Kalistenika jest jeszcze wciąż undergrundowym modelem treningu. Jej popularność jednak stale rośnie dzięki modnemu ostatnimi czasy tzw. „treningowi domowemu”. Coraz więcej osób decyduje się na uprawianie treningu siłowego we własnych czterech kątach. A co się do tego lepiej nadaje niż kalistenika? Wielu młodych ludzi natomiast zafascynowanych jest street workoutem – młodym sportem wywodzącym się ze Stanów Zjednoczonych opartym na ćwiczeniach z masą własnego ciała i jakże spektakularnym. Niewtajemniczeni marszczą brwi na dźwięk słowa „kalistenika”. Zafascynowani przeszukują internet w poszukiwaniu informacji oraz literatury z nią związaną. W kręgach osób, którzy połknęli bakcyla treningu z masą własnego ciała krąży wiele opinii z nim związanych zarówno dobrych jak i złych. Wiele z tych opinii opartych jest na niewiedzy. Oto mity kalisteniki.

Mit 1: Kalistenika bazuje na zbyt lekkich ćwiczeniach by zwiększyć siłę mięśni

Z taką opinią można się spotkać na forach ortodoksyjnych kulturystów amatorów, którzy bez sztangi pod kołdrą nie mogą zasnąć. Pewnego razu ktoś spytał o to czy warto robić pompki. „Pompki? Pompki to można robić na rozgrzewkę lub na początku jeśli jesteś bardzo słaby” – odpowiada jeden z ekspertów. Czy można się z tym nie zgodzić? To zależy od jednej kwestii. Pompki klasyczne stanowią niewielkie obciążenie dla mięśni w przypadku osoby średnio-zaawansowanej i zaawansowanej i nie mogą stanowić alternatywy dla wyciskania sztangi. Kalistenika natomiast to nie pompki, a one same są jedynie jednym z wielu ćwiczeń jakie wykonują kalistenikomaniacy. Co do samej siły natomiast, to pompki są bardzo dobrą metodą na jej zwiększenie, zważywszy na to, że istnieje całe spektrum wariacji pompkowych od bardzo lekkich do wykonania (jak np. pompka przy ścianie) do bardzo ciężkich (np. pompka na kółkach gimnastycznych), które wymagają sporo siły. Kalistenikę docenia wielu kulturystów, wśród nich legenda Arnold Schwarzenegger, który nie gardził pompkami na poręczach czy francuskimi. Wielu sylwetkowców również na stałe zaprzyjaźnia się z podciąganiem na drążku.

Więcej o tym, jak kalistenika wpływa na siłę i wytrzymałość przeczytasz tutaj:
Siła a wytrzymałość w kalistenice

Mit 2: Kalistenika buduje prawdziwą siłę jakiej nie da się osiągnąć poprzez trening z ciężarami

kalistenikaCo prawda kalistenika nadaje się świetnie do budowania siły, ale niektórzy fanatycy popadają w niezdrowe skrajności. Uważają oni, że trening z ciężarami tworzy niejako „sztuczną siłę”, która nie sprawdza się codziennych czynnościach. Mówi się też o tym, że kalistenika rozwija siłę funkcjonalną podając to jako argument dla wyższości kalisteniki nad treningiem z obciążeniem zewnętrznym. Jest to spowodowane tym, że większość osób zwyczajnie nie rozumie czym jest trening funkcjonalny. Dla przykładu takie ćwiczenia jak martwy ciąg, przysiad ze sztangą na barkach czy wyciskanie sztangi w siadzie znakomicie rozwijają siłę funkcjonalną, a z kalisteniką nic wspólnego nie mają.

Nie wiem skąd więc takie przekonania. Dużo błędnych informacji na temat kalisteniki i treningu ogólnie pojętego wprowadza modna ostatnimi czasy książka Paula Wade’a pt. „Skazany na trening”. Autor książki pisze:

…Mężczyźni ci (chodzi o kulturystów) mogą mieć wielkie, sztucznie rozdęte ręce i nogi, ale wszystko to ogranicza się do tkanki mięśniowej – tymczasem ścięgna i stawy są słabe

Zdarza się, owszem, że stawy nie nadążają za rozwojem umięśnienia, ale są to skrajne przypadki osób nieumiejętnie stosujących środki sterydowe. Twierdzenie więc, że osoby o sporej muskulaturze mają słabe stawy i ścięgna i wrzucanie ich do jednego worka jest nie tylko obrazą dla osób uprawiających sporty sylwetkowe, ale też i wprowadzanie w błąd innych. Ale to nie wszystko. Dalej czytamy:

Bez względu na to jak wielką siłą dysponuje kulturysta, nie jest on w stanie spożytkować jej w skoordynowany sposób – jeśli poprosi się go o przejście kilku metrów na rękach, wywali się jak długi na ziemię

Chodzenie na rękach nie ma nic wspólnego z siłą mięśni, a tym bardziej z prawidłową koordynacją ruchów. Ręce nie służą do chodzenia, a ta umiejętność jest domeną osób zajmujących się gimnastyką. Żaden kulturysta nie musi jej posiadać. Biorąc pod uwagę co pisze pan Wade, zdecydowana większość osób nie potrafi prawidłowo spożytkować swojej siły. I tutaj właśnie następuje błędne rozumowanie siły funkcjonalnej. Kolejny cytat:

Chłopaki są dzisiaj takimi frajerami, próbując urosnąć na sztangach i hantlach

Bardzo drażnią mnie ignoranckie komentarze, że niby kalistenika do niczego się nie nadaje. Jednak traktowanie jej jako jedynej słusznej drogi i plucie jadem w kierunki innych sportów drażni mnie równie mocno. Uwaga! Kalistenika to nie trening na masę i nie jest alternatywą dla kulturystyki. Panie i panowie, promujmy kalistenikę przedstawiając jej zalety, a nie dyskredytując inne formy treningu.

Jeśli natomiast walczysz z dylematem jaki trening byłby najlepszy dla Ciebie, to zapraszam tutaj:
Kalistenika vs Siłownia

Mit 3: Kalistenika to trening najbardziej naturalny i mało kontuzjogenny

Mówi się, że jeśli trenujemy bez dodatkowego obciążenia, to jest to trening najbardziej naturalny dla naszego ciała. No tak, w końcu wykorzystujemy tylko własne ciało. Nic bardziej mylnego. Istnieje wiele ćwiczeń bardziej lub mniej naturalnych dla ludzkiego ciała. Nie ma to jednak nic wspólnego z tym, czy dane ćwiczenie wykonujemy z zewnętrznym obciążeniem czy bez niego. Czy pompki w staniu na rękach są naturalne? Nie po to natura dała nam nogi, abyśmy stali na rękach, a tym bardziej robili pompki w tej pozycji. Na dodatek nierozsądne wykonywanie tego ćwiczenia może doprowadzić do zrobienia sobie krzywdy. Owszem, podnoszenie bardzo dużych ciężarów również naturalne dla nas nie jest, choć z drugiej strony człowiek pierwotny musiał jakoś tego mamuta zaciągnąć do jaskini. Powiedzmy sobie szczerze. Mięśnie mamy po to, żeby podnosić. Podnoszenie ciężarów nie jest więc nienaturalne samo w sobie, a ćwiczenia z masą własnego ciała potrafią być niekiedy dość karkołomne. Dlatego do treningu podchodźmy z rozwagą. Nie wychodźmy z założenia, że skoro uprawiamy kalistenikę, to nic nie ma prawa nam się stać. Każdy sport niesie za sobą ryzyko kontuzji, a o poziomie ryzyka decydujesz głównie Ty sam.

Mit 4: Kalistenika i street workout to jedno i to samo

kalistenika

Kalistenika jest to trening siłowy z masą własnego ciała. Nie jest to tożsame ze street workoutem, który jest swego rodzaju sportem. Choć nazwa może być bardzo myląca, wszak w street workout, czyli treningu ulicznym nie chodzi o to by na ulicy trenować, lecz o to, by do treningu wykorzystać jedynie to co na ulicy można znaleźć (drążki, ławki, poręcze). Ale przecież street workout jest treningiem w masą własnego ciała. Tak, ale panują w nim ściśle określone zasady, tak jak w przypadku każdego sportu. Kalistenika jest bardzo szerokim pojęciem i oznacza jedynie (albo aż) wykorzystanie do ćwiczeń masy własnego ciała. Zarówno adepci street workoutu jak i gimnastyki bazują na kalistenice, jednak są to zgoła odmienne sporty.

Street workout opiera się głównie na ćwiczeniach na drążku i poręczach włączając do tego figury gimnastyczne. Nie są tutaj istotne tak wspaniałe ćwiczenia jak pompki klasyczne czy przysiady. Jak na ironię losu osoby o niewielkiej masie nóg mają łatwiej w street workout. Im większa siła ramiom i pleców i im mniejsza masa nóg, tym lepiej wykonuje się ewolucje na drążku. Jeśli więc chcesz być dobry w street workout nie musisz (a może nawet nie powinieneś) budować mięśni nóg. Jeśli chcesz budować kompleksową formę przez kalistenikę nie możesz zapominać nogach.

Mit 5: Kalistenika jest dla szczupłych

To kolejny mit wywodzący się głównie z mitu poprzedniego. W street workout potężni mają mniejsze szanse, jednak toporne osoby mogą z powodzeniem budować swoją formę dzięki kalistenice. „Ważę 100 kg więc w podciąganiu na drążku nigdy nie będę dobry”. Tak, trudno Ci będzie osiągnąć 20 powtórzeń przy tej wadze, ale pomyśl jak silne plecy zbudujesz dążąc do zaledwie pięciu czy ośmiu powtórzeń. Jesteś ciężki więc trenujesz z większym obciążeniem. Wykorzystaj to na swoją korzyść. Nie liczy się przecież wynik na papierze, a efekt końcowy.

I to by było na tyle. Każdy sport niesie za sobą stereotypy, niezrozumienie i błędny odbiór. Warto to czasem zweryfikować.