiać i chłonąć wiedzę. Na początku byłem w szoku gdy dowiedziałem się że tak naprawdę nic nie wiem o odżywianiu, ale zacząłem eksperymentować ze zdobytą wiedzą, wprowadzać ją w życie i obserwować jakie to przyniesie efekty. No i prawdziwy szok dopiero nadszedł. Gdy nauczyłem się już tego wszystkiego co Ty masz w niepoważaniu („napychania” się białkiem, przestrzegania ustalonych godzin i składu posiłków), zacząłem robić postępy w tempie wręcz oszałamiającym, przynajmniej na tle tych które osiągałem kiedyś. I wtedy zrozumiałem, że to co się dzieje z moim ciałem, zależy głównie od tego co, ile i kiedy jem, a dużą część zasad zdrowego odżywiania mogę wyrzucić na śmietnik, jeśli chcę naprawdę robić postępy. Białko? Co z tego że jego duża ilość obciąża układ trawienny? Może i tak, ale jeśli go nie będzie się dostarczać w nadmiarze, to można sobie co najwyżej rekreacyjnie porobić pompki i pobiegać, intensywny trening nie ma sensu bo będzie zmarnowaniem czasu i siły. Warzywa – owszem, na redukcji jak najbardziej, ale na masie szkoda na nie miejsca w żołądku, bo potrzebne jest na przyjmowanie dużych ilości ryżu, makaronów itp.produktów. A jak nie ma czasu na gotowanie – odżywki i tylko odżywki są w stanie dostarczyć tyle składników, ile jest potrzebne.
    Dlatego, niezależnie od mojej niezmiernej wdzięczności dla Ciebie za porady treningowe i ogromnego szacunku dla Twojej wiedzy muszę napisać : nie wciskaj kitu ludziom, że można olać zasady sportowego odżywiania i nic to nie zmieni, dalej będą robić postępy. Do pewnego poziomu powiedzmy solidnej rekreacji, to może być prawdą, ale w intensywnym treningu (zwłaszcza siłowym) NIE !
    Rzecz jasna, taki sposób odżywiania ze zdrowiem wiele wspólnego nie ma. Ale coś za coś. Jeśli chcesz np.jeździć samochodem szybciej niż inni i mieć z tego frajdę, to musisz zaakceptować szybsze zużywanie się mechanizmów. Trzeba też mieć świadomość, że nie da się tak żyć cały czas, jeśli nie jest się zawodowym sportowcem, bo reżim treningowo-żywieniowy bardzo utrudnia normalne życie. Ale jeśli się planuje okresy intensywnego treningu, zakłada ambitne cele i chce je realizować to inaczej się nie da. Zresztą, w moim przypadku nigdy do końca nie udało mi się utrzymać założonego systemu, ale nawet jeśli był niedoskonały i tak przynosił duże efekty. A to co proponujesz może przynieść poprawę samopoczucia i zdrowia, ewentualnie odchudzenie się. Jeśli ktoś stawia na poprawę takich parametrów jak siła czy masa i chce to uczynić ciężkim treningiem w możliwie krótkim okresie czasu, to nie tędy droga …
    Konkretny przykład. Wziąłem się za siebie na poważnie od początku września. Nie jest to jeszcze dopracowany system, bo dużo kombinowałem z dobraniem rodzajów treningu, ale żarcia pilnuję (w miarę możliwości, nie jestem fanatykiem) od jakichś 6 tygodni, do tego odżywki i suple na poprawę regeneracji. Na początku ważyłem 93 kg przy BF prawie 21 %. Teraz, w 8-ym tygodniu regularnego treningu, ważę 95 kg i BF spadł do poniżej 17%. Chyba nie powiesz, że można osiągnąć taki progres na „zdrowym odżywianiu”?

    1. …Gdybym nie przeszedł takiej samej drogi tylko w drugą stronę, to bym przyklasnął i radośnie zgodził się ze wszystkimi tezami z tego artykułu…

      Wyobraź sobie panie kolego, że ja też przeszedłem tę drogę w obydwie strony. Nie piszę tego bo tak sobie wymyśliłem. Ryż swego czasu jadałem wręcz na sucho dwa razy dziennie, nieraz posypałem cynamonem do smaku. Suchą kostkę twarogu wciskałem na siłę po kolacji no bo przecież to kolejne 20g białka. Efekty treningu były owszem, ale w pakiecie dostałem ciągłą ospałość, długie drzemki po południu to standard, brak chęci do treningu i ociężałość. Teraz białka jadam mało (tzn wystarczająco, ale z punktu widzenia dawnego mnie to bardzo mało), efekty mam lepsze niż kiedyś, głównie ze względu na ciągłą chęć do treningów, a ospałość i brak energii to przeszłość. Nie dlatego że zmniejszyłem ilość białka, ale że zdrowiej się odżywiam i nie żałuję miejsca w żołądku na warzywa. Jak widzisz nie tylko Ty masz swoją historyjkę.

      …część zasad zdrowego odżywiania mogę wyrzucić na śmietnik, jeśli chcę naprawdę robić postępy. Białko? Co z tego że jego duża ilość obciąża układ trawienny? Może i tak, ale jeśli go nie będzie się dostarczać w nadmiarze, to można sobie co najwyżej rekreacyjnie porobić pompki i pobiegać…

      Tego to właściwie nawet szkoda komentować. Pewnie jeszcze nie raz zacytuję tę wypowiedź gdy będę pisał o zdrowym odżywianiu. Co z tego że białko obciąża układ trawienny? A co z tego że testosteron domięśniowo zaburza gospodarkę hormonalną? Przecież ci co biorą mają lepsze wyniki. Przepraszam Cię bardzo, ale chyba nadal nie znasz idei mojego bloga. A brzmi ona tak: „zdrowie poprzez trening”, a nie „trening kosztem zdrowia”. Trening jest i będzie dla mnie trybikiem w drodze ku witalności i długowieczności w pełnym zdrowiu bo taki mam cel. Jeśli zamierzasz zużyć swoje mechanizmy, jak to ująłeś, by mieć trochę lepsze efekty to droga wolna, ale – nie wciskaj ludziom kitu (tutaj zacytuję Ciebie) że to jedyna słuszna droga. Powyższy wpis również nie jest dedykowany etatowym sportowcom, tylko ludziom którzy tak jak ja w wolnej chwili między obowiązkami domowymi, a praca chcieliby zadbać o swoją formę. Facecik, który cały dzień spędza w biurze przed komputerem zamierza się poruszać dla zdrowia. Żeby nie zardzewieć. A nie po to, by dla treningu jeszcze bardziej na zdrowiu podupaść? Co to za filozofia? Zresztą sam z tego co pamiętam masz problemy ze stawami. Miałeś jakiś wypadek, ok. Nie znam Twojej historii, ale czy przez ten wypadek masz problemy i z kolanami i z barkami? Bo jeśli nie, to zastanów się dlaczego i czy zamiast odżywki białkowej nie lepiej zainwestować w wit D, K2 i wapń? Na tej stronie zawsze zdrówko będzie numerem 1, a jeśli na nerwy działa Ci taka filozofia to podrzucę Ci link do kanału na YT gdzie pewien człowieczek dokładnie instruuje jak poświęcić wszystko dla treningu włącznie ze sterydami itd.

      …Na początku ważyłem 93 kg przy BF prawie 21 %. Teraz, w 8-ym tygodniu regularnego treningu, ważę 95 kg i BF spadł do poniżej 17%

      No super. 2 kg w 8 tygodni? Czyli za rok będziesz ważył 107 kg! Łał! Bo jeśli nie to co da Ci pochłanianie kolejnych ton białka? Chcesz mi wmówić że warto latami zrzerać krowę za krową bo złapałeś 2 kg? Umówmy się, napisz do mnie za rok z wagą 107 kg przy BF’ie 17% a odszczekam wszsytko co powiedziałem. W innym wypadku wiedz, że dalej tkwisz w tym samym punkcie i całe to Twoje białko niewiele zmieniło w ogólnym rozrachunku. Życzę Ci jednocześnie by Twoje stawy nie posypały się w tym czasie do końca i byś nie musiał zwalać winy na wiek czy sportowy tryb życia. Owszem, liczeniem kalorii i makroskładników można spalić niesamowitą ilość tłuszczu i nadbudować mięśnie, ale to jest tylko chwilowe. Pójdź do tego swojego kulturysty i zobacz jak wygląda w okresie gdy nie startuje. Sylwetkowcy robią wyglad na jeden dzień, dzień zawodów. Ludzie pracy nie żyjący dla sportu nie musza prowadzić takiego trybu życia i zjadać 2g białka/kg masy ciała.

      Z mojej strony proszę jeszcze raz o zrozumienie idei tego bloga. Serdecznie pozdrawiam

    2. Uniosłeś się, bo przedstawiłem nieco inny niż Twój punkt widzenia? Wyluzuj i jeszcze raz przeczytaj to co napisałem. Czy ja twierdzę, że trzeba poświęcić wszystko dla wyniku, gdzie wyczytałeś że popieram koksiarstwo? Jak czytam takie stwierdzenia że ktoś krytykując białko wrzuca je do jednego worka ze sterydami, to normalnie ręce opadają. Tego to mnie się nie chce komentować, człowiekowi z Twoją wiedzą nie wypada pisać takich żenujących stwierdzeń.
      Dla jasności : nigdy nie brałem sterydów, prohormonów itp.wynalazków. Nawet nie używam przedtreningowych „dopalaczy” ani spalaczy tłuszczu typu termogeniki. Wychodzę z założenia, że nie ma co oszukiwać własnego organizmu sztucznie podnosząc jego wydolność czy podkręcając metabolizm, bo to droga na skróty i nic dobrego nie przyniesie. Ale nie porównuj, za przeproszeniem, g..na do twarogu. Czym innym są wynalazki ingerujące mocno w organizm, podnoszące go sztucznie na wyższy level kosztem rujnowania zdrowia, a czym innym odżywki zawierające te same składniki co w naturalnym pożywieniu tylko skoncentrowane i lepiej przyswajalne.
      Masz wielką wiedzę na temat treningu, czemu negujesz wiedzę na temat odżywiania? Użyłeś fajnego porównania, że budowa ciała jest jak stawianie muru z cegieł, nie sposób się z tym nie zgodzić. Tyle że w Twoim wydaniu proponujesz żeby te cegły nosić na grzbiecie i mieszać zaprawę łopatą. Owszem, zbudujesz ten mur, ale natyrasz się i będzie to długo trwało. A ja wolałbym skorzystać z taśmociągu który będzie te cegły podawał i betoniarki która przygotuje zaprawę. Właśnie taką rolę spełniają odżywki i suplementy, które przyspieszają regenerację, umożliwiają cięższy trening i w końcowym efekcie znacznie szybsze postępy. Po to właśnie je stworzono, żeby nie trzeba było zapychać się suchym twarogiem na noc ani żreć kilogramów ryżu co trzy godziny.
      I nie zarzucaj mi że nie rozumiem idei Twojego bloga. Gdyby tak było, to nie pisałbym tu z Tobą szukając nowej drogi do odzyskania zdrowia, które szanuję i cenię. A to „coś za coś”, które źle odebrałeś należy tak rozumieć : jeśli chcesz do czegoś dążyć, musisz przyjąć że jest za to jakaś cena. Podnosisz duże ciężary, żeby stać się silniejszym, konsekwencją tego jest po jakimś czasie sfatygowanie aparatu ruchu. Nie chcesz jej ponieść – możesz ćwiczyć całe życie robiąc pompki albo korzystając z ładnych maszyn w klubie. Będziesz zdrowszy, sprawniejszy, ale niewiele silniejszy. Dużo biegasz żeby mieć kondycję – po jakimś czasie będziesz narzekał na kolana. Trenujesz sztuki walki i sparujesz – na pewno nieraz będziesz mieć śliwy pod oczami, a może i złamany nos. Rzecz jasna nie musisz tego robić, możesz jeździć na rowerze zamiast biegania i ćwiczyć tylko walkę z cieniem, ale na pewno się tak nie rozwiniesz jak ci którzy akceptują to że sport powoduje szybsze zużycie organizmu. To samo dotyczy odżywiania. Chcesz być potężny i silny, musisz żreć do oporu albo pić odżywki i w pakiecie do tego zaakceptować wzdęcia, ociężałość itp.atrakcje. Możesz też żywić się sałatą, owsianką, pomidorami i gotowanymi na parze warzywami, nie wiedzieć co to problemy trawienne i czuć się doskonale, ale będziesz szczupły i co najwyżej harmonijnie zbudowany, na pewno nie atletyczny. Wybór każdy może dokonać sobie sam, jak się określa i kim chce być.
      „…Na początku ważyłem 93 kg przy BF prawie 21 %. Teraz, w 8-ym tygodniu regularnego treningu, ważę 95 kg i BF spadł do poniżej 17%..”
      Przytoczyłem ten przykład nie żeby się chwalić, tylko żeby poprzeć argument że znaczące postępy są tylko na dobrym żarciu. Policz dobrze : to co mi się udało zrobić, to nie jest zwykły wzrost masy o 2 kg. Zejście o 4 % BF z jednoczesnym WZROSTEM wagi ciała o 2 kg oznacza przy mojej wadze mniej więcej przyrost masy mięśni o 4-5 kg z redukcją tłuszczu o 2-3 kg. No nie wiem, czy to zasługuje tylko na lekceważące „łał”. I nie dlatego to podkreślam, że czuję się zaj..bisty (choć nie powiem że nie 😉 ) tylko po to by uzmysłowić co daje odżywianie wsparte suplementacją. Bez „napychania się” białkiem, żywiąc się zdrowo wg Twoich zaleceń po takiej dawce treningu którą sobie zaaplikowałem traciłbym wagę w tempie 1 kg/tydzień, a nie o to mi chodzi.
      „.. Umówmy się, napisz do mnie za rok z wagą 107 kg przy BF’ie 17% a odszczekam wszsytko co powiedziałem…”
      A czemu zakładasz że chcę ważyć 107 kg? Owszem, napiszę, i nie za rok, tylko za 5 miesięcy, bo tym systemem zamierzam pociągnąć do końca marca. Sądzę że powinienem wtedy ważyć 96-98 kg z BF poniżej 15 %. Masa to nie wszystko, już się tego nauczyłem. Nawet dam Ci namiar na FB, żebyś zobaczył fotki. I wtedy będę oczekiwał publicznego przyznania mi racji 😉

    3. Wcale się nie uniosłem. Dostosowałem ton wypowiedzi do Twojego komentarza. w końcu Ty pierwszy zarzuciłeś mi wciskanie ludziom kitu.

      Dlaczego wrzucam napychanie się białkiem i branie sterydów do jednego wora? Już tłumaczę. Dla Ciebie nadwyrężanie układu pokarmowego białkiem i rezygnacja z warzyw jest spoko bo bez tego trudno o efekty. Dla sterydziarza zażywanie farmakologi też jest spoko bo ma jeszcze lepsze efekty dzięki temu. Różnica między wami polega jedynie na tym, że jego granica leży dalej niż Twoja. On jest w stanie poświęcić więcej i bardziej wyeksploatować swój organizm niż Ty, ale uzyskuje szybszy progres.

      A teraz posłuchaj siebie: „Co z tego że jego duża ilość (białka) obciąża układ trawienny? Może i tak, ale jeśli go nie będzie się dostarczać w nadmiarze, to można sobie co najwyżej rekreacyjnie porobić pompki i pobiegać, intensywny trening nie sensu bo będzie zmarnowaniem czasu i siły

      A teraz posłuchaj mojego pożal się Boże kolegi z dawnych lat, miłośnika metanabolu: Co z tego że po mecie mam całe plecy w pryszczach. Bez tego musiałbym ćwiczyć pół roku żeby zrobić to co mogę w miesiąc

      Widzisz, czyż nie brzmicie tak samo? Jedyne co was różni w podejściu do treningu/zdrowia to skala swojego poświęcenia. Wiem że pewnie teraz ugodziłem w Twoją dumę, ale jeśli możesz poświęcić wątrobę dla efektu to dlaczego nie jelita? A jeśli wątrobę i jelita to czemu nie stawy? Ja ukradniesz stówę to dwie możesz ukraść.

      Przytoczyłeś poświęcanie się zawodowych sportowców. Tak, biegacze mają problemy z kolanami, fajterzy z błędnikiem a ciężarowcy ze stawami. To jednak mnie nie przekonuje. Sport zawodowy rządzi się swoimi prawami, a wg mnie już dawno zabrnął w ślepy zaułek.

      No i ostatnie, najważniejsze. Cały czas dla Ciebie wszystko kręci się wokół masy mięśniowej. Niestety, ale bodybuilding to według mnie najbardziej niewdzięczny sport siłowy ze wszystkich. Każe długo czekać na efekty, a najlepszymi są i tak wybrani. Przesłanie powyższego wpisu jest proste i w jednym zdaniu brzmi tak: „Pracujesz, nie masz czasu na regularne posiłki, ani pieniędzy na dietetyka? Nie przejmuj się. I tak możesz zadbać o swoją formę. Efekty są możliwe mimo braku kalkulatora kalorii” – takie jest moje zdanie. Ty uważasz to za wciskanie kitu. Mama nadzieję ze nie podciąłeś właśnie komuś skrzydeł, bo ja żyję według tej ideologii odkąd istnieje ta strona i cieszę się z efektów każdego dnia. I nie są to kilogramy oraz BF (chociaż pośrednio też) ale coraz lepsza forma fizyczna.

      Masz prawo do swojego zdania i szanuję to. Każdy sam wybiera ile jest w stanie poświecić i jaką drogą się kierować. Nigdy nie napisałem na tym blogu, że moj tryb życia jest lepszy niż innych. Mówię wprost: Nie ufaj internautom, nie ufaj mi. Odstaw tony mięsa na miesiąc a sam zobaczysz co sie stanie. Powodzenia na dalszej drodze rozwoju. W razie co służę pomocą

    4. „..Jedyne co was (mnie i koksa) różni w podejściu do treningu/zdrowia to skala swojego poświęcenia..”
      W ten sposób stawiając sprawę można by dostrzec pewne podobieństwo. Ale jest to naginanie rzeczywistości tak by pasowała do Twojej interpretacji. Po pierwsze : ja bazuję na naturalnym wspomaganiu przez modyfikację odżywiania, nie ingeruję w układ hormonalny. Po drugie : „napychanie się” białkiem nie wyrządzi w moim organizmie trwałych szkód. Uciążliwości trawienne ustąpią po paru dniach normalnego jedzenia, a mięśnie zostaną. A koksiarz pasiony farmakologią cieszy się efektami póki się kłuje lub łyka tabletki, po ich odstawieniu wszystko spada na łeb na szyję a do tego jego zdrowie odnosi trwałe szkody i ich naprawienie zajmie mu bardzo długo, o ile jeszcze jest możliwe. Więc sorry, ale takie postawienie sprawy jest porównaniem g..a do twarogu :-/
      To poświęcenie o którym pisałem nie dotyczy zawodowych sportowców, tylko zwykłych trenujących ludzi. Pracujących i godzących sport z codziennym życiem. Większość z moich kolegów ze sztuk walk ma problemy z kolanami, spora część z nich jest już po operacjach więzadeł czy łękotek, ale czy to jest argument żeby nie ćwiczyć takich sportów? Oni nie chcieli robić kariery ani startować w zawodach, chcieli tylko się doskonalić i lepiej się czuć. Ja też nie miałem wielkich ambicji, mam nadszarpnięte stawy od wielu lat ich intensywnej eksploatacji. Czy żałuję? Jakbym postawił na wadze to co sport mi dał i to co zabrał, nie ma porównania. Nietrenujący koledzy z mojego przedziału wiekowego to wizualnie w większości dziady, zdrowotnie też się sypią. Ja tylko narzekam na bolące stawy, na tle reszty populacji jestem zdrów jak ryba 🙂
      „..Przesłanie … jest proste i w jednym zdaniu brzmi tak: „Pracujesz, nie masz czasu na regularne posiłki, ani pieniędzy na dietetyka? Nie przejmuj się. I tak możesz zadbać o swoją formę. Efekty są możliwe mimo braku kalkulatora kalorii” – takie jest moje zdanie. Ty uważasz to za wciskanie kitu”
      Niestety, tak uważam. I czuję się zobowiązany to wyjaśnić. Dlatego „niestety”, bo gdyby napisał to jakiś cymbał co nie ma większego pojęcia o sporcie, a tylko się dowartościowywał pisaniem głupot w necie, to żaden problem. Ale Ty jesteś naprawdę ekspertem w sprawach treningu, za takiego ja się uważałem ale w wielu kwestiach dużo się nauczyłem od Ciebie i dzięki Tobie odkryłem jakie mam braki. Jednakże pomimo nich mój zasób wiedzy jest na tyle duży, że mogę z Tobą polemizować. A dla kogoś kto szuka podstawowych informacji i trafi na Twoją stronę, będziesz niekwestionowanym autorytetem. I teraz taki świeżak najpierw przyswoi sobie Twoje porady treningowe, które mogłyby pomóc mu na drodze rozwoju, a potem naczyta się Twoich teorii że można jeść 50 g białka dziennie i ćwiczyć siłowo. Pomyśli „o, ten gość wie co mówi”, zastosuje się do tego i jego trening niewiele mu da. Zrobisz mu tym krzywdę, bo ten szukający porad koleś, pracujący i nie mający kasy, który z trudem znajduje czas na dwa-trzy treningi w tygodniu chciałby mieć z nich pożytek i widzieć efekty, a na Twojej „zdrowej diecie” ich nie zobaczy.
      Nie widzisz dysonansu? W jednych artykułach sugerujesz ludziom ćwiczenie na maxa, żeby dawali z siebie 100 % to będą mieli progres, a w innych polecasz im styl jedzenia mało odżywczych potraw, który uniemożliwi im ten progres??
      Rozgranicz to, napisz wyraźnie że Twoje zdrowe jedzenie jest dla ludzi którzy chcą się odchudzić albo takich co ćwiczą lajtowo parę razy w tygodniu tak żeby „nie zardzewieć”, bo oni na nim skorzystają. Ale nie mieszaj w głowie tym, którzy chcą ćwiczyć intensywnie i obciążają mocno swój organizm, bo u nich ta „zdrowa dieta” przyniesie więcej szkody niż pożytku!!
      I na koniec jeszcze sprostowanie : czemu wciąż uważasz że jestem ślepym fanem masy? Gdyby tak było to nie zawracałbym Ci głowy pytaniami o nowe rodzaje treningu. Chcę się rozwijać na wielu płaszczyznach, chociaż masa i wygląd dalej będą dla mnie istotne. Ale moje wywody nie są o bodybuildingu. To w jaki sposób teraz ćwiczę, nie ma z nim wiele wspólnego, a mimo to nadal się rozwijam, buduję nowe mięśnie. Tylko dzięki właściwemu odżywianiu! Czy ktoś będzie ćwiczył bodybuilding na masę, czy kalistenikę na sprawność, czy ciężary na siłę, czy obwody na wytrzymałość, a może nawet sztuki walki, pływanie czy wioślarstwo – nieistotne! Każdą z tych dziedzin można potraktować rekreacyjnie i wtedy Twoja „zdrowa dieta” się sprawdzi, ale po przekroczeniu pewnego progu intensywności trenujący MUSI dostarczać więcej składników odżywczych niż przeciętny człowiek, inaczej jego wysiłek nie będzie miał sensu !!!

    5. Traper ja jakos nie mam super diety, tylko właśnie tą zdrową dietę. I robię progres siłowy i wytrzymałościowy cały czas. Na poczatku mojej przygody z kalistenike ( rok temu ) nie mogłem ani razu podciągnąć sie podchwytem przy wadze 77 kg, po 15 pompkach moje barki odmawialy posłuszeństwa. Teraz podciągam sie 15 razy szerokim nachwytem przy wadze 85. Dzisiaj założyłem swój pierwszy ciężar 7 kg i podciągnąłem sie 5 razy z delikatnym zapasem. Pompki teraz to dla mnie łatwizna. Nawet na jednej rece kilka potrafię. O kondycji już nie wspomnę, poprawiła sie o 100 %. I to wszystko na ” zdrowej diecie „. Wiec jak widać można robić progres siłowy na zwykłym odżywianiu 🙂

    6. No cóż kolego Traper. W takim razie nie jestem w stanie Cię przekonać. Masz swoje zdanie i tego będziesz się trzymał. I właściwie dobrze. W końcu po to powstał ten blog aby przedstawić drugą stronę barykady. A kontrast jest potrzebny. Jest mnóstwo osób które robią ładne postępy i jednocześnie zdrowo się odżywiają, nawet tych bardziej znanych. Być może ich nie widzisz, być może udajesz że nie istnieją. Jestem też ja. Nie wiem czemu uważasz że możesz mi wmówić że to co osiągam zdrowym stylem życia to jakaś nieprawda. Ja wiem swoje, Ty swoje. Na tej stronie przedstawiam własne doświadczenia i swój własny punkt widzenia. Nikomu nie wyrządzam krzywdy – jak mówisz – bo każdy sam wybiera swojego mentora. Ty mówisz że krzywdą jest wmawianie innym jakoby zdrowe odżywianie współgrało z treningiem. Ja natomiast uważam za swoją krzywdę porady zawarte w pismach kulturystycznych przez które straciłem dużo czasu.

      Proponuję Ci zatem otwarcie spoglądać na inne modele żywieniowe niż Twój, bo każdy ma wolny wybór, a ja nigdy (NIGDY!) na tej stronie nie napisałem że coś jest jedyne słuszne i basta. Ja proponuję, a nie nakazuję. To Ty jako czytelnik wybierasz czy za tym pójdziesz czy nie. Wszelka krytyka jest mile widziana oczywiście (konstruktywna). Blogi osobiste mają to do siebie, że można na nich pokazać własny pogląd. Ja nie reprezentuję ministra zdrowia, ani nie jestem pedagogiem. Nie jestem też kapłanem ani mnichem. Dla mnie dowodem na moje racje są moje doświadczenia i postępy osób które tu zaglądają. A jeszcze tu efekty takiego stylu życia zostaną pokazane. Do swojej wymarzonej formy zbliżam się wielkimi krokami i nie jesteś w stanie mnie przekonać, że mi to nie wyjdzie bo wolę sałatkę zamiast steka 🙂 Pozdrawiam serdecznie raz jeszcze

    7. Cieszę się że możemy popolemizować zachowując szacunek do odmienności swoich poglądów :-)Ja też nie twierdzę że mój sposób jest lepszy, unikam mądrości w stylu „tak jest i już, bo tak jest przyjęte itp..”. Nie wierzę ślepo w to co piszą w pisemkach, a swoje zdanie opieram na własnych doświadczeniach. Przez 20 lat ćwiczenia poznałem dobrze swój organizm, jego reakcje na obciążenia treningowe i dostarczane mu pożywienie. Na tej podstawie doszedłem do wręcz odwrotnego wniosku niż Ty : że czas w którym NIE stosowałem się do tego co piszą w pismach kulturystycznych był stracony. Męczyłem się, wylewałem litry potu a efekty mnie nie zadowalały. A odkąd zacząłem się stosować do tych porad, które również kiedyś miałem w niepoważaniu, ruszyłem do przodu. I nie jest to tylko subiektywne odczucie, od dawna prowadzę dzienniki treningowe w których odnotowuję dane na temat treningu, ćwiczeń, uwagi na temat efektywności, a odkąd zacząłem przywiązywać większą wagę do odżywiania także opis diety i stosowane suplementy. Patrząc teraz wstecz i analizując zapiski sprzed lat i bieżące (gdy moja wiedza poszła do przodu) widzę różnicę – jak ciężko było mi robić postępy kiedyś i o ile więcej jestem w stanie zdziałać gdy świadomy trening współdziała ze świadomym odżywianiem. Zresztą to działa nie tylko w skali makro, gdy rozpatruje się efektywność cyklu treningowego w jakimś przedziale czasu. Nawet na przykładzie pojedynczego treningu widać różnicę. Nie zawsze mi się chce trzymać dietę, bywa i tak że np. w piątek zrobię porządny trening, a w sobotę wsiadam od rana na motocykl i z diety zostaje tylko śniadanie, bo resztę dnia zapycham się przypadkowym żarciem kupowanym gdzieś po drodze. I organizm od razu się zawiesza, siada regeneracja, ból mięśni nie ustępuje tak jak wtedy gdy są regularnie karmione białkiem tylko trwa nieraz i dzień dłużej..
      Źle się wyraziłem pisząc wcześniej że bez odpowiedniego odżywiania nie będzie efektów. Też będą i mogą być satysfakcjonujące. Ale zawsze można sobie zadać pytanie : czy nie można tego osiągnąć łatwiej, prościej, szybciej? I plizz, nie chodzi mi o drogę na skróty przez syntetyki, tylko wykorzystanie NATURALNEGO pełnego potencjału organizmu.
      Do kolegi Cloud : też gratuluję postępów, pełen szacun. Ale jakoś nie wierzę że zrobiłeś je na sałatkach i warzywach. Pewnie Ci się nie chce w to bawić, ale jakbyś policzył ile spożywasz białka, wyszłoby Ci koło 1,4 g/kg wagi ciała. Przy mniejszej podaży nie ma szans na rozwój. Przez rok zwiększyłeś masę o 8 kg i parametry siłowe o 200 %. Nie ma cudów, czymś te mięśnie musiałeś karmić że urosły i się wzmocniły 😉
      Normalne zdrowe odżywianie (jeśli jest dobrze zbilansowane i uwzględnia choć trochę większe zapotrzebowanie na białko) też dostarcza składników odżywczych wystarczających do rozwoju. Nie do optymalnego wprawdzie, ale na tle osób nietrenujących będzie on widoczny. Można się cieszyć tym rozwojem, a można też spróbować wycisnąć więcej i rozwijać się szybciej i efektywniej. Nie każdemu się chce, nie każdy ma na to czas, nie każdy ma taką potrzebę. I nie twierdzę że któryś wybór jest lepszy, każdy ma swoje cele dla których ćwiczy i robi jak uważa.
      I uściślijmy : na pewno nie twierdzę że zdrowe odżywianie jest złe i nie współgra z treningiem. Ja też staram odżywiać się zdrowo, nie jem śmieciowego żarcia, unikam białego pieczywa i słodyczy. Za mięsem też nie przepadam, od czasu do czasu zjem kurczaka ale czerwonego mięsa nie jem prawie wcale. Białko czerpię z serów i jajek, a jak już nie mam siły ich jeść dokładam odżywki. Nie jedząc warzyw witaminy i mikroelementy muszę uzupełniać suplementami, wiedząc że odżywki „zamulają” układ pokarmowy dostarczam więcej błonnika. Nie sądzę żeby taki sposób odżywiania był bardziej szkodliwy niż standardowe domowe żarcie.
      Pewnie Ciebie nie przekonam, ale mogę przedstawić i swoje racje. Nic nikomu nie chcę wmówić, po prostu uważam że jeśli się z Tobą nie zgadzam, to muszę przedstawić argumenty czemu. Nie jestem zbyt otwarty na inne koncepcje, ale to dlatego że moją przetestowałem na sobie (i nie tylko, kiedyś układałem diety ludziom i źle na tym nie wychodzili) i wiem że w tej dziedzinie nic lepszego nie da się wymyślić. Również serdecznie pozdrawiam 🙂

  7. odgrzewamy kotleta ale tak sobie czytam i czytam i widzę że kompletnie się nie rozumiecie.
    Rafał „wciska” ludziom (zwykłym Zdzichom, Janom i Adrzeją) że nie muszą pilnować diety tak jak prawdziwi kulturyści a wystarczy jeść zdrowo i ćwiczyć a będzie super. I TO DZIAŁA bo musi działać. Zdzichu nie uprawiający sportu przez ostatnie 20 lat bierze się za zdrowe jedzenie, ma w poważaniu ile pożera kJ czy kcal, robi pompki i podciągania i patrzy jak jego ciało nabiera fajnych rysów. Może zjeść tylko jedną kanapkę z samą sałatą dziennie a i tak jego ciało zmienia się in plus. O TO CHODZIŁO.

    Traper od małego sportowiec, pewnie imał się każdego sportu podwórkowego, wybiegany, wyżyłowany chciał nabrać masy i jadł tak samo to co było w domu (może nawet i zdrowo jak radzi Rafał) nie przywiązując wagi do godzin przyjmowania jak i ilości pokarmu. I co? masy jak nie było tak nima. Zmienił lifestyl, coś tam poczytał, przypilnował że kura zawsze o 13. Odżywka zawsze przed snem. I co? Ciało zmienia się na plus.

    Zatem panowie i panie poprostu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  8. Pisałeś o przybieraniu masy od węglowodanów. Ale że jak, tłuszczowej czy tej mięśniowej? Jeżeli spożywam za dnia sporą ilość węglowodanów, ale są to węglowodany złożone o niskim IG (bądź też średnim jak np. owsianka, ale nie wysokim – chociaż na obiad coś się tam zdarzy zjeść spoza diety o wysokim IG), to czy istnieje szansa, że zaleje mnie tłuszcz? Przyznam, że mam dość ułożoną dietę bogatą w węglowodany wyżej wymienione, poziom białka myślę, że jest ok. Owoce za dnia to 2 jabłka i 2 gruszki, więc witaminy jakieś są i minerały. Od tego tygodnia zaczynam ją stosować w pełni, bo w tym tygodniu ją nieco udoskonalałem. Pytanie, czy dieta bogata w węglowodany z niskim IG przy szybkim metabolizmie (ektomorfik) istnieje ryzyko zalania się tłuszczem?

    1. I jednej i drugiej, ale działa to inaczej. Do nabrania masy mięśniowej potrzebna jest odpowiednia ilość węglowodanów, nie może być za mało. Wszystko po to by mięśnie miały spory zapas glikogenu i mogły przeznaczyć aminokwasy na potrzeby budulcowe, a nie energetyczne. Natomiast nabieranie masy tłuszczowej jest skutkiem NADMIARU węglowodanów. Jeśli więc spożyjesz więcej węglowodanów niż potrzebują Twoje mięśnie to zostaną zmagazynowane jako tłuszcz. Ektomorfikom to raczej nie grozi bo te procesy przebiegają szybciej (metabolizm). A już na pewno nie przy niskim IG.

  9. Aha, rozumiem. A czy masz jakiś wzór na obliczenie odpowiedniej ilości węglowodanów dla mnie przy zastosowaniu mojego wieku, wagi i ewentualnie wzrostu czy jakiejś innej informacji?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *