6 zasad zdrowego żywienia, które BEZWZGLĘDNIE przestrzegam

Ostatnim razem wymieniłem 6 zasad zdrowego odżywiania, które całkowicie lekceważę. Teraz będzie zgoła odwrotnie. 6 zasad, których przestrzegam bezwzględnie. Co to znaczy bezwzględnie? To znaczy, że stosuję się do nich non stop, 24 godziny na dobę i nie pozwalam sobie na odstępstwa. „Ale jak to? Nigdy?” Tak, nigdy. Są takie zasady, na których łamanie nie mam nawet ochoty. Ktoś kiedyś powiedział, że zdrowe odżywianie to nie są wyrzeczenia, ani nawet zakazy i nakazy. To po prostu kwestia nawyków. Święta racja. Podobnie jak w kwestii treningów, najwyższy poziom wtajemniczenia osiąga ten, kto ma treningi w nawyku, jak poranne mycie zębów, i nie musi się do tego jakoś specjalnie zmuszać czy przygotowywać. Poniższe zasady traktuję jak donoszenie na sąsiada – nie robię tego, bo nie mam w zwyczaju.

1. Unikaj tłuszczów trans i olejów rafinowanych

Podejście do tłuszczy ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Jest to moim zdaniem najważniejszy makroskładnik pod tym względem. Skoro już mowa o makroskładnikach to wspomnę, że do białka nie trzeba przywiązywać większej uwagi. Nie licząc szkodliwej kazeiny, to nie ma większego znaczenia jaki rodzaj białka spożywamy. Na węglowodany trzeba uważać o wiele bardziej, wszyscy chyba wiemy jak może się skończyć nadmierne spożywanie cukru. Jednak jeszcze większą uwagę powinniśmy poświęcić tłuszczowi, który może nas zrujnować.

Tłuszcz może być bardzo zdrowy, jak na przykład oleje roślinne tłoczone na zimno, które są źródłem niezbędnych kwasów tłuszczowych nienasyconych. Tłuszcz może być również bardzo groźną trucizną. Mam na myśli oczywiście sztucznie utwardzone tłuszcze trans, które spożyte przez nas powodują lawinowe powstawanie wolnych rodników.

To właśnie one są powodem tych wszystkich schorzeń, za które oskarżane były niegdyś odzwierzęce tłuszcze nasycone. Możesz wejść do mojego domu z kokainą, kwasem solnym w słoiku czy arszenikiem. Najwyżej zostaniesz grzecznie wyproszony. Ale jak w progu pojawi się margaryna, to ze ścian wyjadą działa przeciwpancerne wycelowane w Twoja stronę i włączy się głośny alarm.

Margaryny, ani oleju rafinowanego w moim mieszkaniu nie ma prawa być. Nie stosuję tego od lat. Oczywiście nie mam wpływu na to, na czym smażone jest żarcie, które jadam na stołówce w pracy, czy w restauracji. Jednak sam pod żadnym pozorem nie stosuję utwardzonego tłuszczu. Słodycze jadam rzadko, a są one głównym źródłem tłuszczów trans.

Tłuszcz utwardzony i rafinowany to najgroźniejszy składnik pożywienia według mnie. Unikaj trans!

2. Nie pij napojów słodzonych

Gazowane i słodkie – takie napoje są niezbędne podczas gorących dni upalnych, jak sugerują Ci reklamy. Spoceni ludzie skąpani w słońcu i nagle wjeżdża to: skrzynka z kostkami lodu, a w niej schłodzone puszeczki. Działanie podprogowe to główna broń twórców reklam. Gdy jest Ci gorąco i świeci Słońce, to nagle nie wiadomo dlaczego marzy Ci się zimna puszka. Jeśli po nią sięgniesz raz, to sięgniesz i drugi, trzeci. W końcu zaczynasz robić to notorycznie i nie wyobrażasz sobie upalnych dni bez zimnej puchy lub 2-litrowej butli wprost z lodówki. Brawo, producenci reklam zdobyli kolejnego stałego klienta. Genialne.

Gdy jednak w Twoim życiu nastąpi pewien przełom i gazowane „psssst” zamienisz na sok 100%, to zauważysz, że stało się coś zupełnie odwrotnego. Tak jak napisałem w poprzednim punkcie, zdrowie to nie wyrzeczenia lecz nawyki. Nawyk picia soku lub wody mineralnej sprawi, że po dłuższym czasie te cudowne napoje z reklam zaczną smakować inaczej. Tak jakby… cukier w płynie.

Nie wierzysz? Sam sprawdź. Kiedyś mogłem pić colę litrami. Teraz nie wiem jak można to pić. Zdrowe żywienie to nie tylko jakiś tam tryb życia. To wyższa ideologia. Nie oddaję ciężko zarobionych pieniędzy komuś kto chce zrobić mnie w ch..a, twierdząc, że jego woda z cukrem i dodatkami E, ugasi moje pragnienie, lub co śmieszniejsze, zenergetyzuje mnie.

To się naprawdę opłaci. Pamiętaj, najlepszym izotonikiem zawsze będzie świeży sok, a najlepszym napojem nawadniającym woda ze szczyptą soli nieoczyszczonej. W tym nie ma magii. Nikt nie wymyślił nic lepszego i raczej długo nie wymyśli.

Polecam Ci też szersze zapoznanie się z tematem cukru:

Cukier a zdrowie. Dlaczego wpływ cukru na organizm może być zabójczy? 52 powody żeby go wyeliminować! KOMPENDIUM

3. Owoce i warzywa jadaj kilka razy w tygodniu

Ameryki nie odkryłem tym stwierdzeniem. Wydawać by się mogło, że to oczywiste, jednak przejrzawszy wiele diet okazuje się, że w niektórych jadłospisach warzywa i owoce schodzą na dalszy plan. Czasami sugerowane propozycje dań zawierają owoce do posiłku, ale brzmi to trochę tak jakby autor danej diety chciał powiedzieć: „Najważniejsze już zjadłeś więc jeszcze dla zasady wciśnij to jabłko”.

No bo jak inaczej można nazwać takie połączenie: kurczak + ryż + jabłko? Jak to jabłko musi się czuć w takim zestawieniu? Jak wyrzutek społeczeństwa, jak kula u nogi czy też piąte koło u wozu.

Co z takimi daniami jak leczo, szpinakowa, sałatka czy nasz ojczysty bigos? W tych daniach warzywa grają główne skrzypce, podobnie jak banany w koktajlu bananowym.

Pamiętaj, aby warzywa i owoce były istotnymi składnikami Twoich posiłków. Zyskasz dzięki temu lepsze zdrowie, energię i lepszą regenerację potreningową (zasadowość posiłków).

4. Unikaj żywności przetworzonej

Na ten akapit miałem całkowicie inny pomysł. Mogę Ci tu opowiadać jak bardzo przetworzone pożywienie jest niefajne itd. Ale po co? Nie chcę Cię zanudzać, to po pierwsze. A po drugie przecież na pewno to wiesz. Bardziej wymowne i ciekawe zarazem są fakty. Oto przedstawiam Ci pewien produkt jaki możesz kupić w większości marketów:

żywność przetworzona

Jeśli mówimy o pasztecie mięsnym, to mamy na myśli produkt zrobiony z mięsa. Wystarczy jednak usunąć słowo „mięsny” i ów pasztet może mieć dowolny, niczym nieograniczony skład. Definicja pasztetu według pani Wiki brzmi bowiem następująco:

„Pasztet – potrawa przyrządzana z jednolitej masy przygotowanej z surowego, gotowanego lub pieczonego mięsa, podrobów, drobiu, dziczyzny, warzyw, grzybów, ryb, soi lub sera. „

W powyższej definicji nie widzę mąki, drożdży, ani tłuszczu utwardzonego. No i… skąd u licha w pasztecie cukier, syrop glukozowy i fruktoza?

Przetworzone żarcie? Nie, dziękuję.

5. Jadaj produkty pełnoziarniste

Mam swój osobisty powód, dla którego jadam kasze, płatki owsiane itp. Oczywiście nieocenioną zaletą pełnoziarnistego pożywienia są węglowodany złożone. Błonnik? Tak, ale jadając warzywa i owoce również go dostarcza choć jest to nieco inny rodzaj błonnika.

Co tak bardzo mnie przekonuje do pełnych ziaren? Uwaga! Niska jakość współczesnych warzyw i owoców. Niestety, ale to ludzie ludziom zgotowali ten los. Dzisiejsze warzywa są mniej bogate w witaminy i minerały niż te sprzed kilkudziesięciu lat. A to wszystko przez wyjałowione gleby, które traktowane są opryskami z lewa i z prawa.

Dla przykładu, 100 g nieugotowanej kaszy gryczanej pokrywa aż w połowie dzienne zapotrzebowanie człowieka na magnez (220 mg). Jest to jedno z najlepszych źródeł tego cennego pierwiastka. Ciężko dostarczyć sobie tyle magnezu z warzyw i owoców. Ponadto taka porcja kaszy to aż 320 mg potasu, czyli mniej więcej tyle co średni pomidor, ale zawiera od niego więcej kwasu foliowego i luteiny.

To tylko przykłady. Nie uważam, jakoby kasza czy inne produkty pełnoziarniste konkurowały z warzywami i owocami w kwestii witamin i minerałów, jednak z pewnością mogą być dla nich dobrą alternatywą w okresie po/przed sezonowym, kiedy dobrych polskich roślin w sklepach brak.

Właśnie zimową porą najczęściej jadam pełnoziarniste produkty. Ograniczam nieco warzywa, bo zwyczajnie ich nie ma. Paczkowany paździerz z marketu nie wchodzi u mnie w grę.

6. Nie nadużywaj alkoholu

Jeśli pijesz wódkę w każdym tygodniu, to jesteś alkoholikiem. Jeśli tak samo często pijesz piwo, to jesteś statystycznym Polakiem. Co znaczy nadużywać? Dla każdego będzie to pewnie miało inny wymiar. Jedno piwo wieczorem to przecież nie nadużycie. Hmm…

Z alkoholem sprawa jest prosta. Nie ma żadnej dopuszczalnej normy. Po prostu im mniej tym lepiej. „No, ale dziadek przecież mówi, że wypija 50-tkę dla zdrowotności”. Tak, słyszałem takie opowieści. Że niby kieliszek wódeczki działa na pro. Być może po prostu niektórym nie zaszkodzi, ale na pewno nie jest prozdrowotny.

A co z Francuzami? Piją to wino do obiadu i ponoć im to na zdrowie wychodzi. Tak, to prawda. Wino wszak robione jest z owoców i zawiera mnóstwo przeciwutleniaczy, między innymi silny antyoksydant resweratrol. Są to składniki niebagatelnie ważne dla zdrowia. Natomiast alkohol zawarty w winie z pewnością już nie.

Jak u mnie wygląda sprawa z alkoholem? Mocne trunki, inaczej rzecz ujmując wódkę, dopuszczam raz do roku, najczęściej jest to Sylwester. No chyba że się trafi jakiś wypad z kolegami, ale jest to raz na ruski rok. Piwo natomiast… rzadko. Może jedno w miesiącu. Zdarza mi się otworzyć, wypić szklanę i resztę odstawić do lodówki. U większości facetów budzi to pewnie uśmieszek na twarzy. „Jednego piwa nie dajesz rady wypić?” Wiesz… Kiedyś bardziej lubiłem smak piwa. Ale znów to powtórzę: kwestia nawyków. Od niektórych rzeczy zwyczajnie ochota odchodzi sama. Nie jestem jedynym takim przypadkiem. Widziałem już jak sport zmienia zagorzałych piwoszy.

Alkohol jest rzadkim gościem w mojej lodówce i nic nie wskazuje na to, aby się to zmieniło. Oczywiście jeśli już mam wypić, to w dzień nietreningowy. Rodzi to czasem zabawne sytuacje. Moi znajomi pytali czasem jak przedstawia się mój grafik, bo chcieliby się umówić na piwo. Robię wtedy kwaśną minę, obliczam w myślach kiedy wypadnie mi dzień bez treningu i odpowiadam: „…ale tylko jedno”.

PODSUMOWUJĄC…

Warto mieć swoje żelazne zasady. Najważniejsze by Twoje zasady nie stanowiły dla Ciebie ograniczeń lecz były częścią zwykłej codzienności. Zdrowe nawyki to dobre nawyki. Pozdrawiam.

9 komentarzy

  1. Kevin napisał(a):

    Co do punktu 2. Nie zgadzam sie do konca z tym. Tez kiedys tego mocno przestrzagalem i pilem tylko wode. Ale w koncu zaczalem doslownie rzygac juz ta woda. Od czasu do czasu wypije sobie pepsi w puszcze albo jakiegos energetyka. Nie zauwazylem zeby jakos to wplynelo na moje ” ulanie „. Podobnie sprawa ma sie ze slodyczami. Jeszcze kilka miesiecy temu ich unikalem jak ognia. Jak zjadlem batona to mialem takie wyrzuty sumienia jakbym kogos zabil czy cos xd Teraz jem praktycznie codziennie cos slodkiego. Jest okres letni wiec zawsze wleci z jeden dwa rozki w ciagu dnia. Moj poziom taknki tluszczowej utrzymuje sie caly czas taki sam. Fakt nie jestem jakis mocno dociety ale nie uwazam sie za grubasa. Waze 82-83 kg przy wzroscie ok 190 cm. Mam plaski brzuch ale nie widac na nim kraty. ( moze taki lekki zarys jak dobrze swiatlo padnie ) Poki nie wychodze zbytnio poza swoje zapotrzebowanie nie widze zeby picie napojow slodzonych czy tam jedzenie slodyczy mialo jakis negatywny skutek.
    A jeszcze pozostaje kwestia zdrowotna. Juz nie popadajmy w paranoje. Nie sadze zeby komus zaszkodzila jedna puszka coli, pijac nawet ja codziennie. Oczywiscie jak ktos wali litrami w siebie te napoje to predzej czy pozniej bedzie bedzie mialo to jakis wplyw na zdrowie. Ale wszystko w nadmiarze moze spowodowac szkody. Tak samo, zbytnie dbanie o zdrowie moze spowodowac tylko zaburzenia psychiczne nic wiecej. ( nie mozna zjesc polowy produktow, ktore nam smakuja, tylko dlatego ze sa niezdrowe ) .

    Co pkt 6. Az przypomnial mi sie jeden gosciu co trenuje trojboj silowy a setke wodki pije naraz jako przedtrenigowke 😀

    7:40
    https://m.youtube.com/watch?v=5PSEP_idGIY

    Ostatnio nagral nawet jak trenowac watrobe.

    https://m.youtube.com/watch?v=hYUs5qC4bkU

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Fajnie, że wrzuciłeś taki komentarz. Cały artykuł dotyczy tylko i wyłącznie zdrowia. Nie ma nic wspólnego z docinaniem, sylwetką itd. Są tacy co jadają tonę ciastek dziennie i narzekają, że nie mogą przytyć. Tym samym bardzo sobie szkodzą.

      Jedna puszka coli codziennie nikomu nie zaszkodzi – czyżby? Dodaj do tego jeden batonik, który też nikomu nie zaszkodzi, dwa rożki, które też nie zaszkodzą i co tam jeszcze po jednej sztuce, które też nie zaszkodzą i podlicz na koniec ile cukru pożarłeś 🙂

      „Zbytnie dbanie o zdrowie może spowodować zaburzenia psychiczne” – no to jest bardzo ciekawe. Jak bardziej uważnie przeczytasz powyższy tekst to dostrzeżesz, że cały czas przewija się pewne przesłanie: ZDROWA DIETA TO NIE WYRZECZENIA, LECZ KWESTIA NAWYKÓW. Tak jak napisałem, nie piłem coli od lat i szczerze nie mam na nią ochoty. Postaw w tym momencie przede mną puszkę a nawet jej nie tknę. Zwyczajnie przestałem lubić. Kiedyś byłem miłośnikiem kartonowych napojów i nektarów. Jednak po dłuższym piciu soków takie wynalazki przestają smakować. Zwyczajnie zalatują tandetą. Tak jak menel, który sączy ze smakiem denaturat, ale daj mu przez kilka miesięcy na picie Finlandii i później znów postaw przed nim denaturat i zobacz jego minę.

      A skoro jesteśmy przy zaburzeniach psychicznych, już dawno udowodniono, że depresja bierze się nie ze stanu psychicznego, lecz ze złego odżywiania, poważnie. Z zaburzeń jelitowych konkretniej. Zapoznałem się kiedyś z kilkoma przypadkami depresji wyleczonej dietą wegańską z dużą ilością wyciskanych soków owocowo-warzywnych. Ludzie zdrowo jadający rzadziej cierpią na choroby psychiczne, a w psychozę popaść to można, ale jadając tzw. czyste jedzenie, czyli kurczak+ryż+brokuły przez cały dzień.

    • Kevin napisał(a):

      „Jedna puszka coli dziennie nikomu nie zaszkodzi – czyżby? Dodaj do tego jeden batonik, który też nikomu nie zaszkodzi, dwa rożki, które też nie zaszkodzą i co tam jeszcze po jednej sztuce, które też nie zaszkodzą i podlicz na koniec ile cukru pożarłeś ”

      No ale to mowa o puszcze coli dziennie czy obzeraniu sie slodyczami caly dzien ?. Napisalem ze umiar jest najwazniejszy o czym swiadczy te zdanie ” oczywiscie jak ktos wali litrami w siebie te napoje…….. „.

      Z tymi zaburzeniami to nie chodzilo mi tak doslownie. Po prostu ludziom zaczyna odpierda… i to konkretnie w momencie kiedy postanawiaja zaczac cwiczyc i trzymac diete. Zazwyczaj wmawiaja sobie ” no to od dzisiaj zdrowa dieta, zero lodow, cukierkow czipsow i slodkich napojow itd „. Pierwszy tydzien spoko osiagneli swoje zalozenia. W drugim tygodniu znajomy kupil sobie dwa snikersy i sie pyta czy chce jednego. Do tej pory taki czlowiek codziennie jadl po kilka takich snikersikow w ciagiu dnia wiec tydzien abstynencji spowoduje ze gdy zobaczy takiego snikersika to od razu zacznie mu slina leciec. Jednak jakos sie powstrzyma i odmowi. Przez reszte tygodnia bedzie ciagle myslal zeby se tu cos slodkiego wpier…, jednak jego „silna wola” spowoduje ze powstrzyma sie i wytrwa ten kolejny tydzien. Przychodzi nastepny tydzien. Gosciu nie moze sie juz powstrzymac i zaczyna wszystko wpierda…. ( jedzeniem tego.nazwac nie mozna ) bez opamietania. Znow wraca do swojego punktu z ktorego zaczal a czasami nawet jest jeszcze gorzej bo musi nadrobic wszystkie dni abstynencji od slodyczy. W tym momencie taki ktos konczy swoja diete, a za kilka miesiecy proboje kolejny raz swoich sil i znow konczy za kilka tygodni. Ile znasz takich ludzi ? Bo ja bardzo duzo. Milion razy podchodza do czegos i nic z tego nie maja. A nie lepiej zamiast tego by bylo po prostu ograniczyc spozycie slodyczy zamiast calkowicie z nich rezygnowac ? Jedzac nawet paczke czipsow 3 razy w tyg taka osoba po roku zaszla by duzo dalej niz jakby miala co chwile zaczynac od nowa przez narzucenie sobie zbyt restrekcyjnej diety. Z jedzeniem jest tak samo jak z treningiem. Jak bedzie sie za kazdym razem cisnac na 100 % to predzej czy pozniej sie wypali. Zawsze lepiej sobie zostawic troche zapasu. Zostaje taki lekki niedosyt i nie mozesz sie doczekac kolejnej sesji. ( wiem cos o tym bo kiedys cwiczylem do totalnego wycieneczenia i jedyne co mnie ciagnelo na trening to dyscyplina, natomiast teraz jest na odwrot, cwicze z zapasem i z niecierpliwoscia czekam na kolejna sesje ) . Z dieta jest tak samo. Jak ktos bedzie dawac z siebie 80 % i pozwoli sobie na wrzucenie czegos slodkiego do diety to motywacja bedzie caly czas. Z czasem moze dojdzie nawet do takiego poziomu ze zrezygnuje totalnie ze slodyczy.
      Dlatego moim zdaniem najlepsze jest liczenie makroskladnikow i kalori. Dzieki temu mozna sobie wrzucic do diety troche syfu. Dla Ciebie moze i to jest proste bo najwidoczniej jestes mocno zdyscyplinowanym gosciem i trzymanie w 100% czystej michy i regularne cwiczenia nie stanowia zadnego problemu. ( szanuje za profesjonalne podejscie) Ja w sumie tez moglbym tak robic z tym ze w sumie te wszystkie zasady zdrowego odzywania jakos do mnie nie przemawiaja. Jakbym natomiast mial wystapic w jakis zawodach kulturystycznych, oj to wtedy micha na 1000 % i trening najmocniejszy jaki mozna robic. Ale po pierwsze nie interesuje mnie docinanie bo bardziej wole wyniki silowe po drugie aktualnie trening to tylko dodatek do zycia a nie zycie mam teraz zupelnie inne priorytety. Mozliwe ze nasze odmienne podejscia wynikaja glownie z roznicy wieku. Ja mam 18 lat wiec mi nie sa straszne zadne slodycze bo moj organizm spokojnie sobie z tym poradzi. Natomiast im czlowiek starszy tym bardziej mysli o zdrowiu

    • Rafał Mu. napisał(a):

      „No ale to mowa o puszcze coli dziennie czy obzeraniu sie slodyczami caly dzien” – Bo napisałeś, że puszka coli dziennie i potem jeszcze wspomniałeś o dwóch rożkach, stąd ta odpowiedź. Tu puszeczka, tam rożek itd.

      Kevin, cały czas piszesz o dyscyplinie, wyrzeczeniach itd. I że ja niby jestem zdyscyplinowany, stąd przestrzegam tych zasad. Tak, jestem, ale piszę to po raz enty: To nie wynika z dyscypliny. Nie mam w nawyku picia słodzonych napojów, nie smakują mi już.

      Masz rację pisząc, że jak ktoś od razu wskoczy na czystą michę, będąc od zawsze łakomczuchem, to wiadomo że plan spali na panewce. Dlatego trzeba zmiany wprowadzać stopniowo. Ale po pewnym czasie niektóre zasady wchodzą powoli w nawyk i już nie masz ochoty wracać do wcześniejszych przyzwyczajeń. W moim życiu nigdy nie było tak, że odmawiałem sobie zjedzenia/wypicia czegoś, choć żal mi dupę ściskał.

  2. Piotr W Lip.ski napisał(a):

    1. Kazeina jest be, ale także inne odzwierzęce białka w nadmiarze, na który cierpi prawie każdy na standardowej diecie
    2. Cukrowy detox to potwierdzony wielokrotnie zabieg prozdrowotny, dlatego pełna zgoda. Kevin jak poznasz mechanizm rozwijający twoje preferencje smakowe w stronę pysznego cukru to szybko go odstawisz – to powstaje na zasadzie uzależnienia. jak masz chwilę to rzuć okiem » http://leczeniepro.pl/cukier-a-zdrowie-wplyw-cukru-na-organizm/
    3. Owoce i warzywa jadaj kilka razy, ale w DNIU! Zalecane minimum to 5 porcji, w czym 3 warzywa i 2 owoce. Kurczak, ryż, jabłko jest ok, ale świeże jabłko jako pierwsze i wówczas reszta wpada do pobudzonych soków żołądkowych, co usprawnia trawienie. Co do wyjałowionych roślin – solucją jest własna miniuprawa i/lub znalezienie rzetelnego gospodarza 😉

    PDR w oparciu o NPR, czyli pełnoziarnista dieta roślinna w oparciu o nieprzetworzone (niskoprzetworzone) produkty roślinne – warzywa, owoce, nasiona/ziarna/zboża i orzechy powinny stanowić 90% podaży kalorii, tylko 10% to produkty odzwierzęce – podobno to jest dieta optymalna i ważny determinant długowieczności. Sugeruje poczytać o tzw. badaniu chińskim Campbella – największe badanie żywieniowe w historii. Na jego podstawie powstała książka „Nowoczesne zasady żywienia” – jestem mniej więcej w połowie, ale już wiem skąd ta popularność wege 😉

    • Kevin napisał(a):

      O kurde nie doszedlem nawet do polowy tego artykulu co podlinkowales a juz tam tyle wymienionych negatywnych skutkow spozywania cukrow ze masakra. Faktycznie moze lepiej sie tym zainteresowac bardziej w kwesti zdrowotnej. Bo do tej pory bylo to na zasadzie ” nie podlewa mnie to po co mam z tego rezygnowac. ” Sproboje wyeliminowac na jakis miesiac totalnie jakiekolwiek slodycze i slodkie napoje i zobacze co sie stanie.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Hej Piotr, miło że się znów odezwałeś. Odpowiadam:

      1. Tutaj masz rację. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale akurat chodziło mi o jakość/rodzaj makroskładnika, który może mieć zły wpływ na zdrowie. Ilość to już osobny temat.
      2. Dzięki za link, wstawiam do wpisu.
      3. Oczywiście im więcej tych warzyw i owoców tym lepiej. Jednak kilka razy w ciągu dnia to już poziom expert 🙂 Oby chociaż ludziska jadły kilka razy w tygodniu. Własna uprawa roślin oczywiście najlepsza, ale gleba na której uprawiasz nie jest już tak bogata w pierwiastki jak kilkadziesiąt lat temu. Własne rośliny będą lepsze jakościowo i czystsze chemicznie, ale nic już nie da się zrobić w kwestii składników. Być może istnieją jakieś metody użyźniania gleb, ale nic mi na ten temat nie wiadomo.

      Dzięki za podrzucenie tytułu. Z pewnością przeczytam. Polecam Ci też „Niebieskie Strefy w Praktyce” – ta książka przedstawia diety ludności zamieszkujących Niebieskie Strefy, czyli obszary gdzie żyje się najdłużej. I także potwierdza ograniczanie produktów odzwierzęcych. Stąd już dawno utwierdziłem się, jaka dieta jest najbardziej optymalna.

      Kevin, słówko do Ciebie: nareszcie do Ciebie coś dotarło 🙂 Nie rezygnuj jednaj z napojów słodzonych, tylko stopniowo je zamieniaj na soki 100%. Rób też własne koktajle owocowe. 2 banany do miksera i masz super słodki koktajl. Można dodać miód. Klucz do sukcesu to nie zakaz, lecz docenienie smaku tego co naturalne. W końcu się odzwyczaisz.

  3. Piotr W Lip.ski napisał(a):

    Rafał, jak mogę coś dorzucić to z chęcią to zrobię, ale nie dostałem powiadomienia o odpowiedzi na mój komentarz – przypomniałem sobie, że tu leci dyskusja i dlatego odwiedziłem Cię jeszcze raz 😉 Jeszcze raz sugeruje, jeśli chcesz szybciej rozwijać swoją stronę zwróć uwagę właśnie na takie szczegóły + responsywność. Jak coś mam już ten najnowszy motyw do WP – Monstroid2 – w ramach bezinteresownej pomocy mogę przesłać pliki za free + kod zamówienia dla aktualizacji. Jeśli technicznie nie prowadzisz swojej strony to skonsultuj z adminem. Motyw jest na pełnym wypasie – możesz sprawdzić w sieci.

    Wracając do tematu, 5 roślin w dniu to ekspert? nie przesadzaj 😉 po prostu każdy posiłek powinien coś roślinnego zawierać i już będzie lepiej. Z glebami z tego co czytałem jest tak – przez wiele dziesięcioleci uprawy były katowane najważniejszymi minerałami z punktu widzenia rozwoju roślin, olewano te niby nieistotne, poboczne w najmniejszych dawkach, co zaburzyło ich ogólny stosunek w glebie. Podobno już się połapali, że to wyjaławia gleby i rośliny, dlatego w tej chwili właściwe tuningowanie upraw polega na nawożeniu pełnym zakresem mineralnym. Tak, tak, przywrócenie właściwych profili mineralnych jest możliwe jak najbardziej. W mieszkaniu dobrym rozwiązaniem jest także kiełkownica ceramiczna – gleby nie ma 😉

    „Niebieskie strefy” mam na liście do streszczenia, ale nie wiedziałem, że jest nowsza wersja „w praktyce” – dzięki za cynk!

    Kevin, właśnie takim hu.kiem jest cukier – nie czuć i nie widać jak dobija, nawet jest dodawany do niesłodkich produktów wysokoprzetworzonych. Jednak swoje robi – epidemia cukrzycy z czegoś wynika. Jak będziesz miał problem z totalnym odstawieniem słodkiego to wrzuć to tuż po treningu i/lub przed, ale docelowo zamieniaj własnie na jakiekolwiek słodkie rośliny.

    • Rafał Mu. napisał(a):

      Dzięki wielkie za chęci, ale właśnie pracuję nad nową odsłoną bloga. Wszystko robię sam więc to trochę trwa. Mam nadzieję że w przeciągu 2 – 3 miesięcy blog pojawi się w nowej wersji. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *