Białko w pożywieniu. Własne przemyślenia

Białko w pożywieniu jest dla człowieka bardzo istotnym makroskładnikiem choć nie potrzebujemy go wcale tak dużo jak niektórzy twierdzą, a jego nadmiar jest bardzo szkodliwy. Dostarczenie odpowiedniej ilości białka dobrej jakości nie jest wcale takie trudne, ale trzeba posiadać odpowiednią wiedzę na jego temat. Teoretycznie wystarczyłoby wybrać jeden produkt żywnościowy z dużą zawartością białka, np. ser, i pożerać go tonami. Nie jest to jednak takie proste. Ważniejsza od ilości białka w pożywieniu jest jego jakość i niekoniecznie musi to być białko pochodzenia zwierzęcego jak zwykło się uważać.

Białko w pożywieniu i aminokwasy

Zacznijmy od tego, że jeśli już mówimy o białku w pożywieniu to musimy mieć na względzie jego budowę. Nie jestem fizykiem chemikiem i nie chciałbym tutaj wyskakiwać z formułką typu takiego, że białka są to wielocząsteczkowe biopolimery czy też inne polipierdziany z takim czy siakim wiązaniem bo w praktyce nie ma dla nas znaczenia. Do prawidłowej definicji białka zainteresowanych odsyłam do Wikipedii.

białko w pożywieniuNatomiast co powinniśmy wiedzieć to to, że białka składają się z aminokwasów. Aminokwasy dzielimy na egzogenne (inaczej niezbędne, czyli takie, które muszą być dostarczane z pożywienia) oraz endogenne, które organizm sam sobie potrafi wytworzyć. Logiczne więc, że nas interesują te pierwsze. Są jeszcze takie aminokwasy, m.in. arginina, które mogą być wytwarzane same, ale potrzebują do tego aminków egzogennych.

Istnieje 8 aminokwasów niezbędnych, które składają się na wartościowe białko:

  1. Leucyna – niezbędna do wytwarzania hormonu wzrostu, regeneracji mięśni po wysiłku, inicjuje procesy anaboliczne w organizmie.
  2. Izoleucyna – reguluje poziom cukru we krwi, syntezuje białka w wątrobie i mięśniach, wspomaga regenerację tkanek, m.in. mięśniowych.
  3. Walina – zabezpiecza mięśnie przed pobieraniem z nich energii dla organizmu wytwarzając glukozę, odpowiada za stymulację do wzrostu mięśni.
  4. Fenyloalanina – syntezuje białka ustrojowe, ma olbrzymie znaczenie dla układu nerwowego, odpowiada za popęd seksualny.
  5. Lizyna – jest niezbędnym składnikiem białek strukturalnych skóry, ścięgien i kości, jest antyoksydantem, wspomaga prawidłową pracę jajników, laktację oraz przemianę lipidową.
  6. Metionina – jest potrzebna do syntezy choliny, kreatyny oraz adrenaliny, działa przeciw nowotworowo neutralizując wolne rodniki, bierze udział w procesie wzrostu tkanek mięśniowych.
  7. Treonina – ma swój udział w procesie tworzenia kolagenu, jest potrzebna do prawidłowej pracy tarczycy oraz do przyswajania składników odżywczych z pożywienia.
  8. Tryptofan – reguluje przemianę materii, uczestniczy w procesie wytwarzania hormonu wzrostu oraz budowy mięśni.

Jak widzimy, różne aminokwasy odgrywają różną rolę w organizmie. Oczywiście celem tego krótkiego artykuliku nie jest opis aminokwasów, toteż zamieściłem jedynie wybrane ich funkcje, których jest znacznie więcej.

Nietrudno spostrzec, że trzy pierwsze aminokwasy jakie wymieniłem, tj. leucyna, izoleucyna i walina, mają szczególne znaczenie dla mięśni więc i dla nas – osób ćwiczących. Są to bowiem tzw. aminokwasy rozgałęzione BCAA (z ang. branched-chain amino acid).

Białko w pożywieniu. Pełnowartościowe, czyli jakie?

Świadomość istnienia aminokwasów egzogennych jest niezbędna by zrozumieć kryterium jakie określa wartość danego białka. Zatem białko najbardziej wartościowe to takie, które ma w swym składzie największą ilość niezbędnych aminokwasów, najlepiej wszystkie i to w odpowiednich proporcjach. Takim białkiem charakteryzują się m.in.: mięso, ryby, jaja, fasola, soja, groch. Pamiętajmy jednak, że od zawartości aminokwasów w białku ważniejsze są ich proporcje. Aby jeden aminokwas spełnił swoją rolę, musi mieć odpowiednią ilość innych. Gdy któregoś aminokwasu będzie w niewystarczającej ilości, to inne, choćby były w nadmiarze, nie przyniosą oczekiwanych korzyści. Dla przykładu: 100 g płatków owsianych zawiera 11 g białka, jednak profil aminokwasowy tego białka nie jest pełny (nie zawiera wszystkich aminokwasów egzogennych) toteż organizm nie wykorzysta wszystkich 11 g. Załóżmy jednak, że przyrządziłeś sobie musli z płatków owsianych, orzechów oraz migdałów. Każde z tych produktów ma niepełny aminogram jednak każde z nich zawiera inne aminokwasy. Dlatego też w połączeniu ze sobą stworzą posiłek zawierający pełnowartościowe białko.

Białko zwierzęce. Czy aby na pewno lepsze?

Produkty odzwierzęce mają tę zaletę, że zazwyczaj zawierają wszystkie potrzebne aminokwasy. Za wzór uchodzi tutaj jajko, które zawiera 8 aminokwasów egzogennych w proporcjach bliskich ideałowi. Ciekawostką niech jednak będzie, że fasola wypada tutaj niewiele gorzej.

Gdy spożyjemy dużą ilość białka organizm najpierw musi rozłożyć je na części pierwsze, tzn. wyselekcjonować z nich poszczególne aminokwasy, które dopiero potem użyje do konkretnych celów. Dlatego też im więcej aminokwasów zawiera białko przez nas spożyte, tym więcej roboty dla organizmu. Innymi słowy białko zwierzęce trawi się ciężej niż roślinne. Obrazowo mówiąc ciało ludzkie woli dostać te aminokwasy już w pewnym sensie wyselekcjonowane. Ale to tak w dużym uproszczeniu. Idealnie byłoby spożyć każdy aminokwas z osobna, by mógł on być od razu wykorzystany zgodnie ze swym przeznaczeniem, ale nie jest to możliwe. Białko roślinne ma tę zaletę, że aminokwasy są przynajmniej częściowo wyselekcjonowane. To tak jakbyś miał zbudować domek z cegieł. Gdybyś miał do dyspozycji wszystkie cegły z osobna byłoby Ci o wiele łatwiej niż gdyby dostarczano Ci fragmenty ceglanych ścian z rozbiórki innego budynku, a Ty musiałbyś najpierw sobie wyselekcjonować poszczególne cegiełki. Im większe fragmenty ścian tym gorzej dla Ciebie. Zjadając białko zwierzęce dostarczasz organizmowi fragmenty ścian z ośmiu cegieł. Natomiast spożywając np. słonecznik dajesz mu mniejsze fragmenty, powiedzmy z czterech lub pięciu cegiełek. Mam nadzieję, że jest to zrozumiałe.

Ilość białka i suplementacja

białko w pożywieniuJeśli Twoja dieta jest różnorodna to nie masz co się przejmować wartością białka w pożywieniu. Nawet jeśli jesteś wegetarianinem. Problem mają jedynie osoby stosujący bardzo rygorystyczne diety, jak na przykład frutarianie jedzący tylko owoce.

Ciekawym zagadnieniem jest ilość białka jaką potrzebujesz. I tu zaczyna się szał. Zazwyczaj uważa się, że im więcej tym lepiej. Szczególnie w środowisku amatorów siłowni. Jak już wcześniej wspomniałem białko, szczególnie zwierzęce, jest ciężko trawione. W nadmiarze powoduje ogromne obciążenie dla wątroby i nerek. Dlatego nie warto przesadzać. Natomiast jego zapotrzebowanie jest tak zmienne i indywidualne, że nie można go ustalić ot tak sobie. Zalecenia typu 2 g na 1 kg masy ciała dla każdego, to co najmniej nieporozumienie. Taka ilość może być dobra dla kulturysty z kilkuletnim stażem, ale nie dla „zwykłego” Ziemianina. Jak wszyscy wiemy, białko jest budulcem mięśni. Tak. I jeśli ktoś stosuje cykle sterydowe wprowadzając swoje ciało w stan nienaturalnego anabolizmu, to siłą rzeczy potrzebuje nienaturalnie dużej ilości białka. 2, a nawet 3 g białka na kilogram masy ciała to dla osoby ważącej 80 kg nawet 240 g białka. Ile to mięsa, ile to jajek? Ale cóż, jeśli czyjąś intencją jest przybranie 10 kg masy mięśniowej w 2 miesiące to nie ma się co dziwić. Jeśli natomiast jesteś osobą dbającą o zdrowie i uprawiającą trening siłowy dla zdrowia i formy, to takimi zaleceniami nie zawracaj sobie głowy.

A co z suplementacją? Preparaty aminokwasowe mają tę zaletę, że często zawierają aminokwasy w wolnej formie (dostarczanie cegiełek z osobna, o czym pisałem wyżej), jednak nie jest to naturalny posiłek. Nie mam nic przeciwko suplementacji aminokwasowej, ale czy na pewno jej potrzebujesz? Jeśli odżywiasz się różnorodnie i zdrowo to nie. Jeśli jednak jesteś osobą pracującą poza miastem, na wyjazdach itp. albo studentem, który często jada gdzieś na mieście niekoniecznie wartościowo, to suplementacja aminokwasami będzie pomocna. Zażyć je możesz po posiłku o małej zawartości białka. Wspomóc się możesz również odżywkami typowo białkowymi.

PODSUMOWANIE
Białko wartościowe to takie, które ma pełny profil aminokwasowy. Jeśli Twój posiłek zawiera wszystkie aminokwasy to nie jest ważne jaki aminogram mają poszczególne jego składniki. Najprawdopodobniej potrzebujesz mniej białka niż Ci się wydaje. Ilość białka w pożywieniu jest indywidualna dla każdego człowieka, a ogólne zalecania nie bardzo maja sens. Zawodowi kulturyści nakazują osobom uprawiającym sport spożywanie białka w ogromnej ilości. Twierdzą najczęściej, że nie jesteś w stanie zaspokoić swojego zapotrzebowania na białko z diety. Jako, że ów kulturyści często są sponsorowani przez firmy produkujące odżywki i suplementy, zazwyczaj takimi zaleceniami próbują zwiększyć popyt na preparaty białkowe. Zauważ, że gdy jakiś paker opowiada o białku, zaraz wyciąga jakąś puszeczkę spod lady 🙂

Zatem białko w pożywieniu jest bardzo istotne, ale jeszcze istotniejsze jest zdrowe podejście do tematu białka i podstawowa wiedza o aminokwasach, a także nie popadanie w paranoję dużej jego ilości.

Źródła informacji na temat aminokwasów pochodzą ze strony zasadyzywienia.pl, m. in.:
http://zasadyzywienia.pl/leucyna.html
http://zasadyzywienia.pl/izoleucyna.html

http://zasadyzywienia.pl/walina.html

16 komentarzy

    1. Uważam że facet mówi najprawdziwszą prawdę. Białko tak zwane pełnowartościowe ma właśnie tę wadę, że organizm najpierw musi je rozłożyć na poszczególne aminokwasy, o czym pisałem wyżej. Jednocześnie podzielam pogląd co do ilości jaką zalecają dietetycy. Człowiek tak naprawdę potrzebuje dużo mniej białka niż nam się wydaje i wmawia. Natomiast czy powinniśmy całkowicie zrezygnować z kompletnego białka? Nie jestem wstanie na to pytanie odpowiedzieć już dziś, ale ten temat z pewnością będę kontynuował na blogu. Z wypowiedzi tego pana wnioskuję, że może on być witarianinem. Osoby o ściśle określonych poglądach dotyczących diety, jak wegetarianie, weganie, witarianie, nie są do końca obiektywni więc traktujmy ich rady z dystansem, ale nie lekceważmy ich.

  1. To ile mniej wiecej powinnienem spozywac jak przy wzroscie 185 waze 83 kg. W internecie wpisalem to wszedzie pisze 2g na kg masy ciala. Moim skromnym zdaniem jest to glupota, bo wychodzi na to ze musial bym spozyc 166 g, czyli ok 3 kostek twarogu I kilka jajek, nie dal bym rady tak codziennie.

    1. No dokładnie. Temat białka jest drażliwy. Teoria głosi 2 gramy. Ale czy naprawdę uważasz, że 2 g dla Ciebie i tyle samo dla wszystkich, bez względu na to czy ktoś ćwiczy amatorsko i bez wspomagaczy, czy koksuje od kilku lat? Więc ile właściwie jeść? Kiedyś zjadałem około 120 – 140 g dziennie. Teraz około 50. Choć właściwie nie liczę. Jaka jest różnica? Oprócz tego że nie muszę się już przejadać to żadna. Mam dla Ciebie radę. Przestań absolutnie zwracać uwagę na białko na 2 tygodnie a zobaczysz że nic się właściwie nie zmieniło. Najważniejsze by jeść różnorodnie (warzywa, owoce, pełne ziarna, orzechy, nasiona i produkty odzwierzęce jak ktoś musi, ale z umiarem), a kompleks potrzebnych aminokwasów zostanie dostarczony.

  2. No wlasnie a ile dostarczac bialka zeby budowac miesnie brzucha bo gdzies mi sie obilo o uszy ze one wymagaja dostarczenia wlasnie duzej ilosc i chyba z tego co wiem tam bialko dostarczane jest na koniec jesli chodzi o przydzialy na miesnie

    1. Z mięśniami brzucha jest jak z każdymi innymi mięśniami. Nie ma czegoś takiego jak dieta na mięśnie brzucha. Mówi się o dużych ilościach białka bo wtedy dieta jest mniej węglowodanowa i nie sprzyja tyciu (obrastaniu brzucha w tłuszcz). To sprawia, że brzuch jest szczuplejszy i wygląda lepiej. Nie oznacza to jednak, że mięśnie się zbudowały. Węglowodany w diecie nie muszą być zastępowane białkiem. Można jeść więcej warzyw i też będzie dobrze. Oczywiście jak zawsze ważne są same aminokwasy.

  3. W pewnym sensie to Ci trochę zazdroszczę. Pochorowałem się i na kilka dni musiałem przerwać treningi, więc potraktowałem to jako okazję żeby odpocząć od diety. Odstawiłem odżywki, jadłem w miarę zdrowo (a przede wszystkim mniej niż zwykle), nawet zainwestowałem w surówki i owoce. Fajnie tak sobie beztrosko wcinać i nie stresować się składem tego co się je 🙂
    Niestety żeby zostać przy tym modelu odżywiania na stałe, musiałbym powyrzucać wszystkie lustra z domu. Znikam w oczach, aż boję się wejść na wagę bo pewnie będzie ze 2 kilo mniej :-/ Pasowałoby to jako przykład, gdybym chciał odpowiedzieć na Twoje pytanie : co się stanie gdy się obniży podaż białka. Gdybym się uparł żeby Ci udowodnić że nie masz racji w tym aspekcie, zostałbym przy tym zdrowym jedzeniu, za miesiąc bym się zważył, zmierzył skład ciała i czarno na białym wyszłoby że straciłem parę kilo z czego większość to mięśnie. Ale zbyt dużo pracy włożyłem żeby je zdobyć, bardzo je cenię i nie chcę ich poświęcać żeby udowodnić coś co jest dla mnie oczywiste. Więc nie będę Cię przekonywał w taki sposób 😉

    1. Traper, właściwie już mnie przekonałeś, a w zasadzie utwierdziłeś mnie w moim dotychczasowym przekonaniu. Przerwałeś dietę na okres choroby i znikasz w oczach? Po miesiącu straciłbyś parę kilo tylko po odstawieniu białka? Takie straty to szacują osoby po skończonych cyklach na metanabolu, gdzie masę ciała stanowi głównie woda. Czym że więc jest ta mityczna sucha masa mięśniowa zbudowana na białku, jeśli w razie potknięcia leci się parę kilo w miesiąc. Ja nigdy nie zanotowałbym takich strat. Mam mniej okazałą muskulaturę niż Ty, ale jeśli to co piszesz jest faktem, to z całą pewnością dużo stabilniejszą.

    2. Nie wiem czy wiesz ale zawodowi kulturysci waza tyle co ty a są na środkach dopingujących. Wiec już sobie wyobrażam z czego składa sie twoja ” masa ” 😉

    3. Wyleczyłem się, wróciłem do systemu treningowego (perfidne choróbsko, tydzień byłem tak słaby że ledwo łaziłem, potem drugi lajtowych ćwiczeń na rozruch) i przyszła pora na podsumowanie strat i refleksje. Tak jak myślałem, ponad 2 kg poszło w niebyt. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem tylko brać się do roboty :-/
      Co do strat – organizm jest tak stworzony, że ma swój optymalny zakres wagi (każdy indywidualny) i w nim utrzymuje się bez większego wysiłku. Natomiast wyjście poza ten zakres wiąże się z dużym nakładem sił i środków, a i tak złośliwe cielsko wykorzystuje każdą okazję powrotu do tego w czym czuje się najlepiej. Moje 95 kg przy wzroście 175 cm jest w pewnym sensie gwałtem na naturze, można utrzymać ten stan tylko przez dobre żarcie szeroko uzupełniane suplementacją. Gdy tego zabraknie, organizm z radością pozbywa się nadprogramowej masy którą traktuje jako niepotrzebny balast.
      Bez supli i megażarcia miałbym stabilną muskulaturę, ale moja optymalna waga to 84-86 kg i z tego przedziału bym nie wyszedł. Już to kiedyś przerabiałem, także w drugą stronę, jak chciało mi się robić „kaloryfer” na lato – schodziłem do około 80 kg, a potem po najdalej dwóch miesiącach wszystko wracało do standardu.
      Tak że morał z tego taki : na naturalnym odżywianiu można się rozwijać ale w granicach swojego naturalnego potencjału. Osiągniesz pewien poziom i staniesz, dalszy postęp będzie bardzo trudny jeśli nie niemożliwy. Chcąc wejść na „nienaturalny” dla siebie poziom, trzeba włączyć „nienaturalne” odżywianie 🙂

  4. Dumałem dużo nad tą ostatnią naszą wymianą poglądów. Sam nie wierzę że to napiszę, ale muszę przyznać że masz trochę racji 🙂
    Pomyślałem sobie że skoro tyle skorzystałem z Twoich porad w kwestii treningów, zreformowałem cały system treningowy to w kwestii żarcia też powinienem zdobyć się na zmiany. Nie muszę uporczywie trzymać się kulturystycznego schematu jedzenia jeśli już nie ćwiczę jak kulturysta.
    Trochę z lenistwa bo odechciało mi się gotować, liczyć białko w posiłkach też już nie miałem ochoty, poza tym bez wiecznie napchanego bebecha czułem się jakoś lekko i świeżo.. w każdym razie nie wróciłem do diety typu megażarcie. Co mnie w tym najbardziej zdziwiło? Straciłem ponad 3 kilo, ale wizualnie wyglądam na większego 😉 poprawiły się proporcje, zeszło trochę z brzucha ale przede wszystkim ogólnie się „ubiłem”. Nie wnikam w mechanizmy, może zatrzymywałem wodę, może to ogólne „napuchnięcie” było efektem ubocznym metabolitów fury białka, w każdym razie obecny stan mi się podoba 🙂
    Jedna rzecz mnie zastanawia : czy może być tak że organizm „nie lubi” jakiegoś rodzaju białka? Nabiał i jajka wcinam dalej, dopijam odżywkami więc ilościowo dostarczam prawie tyle samo, ale praktycznie zrezygnowałem z mięsa. Poza tym jem objętościowo mniej, jak chce mi się żreć piję mleko litrami i tak oszukuję żołądek. Wydawałoby się że ograniczenie żarcia powinno skutkować zmniejszeniem „powera”, a tymczasem czuję się o wiele lepiej, bardziej chce mi się ćwiczyć i mam więcej siły. O co tu chodzi?

    1. No proszę 🙂
      Widzę, że masz takie same doświadczenia jak ja. Po zarzucaniu na talerz więcej warzyw i owoców zamiast mięcha i ryżu też schudłem, i to więcej niż Ty bo 10 kg, ale nareszcie moja sylwetka zaczyna przypominać wysportowaną, a nie utuczoną. No i energia do wszystkiego wzrasta.

      Tak, organizm nie lubi białka sferycznego, czyli takiego jakie zwykło się nazywać „kompletnym” lub „pełnowartościowym”. Wiem, że to kłóci się z kulturystycznymi zasadami, ale fakty są takie, że każde białko i tak w końcowym efekcie jest rozkładane do poszczególnych aminokwasów i im bardziej kompletne białko, tym więcej roboty dla organizmu (ciężkie trawienie). Stąd uczucie „napchania” i braku chęci do aktywności fizycznej. Jest godzina 17:00, zjadłeś już 150 g białka i idziesz na siłownię. Twój organizm mówi: „stary, ja tu mam kupę białka do przerobienia, zostańmy w domu”. Teraz natomiast przestałeś obciążać swoje ciało dodatkową robotą, więc organizm mówi: „co było do zrobienia zostało zrobione to chodźmy poćwiczyć”. 🙂

      Inna sprawa to zakwaszenie organizmu, o czym już wcześniej gadaliśmy. Duże ilości białka to zakwaszenie, a oznaką zakwaszenia jest ospałość, zmęczenie itp. Odkwaszenie może mieć skutek odwrotny, czyli nagły przypływ energii.

      Najbardziej nielubianym przez organizm rodzajem białka jest kazeina, czyli niestety białko mleka i nabiału. Kulturyści ją stosują na noc, gdyż długo się trawi w żołądku. Dzięki temu aminokwasy są stopniowo uwalniane do krwiobiegu zapewniając ich podaż na kilka godzin. Brzmi ładnie, ale niestety to trawienie kazeiny jest dla organizmu nie lada wysiłkiem. W żołądku potrafią tworzyć się wręcz białkowe skrzepy, które biedny organizm musi jakoś rozłożyć. Nie zawsze mu się to do końca udaje i niestrawione białko zalega w jelitach, a tam jest już odbierane przez ciało jako obca substancja, którą należy zwalczyć.

      Traper, przestawiłeś się na zdrowsze odżywianie, a skutki odczułeś na własnej skórze. Brawo!

    2. Z tym zdrowszym odżywianiem to bym nie przesadzał 😉 po prostu przestałem wp..lać do oporu i zacząłem jeść tyle ile mój organizm potrzebuje, a nie „z górką” bo tyle wypadało z wyliczeń.
      Z pytaniem o białko chodziło mi o coś innego. Wywaliłem mięso, bo od zawsze czułem że mój organizm niespecjalnie za nim przepada, dawał mi znać o tym nieprzyjemnymi efektami ubocznymi. Gdy ćwiczyłem sam w swojej domowej siłowni czy w parku mogłem się tym nie przejmować, ale trenując w klubie nie mogę psuć powietrza 😉
      Piszesz że najbardziej nielubianym rodzajem białka jest kazeina z mleka i nabiału. Wiele czytałem o nietolerancji laktozy, ciężkostrawności kazeiny itp., a tymczasem bez żadnych problemów trawiennych wypijam dziennie około 2 l mleka lub innych napojów typu maślanka i zjadam do 500 g białego sera. Nabiałem mogę się napchać do oporu, a za parę godzin będę znów głodny, a konsumpcja nawet 100 g mięsa „zapychała” mnie na pół dnia i musiałem żreć na siłę. Do tego dochodziła odczuwalna ociężałość i „zamulenie”, a po paru godzinach skażenie okolicznego środowiska :-/ tak jakby to właśnie mięsiwo było jakąś toksyną którą organizm z mozołem neutralizuje..
      Przestałem się kłócić z własnym organizmem i dobrze mi z tym, ale czy jest na to jakieś rozsądne wytłumaczenie? Mechanizm trawienia i cała „fabryka chemiczna” w bebechach działa dobrze, nie chodzi o tłuszcz bo bywa że wsunę na raz 150 g żółtego sera czy sałatkę z majonezem i tłuszcz z takich źródeł mi nie szkodzi. Coś mi świta o diecie pod grupę krwi (nawet nie wiem jaką mam), że zgodnie z tą teorią pewni ludzie nie tolerują mięsa, a może faktycznie to kwestia zakwaszenia.. Normalnie ciekawostka 🙂

    3. No mięso samo w sobie nie jest też lubiane przez organizm. Potrafi zalegać niestrawione w jelitach. W swoim najbliższym otoczeniu również słyszałem od niektórych osób, że rezygnacja z nadmiernej ilości mięsa poskutkowała lepszym samopoczuciem i pracą jelit. Mięso to trochę dziwny produkt tak naprawdę. Zazwyczaj 25% to białko i trochę tłuszczu, a pozostałe 75%? Nic pożytecznego dla ciała. Pamiętajmy też, że my – współcześni ludzie zaopatrujący się w hipermarketach – razem z mięsem dostajemy w gratisie część tablicy Mendelejewa i Bóg wie co jeszcze (od osoby pracującej w mięsnym dowiedziałem się, że jak mięso jest stare i pojawia się żółty nalot, to było myte w płynie do naczyń, po czym nadal było piękne i błyszczące). Zresztą kurczaki przybierające na masie 50% w kilka dni to już standard. Z tą korelacją pożywienia z daną grupą krwi to raczej ściema.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *