To był od zawsze jeden z moich pierwszorzędnych celów treningowych. Wykonać 20 podciągnięć na drążku, włączając w to powtórzenia z kippingiem. Cel został osiągnięty nawet z nadwyżką, bo mam za sobą wymarzoną dwudziestkę wykonaną siłowo. No może ostatnie powtórzenie o kipping się otarło… przeboleję. Dlaczego więc zamiast podskakiwać z radości czuję lekki niedosyt? Zrobiłem jeden z największych błędów jaki zazwyczaj popełniają trenujący. Zacząłem wymagać od siebie więcej niż jestem w stanie zrobić. Być może dlatego, że wcześniej udało się wykonać 17 podciągnięć w szerokim nachwycie, co sprawiło, że w klasycznym podciąganiu byłem zbyt pewny siebie. Przyznam szczerze, że klasyków nie wykonywałem na treningach już jakiś czas. Szerokie podciąganie tak bardzo mną zawładnęło, że postanowiłem na nich oprzeć swój trening pleców. Prawdopodobnie więc to nie moje 20 klasyków jest zaniżone, tylko 17-stka szerokich była dość wyśrubowana. Taka refleksja po głębszym przemyśleniu. No cóż, nie ma co ubolewać nad wynikiem, tylko trzeba powrócić do klasycznych podciągnięć i nieco je dopieścić.